FUCKING DZIENKUJE!
Słowa te wykrzyczał do publiczności uradowany zwycięzca Krakowskiej Nagrody Filmowej, Sebastian Silva, reżyser "La nana", po czym zadedykował swój film wszystkim pokojówkom na świecie.
Jego szczęście nie może dziwić - w tym roku całkowicie odmienił swoje życie; sukces artystyczny z Sundance (dwie najważniejsze nagrody - dla filmu oraz aktorki) połączył z sukcesem kasowym
w Krakowie, inkasując czek na 100.000 dolarów oraz obietnicę 1.000.000 PLN od PISFu jeśli tylko kolejny film nakręci w nadwiślańskim kraju. Silva obiecał, że tak właśnie uczyni, a jego
kolejny projekt będzie opowiadał... "o syrenach i nagich ludziach", czym dodatkowo zaskarbił sobie sympatię publiczności obecnej podczas Gali Zamknięcia w krakowskim kinie Kijów. Polskiego
Noble'a, czyli nagrodę dziennikarzy opiewającą na 10.000 dolarów, zdobył poruszający "The Messenger" Orena Movermana, a obie nagrody publiczności (dla producenta oraz dystrybutora) bodaj
najbardziej profilowana polska produkcja sezonu - "Wojna polsko-ruska". Wszystko to wydarzyło się na odbywającym się w Krakowie 2. Międzynarodowym Festiwalu Kina Niezależnego Off Plus Camera
(17-26 kwietnia 2009).
Festiwal debiutował w październiku zeszłego roku jako Off Camera, by po jedynie półrocznej przerwie powrócić pod nazwą Off Plus Camera, gdzie dodatkowe słowo opisuje oczywiście nowego sponsora
- Plus GSM. Pomimo kilku wpadek organizacyjnych i słabo nagłośnionej promocji, debiut festiwalu wypadł niezwykle obiecująco, stawiając przede wszystkim na mocny program i twórców, którzy licznie
zjechali do Krakowa, by promować swoje filmy (a część z nich z nadzieją na zainkasowanie zdumiewającej nagrody głównej). Na festiwalowej mapie Polski pojawiła się impreza z potencjałem,
wypełniająca niszę pozostawioną przez giganty ENH i WFF, a nie do końca wykorzystaną przez mniejsze festiwale. W relacji z pierwszej edycji pokusiłem się nawet o postawienie tezy, że
krakowska impreza ma potencjał stania się europejskim Sundance, co może było stwierdzeniem rzuconym na wyrost, ale określało intrygujące wrażenie, jakie Off Camera po sobie pozostawiła.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a skrócony okres oczekiwania na kolejną edycję sprawił, że wzrósł jeszcze bardziej.
|
 |
 |
Dyrektorzy Programowi Off Plus Camery, Szymon Miszczak i Anna Trzebiatowska, otwierają festiwal. |
Konferencja inaugurująca festiwal, od lewej: Andrzej Sołtysik, dziennikarz filmowy i prezenter telewizyjny, reprezentant władz miasta, Zbigniew Preisner, przewodniczący Jury oraz organizatorzy: Szymon Miszczak, Anna Trzebiatowska, Łukasz Bułka |
|
Jak więc sequel festiwalu prezentuje się w stosunku do poprzednika? Dwojako, znalazło się wiele rzeczy, które ulepszono, ale też i kilka, które zawiodły. Przede wszystkim wydłużono czas
trwania z pięciu do dziesięciu dni, co w efekcie spowodowało liczniejszą frekwencję, jako że festiwal objął dwa weekendy, a kwietniowy termin umożliwił udział większej ilości studentów.
Wydaje się również, że promocja odniosła lepszy skutek, choć to w równym stopniu zasługa budowania renomy festiwalu przez jego organizatorów. Niemniej jednak zabieg wydłużenia festiwalu
przy tak krótkim okresie przygotowawczym przyczynił się równocześnie do pojawienia się w nim pierwiastków chaosu; tak wielu przesunięć programowych nie uświadczyłem jeszcze na żadnej dużej
imprezie. Ponadto, o ile podczas 1. edycji wypełniono każdą możliwą lukę czasową, tak podczas 2. program świecił dziurami - rozłożenie na większą ilość dni nie jest ostatecznie żadną wadą,
ponieważ atrakcji i tak było aż zanadto, jednak przypominający szachownicę program wizualnie wywierał średnie wrażenie.
Pod względem organizacji Off Plus Camera zakreśliła potężną sinusoidę, miejscami wznosząc się na wyżyny realizacji i przygotowania, zbyt często jednak zaliczając dość bolesne upadki.
Dość powiedzieć, że po raz kolejny katalog pojawił się dopiero w połowie festiwalu, a częste zmiany w programach projekcji wprawiały wielu widzów w konfuzję czy irytację, stając się
czymś na wzór krakowskiego odpowiednika słynnych (i już kultowych) nowohoryzontowych kolejek. Anna Trzebiatowska, która zastąpiła Michała Oleszczyka na stanowisku dyrektora programowego
(funkcji, którą pełni obecnie wraz z Szymonem Miszczakiem, prezesem stowarzyszenia organizującego Off Plus Camerę), tłumaczy spokojnie, że "nikogo nigdy nie oszukiwaliśmy, że wszystko
będzie dobrze, bo tak naprawdę nie ma takiej możliwości". Po czym szczerze przyznaje: "Ciągle się uczymy i nie będę udawać, że wiemy wszystko, kiedy tak naprawdę o wielu rzeczach nie mamy
jeszcze pojęcia. Ale to chyba normalne, to dopiero druga edycja - to wymaga czasu". Wypada przytaknąć, lecz kredyt zaufania założony przy pierwszej i rozciągnięty na drugą edycję został
lekko nadszarpnięty, bowiem zawsze, nieważne jak dobra jest impreza, najbardziej zauważalne (co niejako smuci) są właśnie jej wpadki. 2. edycja Off Plus Camery stała się jednak ostatecznie,
dzięki charakterowi i zaangażowaniu organizatorów trojących się w likwidowaniu wpadek - i pomimo samych niedociągnięć - czymś w rodzaju filmowego wydarzenia. Tym bardziej, że już 2. edycja
festiwalu została objęta opieką mekki filmowej niezależności - festiwalu Sundance, który roztoczył nad nią swój patronat, oraz wsparta pomocą takich programatorów znanych światowych festiwali
jak Rosa Martinez Rivero (kino z Ameryki Południowej) czy Hannah Fisher (Most Kultur).
"To dla nas ważne, że współpracujemy z ludźmi z zagranicy, którzy znają się na świecie filmowym, w którym się poruszają, czy to kina niezależnego w Stanach, czy Ameryce Południowej, czy Azji",
wyjaśnia Łukasz Bułka, dyrektor promocji krakowskiego festiwalu. "Uznaliśmy, że jeśli skupimy się na interesującym, urozmaiconym programie, to nie będzie tak źle", dodaje do swoich
wcześniejszych słów Anna Trzebiatowska. Na poparcie tej tezy ma różnorodność sekcji: Odkrycia (podzielone na nagłośnione już w tym roku filmy niezależne; From the Gut, czyli stricte
amerykańskie kino niezależne, stojące w odważnej opozycji do odgórnie przyjętej wizji filmów zza oceanu; najważniejsze odkrycia z Ameryki Południowej); Nadrabianie zaległości (czyli
filmy, które z takich czy innych przyczyn nie trafiły do dystrybucji kinowej w Polsce, sekcja w tym roku zainspirowana po części felietonem Jerzego Płażewskiego); Most Kultur (czyli
filmy podejmujące tematykę kulturalnego i religijnego dialogu oraz budowania więzi tolerancji, nie tylko pomiędzy Wschodem i Zachodem, ale również w ramach rosnącej multikulturowości
samej Europy); Queer Cinema (filmy podejmujące zarówno tematykę homoseksualizmu, jak i wykluczenia poza margines społeczeństwa); 25 lat Sundance (czyli filmy, które w jakiś sposób wpłynęły
na kreowanie najważniejszego festiwalu kina niezależnego na świecie); Focus on (czyli sekcje skupiające się na danym zagadnieniu, podzielone na Polski Off, czyli pytanie o kondycję
polskiego kina niezależnego; przybliżenie filmów Jean-Luca Goddarda; Maxa Farberbocka, Andrieja Zwiagincewa, Toma Kalina); wreszcie hołdy dla ikon kina: Anny Kariny oraz Seymoura Cassela.
Dodatkowo wiele z tych sekcji zostało poparte panelami dyskusyjnymi, podczas których zaproszeni goście prezentowali siebie lub ogół zagadnienia, które w Krakowie promowali, by na końcu oddać
się w ręce publiczności. Na tym nie kończy się innowacyjność festiwalu, który pomimo organizacyjnej czkawki mienił się różnorodnością wydarzeń: były koncerty, w tym roku przeniesione z ciężkiego
do opanowania dworca głównego do klimatycznej Piwnicy pod Baranami, a w klubie Kokon ekstrawaganckie występy drag queen Glorii Viagry oraz czeskiego zespołu Królewny Nocy. Ciekawym i oryginalnym
pomysłem offpluscamerowców było wprowadzenie konkursu krótkich filmów nakręconych aparatami komórkowymi. "Bierzcie i kręćcie", bo tak się ten projekt nazywa, wywarł pozytywne wrażenie podczas
pierwszej edycji, dokładając cegiełkę do głoszonych w Manifeście ambitnych zadań, jakie organizatorzy przed sobą postawili. Dość powiedzieć, że podczas drugiej wypadł co najmniej równie dobrze,
umożliwiając młodym twórcom (jeden ze zwycięzców dopiero zaczyna licealną mordęgę!) realizację kolejnych projektów, aplikując po 3.000 PLN na ich konta. Zwycięskie filmy zademonstrowały
funkcjonalność sztuki montażu oraz fakt, że na komórce można kręcić... filmy dokumentalne, a sam projekt udowadnia, że jak się chce, to się naprawdę da.
|
 |
 |
Tak się cieszą zwycięzcy: Gwen Bialic i Sebastian Silva |
Oprócz ładnych pamiątkowych statuetek Off Camera oferuje spore gratyfikacje pieniężne |
|
Sekcje sekcjami, jednakże elementem flagowym festiwalu jest konkurs główny, po raz kolejny intrygujący, choć odczuwalnie nierówny. Do wygrania Krakowska Nagroda Filmowa, czyli robiące
wrażenie 100.000 dolarów, które dostaje reżyser filmu. Jak wyjaśnia Łukasz Bułka "nagrodę w podobnej wysokości funduje jedynie festiwal w Tokio, ale nie jest to bynajmniej nagroda dla
młodych, debiutujących twórców - tam jest to prestiżowa nagroda dla filmu, który wygrywa konkurs". Na pytanie o kryteria doboru, Anna Trzebiatowska odpowiada prosto: "Wybieraliśmy filmy,
które zrobiły na nas wrażenie, filmy oryginalne, opowiedziane własnym głosem. Tak naprawdę nie było jakichś bardzo ścisłych kryteriów wyboru, chodziło o filmy, które będą w pewnym sensie
osobiste". Osobisty według znaczenia Manifestu Off Plus Camery - taki z odciskami palców jego twórcy. I to się sprawdza, ponieważ z konkursowych obrazów wyziera chęć konfrontacji ich
twórców z tym, co ich trapi lub intryguje; jednocześnie elementem łączącym tegoroczne filmy konkursowe była szeroko pojmowana samotność w ponowoczesnym świecie. Kilku reżyserów starało
się przepisać na nią recepty, a kilku skłonić do refleksji nad zagrożeniem, jakie ze sobą niesie, ale wszyscy ze zrozumieniem lub przerażeniem poddawali ją swojej osobistej analizie, co
w efekcie, jak w przypadku innych aspektów festiwalu, sprawiło, że wrażenie nierówności zostało zepchnięte na margines świadomości.
Jak wyjaśnia Anna Trzebiatowska: "Off Plus Camera ma być festiwalem reżyserów, miejscem, w którym twórcy mogą się wymienić poglądami i pomysłami na projekty". "Chcemy młodych twórców promować
i ułatwić im tę dalszą drogę filmową, nie każąc im nic zmieniać; odciążyć ich trochę od ciśnienia, że muszą zrobić film, który się sprzeda", dodaje Łukasz Bułka. I tak rzeczywiście jest, pomimo
tego, że o samym Manifeście, szumnie propagowanym podczas październikowej edycji, mówiło się na 2. edycji mało. Wcale to nie oznacza, że jego buńczuczność została w jakikolwiek sposób stępiona.
Organizatorzy po prostu sprawili, że ambitny Manifest ("Niezależność nie musi kończyć się wraz z pierwszym filmem. Nie chcemy, by telewizja, i rynek oznaczały komercję i tandetę") wniknął w
strukturę festiwalu, stając się jego integralną częścią; by słowa ustąpiły miejsca czynom. A to oznacza, że Off Plus Camera dojrzewa i nie będzie jedynie efektownym fajerwerkiem na polskiej
mapie festiwalowej.
Innego zdania jest Łukasz Maciejewski, który po raz kolejny obrał na swój celownik festiwal filmowy (w zeszłym roku ENH), w felietonie opublikowanym na FilmWebie (
TUTAJ)
zamieszczając druzgocącą krytykę Off Plus Camery... zanim ta się jeszcze zaczęła. Na pytanie o felieton Maciejewskiego organizatorzy się nie obruszają. Anna Trzebiatowska wie, że od krytyki
nie da się uciec, stwierdza więc jedynie, że "artykuł był tendencyjny", po czym dodaje, że "będziemy się spotykać z krytyką zewsząd i to jest normalne". Dyrektor programowa jest świadoma tego,
że krytyka może być również pomocna, wytykając błędy, pokazując alternatywne ścieżki, kończy więc temat stwierdzeniem, że "jeśli już krytykować, to porządnie". Łukasza Bułkę natomiast bardziej
zastanawia, dlaczego Maciejewski atakuje 2. edycję festiwalu argumentem o braku przyszłości jeszcze przed rozpoczęciem samej imprezy. "Festiwal się rozwija, a to, że robimy go inaczej, nie
znaczy, że gorzej", oznajmia. Takie podejście jest chyba jedynym prawidłowym w starciu z krytykanckimi tezami zawartymi w felietonie, i może organizatorom nie wypada mówić tego na głos, ale
moim osobistym zdaniem red. Maciejewski powinien się nawet nie przyznawać, że nie zna takich aktorów jak Seymour Cassel i jak najszybciej o swoim felietonie zapomnieć.
Wracając do samego festiwalu. Do Krakowa ponownie zjechało sporo znakomitości z całego świata (więcej w fotoreportażu), może nie błyszczących celebrytów, których najwyraźniej spodziewał się
Łukasz Maciejewski, ale ludzi prawdziwie zaangażowanych w kino niezależne; jego rozwój, promocję, kondycję. "To są twórcy, którzy naprawdę się palą, żeby rozmawiać o swoich filmach, pytają
się, kiedy mogą się spotkać z widownią i czy mogą opowiedzieć o swoich pomysłach, wytłumaczyć się z pewnych rzeczy", mówi Anna Trzebiatowska. "Zapraszamy ludzi, którzy w świecie kina niezależnego
są ważnymi postaciami. Można powiedzieć, że nie zapraszamy Gwiazd, ale gwiazdy kina niezależnego. I nie zapominajmy, że to jest właśnie festiwal kina niezależnego. Zapraszamy gości, którzy są
ważnymi osobami w tym nurcie", podkreśla Łukasz Bułka, po czym dodaje: "Kraków, miasto, w którym od wieków przenikały się różne kultury, jest znakomitym miejscem do dyskusji. Chcemy, żeby twórcy
przyjeżdżali tutaj nie tylko po to, żeby promować swoje filmy, ale również po to, by w mieście, którego 1/4 populacji stanowią studenci, czyli ludzie, których poglądy się kształtują, rozmawiać na
ważne i aktualne tematy, w których kino odgrywa ogromną rolę".
|
 |
Jury konkursu głównego, od lewej: Trevor Groth, Allison Anders, Zbigniew Preisner, Fernando Trueba, Max Färberböck, Andriej Zwiagincew |
|
Off Plus Camera jest imprezą młodziutką, może jeszcze trochę naiwną, acz niezmiernie ambitną, a wypracowanych przez organizatorów sukcesów wielu może im zazdrościć. To w końcu dopiero druga
edycja, ale warto pamiętać, że zrobiona odważnie jedynie z półrocznym interwałem, aby ustawić termin corocznego święta kina niezależnego na wiosnę, nie na jesień. Nie usprawiedliwia to w żadnym
wypadku sporych wpadek organizacyjnych, jednak wyjaśnia specyfikę niecierpliwego dojrzewania festiwalu, który dopiero wyrabia sobie kontakty i renomę w kraju i na świecie i nie potrafi jeszcze
do końca wcielić swoich wielkich ambicji w życie, zapanować nad wszystkim tym, co chciałby osiągnąć, co chciałby sobą prezentować. Krakowski festiwal rządzi się paradoksami. Z jednej strony
potężne zastrzyki pieniężne od miasta Kraków oraz sponsorów pozwalają na zaproszenie do Krakowa wielu gwiazd kina niezależnego oraz kwiatu młodych twórców z całego świata, oraz stworzenie
atmosfery do szeroko pojętej dyskusji. A z drugiej to impreza dość kameralna, można zaryzykować stwierdzenie, że wręcz intymna, nastawiona nie na masowość doświadczenia, lecz indywidualne
przeżycie. Krakowskie kina, często o salach na 20-30 osób, nadają specyficznego klimatu manifestującego przeżycie, celebrację kina, co w połączeniu z mało multipleksowym repertuarem sprawia,
że wokół festiwalu wytwarza się wdzięczna otoczka wyjątkowości, stanowiąca oddzielny świat, w którym można zamieszkać na dziesięć dni.
"Nie chcemy być festiwalem czerwonego dywanu", podkreśla Łukasz Bułka, a jego słowa znajdują potwierdzenie w sposobie prowadzenia Off Plus Camery. "Właściwie można bezpośrednio do nich [twórców,
aktorów] podejść i z nimi porozmawiać - i to jest moim zdaniem bardzo ważne, bo festiwal nie jest tylko po to, żeby chodzić do kina", Bułka dodaje, trafiając w samo sedno. Najważniejsze na
festiwalu jest doświadczenie, zarówno filmowe, jak i ze spotkania ludzi, którzy ten filmowy wymiar kreują. Nastawiając się właśnie na takie podejście, Off Plus Camera wychodzi poza rozwiązania
przyjęte przez większość polskich festiwali, zaczyna się wyróżniać, w efekcie nabiera tak silnie poszukiwanego charakteru i siły wyrazu. Krakowski festiwal jest jedną z niewielu obecnie imprez
filmowych w kraju, podczas których można podejść do twórców i bez problemów z nimi porozmawiać o tym, o czym się chce, a nawet wybijającą się ponad inne, ponieważ w nowohoryzontowej czy WFF-owskiej
masowości ten kontakt jednak się trochę gubi. Pozostaje więc życzyć organizatorom, by zdołali utrzymać ten charakter, łącząc rozwój i rozrost festiwalu z tą cudowną celebracją filmów. Jeśli im
to się uda, wszystkie pomniejsze wady (zaznaczam: pomniejsze) i niedociągnięcia będzie można spokojnie puścić w niepamięć, rzucając się w wir doświadczeń, które mogą, acz nie muszą, zmienić
perspektywę postrzegania filmowego świata.
W jakim kierunku będzie podążać Off Plus Camera? Łukasz Bułka: "Festiwal przede wszystkim ma rozszerzyć swoją ofertę repertuarową. Bardzo chcielibyśmy rozszerzyć ofertę kina azjatyckiego,
stąd też obecność dyrektora i założyciela największego festiwalu azjatyckiego - festiwalu w Pusan"; Anna Trzebiatowska: "Więcej dobrych filmów, jak najwięcej gości, którzy będą filmy prezentować,
imprez towarzyszących - więcej, lepiej, szybciej. I przede wszystkim jeszcze lepiej pod względem organizacyjnym". Zobaczymy co z tego wyjdzie. Trzecia Off Plus Camera będzie w pewien sposób
wyjątkowa, bowiem po raz pierwszy organizatorzy mają aż rok czasu na zorganizowanie swojej imprezy; na przygotowanie mocnego programu oraz zaprojektowanie kuszących wydarzeń około filmowych.
Będąc bogatsi o doświadczenia dwóch edycji, nie mogą tego kolokwialnie rzecz ujmując schrzanić. Presja rośnie, tak jak oczekiwania oraz nadzieje związane z festiwalem. trzecia edycja będzie
więc najważniejszym dotychczas sprawdzianem możliwości i siły charakteru, jaką offpluscamerowcy w sobie mają. Czeka ich ciężka praca, ale jeśli im się uda - nagroda będzie wielka.
Na europejskie Sundance przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale krakowska impreza prezentuje się nad wyraz obiecująco, z jednej strony promując kino świeże, odważne, osobiste, udowadniając,
że idealistycznie rzecz ujmując - w świecie filmowym wszystko jest możliwe, a z drugiej podsuwa uczestnikom pod nos narzędzia, którymi sami mogą odmienić swoje życie. Tak jak Sebastian Silva,
który "La nana" nakręcił po części w oparciu o historię własnej rodziny, a planem zdjęciowym uczynił dom, w którym się wychował. Off Plus Camera potrzebuje cierpliwości, a może stać się
kolejnym oknem Polski na świat. Tym lepszym, tym ciekawszym, że ustawionym w światowej kooperacji z ludźmi, którzy żyją po drugiej stronie szyby - i swoją pasją i zaangażowaniem zachęcają
do otworzenia okna. Najważniejsze co trzeba posiadać na krakowskim festiwalu, to chęci, zarówno do buntowania się przeciwko odgórnie narzuconym regułom przemysłu, zadawania odważnych pytań,
rzucania twórcom wyzwań, jak i do otwierania się na nowe doświadczenia, wyrabiania własnej osobowości poprzez obserwację oraz wypracowania w sobie odwagi, czy to podejścia do twórców, czy...
nakręcenia własnego filmu. Jak udowadnia festiwal, można to zrobić praktycznie za darmo, poświęcając jedynie własny czas.
|
 |
Zwycięzcy Off Plus Camery na wspólnym zdjęciu z jurorami podczas konferencji kończącej festiwal |
|
Tak, ja niżej podpisany głęboko wierzę w to, co napisałem, bowiem Off Plus Camera prezentuje dokładnie to, czego w tym kraju niedostatek - zaproszenie do wyzwolenia w sobie odwagi do
uczestnictwa, nie tylko przyglądania się z dystansu. Za rok z pewnością się w Krakowie pojawię. Mam nadzieję, że się tam razem zobaczymy.
Jeśli chcemy konkurować z innymi festiwalami, to właśnie w kwestii repertuarowej, tzn. chcemy tutaj pokazywać najlepsze filmy z tego nurtu, na którym się skupiliśmy, czyli kino
niezależne, kino artystyczne, kino autorskie. Nie mamy pomysłu na to, żeby nasz festiwal był festiwalem polskich premier, najbardziej kasowych czy komercyjnych filmów. Ważne, żeby program
był ciekawy i żeby ciekawi goście mogli uczestniczyć w spotkaniach z naszą publicznością.
Łukasz Bułka, dyrektor promocji festiwalu Off Plus Camera