"Opętani" zaczynają się od ujęcia głównej ulicy miasteczka Ogden Marsh, która przypomina strefę niedawno zakończonych działań wojennych - porzucone i zniszczone samochody, budynki stojące w płomieniach, wokół żywej duszy. Coś złego się stało, bo przecież amerykańska prowincja nie powinna tak wyglądać. Cofamy się więc o dwa dni, aby dowiedzieć się, jak do tego doszło. Podczas meczu inauguracyjnego nowy sezon baseballowy, miejscowy pijak wdziera się na boisko z bronią w ręku. Szeryf miasteczka zabija go w samoobronie, ale, jak się okaże, to nie alkohol zaszkodził mężczyźnie. Następnego dnia inny mieszkaniec Ogden Marsh zachowuje się równie nietypowo - podpala swój dom z zamkniętymi w środku swoją żoną i synem. Dlaczego to zrobił? Szeryf szybko odkrywa, że woda pitna jest czymś zatruta, ale burmistrz na tę rewelację macha ręką. Nie godzi się zakręcić głównego zaworu wody, bo gospodarka na tym ucierpi. Szeryf robi to więc za niego, ale jest już za późno. Ludzie zaczynają szaleć i zabijać, sytuacja wymyka się spod kontroli. Robi się jeszcze bardziej nieciekawie, gdy do akcji wkracza wojsko. Szeryf, wraz z żoną i znajomymi postanawiają uciekać z miasta.
Film Brecka Eisnera jest remakiem thrillera George'a A. Romero pt. "Szaleńcy" z 1973 r. Tamten obraz kazał zastanowić się nad ówczesną Ameryką rządzoną przez Richarda Nixona - w dobie wojny w Wietnamie zaufanie społeczeństwa do swojego prezydenta stawało się coraz mniejsze, a co za tym idzie również wojsku się dostało. Romero, będący już po realizacji swojej kultowej "Nocy żywych trupów", nakręcił film dynamiczny, zjadliwy, miejscami krwawy, w którym zagrożenie, obok zarażonych wirusem, stwarzają ubrani w białe kombinezony żołnierze z maskami przeciwgazowymi na głowach. W "Szaleńcach" mamy sceny z politykami, którzy kłócą się czy i kiedy zrzucić atomówkę na miasteczko, w którym doszło do epidemii. Szaleństwo nie objawia się tylko przez zabijanie siebie bądź innych - między ojcem, a córką dochodzi do zbliżenia, bo tatuś myli swą latorośl z mamusią. U Eisnera takich momentów nie uświadczymy.
|
|
Przy porównaniu obu filmów w oczy najbardziej rzuca się rola wojska. W oryginale oglądamy akcję również z ich punktu widzenia - głównodowodzący to człowiek niegłupi, dlatego tak dużą uwagę przywiązuje do znalezienia antidotum. Eisner nie daje żołnierzom prawa głosu. Stanowią oni bezosobową masę, która likwiduje zarażonych, nie zadając przy tym żadnych pytań. Nic więc dziwnego, że widz trzyma stronę szeryfa i jego przyjaciół. Prawi, odważni i ładni. Od razu ich się lubi. Szkoda tylko, że bywają też głupi, podobnie jak cały film.
W "Opętanych" mamy sceny znakomite, tak mniej więcej do czterdziestej minuty, bo potem (od momentu, w którym szeryf postanawia ratować swoją żonę) coś zaczyna się psuć. W jaki sposób wrócił niezauważony do miasteczka, do swojego biura? Będę rad, jeśli ktoś mi na to pytanie odpowie. A i wcześniej mamy takie "kwiatki". Ślepy w sam czas powie do głównego bohatera: "Za tobą!", choć sam przecież nie widzi, co tam się czai. Scena z piłą w kostnicy jest przezabawna, nie wiem tylko, czy taka miała być. Bohaterowie ubrani w dresy, biegnący przez pole, to również widok nieprzeciętny. Na uwagę zasługują również "pyszne" dialogi - dobrzy aktorzy jakimi są Timothy Olyphant (szeryf) i Radha Mitchell (żona szeryfa) muszą sobie raz za razem radzić z wyznaniami miłosnymi, tudzież przekonywaniem jedno drugiego, że wszystko będzie dobrze. Ile można?!
|
|
Na szczęście film jest sprawnie opowiedziany, trzyma w napięciu i bywa straszny, choć metody jakich do tego używa, do wyrafinowanych nie należą (duża w tym zasługa muzyki Marka Ishama). Reżyser Eisner do zdjęć zatrudnił Maxime'a Alexandre'a, stałego operatora najlepszego obecnie reżysera horrorów Alexandre'a Ajy ("Blady strach", "Wzgórza mają oczy", "Lustra"), dzięki czemu nawet kombajn w oświetlonej stodole robi wrażenie. Alexandre lubi duże, puste przestrzenie - bohaterowie wydają się jeszcze bardziej bezbronni, gdy wokół są same pola i znikąd nie można liczyć na pomoc. Szkoda tylko, że tak często filmuje bohaterów, gdy ci idą pustą drogą. W zwolnionym tempie, na tle pięknego krajobrazu wydaje się to "cool", a jest po prostu nudne.
Kolejną rundę w odwiecznej walce "oryginał kontra remake" - wygrywa oryginał. Jest być może słabiej zrealizowany, ma mniejszy budżet i nie wszyscy są zawodowymi aktorami, ale przynajmniej jest o czymś. Remake Brecka Eisnera filmem złym nie jest. Ja sam po wyjściu z kina byłem zadowolony. Dostałem produkt profesjonalnie zrobiony, nie nudziłem się, wystraszyłem się ze trzy razy, uśmiałem z pięć, podobał mi się niespieszny, ale nie nużący styl opowiadania. Bywa jednak głupi, a wtedy nawet piękne zdjęcia nie pomogą.
6/10
 |
wytwórnia - Overture Films, Participant Media, 2010
reżyseria - Breck Eisner
scenariusz - Scott Kosar, Ray Wright
wg filmu z 1973 roku w reżyserii - George'a A. Romero
produkcja - Michael Aguilar, Rob Cowan, George A. Romero
zdjęcia - Maxime Alexandre
muzyka - Mark Isham
montaż - Billy Fox
scenografia - Andrew Menzies
efekty wizualne - Ron Thornton, Mike Uguccioni
czas projekcji - 101 minut
wystąpili
Timothy Olyphant
Radha Mitchell
Joe Anderson
Danielle Panabaker
Christie Lynn Smith
Brett Rickaby
Preston Bailey
|
(David Dutton)
(Judy Dutton)
(Russell Clank)
(Becca Darling)
(Deardra Farnum)
(Bill Farnum)
(Nicholas)
|
|
 |