Można powiedzieć, że jestem fanem filmów Edwarda Zwicka - facet ma znakomity warsztat, głowę na karku i potrafi we wspaniały sposób (przynajmniej trafiający do mnie) połączyć opowieść o ludziach, którzy wykraczają poza własne ograniczenia i stają się, czasem wbrew samym sobie, bohaterami, z jakimś uniwersalnym przesłaniem. Dosyć często pojawia się również jakiś komentarz dotyczący obecnej kondycji świata. Dodatkowo obraz jest zawsze dopieszczony realizacyjnie. Filmy Zwicka mają wiele cech wspólnych, a jedna z nich to świat przedstawiony, który jest zarazem odzwierciedleniem świata realnego (reżyser wielokrotnie znajduje pomysły na film wśród zapisanych kart historii), lecz doprawionym mniejszą lub większą dawką idealizmu, często romantyzmu. Tak było w "Krwawym Diamencie", poprzednim filmie Zwicka, w którym iście hemingwayowski bohater, Danny Archer, zaczynał jako najemnik, by ostatecznie stawić czoła handlarzom diamentów. Protagonista - kolejny wspólny mianownik w filmach Zwicka - człowiek w jakiś sposób zagubiony, który w miarę rozwoju akcji zaczyna jawić się widzowi w coraz barwniejszych kolorach, człowiek z zasadami, które w toku akcji będzie mógł udowodnić, wreszcie człowiek, który ostatecznie stanie się nośnikiem jakichś idei. Taki był wspomniany Danny Archer, tacy byli również Nathan Algren ("Ostatni samuraj") i Karen Walden ("Szalona odwaga") oraz kilku innych zwickowskich bohaterów. Najnowszy film reżysera, oparty na faktach "Opór", opowiadający o braciach Bielskich, tworzących żydowską wspólnotę w leśnej białoruskiej głuszy i ratujących setki istnień podczas II wojny światowej, przynosi jednak lekki zawód.
Coś nie do końca zaskoczyło. Zwick swoimi filmami przyzwyczaił widzów do czegoś innego. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to temat dla niego idealny - heroizm jednostek teoretycznie nie mających do niego żadnych predyspozycji, nie pragnących żadnego poklasku czy uznania za swoje czyny. Już pierwsze zwiastuny zapowiadały jednak wpadkę. Zdecydowanie za dużo w nich było patosu, a całość nie wywoływała większych emocji. W filmie przede wszystkim szwankuje zwickowski bohater, którego próżno szukać w którymkolwiek z Bielskich. Najbliższy mu jest Tewje (Daniel Craig), najstarszy z braci, który przejmuje dowództwo nad prymitywną leśną osadą. Jednak jest on postacią zbyt statyczną, by przywoływać konotacje podobne do chociażby Danny'ego Archera. Ostatecznie można przyjąć, że zwickowski bohater został tu podzielony przez trzy, ponieważ w każdym z braci coś się z niego uchowało. Każdy jest jednak inny: Tewje chce po prostu uratować jak najwięcej istnień, Zus (Liev Schreiber) aktywnie walczy z okupantem aż wreszcie odchodzi od grupy, by przyłączyć się do rosyjskiej partyzantki. Natomiast Azael po prostu jest. Swoją obecność zaznacza na ekranie jedynie dzięki wątkowi romantycznemu z Chają, kończącemu się leśnym weselem. Ostatecznie ich rozterki i poszczególne historie przesłaniają temat, który teoretycznie powinien zostać najbardziej wyeksponowany - tragedię żydowską.

Bohatera można by jeszcze przeboleć, problem w tym, że sam temat nie nosi znamion Zwicka. Pomimo tego, że 'z zewnątrz' opowiada o wartościach uniwersalnych takich jak wolność, godność czy sprawiedliwość, przy podjęciu próby zrobienia z niego uniwersalnego hymnu staje się pułapką, w którą Zwick wpadł po same uszy. Nie dość, ze nie rozumie specyfiki tematu żydowskiego, którego się podjął, to na dodatek brakuje mu wyczucia pomiędzy kadrami. Główny wątek dramatyczny szwankuje, brakuje balansu pomiędzy akcją a tragedią ukrywających się Żydów. Ogólny wydźwięk jest, niestety, dość nijaki, szczególnie, że w "Oporze" sporo jest trafionych i poruszających dywagacji nad wolnością i ludzką godnością. O ile w "Krwawym Diamencie" szczere przyznanie się do perspektywy amerykańskiej, która specyfikę Afryki nie do końca pojmuje, pomogło filmowi, o tyle w "Oporze" przez niemal cały seans czuć, że jest to amerykańska wariacja "kamuflowana" realizacją (ładne zdjęcia, przepiękna muzyka Jamesa Newtona Howarda). Dobrze chociaż, że Zwick powstrzymał się od wchodzenia w głąb kultury żydowskiej, poruszając się jedynie na jej obrzeżach. W przeciwnym razie powstałby produkt kuriozalny.
Sednem opowieści są Żydzi, przybywający z różnych stron Europy Wschodniej, którzy pod dowództwem Bielskich walczą o przetrwanie. Ciężko im się porozumieć, muszą radzić sobie z coraz trudniejszymi warunkami pogodowymi, brakuje im również pożywienia. Edward Zwick wraz z Claytonem Frohmanem oparli scenariusz na powieści Nechamy Tec, wpadając w kolejną pułapkę. Nie wiem, jak film ma się do książki, brak mi też szerszej perspektywy historycznej, ale z tego co wiem wydarzenia pokazane na ekranie dość często mijają się z prawdą. O braciach Bielskich krąży wiele legend - podobno dochodziło nawet do tego, ze Tewje pobierał opłaty od nowoprzybyłych do obozu Żydów. Prawda jest tutaj jednak bez znaczenia, ponieważ "Opór" Zwicka w żadnym momencie nie pretenduje do miana filmu historycznego. W wersję Bielskich, żądających profitów za swoją działalność i mających gdzieś walkę z niemieckim okupantem jestem w stanie uwierzyć, ponieważ brzmi realnie, natomiast wersja Zwicka jest jednak miejscami zbyt naiwna i płaska.

Film "wykorzystuje" braci Bielskich do celów fabularnych, które nie pokrywają się z ciężarem ich historii. Wypada więc zarzucić Zwickowi ignorancję: tylko lub aż ignorancję, bowiem jak pisałem wcześniej - "Opór" nie stara się pretendować do miana kolejnej "Listy Schindlera" czy "Pianisty" (choć polski dystrybutor, Monolith Plus, uparł się, by tak właśnie go reklamować). Chodziło oczywiście o uniwersalizację i zrobienie czegoś w rodzaju quasi-historycznej przygodówki, zabarwionej wojenno-żydowską tematyką, o stworzenie czegoś w rodzaju przypowieści opartej na faktach. Wyszło nienaturalnie i bardzo nierówno. Nie chciałbym jednak tylko narzekać czy nazywać filmu słabym, bo tak nie jest. Wypada napisać, że "Opór" trzyma się całkiem nieźle, jeśli przymknąć oko na perspektywę historyczną oraz na kilka nieścisłości i wpadek. Całość została nakręcona profesjonalnie, rozwój postaci jest wiarygodny, aktorsko film stoi na całkiem wysokim poziomie (za casting należą się brawa - cala ekipa wypadła autentycznie). Fabularnie, choć to zbiór mniej lub bardziej oklepanych schematów wojennego kina akcji, jest również dobrze. Poza tym w filmie znajduje się kilka niezwykle wzruszających scen, które wywołują szczere emocje. Nie ma również żadnej mitologizacji głównych postaci. Braciszkowie potrafią zabijać z zimną krwią, a czasem wyglądają jak chamy i prostaki, przez co ich bohaterstwo, czy nawet niechęć do bycia bohaterami, jest również wiarygodna.
Zwick to dobry rzemieślnik. Poległ jednak na temacie, z którego - ze swoją manierą reżyserską - nie miał prawa zrobić nic więcej, niż to, co nakręcił. Pozostaje wiec nazwać "Opór" boleśnie nierównym i zupełnie niepotrzebnym, nawet jeśli jako rzemiosło jest filmem więcej niż poprawnym. A szkoda.


wytwórnia - Yhe Bedford Falls Company, 2008
reżyseria - Edward Zwick
scenariusz - Clayton Frohman, Edward Zwick
muzyka - James Newton Howard
montaż - Steven Rosenblum
zdjęcia - Eduardo Serra
czas projekcji - 137 minut


Daniel Craig
Liev Schreiber
Jamie Bell
Alexa Davalos
George MacKay
Allan Corduner
Mark Feuerstein
Tomas Arana


Tewje Bielski
Zus Bielski
Asael Bielski
Lilka Ticktin
Aaron Bielski
Shamon Haretz
Izaak Malbin
Ben Zion Gulkowitz


Autor recenzji: Darek Kuźma - BEOWULF | Klub Miłośników Filmu, 18 lutego 2008

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA