Strona główna | Recenzje KMF | Napisz do autora | Forum

Outlaws

Góra

Pewnego razu przed monitorem

Zawsze zaskakiwało mnie, iż najlepsze westerny, czyli jakby nie patrzeć filmy traktujące o kawałku amerykańskiej historii, realizował Włoch w Europie. Wprawdzie obsadzał jankeskich aktorów w rolach głównych, ale jednak twórcy zza Wielkiej Wody nie mieli większego wkładu w te produkcje. Dziś dzieła Sergia Leone (bo, że o nich mowa, nikt chyba nie wątpił) stanowią klasykę kina, są wciąż podziwiane, a kolejne pokolenia widzów odkrywają je na nowo i zachwycają się sposobem narracji, twardymi bohaterami, interesującą pracą kamery i wspaniałą muzyką Ennio Morricone, który potrafił cudownie uchwycić klimat zmagań kowbojów. Zmagań rozgrywających na preriach w suchym powietrzu, wśród wiejącego wiatru, bądź też na głównej ulicy w małych miasteczkach rozsianych jak Stany długie i szerokie.

Outlaws zdjęcie 1 Outlaws zdjęcie 2

Czy nie marzyłeś Czytelniku, by przenieść się w ten świat? Zostać Człowiekiem Bez Imienia i za pomocą wiernego sześciostrzałowego rewolweru pokazać wszystkim typom spod ciemnej gwiazdy kto tu rządzi? Czy nie zastanawiałeś się jak to jest galopować przez bezdroża na rumaku, mijając po drodze wielkie głazy i rosnące tu i ówdzie kaktusy? Czy nie chciałeś wkroczyć do saloonu, omieść pomieszczenie wzrokiem, a następnie zacząć strzelać do pewnych siebie bandytów, kryjących się za barem? Jeśli odpowiedzi na powyższe pytania brzmią twierdząco, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. W 1997 roku znana na rynku firma, produkująca gry komputerowe LucasArts (jako jedyna posiadająca prawa do "Gwiezdnych wojen" i "Indiany Jonesa") wydała tytuł niezwykle mocno osadzony w stylistyce filmów Leone - "Outlaws". Na tyle mocno, że spokojnie można go uznać za kolejny produkt spod ręki włoskiego reżysera. Ale po kolei.

Dobry, zły i mściwy

Fabuła "Outlaws" przedstawia się prosto, a zarazem klasycznie. Magnat Bob Graham wykupuje ziemie leżące na trasie przyszłej budowy torów kolejowych. Poleca swoim gorylom zastosować wszelkie konieczne środki perswazji wobec opornych osadników i ranczerów. Jednym z nich jest były szeryf James Anderson, wiodący z żoną i córeczką spokojny żywot z dala od zgiełku i przemocy. Podczas, gdy Anderson przebywa w mieście na zakupach, bandyci napadają na jego farmę. Budynki zostają spalone, żona zamordowana, a córka porwana. Ex-szeryf zastaje na zgliszczach umierającą połowicę, która w ostatnich słowach informuje go o ultimatum napastników - albo James sprzeda ziemie, albo zabiją dziecko. Pochowawszy ukochaną bohater przysięga Grahamowi i jego zbirom krwawą zemstę. Uzbrojony w rewolwer i strzelbę rusza w pościg...

Powyższe wydarzenia zostają graczowi przedstawione w klimatycznym intro, zrealizowanym w formie klasycznej (rysowanej) animacji. Kolorystyka i postacie rewelacyjnie tworzą sugestywną atmosferę i zapowiadają wielką przygodę - wysokie szczupłe sylwetki ludzi z długimi, smukłymi palcami świetnie pasują do czasu w jakim rozgrywa się akcja. Po obejrzeniu wprowadzenia, kontrolę nad poczynaniami Andersona przejmuje gracz. "Outlaws" należy do już wówczas popularnego gatunku FPS (First Person Shooter - strzelanina z punktu widzenia pierwszej osoby). Otoczenie obserwujemy zatem z oczu bohatera. Do dyspozycji mamy również wskaźniki życia, liczby naboi, aktualnie wybranej z ekwipunku rzeczy (oświetlającą ciemności fajkę, łopatę, pancerz itp.) oraz oczywiście używaną w danej chwili broń. Czyli żadnych większych niespodzianek - wszystko czytelne i klarowne.

Outlaws zdjęcie 3 Outlaws zdjęcie 4

Skoro już przy broni jesteśmy, to rzućmy okiem na jej rodzaje. Mamy więc pięści i noże do rzucania, rewolwer, następnie strzelbę (zamienianą na karabin snajperski za pomocą lunety), obrzyn, dwururkę, dynamit i karabin maszynowy Gatlinga. Każda z "podręcznych" zachowuje się inaczej i ma inny zasięg. Nierzadko zdarza się w grze sytuacja, w której stoisz sobie spokojnie na ulicy, a kule bandytów wzburzają fontanny piasku przed Tobą, nie mogąc Cię dosięgnąć. Ty spokojnie ładujesz strzelbę i jednym strzałem wysyłasz bandziora do Krainy Wiecznych Łowów. Bardzo często też w samym środku strzelaniny okazuje się, iż zaczyna brakować Ci nabojów - trzeba przeładować, co może kosztować życie (szczególnie na najwyższym poziomie trudności). Konieczność "ręcznego" uzupełniania amunicji to jeden z pionierskich chwytów "Outlaws", dodający ogromnie dużo do realizmu i cudownie wzbogacający atmosferę.

Za kilka szczegółów więcej

W trakcie swojej vendetty przemierzymy różne lokacje - farmę, typowe westernowe miasteczko z saloonem, bankiem, zakładem pogrzebowym, stajnią i kościołem, pociąg, kanion, młyn wodny, kopalnię, górską fortecę oraz oczywiście kwaterę główną Boba Grahama (którego plan rancza pokrywa się z ówczesną siedzibą LucasArts). Każdy etap kończy pojedynek z kolejnym członkiem gangu kolejowego magnata. A między misjami oglądamy posuwające akcję do przodu krótkie przerywniki filmowe, utrzymane w tej samej konwencji co intro. Nadają one wrażenie spójności i stanowią świetną motywację dla gracza. Bez nich "Outlaws" staje się jedynie kolejną "strzelanką", fakt, iż oryginalną ze względu na otoczkę, ale nic ponadto. Przerywniki natomiast, choć niezbyt długie, stwarzają klimat pewnej epickości.

Ponieważ gra ukazała się pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, grafika postarzała się. Pomaga trochę zastosowanie patchy (poprawek) i wtedy da się uruchomić aplikację w rozdzielczości 1024x768 z rozmytymi pikselami (brak "kwadratowości" obrazu). Mimo wszystko, może to dla niektórych stanowić znaczną wadę. Choć z drugiej strony, filmy Leone też do najmłodszych nie należą. Podobno występują problemy z uruchomieniem "Outlaws" pod Windowsem XP i nowszymi, ale osobiście niczego takiego nie uświadczyłem.

Outlaws zdjęcie 7 Outlaws zdjęcie 6

Grafika nie wygląda najlepiej, na szczęście muzyka to całkiem inna kwestia. ABSOLUTNIE inna. Ścieżka dźwiękowa mogłaby spokojnie uchodzić za skomponowaną przez Ennio Morricone. Jej twórca, Clint Bajakian, odwalił kawał rewelacyjnej roboty - tak dobrze brzmiących, napisanych specjalnie dla gry utworów próżno szukać nawet w dzisiejszych produkcjach, gdzie budżety dorównują, a nierzadko przewyższają koszta produkcji filmów. Developerzy chyba sami spostrzegli, że wyszło im małe arcydzieło, ponieważ zamieścili je w formie audio na krążkach z programem. Dzięki temu możliwe stało się słuchanie motywów bez konieczności uruchamiania "Outlaws". Żeby nie być gołosłownym - pod poniższym linkiem znajduje się melodia tytułowa. Do wspaniałej, stylizowanej na Morricone muzyki dochodzą wszelkie inne niezbędne odgłosy - strzałów, okrzyki bandziorów, gdakanie kur, tłuczenie szyb, kroki (różne rodzaje dla różnych podłoży, po których postać stąpa), wycie wiatru wysoko w górach itp. Również głosy bohaterów dobrano w taki sposób, aby oddać ich charaktery. Anderson mówi wolno i stanowczo, członkowie gangu Grahama natomiast prezentują sobą całą gamę różnych postaw - od tchórzliwego szczura do psychopatycznego, wariackiego wesołka.

Wydano dodatek do gry, pod sugestywnym tytułem "Handful of Missions", zawierający cztery misje: rozbudowany pościg za zbuntowanym generałem po okopach podczas Wojny Secesyjnej, pojedynek wśród lodowych jaskiń w Górach Skalistych, potyczkę z gangiem desperados w hiszpańskiej willi oraz regularną bitwę z bandytami w mieście na brzegu Missouri. Nie są one powiązane fabułą i nie mają związku z główną osią akcji "Outlaws". Nie skomponowano też żadnych nowych utworów, ani nie zrealizowano animacji. Za niewątpliwą zaletę można natomiast uznać fakt, iż producent udostępnił je od razu za darmo na swojej stronie internetowej i nie usunął ich po dziś dzień.

Garść rekomendacji

Wypada mi teraz napisać dlaczego recenzuję leciwą już grę na łamach portalu filmowego. Z dwóch powodów. Po pierwsze, "Outlaws" to niestety stosunkowo mało znana w naszym kraju produkcja. A naprawdę warto po nią sięgnąć, ponieważ tak wspaniale oddanego klimatu westernowego próżno obecnie szukać, wśród rozlicznych produktów zalegających półki sklepowe. Po drugie i znacznie ważniejsze - związki z filmami Leone widoczne są na każdym kroku, poczynając od wyboru poziomu trudności ("Good", "Bad" lub "Ugly"), poprzez postacie bohatera (żywcem przypominającego Clinta Eastwooda i jego Człowieka Bez Imienia) oraz ciemnych typów Grahama, a na czołówce niemalże wyjętej z którejś części "dolarowej trylogii" kończąc. Do tego wspomniana wcześniej muzyka idealnie naśladująca Morricone i tworząca sugestywną atmosferę Dzikiego Zachodu. Produkcja LucasArts stanowi po prostu kolejny spaghetti western. Z tą istotną różnicą, iż tym razem możemy nie tylko biernie chłonąć ukazane na ekranie zdarzenia, ale też w nich uczestniczyć.

Outlaws zdjęcie 5 Outlaws zdjęcie 8

Za pewne utrudnienie należy uznać fakt, że bardzo trudno opisywany tytuł znaleźć. Swego czasu piraci udostępniali wersję okrojoną bez przerywników filmowych i muzyki. Jednak granie w takie coś kompletnie mija się z celem. Istnieje nadzieja, iż LucasArts wyda program za pomocą platformy Steam, ponieważ część starszych aplikacji już można za pośrednictwem tego sklepu internetowego kupić za stosunkowo niewielkie pieniądze. Tak czy inaczej, jeśli należysz do grona miłośników filmów Leone, koniecznie zdobądź "Outlaws", wyciągnij choćby z podziemi, nie pożałujesz.

Plakat

Outlaws
scenariusz - Matthew Jacobs, Stephen R. Shaw
projektanci - Daron Stinnett, Stephen R. Shaw, Adam Schnitzer
muzyka - Clint Bajakian, Hans Christian Reumschuessel
artyści - Maria Bowen, Adam Schnitzer
wydawca - LucasArts
kraj - USA
rok produkcji - 1997

wystąpili:

Jeff Osterhage (James Anderson)
Richard Moll (Bob Graham)
Rachel Reenstra (Anna Anderson)
Beau Billingslea (Bill Morgan)
John de Lancie (Matthew Jackson)

Plakat

Autor recenzji: Piotr Żymełka - DIRK | Klub Miłośników Filmu, 22 marca 2010

Obróbka: Piotr Żymełka - DIRK

Strona główna | Recenzje KMF| Napisz do autora | Forum

Dol