PIĘKNI, SPOCENI, UZBROJENI
"Nie mogłam znieść myśli, że
nie jesteś ze mną
że mnie nie kochasz, że jesteś z inną.
Wzięłam więc strzelbę swojego dziadka
Odstrzeliłam Ci łeb, wylądował w rabatkach.
Między rabarbarem, a pomidorem
Między kapustą, a dużym porem (...)"
LOS TRABANTOS, Rabatki
Gdy słyszę, jak grupa Los Trabantos śpiewa o rozwiązywaniu problemów
sercowych, przypomina mi się pewna scena z "Mr. & Mrs. Smith". Oto
Angelina Jolie uzbrojona w kuchenny nóż i karabin maszynowy oraz Brad
Pitt uskakujący przed kulami szanownej współmałżonki i niezwłocznie
robiący użytek z własnych karabinków automatycznych. W tle kuchnia –
niegdyś lśniąca i wysprzątana – teraz nosi na sobie świadectwo
rodzinnych porachunków. Dziury w ścianie, tony gruzu i ogólny bałagan to
pozostałości po nocy upojnej inaczej. A upajało się sobą stare, dobre
małżeństwo – Pan i Pani Smith.
"Mr & Mrs Smith" to film lekki i błyskotliwy. Na pierwszy rzut oka
zwyczajna komedia sensacyjna, przy dłuższym obcowaniu okazuje się jednak
produkcją starannie przez twórców nadbudowaną. W tej "nadbudówce" kryją
się zaś najlepsze rodzynki tego ciasta – zjadliwa satyra obyczajowa
połączona z rozmachem i gadżetami filmów o Bondzie. A jakby ktoś w
miejsce tego gustował raczej w gorących nazwiskach, na niniejszym polu
również znajdzie coś dla siebie. Chociażby spoconą Angelinę Jolie wraz
ze spoconym Bradem Pittem. W ich rękach natomiast śliczności arsenał –
od wazonu i patelni po granaty i wyrzutnię rakiet. Na co komu jednak
przemoc w rodzinie? Państwo Smith są przecież piękni, młodzi i bogaci. W
ich związku są mimo to tematy przemilczane. Otóż Pani Smith nie wie, że
małżonek dorabia jako tajny agent, ukrywając w szopie komplet uzbrojenia
współczesnego commando. Pan Smith nie wie zaś, że żona również para się
agenturą, (ba, niejedną głowę w swej karierze już ucięła), a w
piekarniku ukrywa starannie własny arsenał śmierci. Oboje nie wiedzą
także, że ich agencje są względem siebie konkurencyjne. Ale gdy się już
z niniejszymi faktami szczęśliwie zaznajomią , nie pozostanie im nic
innego, jak tylko wykonać wyrok śmierci na swej szacownej drugiej
połowie. A zabicie agenta - współmałżonka do przesadnie łatwych zadań
niestety nie należy.
|
 |
 |
Scenariusz "Smithów" ma w sobie
tyle świeżości i energii, ile powinna mieć praca debiutanta. Tutaj –
dodajmy – praca magisterska absolwenta szkoły filmowej. Jej autor Simon
Kinberg skonfrontował ze sobą dwa światy. Podmiejską rzeczywistość
zgrabnych domków jednorodzinnych z rzeczywistością niemożliwych
logistycznie, tajnych akcji agencji wywiadowczych. Umowność, spokój i
obłuda rodzinnego życia osiedlowego spotkała się więc z rozmachem i
urokiem najwyższej rangi zadań wywiadowczych. Humor "Mr & Mrs Smith"
wynika co za tym idzie z wymieszania skali mikro ze skalą makro –
niesnasek małżeńskich z interesami bezpieczeństwa narodowego. Na tym
jednak nie koniec, bo "Mr & Mrs Smith" stanowi przede wszystkim prostą
jak drut, lecz czarującą filmową hiperbolę kryzysu w rodzinie - "Wojnę
państwa Rose" pomnożoną razy pięćdziesiąt. W związku Smithów głównym
argumentem w dyskusji jest bowiem siła - siła przekonywania wyrzutni
rakietowej. A rozwiązanie problemu otrzeć się może nie tylko o
poczciwego psychoanalityka, ale także o interesy wywiadu USA.
|
 |
 |
I nie tylko w scenariuszu, ale
także na ekranie przejawia się owo wyolbrzymienie skali konfliktu. A
wizualne efekty wszystkich tych zabiegów są skądinąd fantastyczne.
Rozmach działań wywiadu z właściwym sobie taktem rozpycha się w
przestrzeniach osiedlowego domu państwa Smith. Realizm walki na śmierć i
życie jest tu sukcesywnie i z całą swą konsekwencją wprowadzany na
peryferia kuchni i salonu. Koniec końców, wszystko razem tworzy wrażenie
dość osobliwej i zaskakującej filmowej groteski. Osobliwej, bo
hollywoodzkiej, a zaskakującej, bo z Angeliną Jolie i Bradem Pittem w
rolach głównych. A gdy już o niespodziankach mówimy, to wspomnieć
wypada, iż jeszcze kilka lat temu w małżeńskiej batalii dominowałby
pewnie pierwiastek męski. Wojnę domową anno domini 2005 wygrywa zaś
nieznacznie demoniczna pani Smith. Jolie jest tutaj tą sprytniejszą i
szybszą, ale też bardziej bezwzględną stroną konfliktu. I mimo że do
ostatecznych rozstrzygnięć nie dochodzi, gdyż twórcy pozostają w
bezpiecznych światopoglądowo granicach prorodzinnego przesłania, to "Mr
& Mrs Smith" nieśmiało zdaje się zahaczać o kino feministyczne. A może
jedyne co w istocie robi, to delikatnie podkreśla wymiar przemian jakie
dokonały (i ciągle dokonują się) w zachodniej mentalności,
społeczeństwie i rodzinie?
|
 |
 |
O ile więc w komentarzach prasowych
dominować będą zapewne zachwyty nad lekkością, rozmachem i ogólną
"wakacyjnością" filmu, o tyle cała radość oglądania bierze się tutaj
raczej z powtykanej tu i ówdzie ciekawej ironii obyczajowej. "Mr & Mrs
Smith" to bowiem wbrew wszelkim pozorom produkcja, która oprócz
komediowego i gwiazdorskiego wymiaru wyposażona jest także w wachlarz
celnych obserwacji kulturowych. Stanowi ripostę na amerykańskie mity
szczęśliwej osiedlowej rodziny i wielkiej romantycznej miłości. Bo kino
mity nie tylko tworzy, ale także rozbraja. A "Mr & Mrs Smith" zadanie
swe wykonuje w dodatku oryginalnie i świadomie. Stanowi więc rozrywkę
dla wszystkich, co w tym przypadku jednak okazuje się być bardziej
zaletą niż wadą tej osobliwej produkcji.
 |
PAN I PANI SMITH
[MR. & MRS. SMITH]
USA, 2005
reżyseria: Doug Liman
scenariusz: Simon Kinberg
zdjęcia: Bojan Bazelli
muzyka: John Powell
obsada:
Brad Pitt
(jako John Smith)
Angelina Jolie
(jako Jane Smith)
Kerry Washington
(jako Jasmine)
Adam Brody
(jako Benjamin Danz)
czas trwania: 120 minut
premiera: 5.08.2005
dystrybucja w Polsce: MONOLITH
Klub
Miłośników Filmu | 24 VII 2005 |
|
| Autor recenzji:
Jacek Kozłowski - SENK |