Strona główna KMF

       Peter Jackson - (ur.1961 - Nowa Zelandia)
   ...to skromny, sympatycznie wyglądający, grubszy gość z bródką i okularami na nosie. Ktoś o takiej aparycji pasowałby dobrze do wizerunku bezrobotnego, który potrafi przesiedzieć cały dzień w knajpie wypijając skrzynkę piwa. Na szczęście (choć są tacy, którzy twierdzą, że na nieszczęście) dla świata filmu, Peter Jackson poświęcił swój czas na coś innego - postanowił kręcić filmy. Dziś ten nowozelandzki reżyser znajduje się na samym szczycie ("King Kong";). Liczy się z nim każdy, choć jedni go lubią i oglądają, a inni wieszają na nim psy za "dzieła", które "popełnił" przed rozpoczęciem pracy w Hollywood. Nie zrobił Peter Jackson zbyt wielu filmów - jego filmografia liczy zaledwie jedenaście tytułów, z czego połowa to produkcje na wpół amatorskie, powstałe z pomocą grupy przyjaciół i za własne pieniądze reżysera; nie zrobił zbyt wielu filmów, ale kilka z nich wpisało się na stałe do historii kina - kina nie zawsze ambitnego; a raczej podchodzącego pod tak zwane w niektórych kręgach "kino kultowe". Peter Jackson to rzadki przypadek reżysera, którego stare dokonania są poszukiwane, a ich zdobycie graniczy z cudem. Filmy takie jak "Bad Taste" czy "Martwica mózgu", należące do nurtu kina "gore", do tej pory krążyły gdzieś w podziemiach filmowej dystrybucji. Zapewne "zawiniła" temu zbyt duża ilość krwi i obrzydliwości wszelkiej maści, jaką przeładowane były te obrazy. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Jackson nie zrealizował "Władcy pierścieni", mógł już nigdy nie zedrzeć z siebie etykietki reżysera tandetnych, tanich i krwawych horrorków. A mało kto wie, że ten reżyser tandety (dzisiaj już kultowej bez dwóch zdań!) ma na swoim koncie nominację do Oscara za scenariusz do filmu "Niebiańskie istoty", który to film również sam wyreżyserował (o nominacjach dla "Władcy pierścieni" nie trzeba chyba pisać). Do roku 2002 "Bad taste", "Martwica mózgu" czy "Niebiańskie istoty" znane były naprawdę wąskiej grupie ludzi widzów, pozostając filmami ciężkimi do zdobycia (jedynie "Martwica mózgu" ukazała się w Polsce oficjalnie na Video). Natomiast "Meet the Feebles" i dokumentalny "Forgotten silver" - pomijając niemożliwość ich zdobycia, to już filmy o istnieniu których nawet mało kto słyszał. Od czasu gigantycznego, międzynarodowego sukcesu "Władcy pierścieni", wszyscy, którzy polubili trylogię - nerwowo poszukują wcześniejszych filmowych dokonań Jacksona. Nagle każdy chce zobaczyć "Bad taste" czy "Martwicę mózgu", wszyscy są ciekawi - jakie filmy mógł nakręcić ktoś, kto tak genialnie wyczarował na ekranie tolkienowskie Śródziemie. Powiem szczerze, że starsze filmy Petera Jacksona ogląda się o wiele ciekawiej poprzez pryzmat "Władcy pierścieni" - tak więc, jeśli tylko uda się Wam zdobyć którykolwiek z nich, oglądajcie bez wahania, bo to kino niezwykłe, w dużej części odrażające i obrzydliwe, ale też śmieszne i oryginalne. Co ciekawsze, w "Bad Taste" sam Jackson jako Derek biega z karabinem (i permanentnie otwierającą się czaszką ;) skąpany w hektolitrach krwi, szczególnie podczas 'narodzin' z użyciem piły łańcuchowej ;). Jackson - wzorem Hitchcocka - pokazuje się w epizodach większości swoich filmów; w "Martwicy mózgu" jest obleśnym pracownikiem kostnicy jedzącym kanapkę przy balsamowanych zwłokach, w "Przerażaczach" obkolczykowanym łachmytą na którego wpada Michael J. Fox, zaś we "Władcy pierścieni" raz gra nocnego wędrowca ("Drużyna pierścienia"), później rycerza broniącego Helmowego Jaru ("Dwie Wieże"), by wreszcie zginąc od strzały Legolasa jako jeden z załogantów pirackiego statku w "Powrocie Króla". Z innych przyzwyczajeń reżysera wymienić należy to, że bierze udział w pisaniu scenariuszy do swoich filmów (wraz z Fran Walsh), oraz - począwszy od "Niebiańskich istot", korzysta z usług magików z WETA DIGITAL.

    Peter Jackson zaczynał od amatorskich horrorów; aktualnie jego nazwisko jest jednym z "najgorętszych" w Hollywood; idealnie pasuje tu powiedzenie; "Nieważne jest jak zaczynasz, ale jak kończysz". Mimo, że Jackson robi już filmy dla potentatów z Hollywood, nigdy nie porzucił ojczyzny - we wszystkich jego filmach, jako kraj produkcji figuruje Nowa Zelandia; przy "Przerażaczach", "Władcy pierśceni" i "King Kongu" jest to kooperacja Nowa Zelandia/USA. Wszystkie jednak obrazy zostały nakręcone na terenie Nowej Zelandii, a produkcja "Władcy pierścieni" i "King Konga" dała zatrudnienie dziesiątkom tysięcy Nowozelandczyków. I jak tu nie lubić Petera Jacksona? :)




The Valey (1976)
Nigdzie nie można znaleźć bliższych informacji na temat tego filmu niż to, że... trwa 20 minut. Może jest to jakiś film eksperymentalny, jakaś animacja, spektakl kukiełkowy czy dokument... może kiedyś się to wyjaśni.

OCENA: Nie widziałem



  (1987)
"W złym smaku"


  

Z tym filmem zetknąłem się po raz pierwszy jeszcze zanim ptaszki zaczęły ćwierkać o realizacji "Władcy pierścieni". Jest to historia grupy komandosów walczących z kosmitami, którzy żywią się... ludzkim mięsem. Strasznie to obleśne i odrażające - głowy z kręgosłupami przelatują przez ekran, tudzież wylatują z nieszczelnej czaszki, lub roztrzaskują się o skały... a film kończy się totalną, krwawą rozwałką z użyciem karabinów i piły łańcuchowej! Mimo wszystko jest to bardziej komedia niż horror na poważnie. Jeżeli wczujemy się w konwencję, można się na "W złym smaku" bardzo dobrze bawić - polecam do oglądania na imprezie w gronie znajomych (ale nie sztywniaków!). Obecnie wydanie "Bad Taste" DVD na zachodzie reklamowane jest jako (czemu nie jestem zdziwiony?) - "Film twórcy Władcy pierścieni!". Dodatkowo, zmieniono oryginalny plakat z filmu - do palca ułożonego w geście "fuck you" dorobiono... PIERŚCIEŃ ;) Po sukcesie w Hollywood, Peter Jackson mógby powrócić do korzeni - bardzo chętnie obejrzałbym "Bad Taste 2" ;)

OCENA: 5/10



  (1989)

 

Chora wariacja na temat zakulisowego życia Mapetów z programu "Meet The Feebles". Myślicie, że po programie kukiełki idą grzecznie na półkę? Nic bardziej mylnego; gdy tylko gasną kamery - futrzane stworki za kulisami palą papierosy, kłócą się i "stukają" jak na najlepszych pornosach. W skrócie; kukiełki "Made in Chora wyobraźnia Jacksona". W filmie mocno wyczuwalny jest już osobliwy styl realizacji tego reżysera, który zapoczątkowany został w "Bad Taste", a w pełnej krasie wykorzystany w "Martwicy mózgu". W "Meet the Feebles" znajduje się bardzo oryginalna parodia słynnej sceny z "Łowcy jeleni" Michaela Cimino, w której De Niro i Walken grali w "rosyjską ruletkę" w obozie jenieckim w Wietnamie. "Meet the Feebles" to naprawdę duża ciekawostka w filmografii Jacksona. Film kończy się totalną, krwawą rozwałką z użyciem karabinu maszynowego - jakżeby inaczej ;)

OCENA: 5/10



  (1992)
"Martwica mózgu"


 



Ostatnia część tzw. "Trylogii obrzydliwości". Krwawa masakra na całego! Prawdopodobnie jest to najkrwawszy film w historii kina (niech się schowa "Hot Shots 2" i "Pamięć absolutna" ;). W spokojnym miasteczku zaczynają grasować zombie, żywiące się ludzkim mięsem. Chodzące wnętrzności, krew bryzgająca z każdej strony, walka księdza-karateki z zombiakami na cmentarzu, urywane kończyny i próba biegania w kałuży krwi... to tylko część tego krwawego dania, przyrządzonego jednak (o dziwo) bardzo profesjonalnie i z dużą dawką humoru (czarnego i nie). Poza "Władcą pierścieni" (siłą rzeczy ten tytuł często przewija się w tym artykule) jest to najbardziej znany film Jacksona, uznawany przez wielu za "kultowy". "Martwica mózgu" kończy się totalną, krwawą rozwałką z użyciem kosiarki ogrodowej! Bohaterowie wręcz pływają w hektolitrach krwi...

OCENA: 7/10




  (1994)
"Niebiańskie istoty"


 


Wszyscy, którzy do tej pory utożsamiali Petera Jacksona z krwawymi horrorami... mieli rację ;), bo dopiero w przypadku "Niebiańskich istot" PJ dał się poznać jako człowiek o delikatnej duszy, potrafiący zapuścić sondę do umysłów bohaterek swojego filmu. Cała siła "Niebiańskich istot" polega przede wszystkim właśnie na infiltracji psychiki dwóch przyjaciółek, które uciekają przed światem do wyimaginowanego "czwartego wymiaru". Dodatkowym atutem filmu jest fakt, że jego scenariusz oparto na faktach, co w niezwykły sposób zbliża dzieło Petera Jacksona do innego wielkiego filmu - "Piknik pod wiszącą skałą" Petera Weira - i nie ma w tym nic z przesady. Ponadto, w filmie debiutowała Kate Winslett, Weta Digital ze świetnymi scenami z glinianymi, ożywionymi figurami, a scenariusz (autorstwa m.in. Jacksona) otrzymał nominację do Oscara. Kawał dobrego kina!

OCENA: 8/10




  (1995)

 



Peter Jackson udowadnia, że doskonale czuje się również w "dokumencie". Realizuje wariację na temat Historii Kina, stawiając wszystko na głowie. "Odkrywa" bowiem, że w Nowej Zelandii żył kiedyś niejaki Colin McKenzie, który jeszcze przed braćmi Lumiere kręcił własne filmy, wymyślił własny sposób robienia taśmy filmowej (przy pomocy kurzych jaj ;), kręcil dokumenty na I Wojnie Światowej (gdzie zresztą miał zginąć), wymyślił pierwszy filmowy gag... tylko wszyscy o tym zapomnieli, a wszystkie taśmy zaginęły ;). Jackson wykazuje doskonałą znajomość historii filmu i serwuje nam niesamowitą (choć potraktowaną z dużym mrugnięciem oka) podróż do czasów początków kina, pokazując alternatywną jego wersję. Sympatycznie się to ogląda. Brawa za wyobraźnię!

OCENA: 8/10






  (1996)
"Przerażacze"


 



Wreszcie film za pieniądze wielkiej wytwórni... i zupełnie średni sukces. Opowieść o kombinatorze (Michael J. Fox) łapiącym duchy, może nie była całkowitą klapą, ale i nie była filmem najwyższych lotów. Obraz cechowały jednak niezłe efekty specjalne (Weta Digital była wówczas jednym z pionierów efektów komputerowych), udział markowego aktora (Fox) i to, że swoim nazwiskiem sygnował go sam Robert Zemeckis. W "Przerażaczach" znajdziemy bardzo sympatyczny odnośnik do filmu "Full Metal Jacket" Stanleya Kubricka - ciekawy epizod na cmentarzu. Jak mówi sam Jackson, po pracy nad "Przerażaczami" w firmie Weta pozostało ponad 30 komputerów. Wtedy to reżyser wpadł na pomysł wykorzystania tak wielkiej mocy obliczeniowej do nakręcenia efektownego filmu fantasy...

OCENA: 6/10







  The Fellowship of the Ring (2001)
"Władca pierścieni: Drużyna pierścienia"



Nie wiem czy tu coś pisać, czy nie... wszyscy powiedzieli już wszystko o tym dziele! Peter Jackson stworzył na ekranie coś niesamowitego, wspaniałą historię opowiedział w równie wspaniały i genialny sposób. Powstało monumentalne, posągowe widowisko o niespotykanym rozmachu. Jacksonowi udało się jednak do "Władcy pierścieni" przemycić dużo ze swojego stylu (niektóre zbliżenia na twarze), oraz nieco makabry. Zdjęcia w całości powstawały w Nowej Zelandii, ojczyźnie reżysera. Film otrzymał 13 nominacji do Oscara, zdobywając 4 statuetki. Niestety, na razie Jackson bez Oscara, ale już sama nominacja to wielki sukces dla kogoś, kto przez wiele lat nosił na sobie nalepkę: "Twórca tandetnych i krwawych horrorów klasy B".
Reasumując, "Władca pierścieni" to nie film, to WYDARZENIE!

OCENA: 10/10




  The Two Towers (2002)
"Władca pierścieni: Dwie Wieże"


 

Tu już nieco słabiej, a może... inaczej niż w "Drużynie pierścienia". Sam film nie odbiega oczywiście jakością od części pierwszej. Brakuje w nim jednak sekwencji tak genialnych jak prolog z "Drużyny pierścienia" czy walka w Morii i pojedynek Gandalfa z Balrogiem. Jest oczywiście w "Dwóch wieżach" walka z Balrogiem, ale wypada blado w porównaniu z "potyczką" z części pierwszej. "Dwie wieże" to również film nieco nudny, jedynie w ostatnich 45. minutach przyprawiający widza o szybsze bicie serca; mowa o bitwie o Helmowy Jar, szarży Gandalfa i Rohirrimów, oraz genialnej sekwencji ataku Entów na Isengard - siedzibę Sarumana. "Dwie wieże" to również film utrzymany w mrocznej konwencji, przez co nie jest tak lekki w odbiorze jak "Drużyna pierścienia". Co jednak zraziło mnie w "Dwóch wieżach" najbardziej, to Gimliego przesadne poczucie humoru... gdyby żartów z jego udziałem było o połowę mniej, to byłaby to ilość akurat. Przyznam jednak bez bicia, że tekst: "Nie było lepszych miejsc?" wypowiedziany przez rzeczonego Krasnoluda, rozbawił mnie niesamowicie ;)

OCENA: 9/10



  The Return of The King (2003)
"Władca pierścieni: Powrót Króla"


 
 

Perfekcyjne zakończenie trylogii. Peter Jackson, po pierwszych dwóch częściach nie osiadł na laurach i nie zrobił odsłony trzeciej na 'odwal się' co uczynili Bracia Wachowscy z trzecim (i z drugim) "Matrixem" i co uczynił George Lucas sadze "Gwiezdnych wojen" (no, wyłączając może "Zemstę Sithów"). W "Powrocie Króla" aż kipi od efektów specjalnych (pajęczyca Sheloba to maestria wykonania!) i bitewnych uczt dla zmysłów. Kipi też od emocji i napięcia między bohaterami - bardzo dobre aktorstwo (wreszcie) Elijaha Wooda, Seana Astina i... Golluma (Andy Serkis). Całości dopełniają dziesiątki wykonanych z pietyzmem lokalizacji i scenerii. Niemal każdy kadr z tego filmu mógłby zawisnąć na ścianie jako piękny obraz. Nie można też zapomnieć o muzyce Howarda Shore - potężnej i chyba najbardziej dojrzałej - w porównaniu z poprzednimi częściami. Reasumując; "Powrót Króla" to KINO MONUMENTALNE, widowiskowe i nieprzeciętne. 11 Oscarów jak najbardziej zasłużonych. Wreszcie Peter Jackson ze statuetką za Najlepszy film i Reżyserię!

OCENA: 10/10



  King Kong (2005)


Można dojść po trupach do celu, można też po "Władcy pierścieni" do "King Konga" - jak uczynił Peter Jackson. Patrząc bowiem przez pryzmat fenomenalnego remake'u opowieści o wielkiej małpie, trylogia "Władcy pierścieni" nie była wcale życiowym dokonaniem Jacksona, czy też jego największym osiągnięciem, a jedynie drogą, środkiem do zrealizowania właściwego celu i reżyserskiego marzenia życia. Przede wszystkim należy powiedzieć jasno: "King Kong"... nie jest lepszy od "Władcy pierścieni", bo lepszy być po prostu nie mógł. Jest tu w końcu zdecydowanie mniej bohaterów, mniej fabuły i mniej akcji. Ale jest zarazem "King Kong" najbardziej osobistym filmem Jacksona. Filmem, w który zdolny nowozelandzki reżyser włożył całe swoje serce i filmową pasję. Filmem, w którym prawda emocjonalna aż wylewa się z ekranu. Paradoksalnie, gdyż mamy do czynienia z opowieścią opartą na banalnie prostej, infantylnej wręcz historii znanej z "King Konga" 1933...

OCENA: 10/10
Przeczytaj CAŁĄ RECENZJĘ "King Konga"




FILMOGRAFIĘ SPORZĄDZIŁ:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl