Strona główna KMF

   Od razu uprzedzam, że po najnowszym filmie Juliusza Machulskiego nie można spodziewać się za wiele. Jest on co najwyżej przeciętny i od wcześniejszego "Kilera" dzieli go ogromna przepaść. "Kiler" był bardzo śmieszną komedią, a niektóre teksty stały się wręcz "kultowe" ;-). W filmie pt. "Pieniądze to nie wszystko" humoru jest niewiele, akcja tez nie jest wciągająca, więc szczerze mówiąc wyszedłem z kina w dość ponurym nastroju.

   Film ten to historia bardzo bogatego biznesmena, szefa firmy produkującej tanie winka tak uwielbiane głownie ze względu na swoją cenę, która przeważnie oscyluje wokół kwoty 3 PLN. Biznesmen ten ulega wypadkowi na wiejskiej drodze i rano zostaje znaleziony przez troje mieszkańców wsi, którzy uważają, że ta sytuacja to wspaniała okazja do zarobienia większych pieniędzy. Mają nadzieję, że rodzina przedsiębiorcy zapłaci za niego znaczną kwotę, jednak okazuje się, że krewni wcale nie mają zamiaru płacić za jego powrót. Sprawa lekko się komplikuje, ale obrotny człowiek zawsze znajdzie wyjście z najcięższej nawet sytuacji.

 

   Marek Kondrat, którego bardzo lubię, z pewnością nie zaliczy tego filmu do swoich największych osiągnięć. Wciela się on w postać głównego bohatera - Tomasza Adamczyka, człowieka, który ma teoretycznie wszystko - mnóstwo pieniędzy, wspaniały samochód (cudowny srebrny Mercedes S klasa), piękną żonę (w tej roli Magdalena Wójcik). Jednak sam Kondrat nie był w stanie uratować tego filmu, myślę, że ze względu na kiepski scenariusz. Pozostali aktorzy - Andrzej Chyra, który stworzył niezapomnianą kreację w "Długu" w tym filmie wypadł dość blado. Na pochwałę zasługują: Cezary Kosiński, którego postać - Gołąbek naprawdę bawi i Tomasz Sapryk, którego bohater przez cały film jest kompletnie pijany i potrafi widza rozbawić znajomością ortografii i nie tylko. Stanisława Celińska i Sylwester Maciejewski, którzy grali wieśniaczków żądnych zysku po trzydziestu minutach są już nudni, bo ile można się śmiać z tego samego.

 

   Myślę, że główną wadą tego filmu jest zbyt mała dawka humoru. Reżyser w zamian oferuje nam pouczające i moralizatorskie wstawki z Hanną Mikuć w roli głównej. Postać grana przez nią za wszelką cenę chce ratować wiejskie społeczeństwo i nie wiadomo czy mamy jej współczuć, czy trzymać za nią kciuki. Wybierając się do kina na komedię oczekuję od niej, że będzie w niej zawarte kilka naprawdę zabawnych scen, które pozostaną w mojej pamięci. W filmie "Pieniądze to nie wszystko" najlepszą według mnie sceną była ta, w której mogliśmy usłyszeć fragment dialogu z jednej z wenezuelskich telenowel. Oczywiście zdarzają się udane połączenia filmu zabawnego i z morałem zarazem jednak w tym wypadku jest zupełnie inaczej i na te dydaktyczne sceny patrzy się z zażenowaniem.

   Jestem fanem poprzednich filmów Juliusza Machulskiego - "Seksmisję", "Vabank" znam prawie na pamięć. Przy "Girl Guide" byłem lekko niezadowolony i myślałem, że to "wypadek przy pracy", jednak po obejrzeniu jego najnowszego filmu pt. "Pieniądze to nie wszystko" po raz kolejny się rozczarowałem i muszę stwierdzić mocno zawiodłem na panu Machulskim. Oby jego kolejna produkcja była zdecydowanie lepsza.


Tytuł : "Pieniądze to nie wszystko"
Produkcja: Polska 2000
Czas trwania: 107 min
Reżyseria: Juliusz machulski
Scenariusz: Jarosław Sokół
Obsada: Marek Kondrat, Cezary Kosiński, Stanisława Celińska
Zdjęcia: Grzegorz Kuczeriszka
Muzyka: Krzesimir Dębski
Scenografia: Monika Sajko-Gradowska
Dystrybucja w Polsce: ITI Cinema


AUTOR RECENZJI:
Marcin Marchlik - ZAMIATACZ
      murphy@gdansk.sky.pl