Strona główna KMF

      

Zamiast śniadania, uznanego za najważniejszy posiłek dnia, zawsze można w biegu, choć to bardzo niezdrowo, wypić szklankę mleka, herbaty, ewentualnie kawy, jednak nigdy, przenigdy na śniadanie nie należy oglądać "Piły II". No cóż, popełniłam ten błąd i z rozstrojonym żołądkiem powróciłam do domu, targana nudnościami na przemian z tragicznym przeświadczeniem o marności losu ludzkiego. Fabuła przedstawia się w prosty sposób - po raz kolejny mamy do czynienia z Jigsawem i jego zmyślnym planem "poznania ludzkiej natury", jednak tym razem do gry zaproszonych jest nieco więcej osób. W zamkniętym domu znajduje się ośmiu graczy, których - jak w przypadku części poprzedniej - coś łączy, pytanie tylko - co. Odpowiedzi być może udzieli Eric Matthews, policjant, również wprowadzony do gry, której konsekwencje przerosną jego wszelkie oczekiwania. Patrząc z perspektywy "Piły" widzimy, że siłą części pierwszej był kameralny klimat, złożony z kilku etiud (oryginalnie pomyślane sceny morderstw), a w gruncie rzeczy - bazujący na wątku relacji dwóch bohaterów. W drugiej części wszystko niejako się rozłazi przez wprowadzenie tylu postaci na raz na jednym planie. Jednak nie powinno to dziwić widzów przyzwyczajonych do reguł, jakimi rządzą się sequele. Scenariusz "Piły II" oryginalnie nie miał być kontynuacją jakiegokolwiek filmu, jedynie traf chciał, że akurat spodobał się producentom i po kilku przeróbkach mógł być realizowany jako dalsza część. Jeśli oglądając "Piłę" mogłam odnieść wrażenie, iż to wszystko nie jest efektem ludzkiej złośliwości a jedynie pokrętną grą szalonego umysłu, tak po części drugiej jestem skłonna uznać, iż człowiek, i to normalny człowiek, jest w stanie znaleźć każdy powód, by zabawić się w grę, której ceną jest ludzkie życie. Przerażająca myśl, ale cóż... Niestety jako jedna z tych osób, które uważają, że człowiek jest zdolny do wszystkiego, zwłaszcza naznaczony wyjątkową głupotą, lub wyjątkowym sprytem, uważam, że mamy problem, bo jeśli znajdzie się ktoś, kogo oświeci pomysł "badania ludzkiej natury", to niech się strzeże, kto żyw..
 

Spoilery

Zakończenia drugiej części mógł domyśleć się prawie każdy, spostrzegawczy lub nie, z kilku prostych i zauważalnych szczegółów, przykład - osoby znajdujące się w domu wdychają truciznę i w efekcie zaczynają pluć krwią... Tylko u jednej nie jest to pokazane, do tego wydaje się mieć ona zaskakująco duże pokłady energii do szalonego biegu po zawiłych korytarzach piwnicy (a przecież tyle osób twierdzi, że to zakończenie zaskakuje wszystkich…). Jednak najbardziej irytuje mnie to gadanie o "pomaganiu innym ludziom", podczas gdy na ekranie nie widać nic, prócz starej, tradycyjnej i nigdy niewychodzącej z mody zemsty. Jakoś nie chce mi się wierzyć w to całe tłumaczenie jakoby Jigsaw rzeczywiście wierzył w to, że pomaga. Człowiek umierający wmówi sobie niemal wszystko, bo w końcu nie ma już nic do stracenia. Wtedy być może uwierzy - ale nie z powodu nieprawidłowego funkcjonowania psychiki - uwierzy, bo sytuacja, w której się znalazł jest odpowiednim do tego bodźcem. Być może z pewną nadzieją chcemy uznawać Jigsawa za chorego na umyśle, by choć trochę podratować termin "człowieczeństwa", niestety moim zdaniem w istocie nie mamy do czynienia z jakimś psycholem, jedynie fakt zachorowania na raka powoduje w nim wściekłość, a wściekły człowiek z temperamentem, wyobraźnią i zaskakująco wytrzymałym organizmem, jest zdolny do wszystkiego i taki właśnie jest John. Spokojnie siedzący na fotelu sprawia wrażenie Boga lub Diabła, a kto z nas nie chciałby być wszechwładny choć na chwilę? To właśnie może być interesujące w tej postaci. Natomiast Amanda wydaje mi się znacznie mniej ciekawa. Dziewucha podatna na wpływy środowiska, była ćpunka, wpada na świetny pomysł uczynienia swej egzystencji mniej zwykłą i żałosną. Według Jigsawa (a przynajmniej tego, co wszem i wobec rozgłasza) powinna "pomóc w docenieniu życia". Jednak patrząc na nią i słysząc bzdurne "teraz ja będę kroczyć jego drogą" ręce się załamują, widząc, co tak naprawdę nią kieruje - zemsta, nieumiejętność samodzielnego pokierowania swoim życiem, być może też chęć przeżycia dreszczyku emocji, a być może pospolita żądza władzy nad losem drugiego człowieka. "Game over", tak - te słowa wypowiadane z wyższością byłej ofiary nad dawnym oprawcą raczej nie sugerują jakiejkolwiek chęci pomocy. Swoją drogą, czy przypadkiem nie widzimy tu jakiejś sprzeczności? Amanda ukarana w części pierwszej za nieuszanowanie swego życia, w części drugiej, zaczyna je szanować niszcząc inne? Rozumiem, że należy to tłumaczyć chorobą psychiczną Jigsawa, w którą nadal nie do końca wierzę. Każdy z nas jest zdolny zinterpretować wszystko na swoją korzyść. Jeśli już doszukiwać się pozytywnych stron filmu, uwagę mą przykuwały zamierzone, a być może nie, nawiązania. Jak to miło, że pokazują, co też takiego ciekawego stało się z bohaterami części pierwszej (choć widać, że właściwie nic się nie zmieniło;). Również interesujące jest wprowadzenie motywu "nie tego domu" i równoległej akcji znane z "Milczenia owiec", jednak w przypadku filmu Jonathana Demme’a mamy do czynienia z genialnie tworzonym klimatem i to nie poprzez hektolitry krwi czy bardziej brutalne sceny. W końcu to nie sztuka przestraszyć czy też zrobić wrażenie pokazaniem, jak komuś czaszkę roztrzaskuje żelazna maska, dlatego w pewnym sensie jestem skłonna uznać część pierwszą za lepiej skonstruowaną klimatycznie i nawet scena z Amandą tak nie razi (a być może kieruje mną już to straszne przyzwyczajenie do tego gatunku...).

Koniec Spoilerów

Styl kręcenia, niekiedy powodujący zawroty głowy, m.in. szybkimi przeskokami między kolejnymi scenami, jest właściwy debiutującemu w roli reżysera filmowego, Darrenowi Lynnowi Bousmanowi, który przed "Piłą II" zajmował się kręceniem teledysków. Kolejnym wyzwaniem dla wzroku, które jednak pomaga stworzyć odpowiedni klimat, jest utrzymanie filmu w ciemnej tonacji. Mroczności dodaje również ścieżka muzyczna Charliego Clousera, który pracował już przy pierwszej części "Piły". Muzyka jak najbardziej odpowiada tematyce filmu, wtapiając się w oglądany obraz i jeszcze bardziej wzmagając napięcie. Niestety aktorzy wypadli średnio, momentami po prostu nie wierzyłam Donniemu Wahlbergowi, a to przecież on grał główną rolę. Bardziej prawdziwie, choć nieznacznie, wychodzi Dina Meyer, mimo iż ogranicza się do jednego wyrazu twarzy. Podobnie pozostali, grający więźniów nie są w stanie sprawić byśmy zaczęli przejmować się ich losem, co spotęgowałoby efekt strachu, o który to najbardziej reżyserowi chodzi. Jednak muszę się przyznać, iż mimo wszystkich uwag odnośnie fabuły i postaci odnajduję perełkę - kreacja stworzona przez Tobina Bella jako jedyna jest w stanie zaintrygować. Oszczędny w środkach wyrazu przeraża, a momentami irytuje, co najlepiej świadczy o poziomie jego gry. Skupiając się na historii Jigsawa - Johna widzimy balansowanie przeciętnego człowieka na granicy szaleństwa i normalności, widzimy motywy działania i pozorny spokój, z jakim przychodzi mu pogodzić się z rychłą śmiercią. To przykład, jak wiele da się wycisnąć z tak skromnie rozpisanej roli.

W zakończeniu nie ma nic nadzwyczajnego, zwłaszcza, że bardzo podobne można spotkać w innych filmach. Smutny jest również cel, do którego dążył reżyser wraz całą ekipą (cel wszystkich sequeli tego typu) - więcej krwi, więcej trupów, straszniejsze sceny śmierci, bardziej zakręcone zakończenie. I zastanawia mnie, do jakiego stanu doprowadzamy swój umysł, by jedynie powyższe elementy mogły wryć nas w fotel i zwiększyć oglądalność filmu powodującego tyle agresji. Fakt tak wielkiej popularności "Piły II" (który najwidoczniej zachwyca mnóstwo osób, bo wciąż jest wspominany z podziwem w głosie) świadczy jedynie o wypaczeniu i znieczuleniu, jakim poddajemy się z dnia na dzień oglądając do czego rozumne stworzenie - człowiek - jest zdolne. Bo jeśli nawet uznać Jigsawa za chorego psychicznie "Anioła Stróża" chcącego jedynie wskazać nam właściwą drogę, to czy zostanie on przez to rozgrzeszony? Jeszcze w pierwszej części, niejako odpowiadając na pytanie "dlaczego?", mówi o zemszczeniu się na ludziach, którzy przyczynili się do sytuacji, w jakiej się znalazł. Nigdy nie zrozumiemy mechanizmu myślenia osoby, która dowiaduje się o dacie swej śmierci, a wynik tej okrutnej wyliczanki losu pobudza różne, niby nieistniejące już, instynkty, nawet u kogoś, kto powszechnie uważany jest za normalnego. Z resztą, czy tych wszystkich ludzi zabijających się nawzajem nazwiemy szalonymi? Człowiek rodzi się z potencjałem do popełniania zbrodni, kwestia tylko znalezienia się w odpowiedniej sytuacji. A poza tym, czy zachwycanie się "wyrafinowaniem" scen śmierci i coraz bardziej zagmatwaną fabułą, obfitującą w coraz okrutniejsze niespodzianki, nie jest dowodem skrzywienia psychicznego? I na koniec - jakże nie wspomnieć o haśle reklamującym film: "Genialni mordercy z "Cube" i "Siedem" mogliby się od niego uczyć...". No cóż, gratuluję Hollywood Reporter palnięcia takiej bzdury, choć trzeba przyznać, że prawie dorównuje ona filmowi.
 

PIŁA II
SAW II
USA | 2005 | Horror / Thriller | czas: 93 min


Reżyseria: .... Darren Lynn Bousman
Scenariusz: .... Darren Lynn Bousman, Leigh Whannell
Zdjęcia: .... David A. Armstrong
Montaż: .... Kevin Greutert
Scenografia: .... David Hackl

Obsada:

Eric: .... Donnie Wahlberg
John: .... Tobin Bell
Obi: .... Tim Burd
Xavier: .... Franky G.
Daniel: .... Erik Knudsen
Kerry: .... Dina Meyer
Laura: .... Beverley Mitchell
Gus: .... Tony Nappo
Jonas: .... Glenn Plummer
Amanda: .... Shawnee Smith
Addison: .... Emmanuelle Vaugier


e-mail
 Autor recenzji : Malwina Wodzicka - SIDDA


Klub Miłośników Filmu | 05.I.2006