Zacznijmy od tezy, wyjątkowo ambitnej. Brzmi ona: seria "Pił" przypomina amerykański serial telewizyjny (dodajmy - nie komediowy). W poniższym tekście postaram się przedstawić argumenty na poparcie tejże tezy, wielokrotnie odnosząc się do najnowszej odsłony serii, inspiracji do powstania tego tekstu. Zaznaczam, że artykuł ten powinien być czytany jedynie przez osoby zaznajomione z wszystkimi odsłonami serii - reszta znajdzie w tekście wiele elementów psujących przyjemność oglądania (zaraz, zaraz, jaką przyjemność? W "Piłach"?!). Zagorzałych fanów serii proszę przede wszystkim o czytanie z przymrużeniem oka, ale również o zastanowienie się nad zasadnością mojej argumentacji. O ile pierwsza "Piła" była sporym zaskoczeniem i lekkim powiewem świeżości, co więcej - filmem nader logicznie skonstruowanym, obecnie, po pięciu półtoragodzinnych odcinkach, seria powoli sięga dna. Każda kolejna część coraz bardziej psuje ogólne wrażenie całości, zamieniając ją w schemat amerykańskiego serialu telewizyjnego, w tym negatywnym znaczeniu. Nie mam nic przeciwko serialom, ale nie w wersji kinowej, nie ciągniętych na siłę, żeby wyeksploatować temat bardziej, niż Brytyjczycy Hindusów w epoce kolonialnej.
Zaczynamy punktowanie.
|
 |
 |
|
|
 |
|
Ekonomiczny. Każda kolejna odsłona "Piły" osiąga co najmniej zadowalające wyniki finansowe. Co więcej, o ile w przypadku pierwszych dwóch czy trzech odsłon czekano na tzw. weekend otwarcia w Stanach Zjednoczonych, kiedy wprowadzony do kin film zarabia najwięcej, tak obecnie popularność serii jest wysoce stabilna, na tyle, że kolejna część zostaje zamówiona jeszcze przed wejściem poprzedniej do kin. Krótko i węzłowato - dopóki będzie popyt na kolejne filmy o losach Johna Kramera i rozwoju jego misji dziejowej, scenarzyści będą wymyślać kolejne scenariusze udekorowane kaskadami krwi, połaciami malowniczych wnętrzności i kompletnie nielogicznym wpychaniem coraz to nowszych wątków, o których nikt, łącznie z samymi scenarzystami, nie pomyślałby dwie części wcześniej. Twórcy będą popadać w coraz większe absurdy, widoczne już w przypadku części czwartej i piątej (podobieństwa z rozwojem losów ekipy Michaela Scofielda w "Skazanym na śmierć" nie są przypadkowe). Niewykluczone, że w przyszłości misję dziejową Johna przejmie jego brat bliźniak albo nieznany policji przez wcześniejsze dwanaście części nieślubny syn.
|
 |
|
Wszystkie "Piły" żywią się tym samym schematem fabularnym. Jigsaw porywa kilka (liczba waha się z części na część) osób i umieszcza je w swoich wyrafinowanych pułapkach, które przygotował jakiś czas wcześniej, wiedząc dokładnie kogo i za co będzie chciał karać oraz nawracać. Mogą to być tortury indywidualne, skupione na przekonywaniu danej osoby do samookaleczenia się, aby uratowała własne istnienie, mogą to być także 'testy grupowe', które mają polegać na współpracy pomiędzy uwięzionymi, lecz zazwyczaj uświadamiają im (jak również widzowi, bowiem "Piły" zawierają spore pokłady edukacyjne), że potrafią myśleć tylko o sobie i swoim przetrwaniu. Jigsawa ściga cała policja, ale w każdej części na jej czoło wybija się kilkuosobowa grupa funkcjonariuszy, z których wyłania się ten jeden, główny bohater filmu, który - i tu, uwaga! - jest tak naprawdę tym, dla którego Jigsaw wymyślił całą zabawę w danym odcinku (a jak się okazuje w "Pile IV", plany psychopaty sięgają czasem nawet dwóch lub trzech odcinków!). W dwóch ostatnich częściach szanowny morderca działa już zza grobu, co jest osiągnięciem znaczącym i sugerującym nieortodoksyjne zdolności przewidywania przyszłości (jak sobie pomyślę o samej tylko logistyce takiego przedsięwzięcia...). Konkluzją każdego odcinka jest to, że Jigsaw w taki czy inny sposób zawsze wygrywa. Wydawałoby się, że to się nie sprawdzi na dłuższą metę? Że nudne i mdłe? A przez ile odcinków można uciekać? Licznik "Skazanego na śmierć" na dzień dzisiejszy zbliża się do siedemdziesiątki. W piątej odsłonie "Piły" nie zmienia się absolutnie nic - agent Strahm, wiodąca postać odcinka, ściga Jigsawa, również z powodów prywatnych, a ten jakimś cudem - bowiem jak wiadomo wącha kwiatki od spodu; 'przestał być' jakby to określił pewien klient w skeczu Monty Pythona - 'testuje' kolejną piątkę osób oraz samego Strahma. I na końcu również wygrywa. Nie Hoffman, który zajmuje się kontynuowaniem dzieła nawracania, ale sam gnijący Jigsaw, ponieważ, skubaniec jeden, przewidział, jak zachowa się Strahm i umożliwił mu przeniesienie się do krainy wiecznych łowów.
|
 |
 |
|
|
 |
|
Standardowym motywem serialu jest przypominanie na początku odcinka, co się ciekawego wydarzyło w poprzednich, co ma również nakierować na to, co się będzie działo w danym odcinku. W "Piłach" mamy to samo, ale działające na zasadach retrospekcji rozrzuconych po całym filmie. Z części na część spektrum wydarzeń zostaje stopniowo zwiększane, a więc należy przypomnieć widzowi, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi (choć śmiem twierdzić, że tego akurat nie wie nikt), przypomnieć mu motywacje kierujące protagonistami oraz nakierować jego skonsternowany umysł na odpowiednie tory rozumowania. Pierwsze trzy części nie wymagały jeszcze wielu takich zagrywek - toż to początek serii(alu). Materiału nie było aż tak wiele, retrospekcje odnosiły się więc przede wszystkim do wydarzeń zawartych w aktualnym półtoragodzinnym odcinku. Natomiast po śmierci Johna Kramera w części trzeciej - i różnego rodzaju implikacjach, które to wydarzenie za sobą niosło - zaczęła się wyłaniać szersza, bardziej skomplikowana fabuła, której nie można było zobaczyć jedynie po trzech odcinkach. Tak więc część czwarta, pomijając zabawę z czasem, która służy jako niezwykle szokująca przewrotka, wprowadza już sporo retrospekcji, przede wszystkim wyjaśniających postępowanie Johna oraz początki wszystkiego tego, co możemy obserwować od pierwszego pojawienia się "Piły" na ekranach kin. Podobnym odcinkiem serialowym był bodajże siódmy odcinek drugiego sezonu "Zagubionych", w którym pokazano dokładnie te same wydarzenia, które znane były wcześniej, ale z perspektywy innej grupy osób. W obu przypadkach jest to pewien wypełniacz czasu, ale również fabularna furtka stymulująca pokłady wyobraźni u twórców. Część piąta, jako że scenarzyści nie wymyślili jeszcze sposobu, by przywrócić Johna Kramera do życia, również zagłębia się w retrospekcjach, tym razem ujawniając, jak John rekrutował Hoffmana oraz takie kwiatki jak fakt, że Hoffman współpracował z nim praktycznie od samego początku, ba - pomagał przygotowywać niektóre pułapki. "Piła V" dokonuje również pobieżnego zarysu wielkiego planu Jigsawa, który z części na część zatacza coraz szersze kręgi. Chcesz wiedzieć więcej? Poczekaj rok.
|
 |
|
Według schematu serialu w każdym odcinku dowiadujemy się czegoś nowego o głównych postaciach. W związku z tym, że funkcjonariusze policji, ci pozytywni, zmieniają się w każdej kolejnej odsłonie, głównym bohaterem "Pił" jest tak naprawdę psychopata - Jigsaw. W części piątej, pomimo kopnięcia w kalendarz, jest ciągle główną postacią, nawet jeśli Hoffman powoli przejmuje pałeczkę. W "Pile V" kontynuowany jest wątek Johna Kramera oraz jego misji dziejowej, w której resocjalizuje niezresocjalizowanych za to, że się nie zresocjalizowali, i z iście freudowską precyzją uświadamia każdemu, kto pojawi się na ekranie, że jest zły i musi tego żałować (brakuje jeszcze wątku edypalnego i motywu ojca). Po szaleńczych przewrotkach z części czwartej, w której John z enigmatycznego mordercy totalnego został zredukowany do roli zgorzkniałego po stracie dziecka terminalnie chorego psychopaty, w części piątej dowiadujemy się kolejnych fascynujących faktów z jego życia, co by wszystko było jasne i klarowne - tutaj tajemniczość nie jest potrzebna. Twórcy postanowili tym razem, że miast niepodważalnych motywacji Johna, które w perwersyjny sposób intrygowały w pierwszej "Pile", zademonstrują widzowi, w jaki sposób działa(ł) jego misterny umysł. Jednym zdaniem - więcej chorych pułapek, więcej 'czytania' umysłów przyszłych ofiar i więcej tajemnic. Postać Johna Kramera ewoluuje w sposób, który już dawno przekroczył najśmielsze sformułowania Darwina. Kolejne puzzle odsłonięte, całość do ogarnięcia po obejrzeniu kolejnych odcinków!
|
 |
 |
|
|
 |
|
Co więcej, w odniesieniu do wcześniejszego punktu - w zasadzie wszystkie postaci (w większości już martwe) wydają się jakoś być ze sobą powiązane, co jest oczywiście częścią wielkiej tajemnicy, która okrywa działania Johna, a której jeszcze nie było przy okazji części trzeciej. W piątym odcinku zaczyna wyłaniać się makiaweliczny schemat, który mógł być przygotowywany jeszcze zanim John dowiedział się o swoim powołaniu. Nie wiadomo również, ile osób brało udział w wykonaniu tego zakrawającego o geniusz zbrodni planu. Wydaje się, że wszystkie odpowiedzi mogą być prawdziwe, a John równie dobrze mógł zostać do tego wszystkiego zmuszony przez zaborczą matkę, która nie pozwalała mu chodzić na zajęcia z psychoanalizy. Możemy więc liczyć na kolejne fabularne przewrotki w następnych odcinkach. Kolejne wyjaśnienia już za rok! Na myśl przychodzi jedno słowo: "Zagubieni".
|
 |
|
Kwestie techniczne kinowego serialu o nazwie "Piła". Po pierwsze - każdy zrobiony jest niemal dokładnie takimi samymi środkami i jakby się przyjrzeć bliżej (czytaj: jakby ktoś się wyjątkowo nudził), to większość akcji dzieje się jedynie w kilku lokacjach, takich jak budynki policji (różne wydziały) czy zakrawająca o katakumby kryjówka Johna, ze wszystkimi jej rozgałęzieniami, sekretnymi przejściami i rzędami sal nadających się jak ulał do tortur i testów Jigsawa. Po drugie - cliffhangery, czyli w typowym serialu amerykańskim końcówki poszczególnych odcinków, w których po kilkunastu minutach nudów, przez ostatnie pięć minut dzieje się coś, co sprawia, że z niecierpliwością czeka się na kolejny odcinek (sukces "Skazanego na śmierć" jest oparty w znacznej części na takiej zabawie scenarzystów). Przyjrzyjmy się jak działa cliffhanger 'piłowy'. Można wyróżnić trzy główne części składowe: zmiana perspektywy postrzegania o co najmniej 180 stopni w finałowym akcie filmu, szybko zmontowana retrospekcja wyjaśniająca, w których momentach ta przewrotka fabularna była widoczna podczas seansu oraz muzyczny motyw przewodni Charliego Clousera, w każdej części inaczej zaaranżowany, który tę przewrotkę ilustruje. To samo jest w "Pile V", ale już bardziej dosłownie, bo o ile wcześniejsze części oferowały jakieś rozwiązanie akcji, tak w tym przypadku mamy finałową pointę (która, tak przy okazji, jest z części na część coraz bardziej przewidywalna), po której nie ma nic... ściemnienie, napisy końcowe, na razie frajerzy! Ciąg dalszy nastąpi w 2009.
|
 |
 |
|
|
 |
|
Seria "Pił" zdecydowanie przypomina amerykański serial telewizyjny. Zachowuje większość elementów tego schematu, niektóre po prostu modyfikując (często dosyć prostacko), a różni się jedynie w nielicznych aspektach, wliczając w to takie zagrywki jak wydłużanie czekania z tygodnia do roku. I okazuje się to pomysłem zaiste genialnym w swojej prostocie (wcześniej jedynie przygody agenta 007 przejawiały podobne predyspozycje, ale były zbyt nieregularne i zmienne fabularnie), bowiem w tygodniowych odstępach ta historia zostałaby zdjęta najpóźniej w połowie sezonu. A tak po roku nie pamięta się już wrażenia, jakiego (nie) sprawiła poprzednia "Piła". I tak z roku na rok popyt na kolejne wyjaśnienia nakręca się biletami fanów oraz widzów nie widzących chyba innej opcji na spędzenie miłego, rozrywkowego wieczoru. "Piła V" przepięknie się w ten serialowy schemat wpisuje, nie zmienia praktycznie nic w 'piłowym' uniwersum, dodaje kilka tropów i kontynuuje pranie mózgu za pomocą przesiąkniętych nudną makabrą dowodów na istnienie niedopowiedzianego 'czegoś więcej'. Czyli stosując wszystkie te elementy, które znamy z amerykańskich seriali ostatnich lat, takich jak przytaczane "Skazany na śmierć" oraz "Zagubieni". Fenomen każdej kontynuacji znakomitej skądinąd "Piły" frapuje mnie jeszcze bardziej niż to, czy Michael Scofield będzie dalej uciekał mając sześćdziesiątkę na karku. Już się nie mogę doczekać części szóstej...