Nie ma innego wyjścia: albo kupisz "Piranię" z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo wyjdziesz z kina po 20 minutach. Alexandre Aja, francuski spec od kina grozy, funduje widzowi jazdę bez trzymanki, która z jednej strony nawiązuje do klasyków gatunku w typie "Szczęk", a nawet "Obcego", a z drugiej bezceremonialnie szokuje dosłownością. Myliłby się jednak ten, kto oczekiwałby po nim szacunku do utytułowanych poprzedników. Aja postawił na nieskrępowaną zabawę i, o ile zawiązanie akcji sugeruje jeszcze, że będziemy mieli do czynienia z regularnym horrorem, o tyle od końca pierwszego aktu, wiadomo już, że reżyser robi sobie z widza niemiłosierne jaja.

I przyznać tu trzeba nie bez szacunku, że robi to ze sporym wdziękiem, wykazując się ogromną dozą ironii, a nawet erudycji. Moment, w którym pokazuje dwie gwiazdki porno niczym nimfy baraszkujące nago w podwodnej scenie do muzyki Duetu Kwiatów z Lakme Leo Delibesa zapiera dech w piersiach swoją bezczelnością, ale wywołuje również wybuch szczerego śmiechu, bo uświadamia widzowi, jak duży dystans ma reżyser do przygotowanego przez siebie materiału. Od tej chwili nie ma już żadnych złudzeń co do tego, z czym mamy do czynienia. A jest to radosny camp, dla którego pokazywanie ponętnych kobiecych ciał jest równie istotne, jak strug krwi i nieskrępowanego gore. Najlepiej jednocześnie.

     

W całym tym krwawym koktajlu przemykają wcale znani aktorzy, bo jest i nominowana do Oscara za "Leaving Las Vegas" Elizabeth Shue w roli głównej, jest Christopher "Powrót do Przyszłości" Lloyd, oczywiście w roli lekko postrzelonego naukowca, ale na drugim planie widać również Vinga Rhamesa, Eliego Rotha, a nawet Richarda Dreyfussa. Aja wydaje się bawić razem z widzami i swoją ekipą, a takie podejście powoduje, że bez bólu wybacza mu się wszystkie absurdy i nielogiczności scenariusza. Bo w warstwie fabularnej - co pewnie nikogo nie zaskoczy - do pokazania nie ma bowiem zbyt wiele.

Koniec roku szkolnego, którego tradycyjnym finałem jest doroczny mega melanż na wodach pobliskiego jeziora. Rozpasana młodzież, implanty, seks, alkohol i głośna muzyka przejmują kontrolę nad prowincjonalnym miasteczkiem, dla którego dochód z tygodnia balowania to podstawa egzystencji przez pozostałą część roku. Dla szeryfa (Elisabeth Shue) i jej pomocnika (Ving Rhames) to najgorętszy sezon – moment użerania się z krnąbrnymi, nabuzowanymi hormonami i używkami dzieciakami. A nieopodal pierwszą ofiarą plejstoceńskiego narybku pada wędkarz w nieprzypadkowej osobie Richarda Dreyfussa.

     

W gruncie rzeczy fabularnie temat nie różni się zasadniczo od klasycznego w formie slashera. Jest tu bowiem rozwydrzona młodzież, jest seks, kilkoro bohaterów i zabójca, który eliminuje ich konsekwentnie jednego po drugim. Jednym słowem Aja używa dobrze znanego i rozpoznawalnego schematu, osadza go w formule zapoczątkowanej przez "Szczęki" Spielberga i eksploatuje do granic rozpoznawalności, od siebie dodając humor, dystans, morze (a raczej jezioro) gore i bezczelną furtkę do sequela, którego, sądząc po wynikach box-office’u możemy się śmiało spodziewać. I albo widz tę konwencję kupi w całości, albo szlag go trafi i opuści kino. Sądząc z własnej reakcji, jak również żywiołowych zachowań publiczności na pokazie prasowym, w którym miałem okazję wziąć udział, z wybuchami śmiechu i oklaskami włącznie, formułę tę da się przełknąć bez bólu.

Największą siłą "Piranii" w wykonaniu Aji jest bowiem jej bezpretensjonalność i poczucie humoru, którego brak często uniemożliwia spokojne dooglądanie nawet najsprawniej zrealizowanych slasherów. Takie zdystansowanie się do treści daje znać widzowi, że reżyser nie próbuje robić z niego idioty – wie, że to, co pokazuje na ekranie to piramidalna bzdura i pozwala się nią bawić bez intelektualnej czkawki. I chwała mu za to.

OCENA: 7/10


Autor tekstu: Edward Kelley - KELLEY [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 5 października 2010
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]

STRONA GŁÓWNA KMF