Strona główna KMF

Piekło kinomana

    Czy można nakręcić jeszcze gorszy film od "Planu 9 z kosmosu"? To bardzo karkołomne i chyba niewykonalne zadanie, choć próbować można. Wystarczy wziąć kilku aktorów o charyzmie drewnianego taboretu, dodać do tego tandetne dekoracje, scenariusz napisany przez osobę z niedowładem umysłowym i pomontować wszystko tak, żeby ani trochę nie trzymało się kupy.



 
 



    Ale zaraz zaraz... przecież dokładnie w tak "genialny" sposób (albo i gorzej) zrobiony jest "Plan 9 z kosmosu". Kosmici wystrojeni jak na karnawał, niestraszne zombiaki (ulubieni aktorzy Ed Wooda; Vampira i łysy osiłek Tor Johnson), drewniane stoły na pokładzie (niby) statku kosmicznego, dialogi bez sensu ciągnące się w nieskończoność i radiowóz z policjantami, który jakieś 45 razy podjeżdża pod cmentarz, po którym grasują wspomniane wyżej ożywione przez kosmitów zwłoki, łażące bez celu, ładu i składu, a także bez większego dla fabuły sensu - tak można pokrótce scharakteryzować ten filmowy koszmarek, choć nic z horrorem wspólnego on nie ma. Można też zaryzykować stwierdzenie, że Ed Wood chciał stworzyć psychodeliczny klimat jaki dzisiaj czyni np. David Lynch... ale ja tego stwierdzenia nie zaryzykuję ;) Oglądanie tego filmu to męka i udręka, zarówno psychiczna, jak i fizyczna, bo z nudów i zażenowania tym co widzimy na ekranie, pięści same się zaciskają, a nóż otwiera w kieszeni. Jeśli jakiś kinomaniak po śmierci trafi do piekła, to właśnie takie filmy będą puszczane w piekielnym kinie. Są jednak w "Planie 9 z kosmosu" także elementy komediowe (nie mylić z elementami pozytywnymi!), zupełnie niezamierzone zresztą; na przykład finałowa bójka na pokładzie statku kosmicznego, oraz "logiczne inaczej" zachowanie niektórych bohaterów. Nie zabrakło też w "Planie 9..." 'znakomitego' epizodu przyjaciela Wooda; Bela Lugosi wystąpił jako człowiek zrywający kwiatek przed domem. Warto w tym miejscu przypomnieć, że jak na tandetę przystało, scena ta nie ma nic wspólnego z filmem, a została nakręcona przez Wooda znacznie wcześniej, bez żadnego celu i przeznaczenia.



 
 



    Cała zresztą fabuła nie ma za grosz sensu; dlatego narrator zza kadru stale wyjaśnie nam o co w danym ujęciu chodzi. Cóż, nie bez powodu film "Plan 9 z kosmosu" ogłoszony został "Najgorszym filmem wszechczasów", a Ed Wood "Najgorszym wszechczasów reżyserem". Ten film naprawdę wygląda jakby był zrobiony przez osobę nieco ułomną, z podobnymi świrami w rolach głównych i dzięki desperatom, którzy dali na to jakiekolwiek pieniądze. I niczym nie można wyjaśnić płytkości i "wartości filmowej poniżej zera" tego "dziełka"; nawet tym, że powstało w 1959 roku, a Ed Wood uwielbiał kręcić filmy, nie mając o tym rzemiośle i tej sztuce pojęcia. Paradoksalnie jednak, zachęcam do obejrzenia "Najgorszego filmu wszechczasów" jako ciekawostki. Przedtem zaś proponuję zapoznać się ze znakomitym filmem Tima Burtona "Ed Wood", z którego dowiecie się więcej o produkcji "Planu 9 z kosmosu" i o "Najgorszym reżyserze wszechczasów", który na planie lubił przebierać się w damskie ciuchy... Może wtedy, poznawszy nieco tego ekscentrycznego, zakręconego i bezgranicznie kochającego kino reżysera, zdołacie jakkolwiek przebrnąć przez koszmar "Planu 9 z kosmosu", oglądając go z potężnym przymrużeniem oka :).


SZYBKA OCENA +/-
- Jeśli są, to i tak nie przesłonią minusów ;)
- Aktorstwo
- Scenariusz
- Scenografia
- Reżyseria
- itd. ;)

AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl