Strona główna KMF


Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem znawcą i wielbicielem twórczości Spike'a Lee. Na dobrą sprawę jego film obejrzałem po raz pierwszy mniej więcej trzy lata temu i była to "25. godzina". Nie bardzo wiem, na ile reprezentatywny jest to tytuł dla twórczości reżysera, niemniej jednak powiedzieć mogę jedno: z pewnością ani przedtem, ani potem nie widziałem filmu, który z większą subtelnością komentowałby wydarzenia 11 września 2001. Bez efekciarstwa, bez epatowania tanim patosem, ale z podskórną emocją, uczuciem, którego nie dało się przeoczyć. "Plan Doskonały", choć z pewnością nie opowiada o tych tragicznych wydarzeniach, to pod powierzchnią przemyca traumę tamtych dni i blizny, które pozostawiły na ciele miasta i w psychice ludzi. Panorama Nowego Jorku bez wież WTC nie wymaga u Lee komentarza, bo jest nim sama w sobie. Paradoksalnie kilka dni po obejrzeniu najnowszego obrazu Spike'a, właśnie to się pamięta i mam wrażenie, że gdzieś tam, głęboko w podświadomości reżysera właśnie tak miało być.




Nie mniej jednak, jako się rzekło, nie jest to film poświęcony rozpamiętywaniu i rozdrapywaniu powoli zabliźniających się ran. Tym razem jest to dramat sensacyjny w najlepszym wydaniu, za temat obierający sobie archetyp "kultury" Dzikiego Zachodu - napad na bank. Napadającym jest tutaj diablo inteligentny rabuś w wykonaniu modnego ostatnio ulubieńca pań - Clive'a Owena. Przyznać trzeba, że nie brakuje mu ekranowej charyzmy i mimo faktu, że większość czasu na ekranie widzimy jedynie jego zamaskowaną twarz, to postać którą kreuje, zapada w pamięć. Plan napadu nosi znamiona doskonałości, co staje się idealnym punktem wyjścia dla interesującej historii. A rozgrywa się ona w specyficznym czworokącie postaci pierwszo- i drugoplanowych, pomiędzy wspomnianym już bandytą, policyjnym negocjatorem (w tej roli Denzel Washington), prezesem banku, którego oddział właśnie napadnięto (Christopher Plummer) i panią do specjalnych zadań przez niego wynajętą (Jodie Foster). Obecność tej ostatniej sugerowałaby, że typowy dla tego typu rozgrywek scenariusz: "zły, przeświadczony o swojej przebiegłości badguy napada na bank uczciwego biznesmena, a dobry policjant okazuje się sprytniejszy", nie znajdzie tutaj zastosowania. I nie bez powodu. Jak łatwo się domyślić, każda z postaci ma do ugrania swój własny interes, nie do końca zgodny z interesem pozostałych uczestników gry. Żadna z postaci nie jest tą nieskalaną, nie ma tutaj osoby, której można by spokojnie kibicować, choć akcja poprowadzona jest tak, byśmy dopingowali przystojnego Owena. Dawno nie widziałem w kinie tak interesujących bohaterów, którzy jednocześnie wzbudzaliby tak ambiwalentne uczucia. Ta niejednoznaczność nie tylko zbliża ich do ludzi z krwi i kości, ale powoduje, że próbujemy nawet ustawiać samych siebie w podobnych sytuacjach. Wrażenie ich swego rodzaju "niefilmowości" pogłębia jeszcze fakt, że motywacje, celowo ukrywane przez twórców, długo pozostają niejasne, co potęguje zainteresowanie widza. Bo co może mieć do załatwienia wynajęty przez pana Prezesa twardy babsztyl z szefem gangu napadającego jego bank? Dlaczego policjant negocjujący uwolnienie pięćdziesięciu zakładników ma problemy z Wydziałem Wewnętrznym, a wspomniany pan Prezes nie siedzi w swojej luksusowej rezydencji i nie szykuje nagrody za złapanie drania? Sytuacja ta nie bez podstaw sugeruje, że ich intencje nie są bynajmniej czyste, a każdy z nich nosi tajemnicę, której ujawnienie przysporzyłoby nie lada problemów.




Spike Lee nie stawia na widowisko, nie zaskakuje widza efektownymi "jazdami", ale w centrum wydarzeń umieszcza swoich bohaterów i to oni są dla niego najważniejsi. Nie oznacza to jednak, że zaniedbuje przy tym warstwę fabularną, która w połączeniu ze świetnymi dialogami i krwistymi postaciami przypomina koronkowe układanki Davida Mameta - niekwestionowanego mistrza dramatu sensacyjnego, którego teatralne korzenie nie pozwalają zapominać, że to postać jest nośnikiem fabuły, a nie na odwrót. Nieliniowy scenariusz, przeplatający sceny trwającego napadu z obrazkami z przesłuchań, które po nim nastąpiły, spięty na dokładkę klamrą wypowiedzi autora całego przedsięwzięcia, powoli, krok po kroku odsłania mechanizm zbrodni doskonałej. Nie stroni przy tym od ostrożnego humoru i uważnej obserwacji socjologicznej społeczności post-WTC. Niemal nie na miejscu wydaje się dokonana z perspektywy kilku dni od projekcji konstatacja, że w sumie zmiany epoki terroryzmu, choć odcisnęły bez wątpienia swoje piętno w zbiorowej psychice, nie doprowadziły do jakichś drastycznych zmian w mentalności czy ludzkim postępowaniu. Wciąż cynizm i egoizm są w cenie, a za pieniądze można kupić "prawie" wszystko. Kiedy Spike Lee przez chwilę wydaje się nam serwować umoralniającą scenę nawrócenia, już sekundę później szyderczo nas rozczarowuje zdając się mówić: "jeżeli myślałeś, że takie doświadczenia mogą człowieka zmienić, myliłeś się". Wciąż kradniemy, mścimy się, poniżamy, kupujemy innych i pozwalamy szakalom żerować na słabszych. Świat się nie zmienił, a na tym tle bandyta okradający banki zdaje się być najporządniejszą osobą w towarzystwie.


PLAN DOSKONAŁY

Tytuł oryginalny: Inside Man
Rok produkcji: 2006
Kraj: USA
Czas trwania: 129 minut

Reżyseria: Spike Lee
Scenariusz: Russell Gewirtz
Zdjęcia: Matthew Libatique
Muzyka: Terence Blanchard

Obsada:
Denzel Washington   .....Keith Frazier
Clive Owen   .....Dalton Russell
Jodie Foster   .....Madeline White
Christopher Plummer   .....Arthur Case
Willem Dafoe   .....John Darius


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Edward Kelley - KELLEY
Klub Miłośników Filmu
29.03.2006