STRONA GŁÓWNA


Część trzecia rankingu.





WSTĘP   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1   SUPLEMENT


30
M*A*S*H
CBS, 1972 - 1983

Zabawna i inteligentna satyra z ambicjami politycznymi i nie tylko. Galeria interesujących postaci, które choć mają określone cechy charakteru, bywają czasami nieprzewidywalni. Na przestrzeni 11 lat zmieniał się nie tylko personel szpitala, ale też styl serialu. Pierwsze odcinki były bardziej komediowe, główni bohaterowie robili złośliwe kawały, popadali w konflikty, kombinowali, żartowali z kiepskiego jedzenia, podrywali pielęgniarki, w wolnych chwilach grali w karty lub oddawali się innym rozrywkom, marzyli o powrocie do domu, a kiedy nadlatywały helikoptery z rannymi zawsze byli gotowi do operacji. Ciężko przeżywali śmierć pacjentów, ale zdawali sobie sprawę, że wszystkich nie da się uratować, a nawet jak się uda, to tylko po to, aby z powrotem odesłać na front. W sezonach późniejszych humor nadal był wysokich lotów, ale często podejmowano też problemy polityczne, społeczne, psychologiczne. Zastanawiano się nad bezsensem wojny, niemal w każdym odcinku występują sceny na sali operacyjnej, które mają uzmysłowić widzom, że na wojnie każdego dnia przybywa rannych i zabitych. Kwestionowano decyzje dowódców, składano hołd żołnierzom, którzy zginęli, wyśmiewano się z wyższych oficerów i wojskowego regulaminu. Podejmowano różne problemy społeczne, takie jak: rasizm, korupcja, eutanazja, alkoholizm, chciwość, nawet zdrada małżeńska. Niektóre tematy podejmowano w sposób ironiczny, z dystansem, tak jednak, aby nikogo nie urazić. Natomiast bardziej poważne tematy podejmowano w bardziej poważny sposób, bez szaleństw, bo nie wypadało inaczej (np. sceny na sali operacyjnej są pozbawione sztucznego śmiechu, charakterystycznego dla sitcomów). Wzajemne relacje między bohaterami, ich kłótnie i żarty dostarczają rozrywki i poprawiają humor, ale zmuszają też do refleksji i do zadania ważnych pytań dotyczących nie tylko wojny. [Mariusz]

Celna satyra wymierzona ostrzem w ówczesną politykę Stanów, ale i wojnę w ogóle. Wojna bowiem działa destrukcyjnie w sposób mniej lub bardziej dosłowny, o czym doskonale wiedzą Sokole Oko z Trapperem (w przeciwieństwie do wiedzy cwaniaków, którzy o wojnie teoretyzują zza biurek). "MASH" to przede wszystkim wyborne dialogi, wspaniała galeria różnorodnych postaci i wszechobecna głupkowatość, która nie przesłania pewnego typu powagi, która wiąże się z wojenną traumą i tęsknotą, a z którymi walczy każdy z bohaterów - każdy na swój sposób. Genialny serial (nawet przebaczam twórcom ostry spadek formy i częste odchodzenie od komicznych wygłupów w ostatnich sezonach). [desjudi]

Według mnie wojnę można przedstawić na dwa sposoby: realistycznie lub w krzywym zwierciadle. Półśrodki się nie sprawdzają. W MASH mamy do czynienia z pokręconym i dziwnym humorem, świetnymi postaciami i inteligentną satyrą na USA. [Arahan]



29
Carnivale
HBO, 2003 - 2005

Jeden z najlepszych seriali fantasy, jakie kiedykolwiek nakręcono. Mocny, bezkompromisowy, zestawia epicki wymiar konfrontacji Dobra ze Złem z realiami Ameryki doby Wielkiego Kryzysu. Doświadczenie jedyne w swoim rodzaju i pozostaje żałować, że serial zdecydowano się skasować już po dwóch sezonach. [Jarod]

Rewelacyjna oprawa i atmosfera, nietuzinkowi bohaterowie oraz niezwykle przemyślana mitologia są największymi zaletami tego serialu traktującego o odwiecznych zmaganiach Dobra ze Złem. "Carnivale" okazało się być jedynym godnym następcą "Twin Peaks", w podobny sposób łącząc wątki realistyczne z nadprzyrodzonymi. Tym bardziej wielka szkoda, że został zdjęty z anteny zanim dane nam było poznać koniec tej historii. [Albertino]

Walka Dobra ze Złem na tle największej ekonomiczno-społecznej zapaści w dziejach nowożytnego świata. Cholernie aktualne - szczególnie dzisiaj, kiedy zbliża się setna rocznica krachu, a na horyzoncie majaczy kataklizm 10x groźniejszy w skutkach. Potrzeba trochę czasu, żeby się zadomowić w tym zdegenerowanym, dziwacznym świecie, zasiedlonym przez dewiantów, fanatyków i psycholi. Chcę przez to powiedzieć, że mało w nim normalnych, ustabilizowanych psychicznie jednostek. Widokiem trywialnym jest garbaty starzec, powłóczący poboczem drogi i handlujący ciałem swojej upośledzonej córki ("Trochę niedorozwinięta, ale szparkę ma ciasną."). Do epizodu piątego, zatytułowanego Babylon, serial mocno zahacza klimatem o miasteczko "Twin Peaks". I jest dobrze, ale nie zajebiście dobrze. Zajebiście dobrze zaczyna być począwszy od epizodu piątego. To, co się wtedy wyprawia, z rojeniami Lyncha nie ma już za wiele wspólnego. Na pełnym gazie wjeżdżamy wówczas na tereny zarezerwowane dla kina grozy (pokrywa się to ze śmiercią pierwszego pracownika cyrku). Naprawdę są sceny, ba, całe epizody, kiedy człowiek siedzi na krawędzi fotela i nie ma się czego chwycić. Ogólnie serial eksploruje rozmaite apokryficzne podania i z upodobaniem pławi się w perwersjach religijnych. Do najlepszych tego typu anomalii należy msza, w trakcie której kaznodzieja zamiast opłatka wkłada wiernym do ust żyletki. [Mental]

Dawno temu Ameryka była czarodziejską krainą, która przypominała tą, jaką znamy (albo i nie znamy) z "Mrocznej Wieży" Stephena Kinga. Pisałem już w stosownym wątku - jeśli kiedykolwiek powstanie ekranizacja fantastycznego cyklu, to może się okazać niewiele warta, jeśli nie zrobią jej twórcy "Carnivale". [Bezcelowy Albatros]

Jaka szkoda, że okropne prawa rynku i ekonomia nie pozwoliły kontynuować tego znakomitego serialu. Nie urywa się to równie niefortunnie jak nieszczęsne "Twin Peaks", teoretycznie mamy finał zamykający dotychczasowe wątki, ale jednocześnie otwierający nowe, które zostają dopiero zarysowane, ale bez większego rozkminiania wiadomo jaki tkwił w nich potencjał i jak wchodzą napisy końcowe wzdycha się ciężko, z wielkim żalem, że już niewielkie szanse, na ujrzenie pozostałych 4 sezonów zaplanowanych przez twórcę. Czy więc warto oglądać tę niedokończoną historię? A czy warto oglądać "Twin Peaks" mimo jeszcze bardziej urwanego zakończenia? Oczywiście, że tak. Jest to równie nietuzinkowa produkcja, skąpana w niepowtarzalnym klimacie, zaludniona niesamowitymi bohaterami (przy czym ich niesamowitość nie zawsze jest jednoznaczna z czynnikiem metafizyczno-magiczno-nadnaturalno-cholera_wie_jakim) oparta na kapitalnym scenariuszu wyśmienicie rozpisanym na dwa sezony. Ehh... [Tyler Durden]



28
'Allo! 'Allo!
BBC1, 1982 - 1992

Czy wojna, a tym bardziej II Wojna Światowa może być zabawna? Ten angielski serial, wbrew temu co można byłoby pomyśleć, odpowiada na to pytanie prostym "Tak". I nie jest to jakiś niesmaczny humor. Wręcz przeciwnie, bo "Allo, Allo" serwuje nam brytyjski humor w najlepszej postaci. I co najdziwniejsze jak i dzisiaj oglądam ten serial to dalej śmieję się z tych dowcipów, zabawnych scen i dialogów, nawet jak widziałem i słyszałem je z kilkanaście razy. Serial przezabawny, inteligenty i przekultowy, a niektóre teksty jak chociażby "Dziń dybry", "To ja LeClerc", "Ty głupia kobieto!" itd. już na stałe wpisały się do historii. Dlatego też "słuchajcie uważnie, gdyż nie będę powtarzać", "Allo, Allo" to najlepszy serial jaki powstał! [Wawrzyniec_85]

Pełna zabawnych dialogów, pomyłek i komicznych postaci, komedia ośmieszająca stereotypy dotyczące Niemców, Francuzów, Anglików, Włochów. Humor wynika często z tego, że zaplanowana akcja nigdy nie kończy się zgodnie z planem oraz nagromadzenia wielu różnych zabawnych charakterów i powtarzania tych samych tekstów przez te same postaci. Aktorzy doskonale wczuli się w klimat, zachowując powagę nawet w najbardziej absurdalnych sytuacjach. [Mariusz]

Niech żyje angielski humor! "Allo, Allo" to galeria świetnych, barwnych postaci oraz świetny dowcip sytuacyjny. Jeśli jeszcze dorzucimy do tego że akcja dzieje się we Francji, to wyjdzie nam jeden z najśmieszniejszych seriali komediowych wszech czasów. [Don Vito]



27
Świat wg Bundych
Married with children
FOX, 1987 - 1997

Za rewelacyjny, czarny jak smoła i miejscami okrutny humor, który wywraca do góry nogami przedstawiony w innych serialach, krzepiący obraz rodziny jako źródła i ostoi najważniejszych wartości - humor, który po trochu również przeraża. Dzięki temu serialowi Al Bundy zostanie po wsze czasy zapamiętany jako największy filozof dwudziestego wieku, a przyszłe pokolenia nadal wspominać będą jego legendarne "cztery przyłożenia w jednym meczu" i "dzisiaj do sklepu weszła gruba baba". [Ciuniek]

"Świat według Bundych" udowodnił, że w patologicznej rodzinie też może być całkiem wesoło. Kiedyś oglądany przez szparę powstałą pomiędzy uchylonymi drzwiami, a framugą... Dziś - legalnie, świadomie i z nieniknącym uśmiechem. Swoją drogą dodam, że Al zawsze przypominał mi Kojota z bajek Looney Tunes - za co się nie zabierze, to i tak musi dostać łomot. No i w jego świecie żyją same Strusie Pędziwiatry (może wyłączając chłopaków Kelly). [Fidel]

Bundy są rodziną bardzo specyficzną, którą cechuje obojętność, fałszywość, a nawet pasożytnictwo. Są najlepszym przykładem życiowego niepowodzenia, bo jak mawia Al: "Bundy są przegrani, ponieważ nigdy nie kończą zaczętej pracy". Podczas 10 produkcyjnych lat ich życie jest monotonne, ale niezwykle ciekawe. Po dzień dzisiejszy wielu krytyków zastanawia się w jaki sposób serial taki jak MARRIED... WITH CHILDREN, o bezmyślności, ludzkiej głupocie i ograniczeniu mógł zdobyć aż tak wielką popularność. Jak to możliwe, że stał się swego rodzaju socjologicznym fenomenem, śmiesząc miliony ludzi przed telewizorami w tak wielu różnych przecież, obyczajowo i mentalnie krajach świata. Być może odpowiedź tkwi w tym, że lubimy śmiać się z tego co nas bezpośrednio nie dotyczy, a sam typ humoru zaproponowany przez serial MARRIED... WITH CHILDREN stanowi swoistą alternatywę i jest zgoła inny od tego, jaki prezentuje większość przeciętnych komediowych sitcomów. [fragment artykułu Pawła "Grubego" Łudzenia]



26
Królestwo
Riget
DR, 1994 - 1997

"Na dobre i na złe" w reżyserii Larsa von Triera. Paranoiczna rzeczywistość szpitala Królestwo udziela się wszystkim, którzy przekroczą próg tego miejsca. Bo niby o duchach z mokradeł, które straszą w windach, klatkach schodowych i podziemiach, ale jednocześnie to klaustrofobiczny koszmar, który tworzy personel wraz z pacjentami, już bez udziału duchów. Jest tragicznie i komicznie; strasznie i śmiesznie; tandetnie i artystycznie. Dodatkowo poczynania bandy świrów jak z "Twin Peaks" na kwasie komentują mężczyzna i kobieta z zespołem Downa. A wszystko zalane jest sepią... Serial wyjątkowy, niepodrabialny, ale i niełatwy w odbiorze, wymagający cierpliwości. W końcu to dzieło Larsa von Triera, geniusza, który odrzuca wszystko to, co oczywiste i przewidywalne. Dlatego albo się "Królestwo" kocha, albo nienawidzi. Jak wszystko co Duńczyk robi. [desjudi]

Klimat, klimat, klimat! Wszystko podporządkowane jest klimatowi jakiego nie uświadczymy w żadnym serialu z USA. Surowe wnętrza tytułowego szpitala, specyficzni nieszablonowi bohaterowie, genialna ręka reżysera von Triera i znakomita historia tworzą z tego tytułu dzieło niemal doskonałe. [piXi]

Tytułowe Królestwo to szpital wybudowany na dawnych mokradłach, odrealnione miejsce nawiedzone przez duchy. Snując się po szpitalnych korytarzach. Obserwujemy rzeczywistość jak z sennego koszmaru, klaustrofobiczną, pełną intryg i dziwacznych praktyk. Von Trier po mistrzowsku żongluje emocjami, jego wizja przeraża i wzrusza jednocześnie. Intryguje tak bardzo, że nie można się od niej oderwać! [Haneska]



25
Battlestar Galactica
Sci Fi, 2004 - 2009

Pradwopodobnie najlepszy serial SF wszech czasów. Wojna między człowiekiem, a stworzoną przez niego sztuczną inteligencją była już tyle razy wałkowana, że mogłoby się wydać, że nie można w tej kwestii wymyśleć nic nowego. Błąd. BSG jest co prawda wizualną błyskotką, obfituje w dynamiczne potyczki w przestrzeni kosmicznej, jest kręconą z ręki czemu zawdzięcza paradokumentalny feeling, ale jednocześnie szuka odpowiedzi na pytania o kierunek ewolucji sztucznej inteligencji. W pewnym sensie kontynuuje wątek, który wcześniej podejmowali Ridley Scott w "Blade Runner" i Mamoru Oshii w "Ghost in the Shell". [Phonik]

Najambitniejszy serial science fiction w historii telewizji, ze sporym powodzeniem próbujący przeciwstawiać się formule space opery wypracowanej przez serie pokroju Star Treka. Fakt, twórcy czasami bali się pójść na całość i stosowali scenariuszowe kompromisy, brak zaplanowanej z góry fabuły również rzuca się w oczy - ale mimo to, BSG wciąga,oferując widzowi zarówno pasjonującą fabułę, jak i garść niebanalnych przemyśleń. [Jarod]

Bezkonkurencyjny, zaplanowany jako zamknięta całość (4 sezony, od początku planowane, zamiast wyciskania tematu do momentu, kiedy nie gra już nikt z oryginalnej obsady a w fabule już dawno pogubili się nawet scenarzyści). Realistyczny, również psychologicznie. Nie ma teleportów, statek kosmiczny to nie tytanowy lśniący wibrator, ludzie umierają na raka a jeśli na napotkanej planecie natknięto się na algi to jest to spore wydarzenie. Dodajmy do tego świetną muzykę i brak dłużyzn (każdy odcinek ciągnie fabułę do przodu dodając nowe smaczki) i mamy najlepszy serial ostatnich lat. [Akaki]

Emocjonujący serial o wojnie ludzi z robotami. Pomimo, że pomysł wyjściowy nie jest nadmiernie oryginalny, a sam serial jest remakiem to już realizacja całkowicie odbiega od standardu. Battlestr Galactica podejmuje wiele tematów takich jak demokracja i ideały w obliczu sytuacji kryzysowej. Do tego perfekcyjna obsada, świetne efekty specjalne i muzyka. [Azgaroth]

Uwielbiam ten serial nawet mimo jego rażących wad. Na dobrą sprawę, gdyby nie to, że bywali niekonsekwentni, że fabuła się plątała i odbijała od ścian Wszechświat zapadłby się olśniony zajebistością BSG. [Craven]



24
Anioły w Ameryce
Angels in America
HBO, 2003

Z aktualnością "Aniołów w Ameryce" Tony'ego Kushnera wiążą się dwie sprawy: jedna jest całkiem przyjemna, druga raczej nie. Którą chcecie najpierw? Przyjemną? Cóż – uniwersalność (mimo bardzo konkretnego osadzenia w Czasie i Przestrzeni!) i siła miniserialu Nicholsa czynią go jedną z lepszych produkcji HBO i jednym z najważniejszych wydarzeń telewizyjnych (nie tylko) dekady. Druga wiadomość jest taka, że to bardzo źle świadczy o naszej rzeczywistości. "Anioły w Ameryce" okazują się bowiem nie takie znowu "amerykańskie": mogą być równie dobrze aniołami polskimi. Dalej będzie już tylko gorzej, bo trudno opisać historię, która zostawia widzowi bardzo dużo przestrzeni na własną interpretację, jednocześnie zdając się być dziełem kompletnym i skończonym. "Anioły..." są zresztą pełne tego typu sprzeczności, poczynając od postaci, które są groteskowe i prawdziwe zarazem, a kończąc na warstwie estetycznej, gdzie realizm miesza się z fantastycznym kiczem. To jedna z tych opowieści, które robią widzowi krzywdę swoim zarówno emocjonalnym, jak i politycznym zaangażowaniem, co więcej: głęboko wierzę w możliwość iluminacji podczas tego fantastycznego spektaklu:). Reszta jest banałem: neurotyczna Mary-Louise Parker i ciotuszkowaty Jeffrey Wright rozrywają ekran, Meryl Streep w swoim żywiole, a Pacino w najlepszej roli od lat; Justin Kirk porywa, Ben Shenkman obrzydza. Akompaniuje im jedna z najlepszych partytur Thomasa Newmana. Mesjasz nadchodzi. Wielka - a jednocześnie bardzo intymna - historia o wykluczeniach, tajemnicach, seksualności, religii, miłości, samotności i polityce. [Artemis]

O seksie, moralności, niemoralności, sekretach, władzy, religii, miłości i nienawiści. O tym wszystkim i o wielu innych rzeczach, mniej lub bardziej ważnych. Do tego jak to zagrane, jak napisane, jak zrealizowane! Znaczy się - serial niemalże absolutny. Błyskotliwy, wymagający, jedyny w swoim rodzaju. [desjudi]

Najlepszy teatr telewizji, jaki kiedykolwiek został nakręcony. Grupa wybitnych aktorów, uznana wśród wyrobionych kinomanów ekipa realizacyjna, znakomity materiał wyjściowy oraz zero cenzury i ingerencji ze strony producentów - wszystkie te elementy złożyły się na niewątpliwy artystyczny sukces. Niełatwa pozycja, ale warta każdej chwili spędzonej na oglądaniu. [Jarod]



23
Cudowne lata
The Wonder Years
ABC, 1988 - 1993

Motyw dojrzewania i problemy dorastającego młodego człowieka to częsty motyw filmów i seriali. Tym, co wyróżnia "Cudowne lata", jest rewelacyjna narracja z "offu" prowadzona głosem dorosłego człowieka, co sprawia wrażenie, jakby z perspektywy czasu oceniał swoje młode lata. Dzięki temu serial o problemach dorastania jest interesujący również dla osób już dojrzałych, prowokuje do spojrzenia wstecz i przypomnienia sobie, jak to było z nami, kiedy pierwszy raz całowaliśmy naszą Winnie Cooper. No i ten klimat lat 60-tych... [Bocian]

Serial posiada niesamowicie relaksujący styl, który poprawia samopoczucie na długi czas. Ma charakter trochę nostalgiczny, trochę zawadiacki, ale wciąż pozostaje sympatycznym, na długo zapadającym w pamięci. Dzięki niemu możemy przenieść się ponownie w jeden z najpiękniejszych (jeśli nie najpiekniejszy) okresów życia. Dzieciństwo i młodość, udręki i radości dojrzewania, pierwsze pocałunki, randki, miłości. Klasówki, sprawdziany, egzaminy, pierwsze piwo, potańcówki, zakazane książki, przyjaźń "na wieki". Wszystko przedstawione barwnie z uwzględnieniem realiów z umiejętnie dawkowanym poczuciem humoru, nie przekraczającym granicy dobrej zabawy z odrobiną potrzebnej goryczki. To właśnie zawiera 115 krótkich odcinków z życia Kevina Arnolda, będących jego esencją. [fragment artykułu Tomka Urbańskiego]

Przemiłe wspomnienie cudownych lat młodości - choć nigdy nie wróciłem do tego serialu, to wciąż broni się on we wspomnieniach i nie wyobrażam sobie bez niego jakiegokolwiek zestawienia. [Mefisto]



22
Robin z Sherwood
Robin of Sherwood
ITV, 1984 - 1986

Już z samego sentymentu. Jak to się kiedyś gnało z podwórka, żeby obejrzeć kolejny odcinek... jak to się człowiek martwił i przejmował przetrwaniem bohaterów... wraz z koleżankami z osiedla kochał na zabój w Michaelu Praedzie... nucił pod nosem nieśmiertelne motywy Clannad... [Deina]

Najciekawsza interpretacja legendy o Robin Hoodzie. Mieszanka kina przygodowego z fantasy urzeka klimatem, muzyką i przede wszystkim bohaterami. Twórcą serialu udało się zgromadzić doborową obsadę na czele z genialnym Rayem Winstonem. [Azgaroth]

Obejrzałem po raz pierwszy odcinek pierwszy (czy raczej pierwsze dwa) od czasów... No właściwie od momentu, kiedy pokazano to pierwszy raz w naszej (wtedy jeszcze komunistycznej) telewizji. Powiem tak: legenda wciąż żywa, choć sentyment do tego tworu zapycha jednak spore dziury, do których można się przyczepić, bo też i wiele rzeczy dziś wydaje się śmiesznych czy po prostu przestarzałych. Ale wystarczy dać się porwać, bo serial wciąż ogląda się świetnie. Praed może wygląda i zachowuje się naiwnie, ale ma charyzmę i dobrze wygląda. No i Nasir rządzi! [Mefisto]



21
Californication
Showtime, 2007 - ...

Kiedy widziałem zapowiedzi tego serialu spodziewałem się jakiejś głupiej produkcji o seksie. Oczywiście seksu jest tutaj sporo, ale tak naprawdę jest to bardzo zabawny i inteligentny serial. Dialogi są rewelacyjne i zabawne, główny bohater Hank Moody, doskonale zagrany przez Davida Duchovny'ego. I mimo, że bardzo lekko i przyjemnie się ten serial ogląda to jednak jego twórcom udało się zawrzeć w nim wiele mądrości życiowych. "Californication" - zabawna i niegłupia rzecz. [Wawrzyniec_85]

Po tym serialu David Duchovny przestał być dla mnie agentem Foxem Mulderem, a stał się pisarzem Hankiem Moody. Świetne dwa sezony, trzeci słabszy, ale za to ze znakomitym twistem w finale. Zakończenie trzeciej serii jak dla mnie jest idealne, do tego stopnia, że chciałbym, żeby ten świetny serial... nie był już kontynuowany. [BD-D]

Nawet, jeśli podążasz z duchem czasu i w pocie czoła dbasz o swój zajebisty look, nawet, jeśli korzystasz z porad jakiegoś nawiedzonego guru od mody czy innego zniewieściałego stylisty i za ich radą pielęgnujesz swój perfekcyjnie opracowany image, w imię jakiego regularnie odwiedzasz siłownię i solarium, jesz ekologiczne żarcie, czytasz poradniki dla super-podrywaczy, napisane przez mistrzów NLP, a ponadto golisz jaja i pachy oraz generalnie dbasz o higienę intymną - i tak nie jesteś i nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody. I nie chodzi nawet o to, że Hank Moody nie istnieje, bo nawet gdyby istniał i nie był li tylko tworem czyjejś wyobraźni, niczego by to nie zmieniło. Zawsze patrząc na Hanka będziesz widział faceta, którym nigdy nie będziesz, bo zawsze będzie Cię dzielić od niego przepaść nie do przebycia, bo przepaść o trzonie kulturalno-społeczno-geograficzno-religijnym, a także seksualno-intelektualnym. [fragment artykułu BD-D]



WSTĘP   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1   SUPLEMENT


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
www.forum.film.org.pl/viewtopic.php?t=4167


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

e-mail Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
Klub Miłośników Filmu, Czerwiec 2010