STRONA GŁÓWNA


Część druga rankingu.





WSTĘP   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1   SUPLEMENT


40
Generation Kill: Czas wojny
Generation Kill
HBO, 2008

Z początku nie chciałem nawet oglądać "Generation Kill", bo od pewnego czasu na konflikt iracki reaguje po prostu alergicznie. Ale jak już zasiadłem, to siedziałem do końca. Serial okazał się być dziełem przewspaniałym pod każdym względem. Co prawda, większych rozrób z udziałem ciężkiego sprzętu a'la "Kompania Braci" tutaj nie znajdziemy, a to z tego powodu, że wszystkie co bardziej spektakularne manewry dzieją się zawsze na horyzoncie (w dosłownym znaczeniu tego słowa) i obserwujemy je z perspektywy jednego konkretnego oddziału marines. Widzimy bombardowane miasta, słyszmy salwy karabinowe, lecz nasi wojacy nigdy nie odgrywają w tej wojennej pożodze pierwszoplanowej roli. Raczej przecierają szlaki dla głównych sił. Dzięki odprawom podpułkownika Ferrando (ksywa: Godfather) dowiadujemy się o przebiegu akcji w terenie. Swoją drogą, Ferrando to najlepsza postać w całym serialu. Facet gada z wyraźną chrypką, bo swego czasu przeszedł operacje krtani, co chwila przeciera nos, mówi o sobie jak Cezar - w trzeciej osobie i ma w dodatku niesamowity wyraz twarzy. Serial miażdży. Pobocza irackich autostrad zasłane są ciałami w różnym stanie skupienia. Przez okno jadącego humvee możemy podziwiać na przykład dziewczynkę, która oberwała granatnikiem i w rezultacie straciła nogi poniżej kolan. Poza tym po asfalcie turlają się ludzkie głowy, z piachu wystają kikuty rąk, a nad całym tym upiornym pustynnym cmentarzyskiem unosi się brzęczenie much. Rozwaliła mnie reakcja jednego z marinsów, niejakiego Trombleya, który na widok spalonego vana wypełnionego zwęglonymi szczątkami powiedział: Jak dom strachu na Halloween. Tak, serial zdecydowanie miażdży. No ale wiadomo - HBO. [Mental]

Niezwykły miniserial od HBO. Wojna w Iraku jeszcze nigdy nie była ukazana w tak bezkompromisowy sposób. Twórcy nie szczędzą nam czasem nieprzyjemnych widoków zmasakrowanych ciał. Genialne kreacje aktorskie i klimat piechoty morskiej to główne atuty tej niezwykle udanej produkcji. [Snappik]

Za scenę, w której Ray przykłada krocze do gleby, żeby poczuć silnik przejeżdżającego obok czołgu. I za to, że jest najbardziej niebanalną i dojrzałą historią wojenną, jaką widziałem. [Glut]



39
Czysta krew
True Blood
HBO, 2008 - ...

"Czystą krew" można określić, mianem "Zmierzchu dla dorosłych". Romantyczny wampir, inaczej patrzący na świat niż swoi bracia oraz nieco wyalienowana dziewczyna. Oprócz romansu znajdziemy jeszcze ciekawe wątki polityczne (wampiry walczące o prawa obywatelskie), zmaganie się z naturą bestii, szukanie samego siebie. "True blood" to zdecydowanie najlepszy efekt postzmierzchowej mody na wampiry. [Don Vito]

Serial na pierwszy rzut oka nieco mnie irytował. Główna bohaterka, która wygląda jak cycata cichodajka, kolejny bohater jakiś gejomurzyn do tego cała masa wieśniaków z amerykańskiego południa... No nie - pomyślałem - to nie może być dobre. A jednak. Pierwsze koty za płoty i stopniowo zacząłem się wciągać bardziej. Mówiąc szczerze obecnie nie wyobrażam sobie nikogo innego w tych rolach. Jest tu naprawdę sporo klimatycznych akcentów. Trochę "Przystanku Alaska", a nawet "Miasteczka Twin Peaks" czy "X-files". Jak dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie. Coś innego, coś mniej efekciarskiego, ale bardziej klimatycznego. Myślę, że wielu z was może ten serial pozytywnie zaskoczyć. Pierwszy sezon to tylko 12 odcinków (nie rezygnujcie po pierwszym). HBO znów udowodniło swoją pozycję prawdziwego potentata na serialowym rynku. [BM]

Moim zdaniem serial jest świetny, odważny i wyrazisty. Zaczynając od początku. Czołówka, dawno nie widziałam tak świetnego, profesjonalnego wstępu do serialu. Zazwyczaj są tam nudne fragmenty scen albo podobizny bohaterów. A tu nie. Tutaj są krwawe, niepokojące zdjęcia zwierząt, wiernych, momentu chrztu. A w tle, najważniejsze, piosenka: "...I wanna do bad things with you...". Już sama muzyka zapowiada niesamowity, krwawy spektakl. "Czysta krew" to bardzo fajna wizja świata, gdzie wszystko, o czym czytaliśmy w mitologiach, okazuje się prawdą. Fajne spojrzenie na wampiry, pokazanie przekroju ich "społeczeństwa". W końcu nie wszyscy są wygładzonymi krwiożercami, ale zdarzają się też wampiry "niedorobione", pracujące całe życie za biurkiem. [Bellaneczka]



38
Policjanci z Miami
Miami Vice
NBC, 1984 - 1989

Dla mnie najbardziej klimatyczny serial wszech czasów. Może i był lanserski ale jaki to był lans... Lata 80., słoneczno-mroczne Miami pełne bossów narkotykowych, odpicowani gliniarze w super brykach, genialna muzyka, doborowa obsada, no i ręka Michaela Manna. Niektóre z odcinków lepsze od niejednego filmu. [Dusqmad]

Gorące plaże, kobiety, palemki oraz słynne mokasynki nakładane na gołą stopę. Niczego więcej nie trzeba dodawać. Serial-kult. [Danus]



37
Oz
HBO, 1997 - 2003

To nie więzienie z "Prison Break". Pilot zaczyna się kosą pod żebra, a kończy zabójstwem popelnionym przez podpalenie. W więzieniu nie ma miłych gości. Przekonujemy się o tym wchodząc w ten świat razem z Tobiasem Beecherem (Lee Tergesen, mnie znany przede wszystkim z serialu "Weird Science"), prawnikiem, który pod wpływem środków odurzających zabił samochodem piętnastolatkę. To trochę taki Andy Dufresne, który nie będzie miał tyle szczęścia i z rąk czarnego gwałciciela, Adebisiego (Adewale Akinnuoye-Agbaje, Mr. Eko z "Lost"), trafi pod skrzydła neonazisty Verna Schillingera (J.K. Simmons, "Spider-Man", "Juno"). Włoch, który miał się nim opiekować, Dino olał go, żeby zająć się gościem, którego kiedyś miał zabić na polecenie mafii. [Crov]

"Oz" wymiata. Największy atut tego serialu to bogata galeria pełnokrwistych, kapitalnie rozpisanych i prowadzonych postaci. I masa emocji. I surowy, acz wysokooktanowy klimat. Klimat więzienia, w którym śmierdzi męskim potem, spermą, gównem i krwią. Wspomnę jeszcze o rzeczy dla mnie bezprecedensowej przy produktach HBO. Już pierwszy odcinek wkopał mnie w ziemię. Już od pierwszego odcinka wiedziałem, że z serialem będzie się wiązać kupa atrakcji i emocji. Bomba. Prawdziwa bomba. [Jakuzzi]

To co mnie rozwala w tym serialu to ilość wątków przypadających na jeden odcinek. Seriale, nawet te najlepsze, mają to do siebie, że często trzeba odczekać sporo czasu zanim po A bohaterowie powiedzą B. Tutaj zdarzają się takie przypadki, że wątek poruszony w jednym odcinku zostaje dokończony w którymś kolejnym, ale jednocześnie masa innych motywów i twistów przeznaczanych zazwyczaj w serialach na koniec odcinka pojawia się w środku zwykłego odcinka "Oz". Z czymś tak intensywnym pod względem nagromadzenia wydarzeń spotkałem się dotąd chyba tylko w przypadku Rzymu. Znaczące, że oba seriale składają sie z mini-sezonów, które zazwyczaj sprzyjają takiej konstrukcji poszczególnych odcinków. No nic, jak dojdę do czwartego sezonu przekonam się, czy rzeczywiście nieco dłuższa całość w porównaniu do poprzednich sezonów wpłynie na jakość fabuły. [Tyler Durden]

Gdyby Szekspir pisał tragedię osadzoną w zakładzie karnym, zatytułowałby ją "Oz". Studium ludzkich zachowań i bezpardonowa krytyka tzw. "przyjaznego" więziennictwa - koronny dowód na to, że resocjalizacja to pic na wodę fotomontaż. [Mental]

Prawdopodobnie jedna z najlepszych produkcji więziennych i to nie tylko na gruncie telewizyjnym. "Oz" dostarcza niezwykle przekonującego wglądu do współczesnej placówki penitencjarnej, gdzie obserwujemy zarówno zmagania osadzonych, jak i osób z ich otoczenia. Niekończące się knowania i problemy, a także niezwykle oryginalna narracja sprawiły, że "Oz" stało się jednym z moich ulubionych seriali. [Albertino]



36
Millenium / Organizacja śmierci
Millenium
FOX, 1996 - 1999

Mroczniejsza, bardziej zaangażowana światopoglądowo hybryda "X-Files" z bardzo charyzmatycznym bohaterem głównym, pozostawiająca sporo pola do refleksji na, jakby nie patrzeć, jedne z najpoważniejszych życiowych tematów. Absolutnie genialna muzyka, od motywu początkowego wychodząc. [Deina]

Ciekawy serial, całkiem solidny. Wszystko trzyma postać Franka Blacka - jego wizje podkreślają charakter serialu. Kilka pierwszych odcinków świetnie wprowadzało w mroczny świat, podążanie za chorymi umysłami przestepców. Potem bywało różnie, by w końcu serial przybrał formę bardziej ciągłą. Nadal każdy odcinek był o innych sprawach, lecz widoczny był silniejszy związek z grupą Millennium i tym, o co w tym wszystkim chodzi. Im dalej, tym śmielsze się pojawiały pomysły. Bardziej nadprzyrodzone, mnie to nawet nie przeszkadzało, ale czyżby trochę brakowało już pomysłów? Podobnie zresztą jak z "Z archiwum X' bardziej mnie pociągały odcinki nie dotyczące głównego nurtu. Te zamykające fabułę w 40-kilku minutach. [elihrairrah]

Baaaaardzo niedoceniony serial twórców "Z Archiwum X", ze znakomitą kreacją Lance Henriksena. Serial mroczny i brutalny. Śledztwa prowadzone przez Franka (nomen-omen) Blacka mogą nie tylko jego popchnąć ku krawędzi szaleństwa - widz może się poczuć również bardzo nieswojo. Doskonały dowód na to, że sukces "The X-Files" to nie przypadek. Twórcy obu seriali, niczym król Midas: czego się dotkną to wyjedzie im majstersztyk. [Bezcelowy Albatros]

Ktoś napisał kiedyś, że "Millenium" to "Seven" Finchera rozpisane na 60 odcinków. Ten ktoś miał dużo racji. Klimat jest naprawdę niesamowity. Do tego Lance Henriksen, który nie wymaga specjalnej rekomendacji. Serial niestety nie odniósł równie spektakularnego sukcesu jak poprzednie dzieło jego twórców, "X -Files", może ze wzgledu na ciężki, przytłaczający klimat? Po trzech sezonach i 60 odcinkach zakończyła się historia "Millennium"... Szkoda. [KrzychuS]



35
Batman
Batman - the animated series
Fox Kids, 1992 - 1995

Za wizję Bruce'a Timma, która wywindowała Człowieka Nietoperza (i jeszcze kilka postaci) na zupełnie nowy poziom. I jeszcze za czołówkę, którą zapamiętam do końca życia - była tak kultowa, że nie potrzebowała ekranu tytułowego. Twórcy postanowili pokazać jedynie rozświetlaną błyskawicą sylwetkę człowieka stojącego na szczycie budynku, bez słów pisanych ani mówionych. Wystarczył jeden obraz, który był rozpoznawalny i zrozumiały niemal na całym świecie. [Ciuniek]

Kreskówka, która wychowała miliony młodych ludzi i która powinna robić to do końca świata. Poważna, przemyślana, spójna, odwołująca się zarówno do dziecka w dorosłym, jak i do dorosłego w dziecku, co czyni ją oglądalną dla każdego, w każdym wieku. Warto zwrócić też uwagę na doskonałe aktorstwo Kevina Conroya i Marka Hammila. To co wyczyniają swoimi głosami jest niewyobrażalne i niedoścignione. [Hitch]

Chris Nolan przy kręceniu trzeciej części nowych przygód Człowieka-Nietoperza powinien skorzystać z pomysłów tej animacji. Bardzo mroczna (nawet jak dla pozycję dla dzieci), miejscami wręcz psychodeliczna, wypełniona pesymizmem seria, która udowadnia, że superbohaterowie wcale nie muszą obracać się w kolorowym świecie. [Snappik]



34
Breaking Bad
AMC, 2008 - ...

Mało znany w Polsce serial, który właściwie nie ma słabego punktu; tu wszystko stoi na wysokim poziomie: scenariusz, realizacja, gra aktorów (Bryan Cranston w roli Waltera po prostu zwala z nóg). Swoją ocenę opieram na dwóch pierwszych sezonach (trzeciego jeszcze nie oglądałem, ale na pewno obejrzę)... [BD-D]

Połączenie "American Beauty" z "Trawką". Brzmi zachęcająco, prawda? Seans jednak nie zawsze jest przyjemny, tak jak nieprzyjemne jest życie nauczyciela z liceum umierającego na raka. [Snuffer]

Serial jest bardzo konkretny. Nie radzę rezygnować po jednym czy dwóch odcinkach. Obejrzyjcie tak ze 4 i myślę, że dacie się przekonać (pewnie nie wszyscy ale część z was na pewno). Ogólnie mamy tu ciekawie zarysowane postacie i taki trochę paranormalny klimat. Jest to coś innego, coś oryginalnego. Dla mnie naprawdę dobry tytuł. Nie jest to hitowy obrazek ale ma swój ciekawy niszowy klimat. Pierwszy sezon (ze względu na strajk scenarzystów w USA) troszkę przycięto ale w drugim mamy nawiązanie i kontynuacje, jest już więcej epizodów. To jeden z tych seriali, w których już się oswoiłeś z sytuacją, poukładałeś sobie wszystko w głowie myślisz, że będzie fajnie, przyjemnie, itd., a tu nagle jeb - dostajesz obuchem w głowę i nie wiesz co się dzieje. [BM]

Początek pilota wgniata w fotel (spadające z nieba spodnie - rządzą!), a to rodzi podejrzenia, że mamy do czynienia z serialem sensacyjnym, w najlepszym wydaniu, ale... Cóż, sensacyjnym w sumie też, ale generalnie "Breaking Bad" to taki zręczny koktajl gatunków, których połączenie jest w sumie dość trudne, a tu się udało. [Bezcelowy Albatros]



33
Hotel Zacisze
Fawlty Towers
BBC, 1975 - 1979

Dla niekumatych jednak (są tacy?) małe wprowadzenie: ten krótki (12 odcinków w ogóle) serial opowiada o perypetiach tytułowego Hotelu, który założył i który - z różnymi skutkami - stara się prowadzić Basil Fawlty wraz z żoną, Sybil (której szczerze i z wzajemnością nie cierpi), oraz pomocnikami: Manuelem - hiszpańskim emigrantem, na którego zawsze można nawrzeszczeć i przyłożyć; Polly - uroczą, młodą, sympatyczną dziewczyną, zatrudnioną generalnie w roli kelnerki, jednak zajmującą się niemalże wszystkim, łącznie z prowadzeniem hotelu pod nieobecność kierownictwa. I tyle - jest jeszcze kilka stałych postaci drugiego planu, jak choćby świetny Major, ale to już szczegóły. Cała reszta to nieustanne gagi i skecze, wynikłe zwykle z jednej, z reguły błahej przyczyny, którą podgrzewa i wyolbrzymia niemal zawsze Basil. Do tego dochodzi mnóstwo świetnych, ciętych dialogów oraz parę smaczków (jak choćby początek każdego odcinka ze zmieniającym się znakiem) i mamy kapitalny serial - co prawda w większości jest to teatr jednego aktora (po prostu zajebisty Cleese, który jest także autorem serii, do spółki z Connie Booth - grająca Polly, jego ówczesną małżonka), ale nie przeszkadza to ani trochę. [Mefisto]

Opowiedziana w dwunastu odcinkach komediowa i inteligentna zabawa, nie pozbawiona humoru zwariowanego, absurdalnego, czarnego, ale też inteligentnego. Wyśmiewająca stereotypy komedia, w której John Cleese przechodzi samego siebie w roli właściciela hotelu: złośliwego dla klientów, pełnego uprzedzeń, nerwowego i wpadającego we wściekłość z byle powodu, bojącego się swojej żony. To prawdziwa klasyka brytyjskiego humoru. Każdy odcinek zaczyna się spokojnie, by przerodzić się w szaloną farsę. Prawdziwa "beczka śmiechu", śmieszy do łez przy każdym oglądaniu. [Mariusz]

Najśmieszniejszy serial na świecie. John Cleese jako Fawlty fenomenalny. To już klasyka. [Pitero]

Mini serial z maksi poczuciem humoru. Basil Fawlty w wykonaniu Cleese'a to prawdziwe mistrzostwo świata. Ale Manuel był niewiele gorszy. Najlepszy komediowy duet na ekranie w historii seriali. [hops]

Tego co robi John Cleese w tym serialu nie da się porównać do czegokolwiek innego. Teatr jednego aktora, ale za to wybitny w każdym calu. [Krove]



32
Futurama
FOX, 1999 - 2003

Najlepszy i najzabawniejszy serial animowany w historii. Kapitalna satyra na wszystko co tylko możliwe. A w dodatku, pomimo skąpania w absurdzie, diabelnie to inteligentne. [hops]

Po "Simpsonach" kolejny przezabawny serial Matta Groeninga. Główną zaletą serialu jest, że mimo iż dzieje się w przyszłości doskonale porusza problemy ówczesnego świata. Często zresztą też dostrzegamy aluzje, czy też lekkie szyderstwo ze współczesności. Mimo to nie jest to wyłącznie serial prześmiewczy mimo, że śmieję się przy nim bardzo często. W całej tej zabawnej otoczce poruszane są naprawdę ważne tematy, jak chociażby o istnieniu Boga. Po za tym nie raz też dane było mi się wzruszyć podczas oglądania tego serialu. Dobra zabawa, śmiech, łzy, trochę nauki i to wszystko w jednym serialu. [Wawrzyniec_85]

"Simpsonowie" bez hamulców i granic - tak można określić kolejny twór Matta Groeninga. Niżej tylko dlatego, że żółta rodzinka była pierwsza i mocniej się trzyma. [Mefisto]



31
Dekalog
Telewizja Polska / ZF Tor, 1988

Dzieło pełne i spełnione. Taki serial, ale jak niewiele seriali w historii, nie kojarzący się z telewizją, a istniejący zupełnie autonomicznie, jako TEN "Dekalog", nie do pomylenia z żadnym innym "Dekalogiem". Kieślowski dokonał niemożliwego - w krótkich formach ujął wszelkie grzechy popełniane przez istoty ludzkie wobec swych bliźnich. Mogło to być dzieło napuszone i pretensjonalne - w końcu taka jest tematyka, której intelektualna podstawa (grzechy) jest łatwa w banalizowaniu. Jeszcze łatwiej pójść drogą na skróty i stworzyć filmowe kazanie - oto grzechy wasze, o ludzkości, drżyjcie na ich widok. Wielkość Kieślowskiego zasadza się jednak na tym, że religijne alegorie, tak łatwo narzucające się podczas seansu, potrafi przekuć w ciszę i niedopowiedzenia, tak idealnie zespolone z rzeczywistością, która przypomina życie tu i teraz. Kieślowskiemu i Piesiewiczowi udało się opowiedzieć o moralności w sposób autentycznie uniwersalny, areligijny, choć - trzeba to przyznać - nie unikając obserwacji na linii człowiek - Bóg (trzy pierwsze dekalogi). Ja jednak najbardziej cenię sobie "grzechy", które, po pierwsze, zeszły na moment z małego ekranu na wielki (w formie trochę rozszerzonej), a po drugie, są jednymi z najlepszych dzieł filmowych stworzonych w Polsce: o zabijaniu (V, "Krótki film o zabijaniu"), o kochaniu (VI, "Krótki film o miłości"). Pamiętam też grzechy o kłamstwie (VIII) i zazdrości (IX). Całość jednak - bezsprzecznie wybitna! [desjudi]

Przyznam się, że nigdy nie traktowałem "Dekalogu" jako serialu - był to dla mnie zawsze raczej jeden, siłą rzeczy podzielony na dziesięć części, film. Uznanie opus magnum Krzysztofa Kieślowskiego za największy serial w historii przychodzi stosunkowo łatwo, bo to po prostu jedno z największych osiągnięć opowiadania filmowego w ogóle, niezależnie o jaką jego formę się rozchodzi - telewizyjną czy kinową. Niech o słuszności mojej decyzji zaświadczą słowa Stanleya Kubricka, który przyznał że "Dekalog" jest jedynym arcydziełem, które zobaczył w swoim życiu. [Albertino]



WSTĘP   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1   SUPLEMENT


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum-kmf.fc.pl/viewtopic.php?t=4167


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

e-mail Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
Klub Miłośników Filmu, Czerwiec 2010