STRONA GŁÓWNA


Część siódma rankingu.





WSTĘP   100-76   75-51   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1 SUPLEMENT


10

Inception (2010)
reż. Christopher Nolan


Niezwykły, świetnie zrealizowany i trzymający w napięciu thriller science fiction spod ręki Christophera Nolana. Ciekawy pomysł, świetna realizacja, doborowa obsada, plus wyrazista muzyka Hansa Zimmera, o to właśnie "Inception". Film o snach, o jakim się wielu z nas nawet nie śniło. Świetna rzecz, do wielokrotnego oglądania. [Wawrzyniec85]

Nieczęsto spotykany przykład mistrzowsko zrealizowanego filmu akcji "z pomysłem" i niejednoznacznego kina wnikającego w psychikę bohaterów, podanego jednak w przystępny sposób. Tutaj w zasadzie mógłbym już skończyć i podsumować, że "Incepcja" trafia zarówno do widza, dla którego liczą się przede wszystkim wybuchy i fajerwerki wizualne, jak i do kogoś szukającego tego przysłowiowego "czegoś więcej". [Ciuniek]

Opus magnum współczesnegoo filmu rozrywkowego, bez względu na gatunek. To zupełnie nowa jakość w tzw. mainstreamie, bo jednocześnie Nolan korzysta z wielu hollywoodzkich schematów uatrakcyjniających widowisko i - z poziomu rozumienia fabuły - wymaga od widza znacznie więcej niż 99% współczesnych filmów trafiających do kin. Pod względem intelektualnej satysfakcji z klasycznego wielkobudżetowego kina jankeskiego - "Incepcja" jest arcydziełem. [desjudi]

Pomysł wyjściowy jest tak oryginalny, fascynujący i po prostu, kolokwialnie mówiąc - zajebisty - że ten film nie mógł się nie udać. Po drugie uwielbiam Philipa Dicka, a "Incepcja" jest typowo "dickowskim" filmem - bo wyjściu z kina faktycznie poczułem, że rzeczywistość jest jakimś rodzajem więzienia... [Patyczak]

Kino rozrywkowe w formie idealnej. Jak nie umieścić w dwudziestce jednego z nielicznych filmów, po seansie którego miałam ochotę natychmiast zawrócić na salę kinową i przeżyć to jeszcze raz? [Deina]

Nolan nie przestaje zaskakiwac - kapitalna fabula, pomysl, niejednoznacznosc i koncowka + tzw. intelektualny kop. To wszystko sprawia, ze "Incepcja" jest dla mnie najlepszym filmem tego rezysera. [Alieen]

 



9

Gran Torino (2008)
reż. Clint Eastwood

Jeśli wierzyć recenzjom znakomitej większości polskich krytyków, w Gran Torino Clint, kreując groteskową postać gburowatego rasisty, Walta Kowalskiego, spowiada się ze swojej dotychczasowej aktorskiej kariery, opartej w dużej mierze na micie bezwzględnego twardziela. Czy jednak faktycznie zasadne jest formułowanie takich interpretacji w stosunku do tak prostej w gruncie rzeczy opowieści o samotności starego człowieka i błędach przeszłości, które dręczą sumienie do samego końca? Owszem, Eastwood nie marnuje okazji i pozwala sobie skomentować to, co go we współczesnych popapranych czasach wkurza, ot dla przykładu wykpi dzisiejszą młodzież, której system wartości z pewnością pozostawia wiele do życzenia. Ale w żadnym wypadku nie tłumaczy się on z bohaterów, których grywał. Czy naprawdę tak trudne jest kupienie postaci cynicznego, zgorzkniałego, wiecznie wkurzonego Walta, żeby pisać o karykaturze? To nie jest ani karykatura, ani groteska - to kolejny wyrazisty, typowo eastwoodowski bohater. Ci sami recenzenci, bez zastanowienia jak sądzę, dodawali zazwyczaj, że Gran Torino to jedna wielka klisza. W rzeczywistości jednak Eastwood omija mnóstwo schematów właściwych dla podobnych historii, w które przeciętny hollywoodzki twór zabrnąłby z łatwością. Dodać należy, że powolny proces otwierania się Walta, wychodzenia ze skorupy, prowadzi on bezbłędnie i po mistrzowsku - wbrew pozorom niewielu reżyserom udałoby się pokazać tą zmianę w sposób przekonujący. Zostawiając już jednak opinie rodzimych pismaków powiem tylko na koniec, że Gran Torino to film niezwykle mądry, wzruszający i zabawny, z masą niezapomnianych scen i nieśmiertelnych tekstów. [Jakuzzi]

Stary świat kontra nowy świat. Zasady kontra głupota. Smutne, ale prawdziwe. I dzięki Eastwoodowi w jakiś sposób piękne. [Beowulf]

Clint Eastwood. Przed tym nazwiskiem powinno stawać się na baczność. Zwłaszcza, gdy ten stary kowboj z zaciętą miną i garścią bluzgów żegna się z X muzą. A robi to tak, że najtwardsi wymiękają. [Phlogiston]

Clint Eastwood opowiada o honorze, zasadach, życiu, współzawodnictwie, przyjaźni, konfliktach, demonach wojny, rasizmie i wolności. A może opowiada przede wszystkim o sobie? Prawdopodobnie to ostatni jego występ, do tego niesłusznie pominięty w nominacjach oskarowych. [Snappik]  



8

There Will Be Blood (2007)
reż. Paul Thomas Anderson

"Aż poleje się krew" to jest wielkie kino - i to takie, które w życiu obejrzę zapewne niewiele razy [(może 2, może 3), co wcale nie umniejsza jego znaczenia, a nawet więcej - świadczy o olbrzymiej emocjonalnej sile rażenia. Od razu mówię, że słabych stron nie dostrzegłem, ale moja małżonka droga dostrzegła ich wiele na czele z bardzo subiektywnie odczuwalną nudą wiejącą z ekranu. Bo tak naprawdę nie dzieje się wiele - reżyser nie prowadzi widza za rączkę od punktu A do punktu B, tylko przedstawia konkretnego człowieka, który "chowa siebie pod własną skórą". Film jest chłodny, chwilami beznamiętny, suchy jak pustynia i tylko wybucha od czasu do czasu takimi emocjami, tak niesamowicie wywiera napięcie, tak szaleńczo prezentuje bohaterów i tak genialnie to wszystko prezentuje i puentuje, że tylko usiąść, uklęknąć i podziękować opatrzności, że ktoś taki, jak Anderson, robi filmy i robi je w taki, a nie inny, sposób. Plainview to taki typ bohatera, o którym reżyser nie opowiada, tylko go pokazuje takim, jaki on jest. I nawet w momencie, w którym bohater o sobie samym mówi, że widzi wyłącznie zło w ludziach - i widzi je coraz częściej - nie ma za grosz banału i chwytliwych fraz, którymi można posłużyć się przy analizie nafciarza. Bo że zły, próżny, bezwzględny i niewdzięczny - to jasne. Ale jednocześnie zły, próżny, bezwzględny i niewdzięczny tak po ludzku, a nie z komiksu. To czasy, w których przystało mu żyć, determinują istnienie pewnych destrukcyjnych zachowań, bez których niemożliwym jest osiągnięcie sukcesu. Pracuj i kłam; chroń, co pożyteczne i zabijaj, co przeszkadza. Przystoi tak człowiekowi, czy nie przystoi? Nie mnie oceniać krew na dłoniach Plainview i upadek moralności w czasach niemoralnych. Albo zwycięzcy, albo przegrani - jedni zdobędą szacunek samych siebie, drudzy wylądują w grobie zepchnięci przez tych pierwszych. Grzech to, czy jedyna droga? Plainview wie, że to drugie, a wy? To się nazywa KINO WYBITNE. [desjudi]

Film Andersona jest jak medytacja - kontemplujesz każde ujęcie, każdy gest i minę Daniela z osobna i jako całość, bo wszystko jest tutaj przemyślane i doskonałe. I jak to bywa w medytacji, na koniec przychodzi olśnienie - właśnie obejrzałem arcydzieło. [Patyczak]

To co rozkłada na łopatki w tym filmie to może nawet nie sama historia co realizacja i kreacje aktorskie. Wszystkie postacie są tak wyraziste, że o każdej można by nakręcić osobny film. Realizacja tego filmu to coś z czym nie ma się do czynienia na co dzień - istna uczta dla oczu. Słowa, które cisną się na usta myśląc o tym dziele to siła, piękno i majstersztyk. [Semi]

Film będący dla mnie swoistym, pozostawiającym niezapomniane wrażenie doświadczeniem. Obserwujemy tutaj niezwykły portret jednostki, dążącej jedynie do jak najlepszego zarobku i nie wahająca się przy tym zastosować wszelkich środków. Wszystko to doskonale ukazane przez Daniela Day Lewisa, grającego rolę iście monumentalną, jednak nie można zapominać też o niesamowitym Paulu Dano, stanowiącego niezwykłego rywala dla kreacji Lewisa, aż do samego finału w którym Paul Thomas Anderson pozwala im się wyzbyć wszelkich hamulców i zafundować osłupiającą aktorską szarżę. Jest to także uczta dla oczu pod względem wizualnym. Kamera Deakinsa potrafi z bliska pokazywać kipiące od emocji twarze bohaterów by za chwilę oddalić i ukazywać jak małe mrówki na tle gigantycznych, bardzo obrazowych i niemożliwych do ogarnięcia wzrokiem terenów. Jest też niepokojąca i hipnotyczna muzyka Johnnyego Greenwooda z Radiohead, jest wreszcie obraz początku ubiegłego wieku w Ameryce gdzie brud, ropa i krew zlewały się ze sobą w jedną masę i każdego z nich było pod dostatkiem. Wielkie kino, otwarte na wielość interpretacji. [Pegaz]

Historia z pozoru nudna i nieciekawa, jednak to jak Anderson przedstawił wizualnie i scenariuszowo gorączkę ropy stawia go na piedestale reżyserów. Dochodzenie do bogactwa głównego bohatera pokazano bez pominięcia nawet najmniejszych szczegółów. Wizualnie film można porównać do przepięknego obrazu- na początku przykuwa tylko uwagę by po chwili całkowicie zahipnotyzować. Oscarowa rola Daniela Day-Lewisa. [Danus]

 



7

District 9 (2009)
reż. Neil Blomkamp

Niby naszpikowany efektami film akcji jakich wiele, ale po pierwsze - prezentujący oryginalną wizję, po drugie - stanowiący szczytowe osiągnięcie w dziedzinie komputerowych efektów specjalnych, a po trzecie - będący zarazem najlepszym debiutem reżyserskim, jak i aktorskim, z jakim kiedykolwiek się zetknąłem. Ten w sumie niepozorny filmik zawładnął moją wyobraźnią; aż strach pomyśleć, co będzie gdy Blomkamp rozwinie się jako reżyser. Jeśli czegoś mi brakuje, to tylko sequela. [Military]

Wspaniały pomysł, przemyślany scenariusz, znakomicie rozłożone napięcie, ogółem kawał cudownego eskapizmu, czyli coś, co spotyka się coraz rzadziej we współczesnym kinie. Właściwie to czułem się, zwłaszcza w końcowych partiach filmu, jakbym grał w naprawdę dobrą, emocjonującą grę komputerową z wyśmienitą fabułą. [Jakuzzi]

Niezwykła, utrzymana w stylu paradokumentu, historia przybyszów z kosmosu, którzy nie mogą opuścić naszej planety. Pod płaszczem kina science fiction, poważne pytania na temat problemów z imigrantami. [Wawrzyniec85]

Akcyjniak klasy "Aliens" z socjologicznym zacięciem. Rewelacyjny naturszczyk Sharlto Copley i rewelacyjne efekty specjalne. Wisielczy humor i paradokumentalna forma w prologu. Skąpana w południowoafrykańskim syfie reszta. Narodziny nowego czarodzieja kina czy tylko nietuzinkowego rzemieślnika? Czas pokaże. [Phlogiston]
 



6

El Laberinto del fauno (Labirynt Fauna) (2006)
reż. Guillermo del Toro


Najwspanialsza filmowa baśń jaka kiedykolwiek została nakręcona, ale nie znaczy to jednocześnie że jest to idealny produkt dla całej rodziny do obejrzenia w niedzielne popołudnie. Obdarzony niezwykłą wyobraźnią Guillermo Del Toro przeplata się ze sobą brutalne, naturalistyczne sceny pokazujące okrucieństwo wojny domowej oraz magiczne, lecz często nie mniej wstrząsające sekwencje ukazujące spotkania Ofelii z magicznymi stworzeniami. Film jest prawdziwą ucztą dla oczu, cudowne zdjęcia, scenografia, charakteryzacja olśniewają bogactwem, a w parze z nimi idzie niezwykle wzruszająca historia okraszona cudownymi rolami młodziutkiej Ivany Baquero oraz demonicznego Sergi Lopeza. No i jeszcze ten przerażający Pale Man... [Pegaz]

Warto zaufać baśniom. Nawet baśniom dla dorosłych. I nawet w czasach, które są smutne, złe, w których nie ma żadnej magii. Jeśli ktoś spodziewa się klasycznej magicznej opowieści ze wszystkimi jej regułami, prawdopodobnie się zawiedzie. Dwa światy ? ten rzeczywisty i ten magiczny ? chociaż pokrewne, wydają się sobie obce, stworzone z innej materii, kompletnie do siebie nieprzystające. To dlatego, że ten baśniowy ma jasno określony cel, a rzeczywisty jest pogrążony w strachu i zwątpieniu, które wydają się prowadzić donikąd. Jednak i w jednym, i w drugim droga biegnie przez ten sam labirynt. W sercu labiryntu zaś kryje się nadzieja na to, co na początku drogi jest niedostrzegalne. Byle tylko zaufać zasadności własnych wyborów nawet wtedy, gdy pozornie nie otrzymujemy żadnej nagrody. Pamiętać, że jesteśmy o krok bliżej, chociaż wydaje się, iż stoimy w miejscu. To przesłanie, kryjące się w wędrówce małej Ofelii, sprawia, że film del Toro zapada w serce głęboko i na zawsze. [Deina]

Guilermo del Toro przypomniał widzom, że baśń to nie tylko księżniczki, złote rybki, czy złote warkocze, po których można wspiąć się nawet na najwyższą wieżę. Baśń to również krew, okrucieństwo, śmierć niewinnych, smutek i przygnębienie. Zastanawiający jest fakt, że w dobie emanacji przemocą i okrucieństwem „Labirynt Fauna” wstrząsa tak bardzo. Czy sprowadzenie baśni do poziomu opowiastki, najczęściej firmowanej logiem Disneya, Nickelodeona, czy Cartoon Network ma być przeciwwagą dla brutalnych gier i telewizji? Czy właśnie dlatego oglądając bajkę, w której nagle głowa niewinnego człowieka miażdżona jest dnem butelki odwracamy wzrok i nie możemy się uspokoić? W końcu przed naszymi oczyma nie hasa żaden gadający jelonek, nie pojawia się żadna dobra wróżka, która stłukłaby butelkę, a na pomoc nie przylatują Atomówki – co to do cholery za bajka? Uwielbiam ten film właśnie za to, że pokazuje jak wielkie znaczenie ma wyobraźnia. To okrutne apogeum wszystkich akcji typu „poczytaj swojemu dziecku”. Poczytaj mu, amoże kiedyś, kiedy będzie bardzo źle, przypomni sobie ono, że zawsze można wziąć kawałek kredy i narysować drzwi w podłodze, uciec przynajmniej na chwilę, odsapnąć. „Labirynt Fauna” to mroczne, wrażliwe, piękne wizualnie arcydzieło o okrutnym świecie i sile wyobraźni oraz zdecydowanie jeden z najlepszych filmów pierwszej dekady XXI wieku. [Fidel]

Niesamowite dzieło. Baśniowość skonfrontowana z ludzkim okrucieństwem. Nie jest to przejście przez bajkowy świat marzeń małego dziecka. To droga przez mroczne zakamarki ludzkiej natury, gdzie osiągnięcie sukcesu wymaga rozlewu krwi niewiniątka. [Semi]

Czym ten film jest? Mroczną baśnią? Metaforą wojny i ludzkiego okrucieństwa? Misterium nadziei? Tragedią o gonieniu za ułudami? Nie wiem. Wiem jedno - miejsce na liście światowego dziedzictwa należy się "Labiryntowi" jak psu buda. [Phlogiston]

?Labirynt Fauna? bezwstydnie wydziera się z jakichkolwiek ram podziałowych, nie daje się zaszufladkować i balansuje na granicy kilku gatunków. To też film piękny wizualnie, niesamowicie dopracowany i ukazujący wielką wyobraźnię twórców. Ale ani jedno, ani drugie nie stanowi o jego sile. Największy atut ?Labiryntu...? to pomysł wyjściowy, który ten film w zasadzie definiuje ? del Toro przyjmuję konwencję baśni, by brutalnie obedrzeć ją z ułudy i naiwności, a co za tym idzie, przekonująco pokazać, że świat jest, w gruncie rzeczy, przerażający, a jedyną (ale też nie zawsze skuteczną) drogą wyjścia jest ucieczka we własny świat. W połączeniu z rewelacyjną muzyką i niesamowitą stroną wizualną daje to miażdżący, magiczny efekt, który pozwala widzowi niemal na wniknięcie do samego filmu. [Motoduf]

Popis wyobraźni del Toro - fantastyczny, ale dorosły świat, w który zostaje wciągnięte nieświadome jego okrucieństwa dziecko. Jeden z najodważniejszych filmów dekady. [Military]



5

The Prestige (2006)
reż. Christopher Nolan

Film-układanka, zbudowany na zasadzie scenicznej sztuczki, osadzony w ciekawych i wizualnie oszałamiających realiach, ze świetnym aktorstwem, zaskakującym scenariuszem, przepełniony emocjami. I gra w nim David Bowie! Christopher Nolan w piękny sposób wychodzi poza ramy klasycznego opowiadania historii i zaczyna bawić się z widzem, zwodzić go i wciągać w zabawę w odgadnięcie zagadki, tylko po to, żeby odwrócić jego uwagę od czegoś innego. Zupełnie jak iluzjonista odstawiający na scenie jedno z największych przedstawień swojego życia. [Ciuniek]

Rzadki przypadek, kiedy film o kilka klas przewyższa swój literacki pierwowzór ? chociaż może nie jest to uczciwe postawienie sprawy, bo książka to właściwie tylko inspiracja, główna myśl poszła zupełnie gdzie indziej. Świetna rzecz ? zabawa z widzem, wyrafinowana sztuczka magiczna, wobec której (nawet jeśli domyślamy się efektu) pozostajemy bezradni. Ten film to coś więcej niż tylko nasycona emocjami opowieść o iluzji i rywalizacji ? to bezbłędny pokaz, jak płynnie jedno może przeobrazić się w drugie. I odwrotnie. [Deina]

?Czy patrzysz uważnie?? ? ta powtarzana nagminnie kwestia sugeruje zabawą jaką decyduje się poprowadzić z widzem Christopher Nolan. A że to diabelnie zdolny twórca, który jak nikt potrafi łamać wszelkie zasady kina rozrywkowego, tak widzowie dają się uwieść tej niezwykle przemyślanej w każdej scenie gierce. Kto by pomyślał że mimo że wszystkie wskazówki do rozwiązania zagadki mamy podawane jak na tacy, to i tak końcowe rozwiązanie powoduje opad szczęki na podłogę. Historia starcia dwóch iluzjonistów, granych z wielką werwą przez Christiana Bale?a oraz Hugh Jackmana, zadziwia także świetną warstwą wizualną oraz smakowitymi rolami na drugim planie. Film wielokrotnego użytku! [Pegaz]

Historyjka niby głupia, ale tak skonstruowana, że mam ochotę cmoknąć jej autora w policzek. Tu wszystko jest na swoim miejscu, każdy dialog ma znaczenie, każdy zwrot fabularny jest znaczący i niewymuszony. Twórczość Nolana dzieli się na dwa rodzaje: błyskotliwą i męcząco patetyczną. Prestiż to najlepszy przedstawiciel pierwszego z nich. [Military]

Magiczny film i nie chodzi tylko o tematykę. I tą magią Nolan mnie zaskoczył, ponieważ inne jego filmy są wykalkulowane, chłodne i w tym chłodzie bywają przeraźliwie doskonałe. Są pożywką przede wszystkim dla intelektu, a w "Prestiżu" jest jakieś ciepło. I to ciepło dalej grzeje, choć Nolan demaskuje całą iluzję. [Patyczak]

Christopher Nolan po raz kolejny pokazuje swój talent i po mistrzowsku opowiada historię dwóch rywalizujących ze sobą iluzjonistów z końca XIX. wieku. Wciągająca historia, świetna obsada i doskonała realizacja, plus, zaskakujące zakończenie. Dobre kino. [Wawrzyniec85]

 



4

Inglourious Basterds (2009)
reż. Quentin Tarantino

Film klasycznie tarantinowski - przewrotnie tarantinowski. Jak zwykle świetne dialogi, przykuwające z miejsca uwagę, choć trzeba dla tego gadulstwa mieć sporo cierpliwości, bo choć gadają na temat, to gadają długo, pokrętnie, niejednoznacznie. Mnie osobiście taka gadanina w stylu Tarantino kręci mocno, bo zawsze jest naturalna, niewymuszona i połączona z rewelacyjnym aktorstwem. Hans Landa (Christopher Waltz) to aktorskie odkrycie roku 2009 - to, w jaki sposób miesza niemiecką zimnokrwistość z charyzmą godną Herculesa Poirot, to pieprzone mistrzostwo świata. Brad Pitt również powinien zgarnąć sporo nagród za rolę, o której będzie się po prostu pamiętać; nie ma bata, gdyby za 50 lat ktos miał wymienić 5 najważniejszych ról Pitta, to Aldo Raine będzie wśród nich. Włoski akcent - bezcenny. Cudna jest też Shoshanna, szczególnie w czerwonej sukience, z papierosem w ustach, na tle bajkowego okna. I ten Bowie... No jasny piorun, tylko Tarantino wpadłby na taki pomysł! Nie mówiąc już o alternatywnej wersji historii - palce lizać, docenić trzeba, uklęknąć nie głupio. Bękarty są pełne niezapomnianych scen - pierwsza, jak z Sergio Leone, z Hansem i podłogą. Skalpy bękartów Aldo. Speluna. Rozmowa Landy z Shoshanną. Włosi na imprezie. Ten Bowie. Ogólnie mówiąc - czuć w Bękartach moc kina Tarantino, ale takiego bliższego "Jackie Brown" niz stylistycznej jeździe pt "Kill Bill". Niektórzy - wcale nie bezzasanie - mówią, że to najlepszy film Quentina. Coś w tym jest. [desjudi]

Najdojrzalszy film Tarantino. W miejsce szeregu klisz i muzycznego miksu otrzymaliśmy duże dzieło zachowujące styl tego reżysera, ale stojące na własnych nogach, rozpromienione zupełnie niesamowitą rolą Chirstopha Waltza. [Craven]

Trzeba mieć naprawdę wielkie jaja żeby zdecydować się w swoim filmu uśmiercić Adolfa Hitlera przez grupę żydowskich komando dowodzonych przez samego Brada Pitta. Ale trzeba być jednocześnie geniuszem aby zaserwować widzom prolog po którym ma się wrażenie że to sam Sergio Leone wstał z grobu i pokierował kamerą. Tarantino (bo o nim oczywiście mowa) napisał swój najlepszy w karierze scenariusz i zebrał absolutnie genialną obsadą, w której bryluje wcześniej nieznany Christoph Waltz jako uwodzący swoimi niezwykłymi popisami lingwistycznymi , a jednocześnie potrafiący być groźnym, nieprzewidywalnym szaleńcem pułkownik Hans Landa. Na deser Melanie Laurent w czerwonej sukni przy piosence Davida Bowiego, Diane Kruger jako filmowa gwiazda Trzeciej Rzeszy oraz Brad Pitt mówiący po włosku. Pyszna zabawa! [Pegaz]

Gdy spotykają się takie nazwiska jak Tarantino, Morricone, Pitt, Krueger, Laurent (dla niewtajemniczonych-nowa bogini seksu) ma miejsce implozja, a fala uderzeniowa ścina stawy kolanowe wszystkim w pobliżu. A do tego Waltz. Waltz, który rozjechał wszelką konkurencję. [Phlogiston]

Grazie Quentin! Za masę inteligentnego humoru, za nawiązanie do "Złota dla Zuchwałych" i "Tylko dla orłów", za Melanie Laurent, za przekozacką scenę w kinie, za najlepszego SS mana jaki kiedykolwiek zawitał na ekrany kin. [Snappik]

 



3

Children of Men (2006)
reż. Alfonso Cuarón

Dystopia skonstruowana tak wyśmienicie, że zawsze, kiedy ją oglądam, doświadczam gęsiej skórki na samą tylko myśl o tym, jak bardzo jest ona możliwa. [Beowulf]

Apokaliptycznych wizji w ciągu ostatniej dekady mogliśmy uświadczyć w kinie sporo, ale żadna z nich nie została stworzona z taką pomysłowością, klimatem i konsekwencją w jej budowaniu, jak w Ludzkich dzieciach. A to, co Emmanuel Lubezki wyczynia z kamerą, zwłaszcza podczas fenomenalnie zaaranżowanych długich ujęć, przechodzi ludzkie pojęcie. [Jakuzzi]

Mógłbym długo rozwodzić się nad wizją przyszłości, zachwalać pracę kamery, analizować każdą scenę, rozprawiać o wizjonerstwie Cuarona...lecz wybaczcie, gdyż polszczyzna takiego dyletanta jak niżej podpisany jest zbyt uboga, by w pełnie wyrazić genialność tego dzieła. [Phlogiston]

Oto science - fiction, jakie lubię najbardziej. Bez zbędnych udziwnień, gadżetów i innych pierdółek. Za to scenariusz wielce prawdopodobny, a przyszłość wcale nie tak daleka (a kilka z jej aspektów pokazanych w filmie dzieje się tu i teraz). Film, do którego nie miałem żadnego nastawienia po seansie, a po nim został tylko szok i wiernopoddaństwo "Ludzkim dzieciom". Kiedyż, ach kiedyż znowu zobaczę taki dobrą fantastykę na ekranie? [Bezcelowy Albatros]

Sf to gatunek zdecydowanie niedoceniony, na co wskazuje choćby totalna ignorancja Akademii Filmowej względem nagradzania filmów z tejże kategorii. Children of men udowadnia jak genialnymi filmami mogą być dzieła tego gatunku i jaki ładunek emocjonalny mogą one ze sobą nieść. Cuarón ukazuje kompletną wizję przyszłości - wszystko zostało dopracowane w najmniejszych szczegółach. Nie mamy tu do czynienia ze sterylnością, stalą i szkłem. Przyszłość jest brudna, szara i zakurzona. Film nie jest żadnym ekologicznym manifestem. To obraz tego jak ludzie sobie radzą w obliczu zagrożenia - tego bezpośredniego jak i nienamacalnego. "Children of man" zdecydowanie przełamuje kilka stereotypów i klisz - zwłaszcza gatunkowych. [Semi]

Bardzo mroczna i ciężka wizja przyszłości. Ciekawe zdjęcia, mocno stonowane, duszne scenografię potęgują grozę świata gdzie dzieci się nie rodzą, a każdy człowiek spotykany na ulicy może okazać się śmiertelnym wrogiem. Zdecydowanie czołówka S-F dekady. [Danus]


 

 



2

No Country for Old Men (2007)
reż. Ethan Coen, Joel Coen

Ponure, przetrawione goryczą studium zła, które panoszy się bez zasad, bez hamulców, bez przyczyny. Po prostu jest, ożywione w zdystansowanym obiektywie Coenów i w znakomitej interpretacji Javiera Bardema. Ich współpraca zaowocowała dziełem wybitnym w każdym swoim pierwiastku, nieprzyjemnym i prowokującym, ale takim, które ogląda się z zapartym tchem. [Haneska]

Bracia Coen stworzyli dzieło doskonałe w każdym calu. Od zdjęć przez aktorstwo, aż po reżyserię. Całkowicie zasłużone oscary w 2008 roku. Niesamowita i przerażająca zarazem kreacja Javiera Bardema. Mimo, iż film idzie spokojną narracją, akcji jest jak na lekarstwo, to nie ma czasu na nudę. Z wypiekami na twarzy śledzimy losy bohaterów i lekką nutką strachu zmieszanego z niepewnością słuchamy słów szeryfa Eda Toma Bella, bo nikt naprawdę nie wie co ma na myśli stary i zmęczony otaczającym światem stróż prawa. Wielkie kino niosące ze sobą wiele pozytywnych i tych negatywnych emocji, nie dające się zapomnieć nawet na długo po seansie. [Danus]

Z jednej strony to zrealizowana po mistrzowsku, wyśmienita sensacja. Robi wrażenie ta powolna, pieczołowita, skupiająca się na szczegółach narracja. Oglądając ten film odnosi się wrażenie, że to nie mogło być dzieło debiutanta czy byle jakiego reżysera - taki film mógł nakręcić tylko utalentowany, inteligentny i doświadczony twórca, który swój reżyserski kunszt szlifował latami. Z drugiej strony to pesymistyczna i niepokojąca opowieść o tym, że zła nie można zracjonalizować, że zło nie podlega żadnym regułom, a swoje ofiary wybiera losowo. Kino bliskie arcydziełu. [Jakuzzi]

Adaptacja powieści absolutnie genialnej powieści Cormaca McCarthyego to bracia Coen w swojej najlepszej formie. Dla wytrawnych widzów ich oscarowe dzieło to rzecz przemyślana w każdej scenie i otwarta na wielość interpretacji. Jednak dla mnie jest to przede wszystkim zapierający dech w piersiach zapis ucieczki przed Złem. Złem koniecznie pisanym dużą literą, gdyż mimo że przybierającym konkretną ludzką postać to jednak w swojej bezwzględności, inteligencji a także karykaturalności (ta fryzura!) zdajająca się być jakąś siła nadprzyrodzoną. Wielka w tym zasługa wielkiej kreacji Javiera Bardema choć w niczym nie ustępują mu Josh Brolin, Tommy Lee Jones oraz Woody Harrelson. Do tego fenomenalne zdjęcia, montaż i wręcz pedantyczna dokładność w każdej sekwencji i scenie. [Pegaz]

Nagrzane powietrze drażniące nozdrza. Surowy krajobraz. Swąd gnijących ciał meksykańskich przemytników. Spojrzenie pozbawione ludzkich uczuć. Lepka od potu koszula. Walizka wypełniona zielonymi. Spadająca moneta. Brak zrozumienia dla gnającego przed siebie świata. Piasek sypiący prosto w oczy. Świst sprężonego powietrza. Wszechobecny brud. Wszechobecny przypadek. Śmierć. I zdecydowanie, bezapelacyjnie, najlepszy soundtrack mijającej dekady. [Phlogiston]

"No Country For Old Men" najbliżej do "Bring Me The Head Of Alfredo Garcia" Peckinpaha. Ten sam absurdalnie rozciągnięty tytuł, ta sama gorycz, wypalająca rany na skórze, wreszcie ten sam rechot losu, przy czym ja ani razu się nie zaśmiałem. Kolejna po "A Simple Plan" Raimiego historia, w której człowiek nie może się wzbogacić, znajdując cudza forsę. Żadna siła nie zezwoli na taki luksus posiadania. Cała groteska skumulowana jest w jednej i tylko jednej postaci - mordercy z butlą stężonego powietrza, kasującym ofiary z precyzja chirurga naczyniowego. Kim on jest? Zdaje się, że łatwiej odpowiedzieć na pytanie, kim nie jest, ale szczerze mówiąc - mam to w gdzieś. Wystarczy mi wygłuszony przez potężny tłumik odgłos wystrzału z jego strzelby. Niczego więcej nie potrzebuję. Jakie jest dzieło Coenów? Ciche. W trakcie oglądania filmu dotarło do mnie, jak bardzo muzyka jest łopatologiczna i niepotrzebna. Jak wiele zdradza, sugeruje, wręcz nakazuje. W ciszy mieści się więcej grozy niż we wszystkich dźwiękach świata. Coenowie mogliby już spokojnie umrzeć. Zrobili to samo, co zrobił Peckinpah w 1974 roku - wykopali sobie grób. [Mental]



1

Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring (2001)
reż. Peter Jackson

Kino fantasy, na ktore czekalem od lat. Epickie i perfekcyjne, a calosciowo to najlepsza czesci trylogii LOTR. Na pewno jeden z najlepszych filmow jakie widzialem w pierwszej dekadzie XXI wieku i w ogole. [Alieen]

Film Jacksona, na krótkich kilka chwil przywrócił do filmu i łask w ogóle, nieco zapomniany gatunek, jakim w popkulturze stało się fantasy. Szczerze powiedziawszy, przed premierą "Władcy Pierścieni" literatura tego typu, sensu stricte była mi obca. Dzięki filmowi sięgnąłem po Tolkiena i tak się zaczęła moja przygoda z fantastyką, która trwa do dzisiaj i choćby dlatego, oddaję "Drużynie Pierścienia" miejsce pierwsze w tym rankingu. Pomijając, oczywiście, wiele kwestii, o których w kontekście tego filmu pozytywnie się mówiło, podsumuję to jednym tylko zwrotem - Jackson przywrócił do kina magię i sprawił, że odżyła magia kina. [Bezcelowy Albatros]

Dowód na to, że z legendarnej książki można zrobić legendarny film, że wszystko może zagrać, a każdy element pasuje do poprzedniego. Kawał świetnego kina. [Eorath]

Do dziś pamiętam ten dzień i nie zapomnę nigdy. Z całą rodziną poszedłem do kina, bo wszyscy mówili tylko o tym filmie. Chodziłem jeszcze do podstawówki i nie wiedziałem nic o Tolkienie, Sauronie i pierścieniach. Beż żadnych oczekiwań usiadłem w fotelu i zakochałem się już od pierwszych sekund. Czegoś takiego w kinie jeszcze nie było. Mógłbym po kolei pisać co w tym filmie było wspaniałego, ale napiszę tylko - MAGIA KINA. Ja po prostu byłem dziesiątym członkiem drużyny pierścienia. [Patyczak]

Kolosalna produkcja, z jakiś niewytłumaczalnych powodów powierzona mało znanemu Peterowi Jacksonowi. Jak się okazało, była to świetna decyzja. "Drużyna Pierścienia" to najlepsza część trylogii. Poza epickim prologiem (wyśmienitym dodajmy) nie popada w pułapkę milionów komputerowych wojowników i co raz większych bitew. Zamiast tego otrzymujemy fantastycznie oddane Śródziemie i pełną emocji podróż drużyny. [Craven]

Nigdy nie zapomnę gigantycznego napięcia jakie towarzyszyło premierze tego filmu. Wszyscy zastanawiali się czy Peter Jackson, twórca znany raczej z rubasznych i pełnych krwi zabaw z kinem, da radę przełożyć na język filmowy jedną z najważniejszych książek XX w. Jednak wystarczyło zobaczyć klimatyczny prolog z prawdziwym majstersztykiem w postaci bitwy pod Górą Przeznaczenia, a każdy zdał już sobie sprawę, że nie ma do czynienia ze zwykłym filmem lecz z wydarzeniem, które utkwi w pamięci kinomanów na długo. Idealne połączenie fantastycznie dobranej do swoich ról ekipy aktorskiej oraz pierwszorzędnej oprawy wizualnej. Do tego masa momentów, które ciężko wyrzucić z pamięci (walka Gandalfa z Balrogiem!!!) oraz muzyczne szczytowe osiągnięcie w karierze Howarda Shore?a. Klasyka! [Pegaz]

Jackson tym filmem pozamiatał konkurencję w dziedzinie filmów fantasy. Kapitalne, niezwykle wierne przedstawienie świata stworzonego przez Tolkiena, obłędne w wielu miejscach nie widoczne efekty specjalne, wręcz monumentalne dzieło które można oglądać na okrągło. Szkoda tylko, że im dalej w las tym gorzej, reszta części bardzo odstaje jakością. Niejako początek trylogii zasługuje by być na liście. [Danus]

Dlaczego pierwsza część trylogii? Ponieważ razem z naszymi hobbitami wkraczamy w Świat Niezwykły. Świat piękna, przygody i niebezpieczeństw. Właśnie dzięki postaciom z którymi się identyfikujemy, przeżywamy podróż przez Śródziemie z taką fascynacją, a pod koniec seansu, tak jaki oni, odczuwamy, że najgorsze dopiero przed nami. [Gigacz]

Nie lubię fantasy, ale rozmach LOTRa doceniam. Jackson podjął się niemożliwego - jak w 3 filmach trwających 2-3h streścić ogrom świata jaki sprezentował nam Tolkien? Udało się to, choć najwięksi fani kręcą nosem, bo brakuje tego i owego. Nie oznacza to, iż Drużyna Pierścienia jest filmem słabym - to gigantyczna produkcja, którą doskonale się ogląda. [Snappik]





WSTĘP   100-76   75-51   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1 SUPLEMENT


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum-kmf.fc.pl/viewtopic.php?t=4342


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

e-mail Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
Klub Miłośników Filmu, Grudzień 2010