STRONA GŁÓWNA


Część piąta rankingu.





WSTĘP   100-76   75-51   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1 SUPLEMENT


30

Moulin Rouge! (2001)
reż. Baz Luhrmann


Musical stworzony na bazie absyntu, z domieszką poezji i szczyptą postmodernizmu, mocno doprawiony kiczem w najczystszej postaci. Luhrmann zaserwował danie jedyne w swoim rodzaju (naprawdę jedyne - nie ma na świecie drugiego tak upichconego dania ani nawet podróbki), za co należy mu się pomnik przy paryskim Czerwonym Młynie. Nicole - zjawiskowa, tak pod względem oszałamiającej urody, jak i aktorskiego popisu. Zresztą - tutaj każdy daje taki spektakl, że buty same z nóg spadają. A jak śpiewają! I co śpiewają! Za każdym razem oglądając MR (a było tego już jakieś 8 razy) ciarki przechodzą po plecach co kilka minut: "Children of the revolution" T-Rexa, "Smells like teen spirit" Nirvany, "Like a Virgin" Madonny i wisienka na torcie: "Roxanne" The Police, lepsze od oryginału. A jest tego więcej, bo nie wspomniałem o Zielonej Wróżce i śpiewającym księżycu Meliesa. Film - zjawisko. Gdybym miał przyrównać go do innych zmysłów, to bym powiedział, że "Moulin Rouge!" było najpyszniejszym i najsłodszym deserem tej dekady. [desjudi]

W 2001 roku, kiedy to swoja premierę miało "Moulin Rouge", musical wydawał się gatunkiem wymarłym. Luhrmannowi udało się jednak wskrzesić tego trupa i z hukiem wprowadzić go z powrotem na salony. Na sukcesie filmu zaważyło kilka czynników, przede wszystkim niesamowicie modernistyczna forma, genialna strona techniczna oraz założenie, że ludzie lubią najbardziej te melodie, które już słyszeli. "Moulin Rouge" od pierwszych minut atakuje widza feerią kolorów i dźwięków, której nikt nie może pozostać obojętny, czyniąc z niego jeden z tych filmów, które albo się pokocha albo znienawidzi. W moim przypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia, która po kilkudziesięciu seansach wciąż trwa w najlepsze. [Perfik]

Nie przepadam za musicalami, ale Moulin Rouge! jest musicalem tak nietypowym i opowiada historię tak piękną, że wywołuje jedynie zachwyt i łzy. Wizja Luhrmana jest trochę baśniowa i trochę teatralna, przypomina spektakl nad którym pracują bohaterowie filmu, a którego fragmenty oglądamy w finale. Wykorzystanie znanych piosenek było strzałem w dziesiątkę, a wplecenie ich treści w opowiadaną historię mistrzostwem świata. [Phonik]

Bajeczna sceneria, intrygująca gra aktorska i magiczny montaż. Za te elementy kocham "Moulin Rouge!". Świetna fabuła to już tylko dodatek podkreślający jakość filmu Buza Luhrmana. [gigacz]

 



29

Sen to Chihiro no kamikakushi (Spirited Away: W Krainie Bogów) (2001)
reż. Hayao Miyazaki

  Czysta kinowa magia. Film, który zawładnął moją wyobraźnią, zachwycił wykonaniem, klimatem, znakomitym niejednoznacznym scenariuszem i nieszablonowymi postaciami. To, jak Miyazaki buduje klimat początkowych scen, jak subtelnie zapoznaje nas z niezwykłym światem bogów i jego prawami, jak inteligentnie traktuje przy tym widza, jest czymś zupełnie niespotykanym. Nie jest to mój ulubiony film Miyazakiego (tym jest "Szkarłatny Pilot"), ale wciąż jest to jedno z najwybitniejszych dokonań tego reżysera i absolutnie jeden z najlepszych filmów mijającej dekady. Bo jak inaczej mówić o filmie, który widziało się x razy na przestrzeni lat, a mimo to wciąż można pisać o nim z pasją, miłością, dreszczem emocji? [Karol]

To chyba najbardziej wizjonerska animacja, jaką widziałem. Przepełniona symboliką zatopioną w kontekście kulturowym (Japonia), mocno surrealistyczna, ale jednocześnie czytelna dla kogoś, kto nie ma pojęcia o japońskiej mitologii. Tu na każdym kroku czyhają niespodzianki i zupełny brak jakichkolwiek schematów, tak pod względem niesamowitej animacji, jak i niebanalnej treści - jest to fascynujące i zaskakujące. "Spirited Away" to jest właśnie najlepszy film animowany pierwszej dekady XXI wieku [desjudi]



28

Mystic River (2003)
reż. Clint Eastwood

"Rzeka tajemnic" emanuje pesymizmem, ukazując nam świat upadłych wartości, świat w którym los ani nie wynagradza za krzywdy, ani też nie pociesza, za to chętnie rani na oślep. Clint Eastwood jest niezwykle konsekwentny w budowaniu mrocznego nastroju i w prowadzeniu swojej historii do zaskakującego finału, ale to właśnie ów finał zamienia ten bardzo dobry film w film doprawdy znakomity! [Haneska]

Książka Dennisa Lehane'a, na podstawie której Clint Eastwood nakręcił ten film, ma dla mnie niezwykle osobiste znaczenie dlatego do filmu na jej podstawie podchodziłem z dużą dawką krytycyzmu. Eastwood jednak w trakcie seansu wytrącił mi wszelkie krytyczne argumenty z ręki. Skomponował niesamowicie gęsty thriller, w którym od głównego wątku, którym jest dochodzenie w sprawie morderstwa jest masa niezwykłych społecznych obserwacji oraz umacnianie nieśmiertelnej tezy, że nie jest łatwo odciąć się od mrocznej przeszłości. Dodatkowo dochodzą niesamowicie, jak na tak realistyczną przecież historię, spektakularne kreacje aktorskie. Zwłaszcza w oczy rzuca się niezwykle emocjonalna, lecz kontrolowana szarża w wykonaniu Seana Penna oraz wyciszona, z wymalowanym na twarzy całym tragizmem postaci rola Tima Robbinsa. Wyjątkowy film, który za pomocą perfekcyjnego scenariusza, pozostawia widza w stanie zupełnego osłupienia, a także wgniata w fotel niesamowitym twistem fabularnym pod koniec. [Pegaz]

Najlepszy film wyreżyserowany przez Clinta jaki dotychczas widziałem. Kryminał i dramat w jednym. W pierwszym przypadku potencjalną przewidywalność fabuły udało się ukryć niesamowicie cwanym montażem - zwykle domyślam się rozwiązania intrygi kryminalnej w filmach czy książkach, tutaj nie zgadłem - a odpowiedź była na wyciągnięcie ręki. Ale tak naprawdę film ten powalił mnie jako dramat - rzecz o tym, jak bardzo jedno wydarzenie może się za człowiekiem ciągnąć przez całe życie, jak bardzo los człowieka uzależniony jest od przypadku, chwili. Do tego ciekawe studium możliwych form wymierzania sprawiedliwości - droga oficjalna, nieoficjalna zorganizowana oraz samosąd w afekcie. W sumie szkoda że Clint trochę tego nie rozwinął - tematyka prosiła się wręcz o bardziej dogłębną analizę. Technicznie i aktorsko rewelacja, ale z tą ekipą za i przed kamerą trudno byłoby o skuchę. Podobały mi się różne scenariuszowe szczególiki na drugi trzecim planie - "nie rozśmieszaj jej", "nigdy nie staję w oknie w koszuli nocnej" itp. Pierdoły, ale naprawdę bardzo uwiarygodniające świat przedstawiony. Jest jeszcze "strzał z palca" - widać, clintowa reżyserska wizytówka. Lekko przyczepiłbym się do końcówki - to już taka łopatologia trochę była, ale te sceny skręcono tak zajebiście, że wybaczam. Wielki film w każdym razie. [Jarod]

Clint Eastwood w najlepszym możliwym wydaniu, jako reżyser. Plejada znakomitych aktorów w opowieści o rodzinie, przyjaźni, o tym jak przeszłość determinuje nasze późniejsze losy. Szczególnie jak jest to przeszłość mroczna. Jest też o tym jak wielki wpływ mają na mężczyzn ich życiowe partnerki, na mężczyzn , którzy myślą , że są niepodzielnymi panami swojego losu. Clint Eastwood powiedział kiedyś o tym filmie, że jest dla ludzi inteligentnych, którzy czytają książki. Coś w tym jest... [Bogusz Dawidowicz]

 



27

The Fountain (2006)
reż. Darren Aronofsky

Źródło zawsze będzie dla mnie czymś bardzo ważnym. Jest częścią mnie i zakorzenił się głęboko w moim umyśle. Gdziekolwiek jestem, gdziekolwiek idę, ten film jest ze mną. Żaden inny film nie działał tak na moje emocje, nie zaczarował mnie tak, nie hipnotyzował. Nie potrafię określić co działo się ze mną kiedy skończyłem oglądać Źródło ani w jakim stanie był mój umysł. Nie, nie będę pisał o tym filmie jak został zrealizowany w kontekście rzemiosła filmowego. Nie. Ten film dla mnie zbyt wiele znaczy, zbyt jestem do niego przywiązany emocjonalnie. To źródło wiedzy, które nauczyło mnie wiele. Pokazało w najpiękniejszy i mistyczny sposób miłość, śmierć, pasję? i ciągle zaskakuje mnie czymś nowym. [Picek]

Choćbym nie wiem jak próbował silić się na choć odrobinę obiektywizmu, w wypadku "The Fountain" jestem bezsilny. "Źródło" zrobiło ze mną to, co Albert Fish zwykł robić ze swoimi ofiarami - zmasakrowało, poćwiartowało i pożarło w całości. I choć od premiery upłynęły niemal cztery lata, ciągle boję się obejrzeć ten film po raz drugi, żeby nie zatrzeć wrażenia, jakie na mnie wywarł. Przyznam szczerze, że nie rozumiem wszystkich symboli, jakich Aronofsky użył w tej porażającej, kilkupiętrowej historii miłosnej. Ale też nie chcę ich rozumieć. Niesamowitość "Źródła" polega na tym, że za piękną oprawą audiowizualną kryję się proste, ale równie piękne przesłanie. I gdyby ktoś kazał mi zdefiniować pojęcia "magia kina", kazałbym mu po prostu obejrzeć "The Fountain". [Motoduf]

Mało który film tej dekady wywołał taką polaryzację opinii wśród widzów. Dla jednych arcydzieło, dla innych pseudofilozoficzny bełkot i przerost formy nad treścią. Metafizyczna, pełna odniesień historia, jednych poruszy i da materiału do rozważań nad "kwestiami ostatecznymi", innych zaś przyprawi o odruch wymiotny. Choć tematyka filmu może dla niektórych okazać się ciężkostrawna, to jednak Aronofsky przedstawią swoją opowieść w sposób który widz, bardziej czuje niż analizuje. Myśl przewodnia filmu, jest na tyle otwarta, że z odpowiednim nastawieniem, sceptyczny odbiorca może spokojnie przebrnąć przez wszystkie rozważania o śmierci, miłości i odrodzeniu, a nawet dać się wciągnąć, interpretując to wszystko w sposób odpowiadający własnej wrażliwości. A warto, bo wizualny przepych, metafizyczna opowieść i wspaniała muzyka sprawiają, ze "Źródło" może być doznaniem hipnotyzującym. [theultimateqpa]
 



26

Dzień Świra (2002)
reż. Marek Koterski


Polskość sprowadzona do mistrzowskiej satyry, rozłożona na czynniki pierwsze, aby ukazać z całą mocą to, kim jesteśmy jako naród. I ja, i Ty, i oni. Kto się dołączy do grupy, która chce się z tego wyłamać? [Beowulf]

Nie lubię określenia "film kultowy", w ogóle szafowania "kultowością", ponieważ w dziewięciu przypadkach na dziesięć robi się to na wyrost. Jednak "Dzień świra" z pewnością zalicza się do tej kategorii, głównie z uwagi na to, jak wrósł w życie codzienne, w język. Praktycznie codziennie stykamy się z czymś, co przywodzi na myśl opowieść o perypetiach Adasia Miauczyńskiego, niestety, najczęściej jest to modlitwa Polaka. Obserwacje gorzkie i wiele w nich prawdy, można się o tym przekonać w pociągu, oglądając wiadomości, w pracy, w sklepie, na urlopie? gdziekolwiek. [Deina]

Nie mogło na tym rozległym zestawieniu zabraknąć "Dnia Świra". Z każdym kolejnym komentarzem do mojego głosu mam coraz większy problem, bo co tu pisać o filmach, które rekomendacji nie potrzebują. Za co mi się ten, czy inny podobał? Niektóre filmy po prostu się kocha i tyle. Ja ten film kocham i mogę oglądać kilka razy w tygodniu (mogę, ale jeszcze nie próbowałem...). A do pracy, jak muszę rano wstać, to też zanim otworzę oczy wypowiadam mantrę: "Kurwa, dżizas, ja pierdolę...". [Bezcelowy Albatros]

Zupełnie niesamowita mieszanka komedii i dramatu. To nie typowy komediodramat, gdzie czasem się śmiejemy a czasem jest nam smutno i zachwycamy się tymi kontrastami. Koterski zrealizował film przy którym zrywamy boki przez cały seans, choć wszystko co widzimy to tragedia jednego człowieka. Ponadto to najlepiej udźwiękowiony polski film EVAH. [Craven]

Film bynajmniej nie tylko dla nauczycieli z wypaleniem zawodowym. Adam M. to everyman, niezależnie od wieku i pozycji społecznej. Mocne uderzenie smutnej polskiej rzeczywistości plus Marek Kondrat we wspaniałej, nagrodzonej roli. [Kubeczek]

Ten film żyje już własnym życiem w świadomości wszystkich osób, które go widziały, więc jakiekolwiek pisanie o jego kultowości byłoby truizmem. Podczas oglądania tego filmu zawsze jestem rozdarty - z jednej strony genialna rola Marka Kondrata i niesamowicie "cytowalne" dialogi powodują pojawienie się na ustach szerokiego uśmiechu, ale po chwili zastanowienia nadchodzi refleksja i uśmiech zaczyna znikać. Okazuje się bowiem, że niemal każde gorzkie słowo wypowiadane przez głównego bohatera dotyczy nie jakiejś wyimaginowanej, przerysowano-komediowej rzeczywistości, a nas wszystkich. Kopalnia niezwykle celnych spostrzeżeń. [Ciuniek]



25

WALL·E (2008)
reż. Andrew Stanton

Warto obejrzeć Wall.Ego nie tylko ze względu na niesamowitą animację, gdyż do tego już się przyzwyczailiśmy, lecz także dlatego, że to piękny i ciepły film, w którym doskonale zrównoważono dawki humoru i wzruszenia. Ogromny plus mają u mnie twórcy za napisy końcowe - z przyjemnością prześledziłam je do ostatniej linijki. [Eorath]

Prawdziwa perła od Pixara. Wzruszająca historia samotnego robota na zanieczyszczonej i porzuconej przez ludzi Ziemi. Doskonałe połączenie kina familijnego z poważnym kinem science fiction z przesłaniem. Lektura obowiązkowa, plus najlepszy przykład na magię kina. [Wawrzyniec]

Gdy w kinach pojawił się ten robot wyglądający jak miniaturka Numeru 5 z ?Krótkiego Spięcia? wiele osób przecierało oczy ze zdumienia. Wszyscy spodziewali się kolejnej znakomitej animacji studia Pixar, ale efekt końcowy przerósł najśmielsze oczekiwania. Do dziś zadziwiam się jak w animacji dla dzieci można było zamieścić krytykę konsumpcjonizmu, fragmenty musicalu z lat 60, obraz zniszczonej planety Ziemi, zbuntowany system komputerowy mający pełną kontrolna ludźmi czy przed wszystkim?pół seansu bez jakichkolwiek dialogów. Ta niezwykle odważna jak na docelowy gatunek produkcja wybroniła się jednak przede wszystkim bohaterem. Mały robot Wall-E, mimo że nie potrafił mówić swoimi gestami wyrażał o wiele więcej i dał nam jednego z najwspanialszych animowanych bohaterów filmowych. Dodatkowo jak to u Pixara masa wzruszeń i śmiechu i doskonała animacja. Nie tylko najlepszy film animowany dekady ale także najlepsze science-fiction. [Pegaz]

Przesłodka historia robocika oczyszczającego zdewastowana przez ludzi ziemię. Animacja mimo iż zdecydowanie skierowana do dzieci przedstawia niezwykle mroczną wizję przyszłości. Przygody małego robocika uczą i bawią jednocześnie przemycając banalne kwestie ochrony środowiska. Genialna animacja dla każdego i małego i dużego:) [Danus]

 



24

Lord of the Rings: The Return of the King (2003)
reż. Peter Jackson

Osobiście cześć trzecią stawiam zdecydowanie najwyżej. Dlaczego? Pewnie dlatego, ze dla mnie właśnie tutaj Peter Jackson osiągnął swój opus magnum sztuki reżyserskiej. Wykreował wiele scen bitewnych o rozmachu jakiego nigdy wcześniej świat nie widział, zapełniając ekran setkami stworów i ludzi toczących epickie starcia na polach Pelennoru oraz w finale pod Bramą Mordoru. Jednak mimo gigantycznej spektakularności nie zapominał też o postaciach oraz o emocjach, których nagromadzenie jest wprost gigantyczne (scena gdy widzimy naprzemiennie śpiewającego Pippina i szarże obrońców Minas Tirith na czele z Faramirem to prawdziwy majstersztyk). Absolutne arcydzieło warte 11 Oscarów, którymi zostało nagrodzone! [Pegaz]

świetne domknięcie trylogii, widowiskowa bitwa po raz wtóry, wzruszające zakończenie, na które wszyscy narzekają a ja nie. A po nim smutek, bo to była bodajże jedyna produkcja, którą tak w swoim życiu przeżywałem, zbierałem wszystkie wycinki, oplakatowałem nawet pokój i miejsce pracy, czekałem na kolejne części i... ech, łza się normalnie w oku jednym i drugim kręci, bo od czasu "Władcy Pierścieni" nikomu nie udało się mnie ponownie zabrać w taką czarodziejską podróż. Może uda się to nadchodzącemu na włochatych stopach "Hobbitowi"? [Bezcelowy Albatros]

"Powrót Króla" pod względem wizualnym nie ma sobie równych - to oczywistoœć. Dla niektórych patetyczny, ale pamiętajmy, że to epos heroiczny, opowieœć wojenna, rycerska, romantyczna. Siła tego filmu nie czai się w œwistach strzał, pchnięciach mieczem i wyrzucanych z katapulty pocisków. We "Władcy Pierœcieni" góruje myœl Tolkiena daleka od eskapistycznych czy reakcyjnych tendencji. Ten film to pochwała cnót od dawna wyœmiewanych: idealizmu, honoru, braterstwa. To one kreaujš archetypicznš rzeczywistoœć magii i mitu. I to one poruszajš najgłębsze zakamarki pamięci i wyobraŸni. Dlatego "Powrót Króla" (w ogóle cała Trylogia!) jest w moim odczuciu dziełem wspaniałym i nie majšcych sobie równych na przestrzeni wielu ostatnich lat. [desjudi]



 



23

Lord of the Rings: The Two Towers (2002)
reż. Peter Jackson

Zostałem postawiony przed niemożliwym wyborem, przed wyborem jednej z części trylogii Tolkiena. Dla mnie wszystkie trzy części stanowią nierozłączną całość i w tej postaci są arcydziełem. Najlepszym filmem fantasy jaki kiedykolwiek nakręcono. Perfekcyjnym niemalże pod każdym względem. Peter Jackson dokonał rzeczy, wydawało by się, niemożliwej. Otóż wszedł on do mojej głowy i przelał na taśmę filmową moje wyobrażenie postaci i miejsc z książki. Film zrealizowany z ogromnym rozmachem i z szacunkiem dla widza. [Phonik]

Kolejny odcinek "Władcy Pierścieni" na miejscu piątym. Uwielbiam tą część, a wynika to głównie z mojej fascynacji średniowieczną batalistyką. Zaraz, zaraz gdzie Śródziemie, a gdzie nasze średniowiecze? Może niewiele w sensie ogólnym ma to wspólnego, ale jeśli wątpię, że ktoś znajdzie mi lepszą sekwencję zdobywania twierdzy w filmie. Oczywiście, poza tym to doskonała część środkowa tej trylogii, w której nie ma miejsca na nudę i zapchajdziurstwo typowe dla części łączących dwa kawałki skończonego dzieła. [Bezcelowy Albatros]

Magii kina ciąg dalszy. Zmienił się klimat opowieści i skala zdarzeń. Zamiast genialnego filmu przygodowego dostaliśmy genialne kino wojenne. [Patyczak]

Środkowa część trylogii jest może najsłabsza, ale nie zmienia to faktu, że wciąż jest to niezwykle imponujące pod wszystkimi względami widowiskiem. Aktorstwo, scenografia, charakteryzacja, efekty ? o wszystkich tych elementach można pisać tylko wymieniając najróżniejsze komplementy. Dlatego warto wspomnieć o czymś co ten film zdecydowanie wyróżniło spośród innych produkcji. Nigdy wcześniej ani później tak głośno nie mówiło się o szansach do aktorskiej nominacji dla? postaci stworzonej komputerowo. Ale trudno się dziwić ? Gollum to postać nie tylko niezwykle dopracowana pod względem efektów, ale także obdarzona fascynującą osobowością i wywołującym ciarki głosem Andy?ego Serkisa. I choćby dla te kreacji (?) warto ten film obejrzeć. [Pegaz]


 

 



22

Eternal Sunshine of the Spotless Mind (2004)
reż. Michel Gondry

Nie znam filmu który w taki sposób opowiadałby o miłości. Prawdziwy i wyidealizowany jednocześnie. Mamy tu parę z prozaicznymi problemami, kłócącą się o włosy pozostawione na mydle, a także mamy miłość tak silną, iż zdolną przetrwać nawet próbę fizycznego wymazania pamięci o niej. Oto miłość z problemami, których każdy doświadczył oraz miłość, której każdy pragnie i poszukuje. [Semi]

To nie jest taka prosta komedia romantyczna na jaką wskazuje polski, kuriozalny tytuł ("Zakochany bez pamięci") i zachęta w postaci ról bardzo znanych i lubianych Jima Carreya i Kate Winslet. Wystarczy jednak zobaczyć tylko że za scenariusz odpowiada Charlie Kauffman, a już wiadomo, że nie będzie się miało do czynienia ze lekkim i łatwym seansem. Film to podróż po umyśle głównego bohatera Joela, który stara się uratować swoje wymazywane wspomnienia o dawnej miłości Clementine. Brzmi dziwnie i rzeczywiście niektórym widzom mogą sprawić trudności kolejne dziwne sceny, zaburzenia chronologii, ale pod ty wszystkim kryje się chyba najwspanialsza historia miłosna ostatniej dekady. Idealnie ukazuje to jak niewielkie, proste wydawać by się mogło banalne wydarzenia które spędzaliśmy z osobą niegdyś darzoną uczuciem , pozostają w naszej pamięci, kształtują nasz charakter i mimo burzliwych rozstań wspominane są z uśmiechem. Na deser świetny drugi plan: Kristen Dunst, Mark Ruffalo, Elijah Wood oraz Tom Wilkinson. [Pegaz]

Świetny scenariusz, Jim Carrey nieprzeciętnie grający przeciętnego człowieka i niebanalna historia o miłości, która wzbudziła we mnie różne dziwne i fascynujące myśli - a to świadczy o wielkości filmu. [Patyczak]



21

Oldboy (2003)
reż. Chan-wook Park

Specyficzny film - wyjściowy pomysł jest tak dziki, nieprawdopodobny i z pozoru bezsensowny, że trudno go brać na poważnie. Groteska postępuje, humor jest czarny, zemsta zawikłana, wydaje się, że wszystko jest pod kontrolą. Jednak kto właściwie mści się na kim? Wszystko zmierza do finału, który - zwłaszcza w świetle lekkości i dowcipu całości - zwala z nóg i zapiera dech w piersiach. Jest tak emocjonalny i tak przerażający, że nie sposób wyrzucić go z pamięci. [Deina]

Ten film kopie tak mocno że można poczuć krew na wardze. Szklanka wody dla otrzeźwienia po seansie zalecana. [Semi]

Wstrząsający film. Ponury, mroczny a jednocześnie świetny fabularnie i doskonały realizacyjnie. Aktorstwo, muzyka, zdjęcia i scenografia. Bardzo cieszy mnie, że w wyniku zbiegu okoliczności wspólne wyjście ze znajomymi do kina się nie udało i obejrzałem go sam w niewielkim, pustym, studyjnym kinie. Niezapomniany seans. [Craven]





WSTĘP   100-76   75-51   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1 SUPLEMENT


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum-kmf.fc.pl/viewtopic.php?t=4342


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

e-mail Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
Klub Miłośników Filmu, Grudzień 2010