STRONA GŁÓWNA


Część trzecia rankingu.





WSTĘP   100-76   75-51   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1 SUPLEMENT


50

Synecdoche, New York (2008)
reż. Charlie Kaufman


Za bezkompromisowość i finezję, z jakimi Charlie Kaufman wykreował rzeczywistość, w której wszystko jest wielką maskaradą, sceną na której odgrywamy tylko swoje role a jedynym, co wydaje się być szczere i nieuniknione jest śmierć. I za zaufanie, jakim obdarzył widza zapraszając go do wyjątkowej intelektualnej gry, bez łatwych odpowiedzi. [Haneska]

Największy kłopot z "Synecdoche" jest taki, że pisać o nim można długo i dużo, mądrze i głupio. Można napisać powieści o pojedynczych scenach, można elaboraty o konkretnych postaciach - Kaufman aż właśnie tyle daje możliwości. Serio. To taki film, który powinien być / będzie oglądany albo raz (i nienawiścią do Synecdoche możemy żyć do końca świata), albo wiele razy (żeby rozgryźć każdą egzystencjalną zagwozdkę i nie oszaleć z niewiedzy). Najdziwniejszy, najbardziej p o p i e p r z o n y, najodważniejszy, najinteligentniejszy twór filmowy, jaki widziałem od lat. Do tego wymagający od widza sporej filozoficznej wyobraźni, bo Kaufman zmusza do mózgowej gimnastyki przez 124 minuty. I to jest cholernie podniecające i niezwykłe. Ale uwaga - zdecydowanie nie dla każdego. Polaryzacja uczuć względem Synecdoche jest bardzo wyraźna - albo wielka niechęć, albo permanentny zachwyt. Zero wyśrodkowanych opinii powiązanych z obojętnością. [desjudi]



 



49

Waltz with Bashir (2008)
reż. Ari Folman

Inni już napisali o przenikliwości tego dzieła, o oryginalności, o oszałamiającej wizualnie formie. Ja powiem krótko: Pomnik dla Folmana! [Phlogiston]

Olśniewający formą, intymny, portret wojennej traumy, który porusza, wzbogaca i na długo pozostawia ślad w pamięci. [Haneska]

Niesamowity film. Odkrywcza forma dokumentu, świetna otoczka fabularna, znakomita oprawa wizualna. No i jest to najlepszy, najbardziej wstrząsający film o wojnie, jaki kiedykolwiek widziałem. [Military]

Po drugim seansie, krótko: najwybitniejsza animacja ostatnich lat (może kilkunastu, obok "Spirited Away" Miyazakiego). Forma + treść doskonałe, bo: przenikliwe, inteligentne, oniryczne i jednocześnie realistyczne. Nie docenić nie sposób. [desjudi]

Objaśnienie funkcjonowania meandrycznej ludzkiej pamięci na przykładzie wypierania ze świadomości traumatycznych wspomnień wojennych - to nie tytuł tuzinkowej pracy magisterskiej z psychologii, ale główna oś fabularna dokumentalnego filmu animowanego. Ari Folman zrobił film śmiało mogący ubiegać się o miejsce pośród najbardziej przenikliwych, opowiadających o wojnie filmów. [Simek]  



48

Master and Commander: Far Side of the World (2003)
reż. Peter Weir

Film ekspresyjny i pełen rozmachu, a jednocześnie wyraz tego, że w budowaniu swojej wizji Peter Weir zmierza do konkluzji - łagodniejszej, niż sam zakładał na początku, pokazując nam starcie człowieka z Absolutem jako walkę, w której ten pierwszy zawsze jest skazany na porażkę i cierpienie. Weir odstąpił od swoich upartych prób pokazania doskonałości jako atrybutu bezwzględnego Boga (Natury, Przedwieczności, itd.) Po raz pierwszy założył, że doskonałość jest względna, a zatem osiągalna. Po raz pierwszy pokazał, że słabość nie musi być winą. Że harmonia kryje się w porozumieniu, a osiągnięcie jej pełnego wyrazu nie musi oznaczać ugięcia się jednej ze stron. Doskonałość Absolutu przestaje być moralnie obojętna - my, ludzie, jesteśmy dziełem miłości. Zdolni do wybaczania i wybaczenia godni. Weir, dotąd tak nieustępliwy, tak twardy, tak bezwzględny w swoich wizjach, nagle łagodnieje. Mówi nam: jest właśnie tak, jak powinno być. Piękno istnienia i jego trud kryją się dokładnie w tym samym - w niedoskonałości. Zaś prawdziwa władza, nawet definiowana jako władza absolutna, musi dobrowolnie przyjąć na siebie ograniczenie. W ten oto sposób - za pomocą koncepcji samoograniczającej się Władzy - Weir w końcu pogodził się z Absolutem. [Deina]

Nie będzie cienia przesady w stwierdzeniu, że ten twór jest prawdziwą perłą ostatniego filmowego dziesięciolecia. Jak często można się było bowiem ostatnio spotkać z poważnym, dorosłym, zdominowanym przez mężczyzn kinem, z akcją osadzoną na pełnym morzu? Zawsze kiedy oglądam Pana i Władcę jestem pod wielkim wrażeniem w szczególności niesamowicie przekonującego ujęcia codziennej marynarskiej egzystencji - tak realistycznego podejścia do wszelkich marynistycznych aspektów chyba jeszcze w kinie nie było. Weir zdaje się być zafascynowany ogromem oceanu i pięknem dawnych okrętów, a jednocześnie uważnie obserwuje to, co dzieje się na pokładzie i wewnątrz kajut. W rezultacie z wielką wprawą łączy epickie kino przygodowe z dramatem poszczególnych członków załogi. Oglądając ten film mimowolnie przypominają się klimaty najlepszych morskich opowieści Verne'a i Conrada. Po prostu perła. [Jakuzzi]

Fantastycznie zrobiony film - pięknie sfilmowany, znakomicie zagrany (duet Crowe-Bettany powala na kolana), znakomita ścieżka dźwiękowa - połączenie klasyki, irlandzkich rytmów ludowych i napisanych na potrzeby filmu kawałków (uwagę przykuwa zwłaszcza utwór \"Into the Fog\"), zdjęcia, oddanie atmosfery książek O'Briena i morskich klimatów - perełka. [Eorath]

 



47

The Hours (2002)
reż. Stephen Daldry

Clarissa myślała kiedyś, że jedna godzina spędzona na ganku, w słońcu, to początek długiego korowodu równie szczęśliwych godzin. Myślała, że cały świat jest dla niej, a całe życie przed nią. Dzisiaj sama wychodzi kupić kwiaty i kradnie chwile tylko dla siebie, rozpaczliwie próbując wmówić sobie, że tak właśnie jest dobrze - że tego właśnie potrzebuje. Laura każdego dnia tęskni za czymś niewypowiedzianym, szczerym, prawdziwszym niż jej codzienne życie u boku męża. Zagubiona w świecie pozorów, zbiera w sobie odwagę, by uciec. Virginia ucieka codziennie - tworząc swoją książkę, świat pani Dalloway. Rzeczywistość jest dla niej więzieniem, nad którym nie panuje, ponurym światem, w którym rządzą reguły, uczone nazwy i lekarze. „Godziny” to wspaniały film o kobietach. Kobietach, które obiecywały sobie szczęście i oszukały same siebie. Kobietach, którym brakuje odwagi i które każdy przejaw egoizmu uważają za grzech. Poświęcających się dla innych, wmawiających sobie, że tego właśnie pragną, potrzebują, że to je uszczęśliwia. Z godziny na godzinę coraz mocniej spętane i uwięzione w pułapce, uśmiechają się, bo tak wypada, bo tego się od nich oczekuje, bo przecież dostały wszystko, czego pragnęły. Wiele z nich chciałoby uciec, jak Laura, albo choćby mieć swoje schronienie, wewnętrzną enklawę, jak Virginia. Najczęściej jednak pozostają Clarissą, od czasu do czasu tylko wykradając się, by kupić kwiaty. [Deina]

Literatura nie musi być dla kina zbiorem scenariuszy czekających na ilustracje. "Godziny" to interpretacja "Pani Dalloway" znacznie wykraczająca poza ramy standardowo pojmowanej ekranizacji. To trochę przeszczep powieści, a trochę obrosłego legendą portretu Virginii Woolf, we współczesną narrację - od błahych aluzji biograficznych po narosłe wokół angielskiej pisarki konteksty (chociażby te obracające się wokół kwestii seksualności). Bez tracenia tego, co najbardziej istotne: dramatu ludzi, którzy nie potrafią się porozumieć, uchwycenia chwili ostatecznej (?) rozpaczy. Z wyczuleniem tak charakterystycznego przecież dla pisarstwa Woolf detalu. Jeden z najważniejszych filmów dziesięciolecia - u mnie w pierwszej piątce. [Artemis]

Piękna opowieść o tym, że szczęście jest ledwie sekundą, może minutą w godzinach życia, jedna z tych, przy których człowiek zamiera w zachwycie nad jej przenikliwością i wyrafinowaniem. [Haneska]
 



46

(500) Days of Summer (2009)
reż. Marc Webb


Fenomenalna, błyskotliwa komedia o miłości. Ale o miłości bardzo trudnej, bo ludzie którzy jej szukają sami nie wiedzą czego tak naprawdę oczekują od najpiękniejszego uczucia jakie człowiek może doznać. Fantastycznie opowiedziana, z mnóstwem inteligentnych dialogów historia od początku hipnotyzuje widza. Polecam między innym za zakończenie, tak bardzo odbiegające od szczęśliwych finałów jakie widzieliśmy w tego typu produkcjach. Różnie interpretowane, trochę smutne, trochę pozytywne- dające jednak nadzieję dla bohatera na lepszą przyszłość mimo wielkiego zawodu. [Danus]

Najmądrzejszy film o zakochiwaniu i odkochiwaniu się(no dobra, na równi z "Zakochanym bez pamięci"). Pełen goryczy obraz, który nie przestaje być rozrywką dla całej rodziny. I Zooey! Gdzie znaczek "Lubię to!"? [Phlogiston]

Nietypowa, uciekająca od sztampy komedia romantyczna (począwszy na konstrukcji filmu, a na zakończeniu skończywszy). Plus zjawiskowa Deschanel oraz niedorównujący jej niestety kroku partner, którego nazwiska nie pamiętam. [Zooey]



45

Ying xiong (Hero) (2002)
reż. Yimou Zhang

Rewelacyjny i przepiękny film! Wspaniała historia o miłości, przyjaźni, zdradzie, lojalności, a także drodze wojownika, zemście, honorze, dylematach pomiędzy dobrem swoim, a ogólnym. Całość okraszona jest wręcz poetyckimi pojedynkami, które tu zyskują wymiar środka artystycznego, i niewiele mają wspólnego z kinem akcji. To także pierwsze podrygi Jeta Li w stronę poważnego, dramatycznego aktorstwa. Moim zdaniem w pełni udane. Chińska superprodukcja doceniona także przez resztę świata, zarówno przez krytyków jak i widzów. Trudno cokolwiek zarzucić tej pozycji, bo nawet niespieszne, senne tempo zdaje się być tylko kolejnym elementem składającym się na oryginalną i cechującą się swoim własnym, nieco odrealnionym klimatem całość. Jeden z tych tytułów, które TRZEBA zobaczyć! [Hitch]

Hero łatwo wrzucić do szufladki z chińskimi akcyjniakami. To jednak krzywdzące, bo film Zhanga Yimou to znacznie więcej. Bardziej poetycki niż "Przyczajony i ukryty...", dzięki ciekawej (choć obecnej w kinie już wcześniej) kompozycji bardziej wciągający i wreszcie obarczony ekstremalnym pietyzmem, który tak bardzo lubię w kinie wschodu. Wymuskane scenografie i kadry, dopieszczona muzyka, wreszcie świetne aktorstwo (wspaniały Daoming Chen, aktor głównie teatralny, dopiero w drugiej kolejności kinowy). [Craven]



 



44

Little Miss Sunshine (2006)
reż. Jonathan Dayton, Valerie Faris

Świetny film o mocno dysfunkcyjnej rodzinie, gdzie dziadek lubi przypalić i przyćpać, matka ma problemy z osobowością, wujek wraca do życia po próbie samobójczej, a brat daltonista chce zostać pilotem jak z Top Gunu. Mimo wszystko to jednak rodzina kochająca się, wspierającą i pozostająca razem bez względu na wszystko. Bardzo ciepłe, mądre i nienachalnie moralizatorskie kino z kilkoma perełkami aktorskimi. [Eorath]

Za bezpretensjonalność, urok i poczucie humoru. Prosty morał, nieco naiwny przekaz, ale podany w taki sposób, że wychodzi się z kina z pokrzepionym sercem i wiarą w lepsze jutro (jakkolwiek trywialnie to nie brzmi:-) Według mnie najlepszy 'feel good movie' jaki kiedykolwiek widziałam. [Zooey]

Kult piękności w starciu z pięknem dysfunkcji jako przykład inteligentnego potraktowania dzisiejszego świata, w którym prawdziwe piękno przegrywa z popularnością efektownej brzydoty. [Beowulf]

Relacje między członkami ukazanej w filmie szurniętej rodzinki to po prostu dzieło geniusza! Mimo ogromnych różnic wiekowych, między aktorami zachodzi czysta chemia na ekranie! Do tego błyskotliwe gagi i sprawna reżyseria. [gigacz]



 



43

The Pianist (2002)
reż. Roman Polański

Roman Polański jest mistrzem kina! Abstrahując od nieprzyjemnych wydarzeń, które ciągnęły się z a nim w ostatnim czasie należy oddać mu, że doskonale czuje kino i potrafi wyzwalać gigantyczne emocje o czym najlepiej świadczy jego nagrodzone 3 Oscarami arcydzieło. Film mogło by się wydawać prosty, z kwestami dialogowymi ograniczonymi do niezbędnego minimum, chłodnym okiem obserwujący zagładę Żydów w ogarniętej wojną Warszawie. I wśród nich Władysław Szpilman, znakomity pianista, któremu cudem udało się przetrwać. Niezwykła kreacja Adriena Brody’ego, imponująca scenografia i doskonałe zdjęcia składają się na jeden z najlepszych filmów poruszających trudnego tematu Holocaustu. [Pegaz]

Roman Polański poraz kolejny raz udowodnił, że jest reżyserem wybitnym. Do arcydzieł filmowych takich jak \"Nóż w wodzie\", \"Wstręt\" czy \"Dziecko Rosemary\" dołączył kolejny \"Pianista\". Oscar za reżyserię, a więc konkretna nagroda filmowa, udowadnia kunszt i wielkość Polańskiego. W mistrzowski sposób ukazuje samotność człowieka, jego wolę życia, chęć przetrwania. Prawdziwy artyzm. Czyste i piękne kino. Nic dodać, nic ująć. [Kubeczek]

Przejmująca historia Władysława Szpilmana, żydowskiego pianisty próbującego przeżyć w zniszczonej Warszawie podczas II wojny światowej. Jeden z ważniejszych i lepszych filmów w karierze Romana Polańskiego. Lektura obowiązkowa. [Wawrzyniec85]

Powrót Polańskiego do formy. Reżyser przedstawia historię Szpilmana bez demonizowania Niemców, czy wywyższania Żydów, nie udając się do łopatologicznego demonstrowania siły ludzkiego ducha. Zamiast tego ukazuje znaczenie przypadku i losu w historii ocalałych. Sam Szpilman(rewelacyjny Brody) jest postacią bierną, introwertyczną, można wręcz odnieść wrażenie, że ma to wpływ na reżyserie Polańskiego, który stara się przedstawić historię z perspektywy Szpilmana, człowieka który potrafi wyrazić się, jedynie za pomocą muzyki. "Pianista" przede wszystkim jednak chwyta za gardło i to bez stosowania tanich sztuczek. Film autentycznie porusza, mimo powściągliwości z jaką Polański opowiada tę historię. [theultimateqpa]


 

 



42

Zodiac (2007)
reż. David Fincher

W jednej ze swoich wiadomości seryjny zabójca zwany Zodiakiem wyraził nadzieję, że powstanie o nim dobry film. Powstał. Nie jest jednak raczej tym, czego Zodiak mógłby pragnąć, ponieważ on sam nie jest bohaterem filmu o sobie. Osią jest śledztwo - wielopłaszczyznowe i wielowymiarowe, biegnące kilkoma kanałami, przede wszystkim medialnym i policyjnym. Śledztwo i wszystko, co się z nim wiąże - porażki, męcząca biurokracja, żmudne zbieranie tropów, próba wysnucia wniosków na podstawie poszlak, frustracja wiążąca się z niepowodzeniem, walka z czasem i słabością. I wreszcie ludzie - zaplątani w sieć interakcji, ludzie, na których życie sprawa Zodiaka miała wpłynąć najbardziej. O tych sprawach myśli się rzadko, czytając doniesienia prasowe. Niebywale solidna reżyserska robota (właściwie gotowy podręcznik, jak kręcić filmy), trzy wybitne kreacje aktorskie, na których opiera się siła całości, niezwykła, gęsta, mroczna atmosfera to tylko wybrane zalety najlepszej rekapitulacji autentycznej sprawy seryjnego zabójcy, jaką znało kino. [Deina]

Nakręć film o śledztwie (ważne: nie o morderstwach, nie o zabójcy), pieczołowicie odtwarzając fakty i na ich rzecz rezygnując z głupiego efekciarstwa, a ludzie powiedzą że to najgorsze dokonanie w twoim dorobku. Ja jednak chylę czoła przed NAJLEPSZYM filmem Finchera - który dosłownie wsysa w swój świat i nie wypuszcza przez dwie i pół godziny. Dodatkowe punkty za rewelacyjnego Downeya Jr. [Military]

Historia Zodiaca fascynuje mnie od kiedy pierwszy raz o niej usłyszałem, ale nie spodziewałem się, że można na tej podstawie nakręcić tak świetny kryminał. Kryminał bez satysfakcjonującego zakończenia, bo bez wyjaśnienia zagadki - mordercy nigdy nie złapano. A Fincherowi udało się przekuć ten fakt na największą zaletę filmu. Świadomość, że Zodiacowi się upiekło jest przerażająca. [patyczak]



41

Munich (2005)
reż. Steven Spielberg

Spielberg tym filmem zaskoczył chyba wszystkich. W jego poprzednich ambitnych z założenia produkcjach zawsze można się było dopatrzeć pewnego rodzaju infantylizmu, prostego podziału na dobro i zło czy też swoistej "łopatologii", wyjaśniającej widzowi, co też ma myśleć o przesłaniu danego filmu. W Monachium tych elementów albo nie ma, albo nie przeszkadzają aż tak bardzo w odbiorze. Spielberg tutaj stara się być przede wszystkim bezstronny; interesujące jest to, że nie próbuje rozpatrywać problematyki konfliktu izraelsko - palestyńskiego na poziomie naród - naród, ale na poziomie najprostszych relacji międzyludzkich: tęsknoty za "własnym miejscem", zemstą, idealizmem, poczuciem wspólnoty i przynależności. Dzięki temu zabiegowi Monachium jest opowieścią uniwersalną, co dobitnie ukazuje ostatnia scena rozmowy bohaterów, z wieżami World Trade Center w tle. Zaskakujący, mądry, skłaniający do refleksji film. Z pewnością najdojrzalsza pozycja w, bogatym wszak, dorobku Spielberga. [Jarod]

Wstrząsająca historia grupy izraelskich agentów, których celem jest zlikwidowanie osób odpowiedzialnych za zamach podczas olimpiady w Monachium w 1972 roku. Jeden z ważniejszych i osobistych filmów w bogatym dorobku Stevena Spielbrga, dobitnie i z pełnym okrucieństwem pokazującym do czego prowadzi zemsta. [Wawrzyniec85]

Spielberg w najwyższej formie. Arcydzieło doskonałe, aktorsko bezbłędne, technicznie przecudne. Takie filmy, aż chce się oglądać, delektować się każdym calem obrazu, rozpływać się w ekstazie wsłuchując się w muzykę Wiliamsa. [Danus]





WSTĘP   100-76   75-51   50-41   40-31   30-21   20-11   10-1 SUPLEMENT


Skomentuj wyniki na naszym Forum:
http://forum-kmf.fc.pl/viewtopic.php?t=4342


PLEBISCYTY KMF
STRONA GŁÓWNA

e-mail Plebiscyt przeprowadził: Rafał Oświeciński [desjudi]
Klub Miłośników Filmu, Grudzień 2010