Czyli brutalny świat walk w klatce oczami... gimnazjalistów.

MMA (Mixed Martial Arts) to dość ciężki w trenowaniu sport. Jak sama nazwa wskazuje, jest to mieszanka wszelakich sztuk walki, więc czas zdobywania umiejętności nie należy do najkrótszych. Podobnie zasady pojedynków są skonstruowane tak, by jak najmniej ograniczały zawodników. Ten krótki opis zarysowuje nieco obraz starć w formule MMA - to krwawa dyscyplina i należy się pięć razy zastanowić przed wejściem na ring "czy aby na pewno jestem zawodowcem?".
Nie potrzeba było długo czekać na film traktujący o tej jakże widowiskowej formie fizycznej aktywności. Dwóch wojowników, ring (często okuty klatką), praktycznie żadnych zasad, poza tymi, które mogą uchronić od ewentualnej śmierci, pot, krew i ogólnie przyjęta przemoc. Brzmi jak temat na film dla dzieci? Według Amerykanów, tak...

Jake Tyler to typowy nastolatek, w typowej rodzinie, w typowej mieścinie, z typowymi problemami. Ot z lenistwa dał ojcu prowadzić samochód po pijaku, co zakończyło się stosowną karą dla rodzica - sprasowaniem na drzewie w wyniku wypadku. Od tamtej pory nasz zwykły Jake ma na tym punkcie kompleks i sprawia problemy swojej zwykłej mamie, która przejawia zwykłe neurotyczne ataki zwykłego szału i zwykłej paranoi. Wybryki młodego futbolisty są ością w gardle rodziny, gdyż ciągle muszą się przez nie przeprowadzać. Nie wiedziałem, że przez zwykłe bójki trzeba uciekać, jak po np. nie wiem, wysadzeniu jakichś bliźniaczych budynków.

W każdym bądź razie, rodzinka (w jej skład wchodzi jeszcze młodszy brat Jake'a) musi się przeprowadzić raz jeszcze i teraz nasz bohater musi dodatkowo borykać się z problemami nowego, zwykłego dzieciaka w szkole dla burżujów. Uczniowie owej placówki mają tylko dwa zajęcia: oglądanie na YouTubie filmików o narwanych footbolistach Jake'ach Tylerach albo... MMA. Mało tego, nasz zwykły bohater zakochuje się w szkolnej piękności, która okazuje się dziewczyną króla liceum - demonicznego z założenia tylko, połączenia Ryana Goslinga i Christiana Bale'a z "Mechanika", silącego się na Brada Pitta z "Fight Club", zawodowego mistrza sztuk walki!
Co, do k...?! Przecieram oczy i wraz nie wierzę! Nastoletni mistrz sztuk walki! W formule MMA! A potem ultra zaskakujące zwroty akcji! Bójka między szlachetnie normalnym Tylerem i demonicznym anorektykiem, którą przegrywa nasz "szarak", po czym idzie trenować u... starego mistrza MMA! W międzyczasie, szkolna miss zrywa z nieudanym klonem Tylera Durdena, gdyż zauważa jaki jest diabelsko zły bijąc tych, którzy bić się nie potrafią! No i oczywiście odwzajemnia uczucia naszego bohatera, który w parę tygodni zdobywa umiejętności zawodowego fajtera! A wszystko okraszone wspaniałym dyskotekowym montażem, doskonałą młodzieżową muzyką rockową, zupełnym brakiem przemocy i ciętego języka oraz nieobecnością oryginalnego scenariusza!

Łał! Zupełnie jakbym oglądał remake jakiegoś hiciora z lat '80! Tylko co to było... Zerknijmy na "Making of..."! Okej, jest twórca scenariusza i opowiada o swojej ciężkiej pracy. Tak, już wszystko jasne! Znalazł w internecie skrypt "Karate Kid", wcisnął "zaznacz wszystko", potem "kopiuj", otworzył windowsowy Notatnik, wcisnął "wklej", zmienił Karate na MMA i voila! Osz ty w cara spryciarzu!

Tylko że z "Karate Kid" jest mały problem... To kiepski film. Głupi, naiwny i absurdalny w ukazywaniu sztuki Karate. To samo można powiedzieć o "Never Back Down". Ja się pytam, gdzie scenarzysta miał głowę kiedy zmieniał scenariusz pierwowzoru?! Zawodowi fajterzy MMA z liceum?! Umiejętności superniszczyciela w kilka miesięcy?! A myślałem, że "Enforcer" z Jetem Li był gniotem.
Okej, to kino kopane, więc wypada powiedzieć co nieco o występujących w filmie zawodowcach. Ale... moment. No tak, nie ma w nim żadnych! Główni fabularni przeciwnicy to jakieś pośmiewisko. O ile aktorowi grającego zwykłego Jake'a chociaż pobyt na siłowni się udał, tak jego antagonista waży ze 20 kg i robi groźne miny tylko! Chłopaki do swoich oscarowych, przekonujących ról, oczywiście też ostro trenowali sztuki walki, toteż niejednokrotnie pochwalą się zwykłym kopnięciem okrężnym i... zwykłym kopnięciem okrężnym! Normalnie, jaaaa cię...! Było też parę efektownych rzutów i dźwigni, ale to już czysta kaskaderka. Niestety, gdyby ktoś tak rzucił naszym biednym bad guyem o ziemię, sądzę, że jego 20 kg masy doznałoby dezintegracji cząsteczek.

Hollywood to zbiorowisko istnych cudotwórców. Zawsze kiedy myślę, że już nic głupszego nie obejrzę... TADAM! Dostaję szmirę pokroju "Never Back Down". Najszczerzej z całego serca odradzam seans. No, chyba że dawno nie widziało się nic naprawdę idiotycznego i chce się sprawdzić, na co stać dzisiejszych twórców. W takim wypadku, "Po Prostu Walcz!" jest szczytowym osiągnięciem. Na zakończenie próbka dialogu i humoru prezentowanego w tym dziele:

- Cześć, jestem Baja.
- Jak ta pustynia w Meksyku?
- Nie, moi rodzice palą za dużo zioła!


Boki zrywać...

Ocena: 1/10

PS. Nie mam pojęcia, co w tym knocie robi, skądinąd, świetny aktor - Djimon Hounsou (w filmie wciela się w... STAREGO mistrza MMA!)


wytwórnia - Summit Entertainment, 2008
reżyseria - Jeff Wadlow
scenariusz - Chris Hauty
zdjęcia - Lukas Ettlin
muzyka - Michael Wandmacher
montaż - Victor Du Bois, Debra Weinfeld
scenografia - Andrew White, Scott Jacobson
czas projekcji - 110 minut


Sean Faris
Amber Heard
Cam Gigandet
Evan Peters
Leslie Hope
Djimon Hounsou
Wyatt Smith
Affion Crockett
Neil Brown Jr.


Jake Tyler
Baja Miller
Ryan McCarthy
Max Cooperman
Margot Tyler
Jean Roqua
Charlie Tyler
Beatdown DJ Swagga
Aaron


Autor recenzji: Mateusz Sojka - Hitch | Klub Miłośników Filmu, 1 grudnia 2008

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA