Strona główna KMF

    "Podpalaczka" to kolejny po "E.T." film z młodziutką wówczas Drew Barrymore. Tu jednak, zamiast kolejny raz wcielić się w postać roześmianej dziewczynki z warkoczami, mała Drew zagrała najbardziej niesamowitą postać w swojej aktorskiej karierze. Oto bowiem staje przed nami blond-aniołek który posiadł (po rodzicach) pewien dar, który stał się dla niego przekleństwem. Charlie (Drew Barrymore) potrafi za pomocą siły umysłu wzniecać ogień pod różnymi postaciami i o różnym natężeniu. Siłą rzeczy więc, zaczyna się interesować nią Rząd, na czele z psychopatycznym "eliminatorem" Johnem Rainbirdem (George C. Scott) i upatrującym w mocach dziewczynki własnych korzyści Kapitanem Hollisterem (Martin Sheen). Małej pomaga w ucieczce jej ojciec, który potrafi kontrolować słabe umysły. Jak łatwo się domyślić, oboje wpadają w końcu w ręce agentów, a piekło na ziemi zbliża się wielkimi krokami...



 
 



    Nieczęsto w jednym filmie spotyka się tyle aktorskich gwiazd; poza wymienionymi wyżej, w obrazie Marka L. Lestera zauważyć można Louise Fletcher - czyli demoniczną siostrę Ratched z "Lotu nad kukułczym gniazdem", czy Heather Locklear - Sammy Jo z serialu "Dynastia". Jednak pierwsze skrzypce gra tu zdecydowanie mała Drew Barrymore, która po epizodzie z"E.T.", tu wysuwa się zdecydowanie na pierwszy plan, wzbudzając grozę samym tylko spojrzeniem, wzniecając ogień, i ostatecznie zabijając wszystko co stanie jej na drodze. Gdy Charlie przygotowuje się do "podpalania", jej włosy wydają się falować na wietrze; widać wyraźnie, że efekt ten wywołany został sztucznym podmuchem zza kadru, gdyż Drew na początku zawsze mruga oczami w odruchu bezwarunkowym, ale na ekranie zdaje to egzamin tworząc niesamowitą atmosferę napięcia i strachu przed tym, co za chwilę nastąpi. Poza sugestywną grą małej aktorki, na szczególne uznanie zasługują w "Firestarter" sceny z udziałem ognia, czyli rewelacyjna i niezapomniana robota pirotechników. Takiej feerii wybuchów, ognistych kul, rozchodzących się we wszystkie strony, nieokiełznanych płomieni - nie oferował widzom nawet osławiony "Ognisty podmuch". Sam finał filmu przypomina w swojej wymowie krwawą końcówkę "Carrie" Briana De Palmy. Może dlatego, że scenariusze obydwu filmów powstały na kanwie książek Stephena Kinga - mistrza horroru. Mimo jednak znacznych podobieństw spektakularnych zakończeń, finał "Podpalaczki" zdecydowanie wygrywa na płaszczyźnie widowiskowości, przegrywając jednak z "Carrie" na poziomie dramaturgii i portretu psychologicznego postaci, oraz wysublimowanego montażu w filmie De Palmy.



 
 



    Ostatnią rzeczą jaka wyróżnia "Firestarter" spośród adaptacji prozy Kinga, to udział w całym przedsięwzięciu zespołu 'Tangerine Dream', których znakomita, nowoczesna, chwilami nieco transowa muzyka elektroniczna, dodała filmowi Lestera niesamowitego klimatu. Dzięki tym wszystkim wyżej wymienionym zaletom, na czele z efektami pirotechnicznymi, Drew Barrymore i ścieżką dźwiękową, "Firestarter" pozostał filmem, który mimo wyprodukowania w 1984 roku, nie zestarzał się zbytnio i wciąż daje się oglądać z dużym zainteresowaniem.


AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl