|
Oto już jesień i
pora umierać;
pożółkłe liście wiatr strąca i miecie,
drżące gałęzie do naga obdziera –
chór, gdzie sto ptaków modliło się w lecie.
ja jestem zmierzchem dnia, który się skłania
ku zachodowi i w ciemności brodzi;
noc siostra śmierci, oczy mi przysłania
i wkrótce z całym światem mnie pogodzi.
żar we mnie drzemie, lecz żar jaki bywa
gdy młodość już się oblecze popiołem;
jako na łożu śmierci dogorywam,
strawiony przez to, co sam od niej wziąłem.
a skoro kochasz, choć prawdę dostrzegniesz,
kochasz tym mocniej, im rychlej odbiegniesz.
|
William
Shakespeare, Sonet 71 |
|
Nasze życie to ciągła metamorfoza. Swoją
formą przypomina coroczne zmiany obserwowane przez domowe okiennice.
Wiosna – niedojrzała, niepoważna, beztroska – to alegoria dzieciństwa i
młodości. Lato kształtuje charakter i wyrabia światopogląd. A jesień to
pora przemyśleń, czas zadumy i osobistego rachunku sumienia. Jesień to
coś na wzór ziemskiego czyśćca – stan, który przygotowuje nas na
nadejście zimy, czyli śmierci. Matka natura ma nad nami przewagę, jej
metamorfoza ma strukturę okręgu – zmiany są cykliczne, ewentualne błędy
można naprawić. Nasze życie jest natomiast odcinkiem – nie prostym, a
zakrzywionym i wielokrotnie zasupłanym przez los, ale ciągle odcinkiem
mającym swój początek i koniec. Najbardziej wysublimowany i intymny etap
życia, w poetyckim przybraniu opisuje nam jeden z najwybitniejszych
dramaturgów angielskich w swoim „Sonecie 71”. Sonecie, którego fragmenty
słyszymy w najnowszym utworze Doroty Kędzierzawskiej, w przepięknym i
minimalistycznym „Pora umierać”.
W filmie będącym w niezwykle trafnej uwadze pana Jerzego Płażewskiego,
wybitnego krytyka filmowego, swoistym benefisem niemniej wybitnej
polskiej aktorki – Pani Danuty Szaflarskiej. Kobiety, bez której nasza
rodzima kinematografia wyglądałaby z pewnością zupełnie inaczej, zapewne
znacznie biedniej. Pierwsza dama filmu powojennego, dzięki rolom w
„Dwóch godzinach” Stanisława Wohla i Józefa Wyszomirskiego oraz
kultowych „Zakazanych piosenkach” Leonarda Buczkowskiego. Dzięki temu
ostatniemu, przypadła Pani Danucie główna rola kobieca w pierwszej
polskiej komedii lat czterdziestych, w „Skarbie”. Po ponad
sześćdziesięcioletniej obecności na srebrnym ekranie ma za sobą rolę w
czterdziestu siedmiu filmach fabularnych. Obok roli w „Pora umierać”,
najbardziej ceni sobie kreacje Wiedźmy w „Diabły, diabły” Doroty
Kędzierzawskiej, Doktorowej w „Pożegnaniu z Marią” Filipa Zylbera i
postacie odtwarzane w filmach Jana Rybkowskiego, swojego przyjaciela z
lat studenckich („Warszawska premiera” z roku 1951 i „Dziś w nocy umrze
miasto” z 1961).
Historia Pani Anieli to nie pierwszy „romans” reżyserki Kędzierzawskiej
i aktorki Szaflarskiej. Prócz wcześniej wspomnianego „Diabły, diabły”,
współpracowały przy dramacie „Nic”. Po jego premierze (1998) Dorota
Kędzierzawka zapowiedziała napisanie scenariusza, który od początku do
końca będzie „rozpisany” pod odtwórczynię ról Wiedźmy i Jędzy w jej
poprzednich filmach. Dzięki spełnionej obietnicy powstał jeden z
najpiękniejszych i najbardziej wzruszających obrazów ostatnich lat.
Jeden z tych, które opowiadają historię szczerą i na wskroś prawdziwą.
Bo czy istnieje coś bardziej naturalnego i przyziemnego od „pory roku”,
od starości?
|
 |
 |
W „Pora umierać” w „jesiennej scenerii”
odnaleźć musi się Pani Aniela, dziewięćdziesięcio dwu letnia kobieta
(dodam, iż jest ona rówieśniczką Pani Szaflarskiej) mieszkająca w willi
kryjącej w swoich ścianach niejedną historię. Jej dni upływają na
rozmowach z ostatnim żyjącym przyjacielem (pociesznym czworonogiem Filą)
i wyglądaniu przez wiekowe okiennice swojej „rezydencji”. Jest zabytkowy
wprawdzie, ale działający telefon… Dzwoni rzadko i, o ile kiedyś –
całkiem niedawno – jego metaliczny dźwięk sprawiał przyjemność, dziś
mógłby nie istnieć. Jest sąsiad, kwintesencja współczesności –
pozbawiony skrupułów dorobkiewicz o zniszczonym systemie wartości. Jest
też pensja pełna dzieci, to właśnie na nią kierują się szkła lornetki.
Równolegle do fizycznych obiektów, pojawia się wyobraźnia, a uściślając
wspomnienia. Będące czymś wręcz ekstatycznym, ale i niebezpiecznym, bo
przypominającym o nieubłaganej liniowości naszego życia.
Zarówno Dorota Kędzierzawka, jaki i Artur Reinhart (autor zdjęć i główny
montażysta) towarzyszący jej również przy poprzednich filmach,
wykluczyli powstanie kolejnego obrazu w kolorze. Po lekturze scenariusza
Reinhart z przekonaniem powiedział „czerń i biel”, a reżyserka
przyznająca się do szczególnej sympatii dla tej klasycznej konwencji
odparła, iż nawet przez moment nie myślała inaczej. I właśnie w tym
miejscu wykopano niezwykle solidny fundament pod ich nowe, wspólne
dzieło. Szlachetność nadawana przez tę kolorystykę doskonale wypada w
zestawieniu z dumą, z jaką potrafi starzeć się główna bohaterka.
Stonowane kolory, brak jaskrawych i rozpraszających naszą uwagę barw
umożliwia skupienie się na rzeczach najważniejszych, czyli na tym, co
dzieje się w umyśle bohaterki odtwarzanej przez Panią Szaflarską.
Sam montaż i zdjęcia stoją na niezwykle wysokim poziomie. Rzec by można,
że „Pora umierać” przypomina album pełen czarno-białych zdjęć, zdjęć
które wyszły spod ręki profesjonalisty. Przyczynił się do tego
konserwatyzm, czyli niejaka wizytówka Artura Reinharta, który niczym
dyrygent, z chirurgiczną precyzją wskazuje aktorowi miejsce i narzuca mu
odpowiednią pozę. Sama Dorota Kędzierzawska z przyjemnością stwierdza,
że „Pani Aniela” z operatorem dogadywała się idealnie.
|
 |
 |
Dziwi postawa jury XXXII Festiwalu Polskich
Filmów Fabularnych w Gdyni, którzy wprawdzie docenili kunszt pani Danuty
Szaflarskiej przyznając jej nagrodę za najlepszą pierwszoplanową rolę
kobiecą, ale na sam film nie patrzyli z wielkim zachwytem.
Przewodniczący komisji, Pan Janusz Majewski powiedział „to już było” i
na te słowa reaguję pytaniem – kiedy? Ale pamiętajmy, że kino istnieje
nie dzięki krytykom i jurorom prestiżowych festiwali filmowych, a dzięki
nam – widzom. I tu napomknę o „Złotym Klakierze” – nagrodzie
przyznawanej przez Radio Gdańsk najdłużej oklaskiwanemu filmowi w
Teatrze Muzycznym - nagrodę zdobył oczywiście film Pani Kędzierzawskiej.
Dzięki temu wysublimowanemu i minimalistycznemu obrazowi przekonujemy
się, że polska kinematografia potrafi dotrzymać kroku chociażby naszym
czeskim sąsiadom, którzy przeżywają ostatnimi laty filmowy renesans.
Utwierdzamy się w tym, że może stać na wysokim poziomie i spełniać
podstawową, a częstokroć pomijaną zasadę tej gałęzi sztuki – może
wywoływać całe spektrum emocji. W czasie seansu sala kinowa stworzyła
społeczność, która wspólnie uśmiechała się pod nosem, wybuchała śmiechem
i w końcu, bez najmniejszego skrępowania ocierała łzy – ja sam płakałem
jak dziecko. I za te łzy pragnę podziękować twórcom i kobiecie, która
udowodniła nam swoją wielkość – Pani Danucie Szaflarskiej.
 |
PORA UMIERAĆ
* * *
Polska, 2006 |
Dramat | czas 104 min.
Reżyseria / Scenariusz: Dorota Kędzierzawska
Zdjęcia: .... Arthur Reinhart
Montaż: .... Dorota Kędzierzawska, Arthur Reinhart
Muzyka: .... Włodek Pawlik
Obsada:
Pani Aniela: .... Danuta Szaflarska
Syn: .... Krzysztof Globisz
Wnusia: .... Patrycja Szewczyk
Dostojewski: .... Kamil Bitau
Natręt: .... Robert Tomaszewski
Klub
Miłośników Filmu | 05 XI 2007 |
|
|
Autor recenzji:
Filip Jalowski -
FIDEL |