Poniższy tekst powstał w ramach przedmiotu "CZY JESTEŚMY CYBORGAMI?
KULTUROWE I SPOŁECZNE KONTEKSTY POSTHUMANIZMU".
Artykuł zamieszczono także na portalu Paradoks oraz Tanuki.pl
Rok 2009. Uczeni z Uniwersytetu w Reading tworzą robota wyposażonego w
organiczny mózg. Brytyjczycy pobrali komórki mózgowe ze szczurzych płodów i
umieszczali je w specjalnym płynie, gdzie komórki mogły żyć i równocześnie
sterować maszyną. Wcześniej jednak usunęli w nich połączenia synaptyczne.
Obserwując, jak synapsy są odtwarzane na nowo, naukowcy chcieli się przekonać,
czy wyizolowane komórki nerwowe są w stanie kontrolować robota. Nie dość, że
eksperyment się powiódł, to jeszcze robot potrafił uczyć się nowych
umiejętności. Jest to pierwszy przypadek w historii, gdy biologiczny mózg
steruje maszyną, a zaobserwowany proces edukacji mózgu pozwoli, według
naukowców, lepiej go zrozumieć z pożytkiem dla nauki i medycyny. Niedługo ci
sami badacze powtórzą eksperyment, tym razem z użyciem ludzkich neuronów
(1).
Wyżej przedstawiony eksperyment pokazuje nam, z jak zawrotną prędkością rozwija
się postęp technologiczny współczesnej cywilizacji. Na naszych oczach następuje
zmiana mająca diametralny wpływ na rzeczywistość społeczną. W niedalekiej
przyszłości, obok obecnie stosowanych zapłodnień in vitro i protez kończyn z
włókien węglowych, będzie możliwe wszczepianie mechanicznych urządzeń do
uszkodzonych organów oraz elektroniczna modyfikacja narządów dla polepszania ich
wydolności. Wraz z nadzieją na urzeczywistnienie marzeń o długowieczności i
powiększeniu puli zdolności o nadludzkie możliwości, nadchodzi równocześnie
obawa przed przekroczeniem granic, z których nie będzie już odwrotu. Ten lęk
przed nieznanym ma wymiar w dużej mierze etyczny. Czy tworząc te inteligentne
hybrydy biotechnologiczne nie zatracamy aby człowieczeństwa? Czy tworząc
sztuczną inteligencję nie przyczyniamy się do powstania istot, z którymi
będziemy musieli w przyszłości konkurować i dzielić przestrzeń
społeczno-polityczną? Jak przedefiniować człowieczeństwo po takich przemianach?
Czy jest to w ogóle możliwe?
Tymi kwestiami od ponad stu lat zajmuje się kultura popularna poprzez
wprowadzenie motywu cyborga w obrębie m.in. filmów, książek i komiksów. Sam
motyw cyborga przechodził na przestrzeni czasu kilka ewolucji. Najpierw mieliśmy
do czynienia z automatami kontrolowanymi w dużej mierze przez ludzi. Jednym z
pierwszych był szachista, skonstruowany przez Wolfganga von Kempelena w 1770
roku. Automat ów w lewej ręce trzymał fajkę, prawą natomiast przesuwał figury na
szachownicy. Grał na tyle dobrze, że potrafił wygrywać z mistrzami gry, w tym z
samą Katarzyną Wielką, co zresztą zainteresowało pisarzy
(2). Wśród nich był Edgar
Allan Poe, który za sprawą inspiracji szachistą napisał w 1834 roku nowelę
„Człowiek, który się zużył”. Zawarł w niej po raz pierwszy przykład
człowieka-maszyny z licznymi protezami, będącego skutkiem okrutnych działań
wojennych. Dużo wcześniej automaty pojawiły się w micie o Golemie Jehudy Löw ben
Bekalela z legend hebrajskich oraz w prozie Mary Shelley, „Frankenstein, czyli
nowy Prometeusz”. Szczególnie w tym ostatnim zostały przedstawione problemy,
które będą miały wpływ na późniejsze odmiany cyborgów. Dotyczą one granic
moralnych odkrywania świata przez naukowców, nieśmiertelności i zniesienia tym
samym doświadczenia śmierci oraz kwintesencji tego, co ludzkie. Przejawiają się
one w następnej metamorfozie, humanoidalnych maszynach zwanych androidami. Te
mechaniczne twory, samoświadome w skutek sztucznej inteligencji, postrzegały
siebie z czasem jako istoty pod każdym względem lepsze od ludzi. Tym samym miały
tendencje do wszczynania konfliktów wymierzonych w ich stworzycieli, chcąc
zawładnąć światem. Z czasem tego typu interpretacje mitów cyborga były coraz
popularniejsze (jak chociażby w „Terminatorze” Jamesa Camerona czy „Matrixie”
braci Wachowskich), chociaż w niektórych z nich nadano maszynom pierwiastek
emocjonalny (program HAL 9000 z „2001: Odysei Kosmicznej” Stanleya Kubricka).
Ostatnia znacząca rewolucja w podejściu do kwestii maszyn i cybernetyki nadeszła
wraz z książką „Neuromancer” Gibsona, która zapoczątkowała żywot pochodnej
science-fiction, cyberpunku. W odmętach strzępkowej narracji,
postmodernistycznego ujęcia fabuły i łamania skostniałych konwencji fikcji
naukowej, narodziła się posthumanistyczna istota likwidująca bariery cielesne i
symboliczne za pomocą techniki. Kreacja będąca „burzycielką dzisiejszych pojęć w
imię pojęć nadchodzących”
(3). Z przekazów kulturowych zaliczanych do cyberpunku
najlepiej ten twór opisuje uznany na całym świecie japoński film animowany „Ghost
In the Stell” w reżyserii Mamoru Oshii, będący adaptacją kultowej mangi Masamune
Shirow o tym samym tytule.
Do świata przedstawionego w anime wprowadzają następujące słowa: „W niedalekiej
przyszłości korporacje łącznościowe sięgnęły gwiazd, a elektrony i światło płyną
poprzez wszechświat. A jednak postęp komputeryzacji nie zlikwidował jak dotąd
podziałów narodowych i rasowych...”. Wkraczamy do przepastnego i
klaustrofobicznego Newport City, miasta przyszłości roku 2029 położonego w
Japonii. Jest to oderwany od natury i zsekularyzowany świat, w którym
kartezjański pierwiastek materialny przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, a
naukowcy potrafią wszczepiać w mechaniczne ciała dusze, stanowiące kwintesencje
danej istoty. Miejsce akcji, metropolia zewnątrz przestrzegająca ideałów prawa i
wolności, skrywa w swej otchłani poważnie patologie - na ulicach szerzy się
przestępczość, terroryzm stał się codziennością, a korporacje walczą z rządem o
władzę polityczną. Molochy korporacyjne pokroju Megatechu (producenta ciał dla
cyborgów) mają o tyle przewagę, że kontrolują proces rozwoju technologicznego,
przynoszący nie tylko profity finansowe, ale również możliwość nadzorowania mas,
ich trendów kulturowych i konsumpcyjnych. Na ulicach zaś można spotkać
stworzenia, które fizycznie nie mają z ludźmi praktycznie nic wspólnego. Jednym
z nich jest główna bohaterka filmu, Motoko „Major” Kusanagi, tajna agentka
Sekcji 9, oddziału szturmowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Japonii
zwalczającego przestępstwa cybernetyczne oraz najcięższe wykroczenia. Wraz z
Batō, jej partnerem zawodowym i cyborgiem zarazem, oraz Togusą, jedynym oprócz
szefa sekcji człowiekiem w całej grupie, próbują zwalczyć cybernetycznego
mistrza zbrodni. Władca Marionetek, bo o nim mowa, potrafi wejść w dusze swoich
ofiar i modyfikować je wedle swojego upodobania, by wykonywały jego polecenia.
Jak się zresztą później okaże, superprzestępca narodził się w morzu informacji
za sprawą tajnego projektu państw, mającego służyć szpiegostwu. Dysponując
dostępem do pełni baz danych na świecie, przeobraził się w inteligentną formę
życia, nowy myślący byt całkowicie różny nie tyle od człowieka, co od samego
cyborga, o czym zresztą napiszę w przedostatnim akapicie.
Motoko jest dosłownym wcieleniem ironicznego snu Donny Harraway z sławnego
„Manifestu cyborgów”, w którym „cyborg jest organizmem cybernetycznym, hybrydą
maszyny i organizmu, wytworem rzeczywistości społecznej i fikcji”
(4). Major Kusanagi dokonała wymiany biologicznych organów na mechaniczne, z czego jedynym
prawdziwie naturalnym organizmie w technologicznej obudowie jest jej mózg,
katalizator duszy. Obce są jej fizjologiczne dolegliwości ludzi. Jak sama mówi w
filmie, jest wyposażona w „kontrolowany metabolizm, wspomagane zmysły,
zwiększony refleks i siłę fizyczną, oraz powiększoną pamięć”. Nie istnieją dla
niej również podziały rasowo-płciowe. Poprzez zanik swej fizycznej istoty
kobiecości nie przynależy do żadnej z płci, przez co w odróżnieniu od innych
kobiet nie podlega prawom przemocy symbolicznej
(5), ustalającej domeny i
uprawnienia danej płci we współczesnym świecie. Widać to na przykładzie jednej z
pierwszych scen, kiedy to Motoko szpieguje dyplomatę chcącego nielegalnie
wywieźć ważnego programistę poza granicę kraju. Batō stwierdza, że w mózgu
bohaterki „jest mnóstwo dziwnych zakłóceń”, na co ta mu odpowiada: „to pewnie ta
pora miesiąca”, po czym odkrywa płaszcz, za którym kryje się nagie ciało
bohaterki. Jest zupełnie inną formą życia, mogącą dzięki podłączeniu kabli do
rdzenia kręgowego przejść z sfery realnej do cybernetycznej i obserwować całe
miasto z lotu ptaka, widząc go niczym w GPSie. Bohaterka przekracza kres
płciowości, zamazując jednocześnie granice dzielące realność od ułudy oraz
cyborga od nie-cyborga.
W przeciwieństwie do swoich znajomych cyborgów, Kusanagi ma rozterki natury
egzystencjalnej. Nasilają się one szczególnie po schwytaniu człowieka
wykonującego nieświadomie zadanie dla Władcy Marionetek, myślącego w
międzyczasie, że śledzi małżonkę, która de facto nie istnieje, będąc wymysłem
zaprogramowanych wspomnień. Po tym smutnym zdarzeniu Motoko odczuwa obcość i
stara się zrekonstruować w sobie to, co nazywamy człowieczeństwem. Jej alienacja
jest szczególnie odczuwalna w scenie, kiedy Kusanagi przechadza się po ulicach
miasta. To, co widzi jest odbiciem obaw twórców co do świata, jakiego znamy,
łudząco przypominających przestrogi wygłaszane przez rewizjonistów tj. Leszka
Kołakowskiego i filozofów szkoły frankfurckiej. Major, przemierzając zakątki
miasta, wyczuwa wokół siebie atmosferę Post-Oświecenia, odartej ze świętości
rzeczywistości, w której wartością jest chciwość naukowców w odczarowywaniu
świata i odgrywaniu roli stworzycieli życia. Ludzie, nieustannie korygując
siebie, nie zauważyli szkodliwości przodującego paradygmatu myślenia, nie
wywiązującego się z swojej roli. Jest to bowiem oświecenie przeciwstawiające się
sobie, tworzące nowe mity w miejsce starych w myśl zasady „natura nie znosi
próżni”. Tutaj nauka, technika i konsumpcja są obiektami o znamionach
religijnych, mającymi swoich wiernych wyznawców, co zresztą jest potęgowane
przez mistyczną muzykę Kenjiego Kawaii, nawiązującą nastrojem do buddyzmu,
przewodniej religii w Japonii. Dodajmy do tego zmieszanie kultur, globalizację i
nadmiar informacji wydobywających się z środków masowego przekazu i mamy powody,
dla których ludzie zostają wyłączeni z rzeczywistości. Sama Kusanagi nie może
odnieść się do niczego co znajduje się w zasięgu jej otoczenia, ponieważ nie
odczuwa w sobie tej specyficznej więzi ciała i umysłu. Jest outsiderem w
wyobcowanym i chaotycznym świecie, który na siłę stara się być zasłonięty przez
sztuczną iluzję porządku politycznego. Znamienny jest tutaj fakt, że film został
wyprodukowany w Japonii. Kraj ten po Drugiej Wojnie Światowej przeżył głęboki i
szybki proces industrializacji i unowocześnienia. To tam zresztą powstały
pierwsze prototypy robotów oraz doszło do ważnych przełomów z zakresie Nano i
biotechnologii, przez co kraj ten został niegdyś z dumą nazwany „Królestwem
Robotów”.
Podobnie jak cyborg Haraway, Motoko przeżywa kilka prób definiujących ją jako
posthumanistycznego cyborga. Zatarcie granic pomiędzy tym, co mechaniczne a co
człowiecze, oraz płciowo-rasowe zostało już opisane. Zniwelowanie cezury między
fizycznym a niefizycznym zachodzi dopiero pod sam koniec filmu, podczas
ostatecznego spotkania Kusanagi z Władcą Marionetek. Ta inteligentna forma życia
chce zawrzeć z Major symbiozę w celu spełnienia swego istnienia i nadania mu
cech typowych dla żywych organizmów, tj. rozmnażania czy umierania. Jak sam
przyznaje, nie mógłby zrobić tego przez zwykłe skopiowanie swojego bytu w
przestrzeni cybernetycznej, gdyż stworzyłby jedynie idealną kopię siebie, a nie
nowy, unikalny twór. „Życie utrwala się i dąży do równowagi przez różnorodność,
włączając w to samo poświęcenie, jeśli zajdzie taka konieczność. […] Wszystko po
to, by przetrwać, unikając słabości niezmiennego systemu”, powiada program.
Motoko, pozwalając w sposób wymuszony na połączenie obu bytów, doprowadza do
wykonania kolejnego kroku na drodze ewolucji gatunku. Nie jest już w żaden
sposób człowiekiem, a istotą cybernetyczną par excellence. Wchodzi w przestrzeń
niedostępną dla człowieka - nieograniczoną sieć cybernetyczną o potężnym
potencjale. Przypomina to nieco stanięcie w prześwicie bycia u Heideggera, czyli
zanurzenie się w nieznane nam wcześniej doświadczenie duchowe objawiające naturę
rzeczy takimi, jakimi są. Napełnia ono „[…] swoją mocą, nadaje myśleniu istotowy
wymiar, dzieli się jakimś dobrem, czyni człowieka wolnym”
(6). To doznanie nirwany,
błogosławieństwa, co w filmie zostało zresztą sugestywnie pokazane poprzez
zstępującego na Kusanagi anioła. To wyjątkowa scena, gdyż nasiąknięta jest
pozytywnym ładunek w stosunku do przyszłości. Owszem, dochodzi tutaj do
zatracenia w Motoko indywidualności, tak kluczowej dla odczuwania
człowieczeństwa. Niemniej jest tutaj też i aprobata nowego świata techniki, w
którym poszerzone są możliwości tworzenia więzi z innymi bytami. Motoko, po
przebyciu transformacji, czuje się dopełniona - wie o rzeczach, które nie śniły
się myślicielom. Przekroczyła następną fazę rozwoju, co podkreśla poprzez
cytowanie Biblii: „Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co
dziecinne" (1 Kor 13, 11). Odosobnione podejście do przyszłości i do wkładu
cyborgów w nasze życie zostaje zintensyfikowane w kontynuacjach filmu, „Ghost in
the Shell 2: Innocencie” oraz w serialu „Ghost In the Shell: Stand Alone Complex”.
Podsumowując, „Ghost In the Stell” prezentuje antyutopię przyszłości, powielaną
wielokrotnie w kulturze masowej, w której ludzie dochodzą do przełomowego
momentu w rozwoju technologicznym. Momentu, w którym nie tyle nie potrafią
rozporządzać techniką i rozumieć zjawisk przez nią wytwarzanych, co na jej rzecz
pozwalają zdewaluować się sytuacjom granicznym, istotnym dla naszej egzystencji,
m.in. śmierci, bólowi i nieuleczalnym chorobom. Z drugiej jednak strony zapala
promyk nadziei, że gdzieś w tej toni betonowego mroku pojawi się prześwit z
którego wyłania się światłość, pozwalająca na wytworzenie się nowej jakości
człowieczeństwa i odrodzenie się poczucia godności w świecie zupełnie
nie-ludzkim. Są to wydarzenia, które czekają nas lada chwila i zapewne będą
wymagały rewolucji w ogólnie pojętym światopoglądzie, skutkującym zejściem z
tronu antropocentryzmu na rzecz uznania równości wobec innych stworzeń. Prędzej
czy później do tego dojdzie, gdyż (jak to zostało powiedziane w filmie) „jeśli
coś jest technologicznie możliwe, człowiek tego dokona. Jakby kierował nami
pierwotny instynkt”.
|