Recenzja pojawiła się wcześniej w serwisie Paradoks
Prosto z mostu i bez owijania w bawełnę - taki remake to ja rozumiem! Twórcy zamiast kręcić prostą kalkę (podobno) kultowego miszmaszu horroru i komedii z 1985 roku, zadali sobie trochę trudu i nakręcili film będący dla współczesnego kina tym, czym dla kina grozy w swoim czasie był oryginał.
Pierwszy "Postrach nocy" był zachowującym dystans do siebie hołdem dla kina wampirycznego i swoistym "podsumowaniem" wyobrażenia krwiopijców, znajdującego się w masowej świadomości widzów. Przez te ponad dwadzieścia lat sporo w tej kwestii zdążyło się zmienić - z telewizji zniknęli aktorzy prowadzący wieczorne cykle prezentujące większe i mniejsze dziełka kina spod znaku krucyfiksu i osinowego kołka, a wampiry przeprowadziły się z gotyckich zamczysk oraz przystrojonych starymi obrazami rezydencji, do zwykłych miast i miasteczek, niekiedy w stanie Luizjana. Długie płaszcze, peleryny, aksamitne szale - wszystko to wylądowało na dnie szafy i zostało zastąpione zupełnie normalną odzieżą. I jedynie kły pozwalające zaspokoić dręczący przez cały czas głód, zostały na swoim miejscu.
|
 |
 |
|
W nowym "Postrachu nocy" wampir Jerry nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina arystokraty, a nad jego domem nie zbiera się ponuro spływająca z dachu, ciężka mgła. Współczesny wampir nie przyjdzie zaproponować układu chłopakowi z sąsiedztwa, który przez przypadek odkrył jego sekret, tylko od razu przejdzie do czynów. Jest agresywny, brutalny i przy każdej możliwej okazji bawi się swoją ofiarą. Colin Farrell w tej roli jest idealny i ani przez chwilę nie popada w śmieszność, jak zdarzało się to jego poprzednikowi.
Reszta obsady dzielnie mu we wciągnięciu widza w akcję wtóruje, dzięki czemu kiedy ma być zabawnie - jest zabawnie, a kiedy w filmie ma być napięcie - również jest. Antona Yelchina w roli głównego bohatera, zwyczajnie nie da się nie polubić. Pomimo pozornej nijakości i sprawiania wrażenia bycia kolejnym szarym uczniem liceum, jakich w kinie wielu, przemawia przez niego szczerość i serdeczność, które nie pozwalają skwitować tej postaci zbywającym wzruszeniem ramion, poprzedzonym przewróceniem oczami. Fajnie ogląda się też ekranowe wyczyny Davida Tennanta, który gra Petera Vincenta, w nowej wersji już nie aktora-weterana-jednej-roli, a wiecznie pijanego iluzjonistę i wampirologa-amatora.
|
 |
 |
|
I wszystko byłoby pięknie, gdyby na drodze ze wszech miar fajowego filmu nie stanęły wpadki realizacyjne. W pierwszej kolejności uderza zupełnie niewykorzystane i w ten sposób zmarnowane 3D, służące wyłącznie do pokazania paru komputerowych przedmiotów rzuconych w stronę kamery i tak samo komputerowej posoki, chlapiącej na głowy siedzących w pierwszych rzędach widzów. Kiedy użeranie się z cudacznymi okularami już się skończy okazuje się, że część efektów specjalnych wygląda po prostu źle, czego najlepszym przykładem jest scena nocnego pościgu po pustynnej szosie, w której ewidentnie widać, że na szybie samochodu kończy się prawdziwa dekoracja, a zaczyna hala studia i niebieskie tło.
Mimo wszystko "Postrach nocy" to w tym roku drugie wielkie zaskoczenie (pierwszym była "Geneza planety małp") w kwestii sięgania po wykorzystane już wcześniej scenariusze i najlepszy dowód na to, że nie wszystkie remake'i należy z góry spisywać na straty. Wystarczy tylko, że twórcy nie będą myśleć tylko i wyłącznie o szeleszczących w kasach kin banknotach widzów i zamiast kręcić kropka w kropkę ten sam film po raz drugi, dodadzą od siebie garść nowych pomysłów.
Bardzo mocne 7/10