Film dla nikogo...

Czy może być coś gorszego od małp w kosmosie i much na księżycu? Tak, potwory i Obcy na Ziemi - w jednym filmie. Jakie intencje mieli twórcy "Potwory kontra Obcy", co chcieli przezeń powiedzieć i jakie przesłanie wbić do małych główek dzieciaków - na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą. Tajemnicą natomiast nie jest, że ci sami twórcy chcieli w swoim animowanym 'kompiuterowo' dziełku, pobić rekord cytowania innych filmów. Większość tych oczek puszczanych do widza jest jednak wagi ciężkiej, wymuszona i wetknięta na siłę. Jest więc kosmiczne pozdrowienie a'la Spock, napis "E.T. GO HOME" na rakiecie + muzyczny motyw z filmu Spielberga, pięć nutek z "Bliskich spotkań III-go stopnia", żenująco wykorzystany temat przewodni z "Gliniarza z Beverly Hills" oraz wojskowe centrum dowodzenia i zwariowany generał, wzorowane na kubrickowskim "Dr. Strangelove" i kreacji George'a C. Scotta. Jest też batalistyka na wzór "ID4" (nieskuteczny atak eskadry myśliwców na robota otoczonego polem siłowym) i gadanie wrogiego kosmity o jego pokojowych zamiarach, wzorem burtonowskiego Marsjanina z żarówką zamiast głowy. Cały scenariusz wygląda przez to jak filmowy poligon, zaminowany odniesieniami do klasyki kina science fiction. O ile więc jako tako wyrobiony widz będzie miał jako taką frajdę nadeptując na cytatowe miny, tak widz wyrobiony mniej, czyli dziecko, do którego ta animacja jest przecież adresowana, nie wyłapie przygotowanych przez twórców smaczków i po seansie pozostanie z pustymi rękoma.
Z pustymi, bo gdyby wyciąć z "Potwory kontra Obcy" wszystkie mrugnięcia okiem w kierunku widza, pozostałby żałosny szkielet fabularny, obracający się wokół radosnego i kolorowego bajzlu, w który wrzucono postaci tak antypatyczne, przekombinowane, przeszarżowane, tak bardzo wyciągnięte z różnych bajek i tak bardzo nieciekawe, że nie ma się chęci z nimi obcować, nie mówiąc już o darzeniu ich jakąkolwiek sympatią.

Głównym bohaterem jest niedoszła panna młoda, która staje się kobietą-olbrzymem, a jej obijanie się między nadnaturalnością a naturalnością, stanowić ma merytoryczną oś filmu i główne przesłanie, że to niby nie trzeba być wielkim, żeby być wielkim. Może dzieciaki coś z tego wyciągną, ja nie umiem.

Pomagierami i przyjaciółmi Olbrzymki są ziemskie potwory - galareta, owad, płaz i kilkupiętrowe Pikachu, które w finale staje się paskudnym motylem - litości! Po drugiej stronie barykady stoi posiadający kilka par oczu Obcy oraz jego gigantyczny robot, czyniący dość, przyznać trzeba, widowiskowe zniszczenia. I tyle o bohaterach - jednych z najgorszych i najmniej trafionych w historii animacji komputerowych. Film, czy to animowany czy fabularny, powinien być o, konkretnie, takim a takim bohaterze, w takich to a takich, wyraźnie nakreślonych okolicznościach. Jak był film "Auta", to było o autach, jak "Dawno temu w trawie", to o owadach, jak "Ratatuj" - o gotowaniu itd. itp., wszystko w zamkniętych, skonkretyzowanych ramach. A "Potwory kontra Obcy" już tytułem ostrzega nas, że będziemy oglądać pomieszanie z poplątaniem. To taki animowany odpowiednik "AvP", gdzie do jednego garnka wrzucono kilka światów i mocno wymieszano. Wyszło z tego nie tylko danie niestrawne i przypalone. W płomieniach stanęła cała kuchnia! Owszem, jest w "Potworach i Obcych" kilka fajnych scen akcji, dokładnie licząc, chyba jedna, ale pytam raz jeszcze: do kogo jest ten film adresowany? Dzieciarni nie będzie kręcić demolka miasta i cytaty z kina SF. Dorosłych nie nakręcą z kolei, fikuśne do przesady, kolorowe indywidua. Niby jest o kosmicznym ataku na Ziemię, jest wojsko i ostra nawalanka, ale jednocześnie pojazdy wojskowe i samoloty narysowane są karykaturalną kreską. Autorzy filmu próbują trzymać dwie sroki za ogon - z jednej strony batalistyka, militaria, wojsko, zniszczenia, tajemnicze laboratorium, z drugiej - świat przedstawiony jawi się w kształtach widzianych oczami dziecka, bawiącego się modelem bombowca w piaskownicy. Powstaje przez to pewien niestrawny dysonans.
Wartości edukacyjnych nie ma ten film żadnych, jakiejś głębszej myśli czy przesłania, też na próżno w nim szukać. O ile większość dotychczasowych animacji komputerowych była uniwersalna, bo adresowana do publiczności dziecięcej i dorosłej, gdzie dla każdego znalazło się coś miłego, tak w przypadku "Monsters vs. Aliens" mamy do czynienia z produktem adresowanym do nikogo. Szczerze odradzam ten film każdemu, kto wpadnie na pomysł wybrania się nań do kina. Dzieciaki, jeśli chcecie filmów o potworach i obcych, polecam "Monsters Inc." i "E.T". Dwa świetne tematy podane po bożemu, oddzielnie.


wytwórnia - DreamWorks Animation, 2009
reżyseria - Rob Letterman, Conrad Vernon
scenariusz - Maya Forbes, Wallace Wolodarsky
muzyka - Henry Jackman
czas projekcji - 94 minuty


Reese Witherspoon
Seth Rogen
Hugh Laurie
Will Arnett
Kiefer Sutherland
Rainn Wilson
Stephen Colbert
Paul Rudd
Julie White
Jeffrey Tambor

Susan Murphy / Gigantika
B.O.B.
Profesor Karaluch
Brakujące Ogniwo
Generał W.R. Monger
Gallaxhar
Prezydent Hathaway
Derek Dietl
Wendy Murphy
Carl Murphy


Autor recenzji: Rafał Donica - DUX | Klub Miłośników Filmu, 28 maja 2009

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA