O Bogu i religii w kinie mówiono już wielokrotnie i w różnych formach. Najczęściej poprzez ekranizację którejś z jej ksiąg. Pod hasłem "Bible" IMDb znalazło 510 tytułów. Bardzo rzadko akcja filmów o tematyce religijnej dzieje się w czasach współczesnych. Właściwie oprócz polskiego "Kto nigdy nie żył..." do głowy przychodzą mi tylko twory kanadyjskiego studia Cloud Ten Pictures, które swego czasu produkowało thrillery inspirowane Apokalipsą św. Jana. Ponoć żadnego z tworów tego studia nie da się oglądać. Sytuację postanowili zmienić Alex i Stephen Kendrickowie, dwaj baptystyczni pastorowie z Georgii. W 2003 powstało studio Sherwood Pictures, które za cel obrało sobie kręcenie filmów o Bogu i zwykłych ludziach.
W roku 2008 studio odniosło spory komercyjny sukces. Nakręcony za pół miliona dolarów "Fireproof", zarobił w kinach ponad 30 milionów. Film opowiada historię Caleba Holta, strażaka, który na codzień ratuje ludzkie życie, a jego małżeństwo wydaje się być jedną, wielką porażką. Kiedy Caleb zwierza się ze swoich problemów ojcu, ten prosi syna, aby wytrzymał jeszcze 40 dni i daje mu w prezencie książkę "Wyzwanie miłości", czyli poradnik, jak uratować swoje małżeństwo. W połowie drogi Caleb uświadamia sobie, że sam nie jest w stanie przejść tej próby i potrzebuje pomocy siły wyższej.
Cenię ten film za trzy rzeczy: Po pierwsze, za mikroskopijne (jak na amerykański rynek) pieniądze powstał film, który potrafił nieźle namieszać w zestawieniu Box Office. Po drugie, jest to jeden z niewielu filmów opowiadających o kwestii Boga i religii bez teologicznego bełkotu czy symboliki niezrozumiałej dla zwykłego człowieka. Po trzecie, jest to wspaniała historia miłosna. A mało w dzisiejszych czasach filmów namawiających do ratowania rozpadających się związków.
"Fireproof" nie jest typowym wyciskaczem łez z wplecionym wątkiem religijnym. Znajdziemy tu kilka zabawnych scen, np. rozmowy strażaków podczas pracy czy plotki koleżanek Catherine. Jest też kilka scen trzymających w napięciu (akcje strażackie). Choć budżet filmu był minimalny, to sceny pożarów zrealizowane są całkiem nieźle. Właściwie, chyba każdy znajdzie w tym filmie coś dla siebie. Dużym plusem jest też ścieżka dźwiękowa. Piosenki są bardzo fajne, wpadają w ucho i nieźle budują klimat. Na szczególną uwagę zasługuje piosenka Warrena Barfielda "Love Is Not a Fight".
Koniec tego wychwalania, przejdźmy teraz do wad. Niestety niski budżet filmu daje się we znaki. Zdjęcia i scenografia mogłyby być dużo lepsze. Widać, że były one robione amatorskimi środkami. Aktorstwo też pozostawia wiele do życzenia. Właściwie chyba tylko Kirk Cameron stara się robić coś więcej, niż tylko wypowiadanie swoich kwesti, jednak nawet jemu średnio to wychodzi. Film jest też oczywiście strasznie przewidywalny, ale akurat to można mu wybaczyć. Widać też wyraźnie braki w warsztacie reżysera, ale to też jestem w stanie zrozumieć. Alex Kendrick jest w końcu pastorem, a nie reżyserem.
Mimo iż nie lubię filmów o miłości, "Fireproof" naprawdę mi się spodobał. Na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę. Polecam go wszystkim zakochanym, narzeczeństwom i małżeństwom. Mogą się też z nim zapoznać ludzie, którzy nie wierzą, że można mówić o Bogu inaczej niż poprzez długie i nudne kazanie, wypełnione niezrozumiałym tegologicznym językiem. Tej drugiej grupie polecam jeszcze "Facing the Giants" ("Boska interwencja").
Próba ogniowa
Fireproof
reżyseria - Alex Kendrick
scenariusz - Alex Kendrick, Stephen Kendrick
zdjęcia - Bob Scott
muzyka - Mark Willard
montaż - Bill Ebel
czas projekcji - 122 minuty
wystąpili:
Kirk Cameron (Caleb Holt)
Erin Bethea (Catherine Holt)
Alex Kendrick (Pastor Strauss)
Bailey Cave (Ross Spencer)
Jason McLeod (Eric Harmon)
Jim McBride (Carl Hatcher)
Tommy McBride (Kyle Joiner)
Ray Wood (Campbell)
Autor recenzji: Piotr Kocięcki - DON VITO | Klub Miłośników Filmu, 31 października 2009