TWARDY JAK GLADIATOR


Porwania dla okupu są zjawiskiem jak najbardziej autentycznym i co jeszcze mniej dziwne: zdarzają się praktycznie codziennie w każdym miejscu na kuli ziemskiej. Porywani są zwykli turyści, jak i biznesmeni i politycy. W zamian za uwolnienie porywacze chcą najczęściej dość dużej ilości pieniędzy. Lecz jest pewna reguła: nigdy państwo, które negocjuje, nie płaci okupu. Wynika to z prostej przyczyny: gdyby zapłaciło to by w przyszłości bandyci rozochocili się i częściej porywali wiedząc, że oficjele zapłacą.
Właśnie tematyka porwań dla okupu stała się kanwą filmu "Dowód życia". Scenarzystę zainspirował artykuł amerykańskiego dziennikarza o porwanym w Kolumbii mężczyźnie i o ciężkiej pracy negocjatorów. Jeśli ktoś pisze sensacyjny materiał, jeśli jest o nim głośno i na dodatek jest to Ameryka nie jest dziwne, że wątek takowy podchwyciło Hollywood. Przecież materiał ciekawy, "filmowy", na czasie (gdyz coraz częściej w Ameryce Południowej dochodzi do porwań). Po olbrzymim sukcesie "Gladiatora" Russel Crowe stał się gwiazdorem nr 1 i producenci zaproponowali mu co najmniej kilkanaście milionów dolarów za rolę negocjatora. A jako, że film sensacją li tylko żyć nie może, połączono akcję z romansem (tutaj obowiązkowo Meg Ryan) i polano odrobiną dramatu politycznego (czyli "ach ci wredni "wielcy" tego świata").

Rozmach produkcji sięgał do 3 miejsc na świecie. Pierwsze sekwencje mają miejsce w Polsce... Znaczy się w Czeczeni, ale ją udaje właśnie nasz kraj ojczysty. Dzielny Russel czyli Terry ratuje porwanego z rąk oprychów czeczeńskich. Bardzo ładnie zmontowane, a i akcja dość żywa (bo polskie czołgi strzelają).
Następnie poznajemy małżeństwo Bowdenów. Dość bogaci to ludzie mieszkający w kraju o nazwie Tecala (w Ameryce Południowej nie ma takiego państwa, ale jest to specjalny zabieg twórców, którzy zdaje się nie chcieli bezpośrednio wskazywać palcem krajów zamieszanych w "ciemne interesy": porwania, kartele narkotykowe, bojownicza partyzantka). On nadzoruje budowę tamy na rzece, która ułatwiłaby pociągnięcie rurociągu największej na świecie firmy naftowej (ale oficjalny powód brzmi: budujemy tamę, gdyż uratuje ona ludzi przed powodziami), ona natomiast dba o życie towarzyskie, nie pracuje. Wiodą dość spokojne życie. Armia Wyzwoleńcza (byli partyzanci marksistowscy teraz jednak jedynie bojownicy i bandyci po prostu) porywają Petera Bowdena i żądają za niego 5 milionów dolarów.

Alice, jego żona, wpada w rozpacz tym większą, że dowiaduje się, iż jego pracodawca bankrutuje, a na dodatek firma nie ubezpieczyła Petera na wypadek porwania. Nie ma szans na ratunek? W tym wypadku nawet nie pomoże specjalista w tej dziedzinie, właśnie Terry Thorne, były komandos, a teraz negocjator na usługach firmy, która właśnie kidnappingiem się zajmuje. Bowiem interesem firmy jest pomoc dla osób ubezpieczonych na duże sumy, gdyż już "po" uratowaniu ich koszty oblicza sie na 30% z ubezpieczenia. Terry opuszcza niestety zrozpaczoną Alice...
Jednak nie na długo. Terry to człowiek z zasadami, ideałami, twardy niczym gladiator. Wraca do Tecali i obiecuje jednak pomóc Alice w odzyskaniu męża.
A jej małżonek? Co z nim? Partyzanci wloką go przez kilkadziesiąt dni poprzez góry, dżungle, męcząc i torturując, choć zginąć nie może.
Rozpoczyna się czas negocjacji z porywaczami. Rodzi się też pewne ledwo wyczuwalne uczucie pomiędzy Thornem i Alice...

Jak na film sensacyjny to czystej akcji tu niewiele (raptem początek i koniec filmu, a jaki żywiołowy był trailer!); jak na romans: niedopracowany, trudno uwierzyć, że łączy Alice i Terry'ego jakieś uczucie, choć przyznam, że w wykonaniu świetnego Russela Crowe jestem w stanie uwierzyć choć po części, że kocha się w Alice, szuka jej bliskości. Crowe jest naprawdę dobry w tej roli. Natomiast Meg Ryan aż tak bardzo nie zaskakuje: w dalszym ciągu to śliczna, smutna buzia, choć charakter już ma twardszy co zaliczam in plus. Dość ciekawie wypadają losy porwanego Petera (całkiem dobry David Morse), choć chwilami nie wygląda on na przestraszonego, a nawet bawi się z porywaczami (co nie jest wydaje się postawą naturalną).
Cała historia nie ma napięcia, chwilami wieje nudą, a to przecież najgorsze co może spotkać kino akcji.
Reasumując: brak napięcia, brak akcji, chwilami schematyczny scenariusz, ciekawy pomysł i dobre aktorstwo. Czyli daje gdzieś tak 6/10. Tylko tyle.
DOWÓD ŻYCIA (PROOF OF LIFE)
www.proofoflife.com
premiera: 2.03.2001
USA premiera: 8.12.2000
kraj, rok: USA 2000
czas: 135 min.
reżyseria: Taylor Hackford
scenariusz: Tony Gilroy
zdjęcia: Sławomir Idziak
scenograf: Steve Shevchuk, Anna Pinnock
kostiumy: Ruth Myers
muzyka: Danny Elfman
obsada:
Russell Crowe jako Terry Thorne
Meg Ryan jako Alice Bowman
David Morse jako Peter Bowman
Wolframio Benavides
David Caruso jako Dino
Pamela Reed jako Janis Bowman
AUTOR RECENZJI:
Rafał Oświeciński - DESJUDI