Bez większych emocji...
Amerykańska fabryka snów nie przestaje mnie zadziwiać. Jankesi potrafią zrobić poruszający film po prostu o każdym: jasnowidzu, mafiosach, pilocie myśliwca, piłkarzu, złodzieju, bokserze, harleyowcach, pirotechniku, saperze, snajperze, biedaku, bogaczu, biegaczu, konstruktorze samolotów, albo o gościu, który walczył z korporacjami tytoniowymi... Prawdopodobnie wyznają zasadę: dajcie mi człowieka, a znajdę na niego scenariusz! Z każdego przedstawiciela danej grupy zawodowej - niejednokrotnie na pierwszy rzut oka mało interesującego - są w stanie wycisnąć formalne i treściowe siódme poty. Tym razem zrobili film o człowieku, który wymyślił system automatycznych wycieraczek samochodowych (sic!). Gdy usłyszałem, że takowy obraz powstał, niemal parsknąłem śmiechem. Toż to już krok od filmu o wynalazcy wtrysku paliwa i rzut beretem od ekranizacji życiorysu konstruktora ciągnika (słynny docent dr Wiktor Traktor). I co? I - niech ich wszystkich cholera weźmie - znowu im się udało!
To jednak, że się udało, nie oznacza od razu, że mamy do czynienia z arcydziełem. Co to, to nie! "Przebłysk geniuszu" to tylko - a zarazem aż - sprawnie opowiedziana, poprawnie zrealizowana historia zmagań człowieka z bezduszną korporacją. Tym zaś, co sprawia, że jest interesująca, jest fakt, że oparta została na wydarzeniach autentycznych. Naprawdę nieźle jest tylko przez pierwszą połowę filmu, gdy poznajemy "sprawę" i rozpoczyna się nierówna walka ambitnego wynalazcy Boba Kearnsa z machiną prawniczą korporacji Forda. Podziwiamy jego upór i determinację, kibicujemy jego walce z ogromnym wiatrakiem. Z zachwytem obserwujemy znakomitą grę aktorską Grega Kinneara i to, jak zmienia się jego wygląd - uśmiech znika z jego twarzy i zastąpiony zostaje grymasem zwątpienia i bólu po wielkiej, życiowej przegranej. W kreowaniu postaci pomaga Kinnearowi charakteryzacja, m.in. siwe włosy. Przypomina przez to zmęczonego, wyczerpanego Russella Crowe'a z "Informatora". Obydwa filmy łączy zresztą znacznie więcej: walka do upadłego z bezduszną machiną, poświęcenie sprawie, problemy rodzinne, wreszcie załamanie nerwowe bohatera.
Niestety, "Przebłysk geniuszu" nawet nie zbliża się atmosferą do "Informatora", który wciągał jak rzadko który film o wydarzeniach opartych na faktach. Przyznaję, że reżyser, z jakże prostej historii, próbuje wycisnąć co się da - przykładowo, film rozpoczyna od sceny, w której policja zatrzymuje bohatera, podróżującego z latawcem pod pachą. Bohater twierdzi, że jest umówiony z zastępcą prezydenta na spotkanie. Oglądając dalszą część filmu, mamy więc być ciekawi, co doprowadziło do takiego zachowania bohatera. Niestety, odpowiedzi nasuwają się same po niecałym kwadransie seansu, a kolejno odsłaniane karty są łatwe do odgadnięcia. Film mówi, że korporacje są "be" - nic odkrywczego. Już w momencie, gdy Bob Kearns przestępuje próg fabryki Forda, wiadomo, że jego pomysł zostanie mu ukradziony, a on sam wyląduje na bruku z pustymi kieszeniami - również nic odkrywczego. Ważne więc było, aby te oczywistości przedstawić na ekranie w maksymalnie interesujący i przejmujący sposób. Niby się udało, ale wyszedł film jedynie poprawny, bez żadnej iskry, jakby twórcom zabrakło pomysłowości lub odwagi.
Przez to podręcznikowe niemalże poprowadzenie fabuły, bliżej "Przebłyskowi..." do telewizyjnych cykli pokroju "z życia wzięte" niż do spektakularnych, szalonych biografii tej klasy, co np. "Aviator" Scorsese czy "Niczego nie żałuję" Dahana. Nie ma się w sumie czemu dziwić, wszak i postać mniejszego kalibru, i reżyser (Marc Abraham) debiutant. Ogólnie jednak kciuk lekko w górę, bo film mimo długiego czasu trwania (120 minut), ogląda się bezboleśnie, a i bohatera dopingujemy z całych sił, szczególnie w momencie, gdy na przyjęciu zorganizowanym przez Forda dowiaduje się, że właśnie świat poznał jego wynalazek, a jego samego zmięto niczym szmatę i wyrzucono do kosza - chyba najlepsza scena filmu.
Film Marca Abrahama raczej nie zagości na dłużej w mojej pamięci, bo to obraz jedynie dobry. Współczujemy bohaterowi, ale jego los nie chwyta za gardło tak, jak miało to miejsce w przywoływanym wyżej "Informatorze". Na wyżyny aktorstwa czy dramaturgii także nie wznosi się nawet na moment. Nie ma w reżyserii ani scenariuszu żadnego przebłysku geniuszu (podobnie zresztą jak w niniejszej recenzji ;). Na szczęście jednak, po seansie można sobie ze współwidzami podyskutować, bo nasuwa się pytanie, czy Bob Kearns to skrajny egoista, który w imię honoru zaniedbał rodzinę i w głupi sposób stracił żonę, zamiast wziąć oferowane przez Forda miliony dolarów i siedzieć cicho, czy też Bob Kearns to mężczyzna, któremu nadepnięto na odcisk i należy przyznać mu rację i przyklasnąć, że walczył z Fordem do upadłego, mówiąc bez ogródek, o odzyskanie jaj, które korporacja mu urwała? Owszem, przez jego upór i konsekwentne kontynuowanie potyczek z Fordem, w miarę upływu czasu stawał się wrakiem człowieka, ale czy na pewno czułby się lepiej, gdyby przyjął od Forda kasę i do końca żył ze świadomością, że dał się kupić i pozwolił, by sprawiedliwości nie stało się zadość?
Jedno wiem na pewno! Od teraz, dzięki temu filmowi, podczas jazdy samochodem w deszczu, będę patrzył na wycieraczki zupełnie inaczej. Za tymi dwiema łopatkami, regularnie zbierającymi deszczową wodę, stoi bowiem człowiek z krwi i kości. To, że poruszają się ze zmienną szybkością i w różnych cyklach, opłacone zostało czyimś załamaniem nerwowym, problemami małżeńskimi i długoletnią walką o sprawiedliwość. Skoro za taką maleńką częścią samochodu stoją ludzkie dramaty takiego kalibru, to aż boję się pomyśleć, co stoi za silnikiem i jak wielki film można by o tym zrobić.
Przebłysk geniuszu
Flash of Genius
reżyseria - Marc Abraham
scenariusz - Philip Railsback
zdjęcia - Dante Spinotti
muzyka - Aaron Zigman
montaż - Jill Savitt
czas projekcji - 119 minut
wystąpili:
Greg Kinnear (Bob Kearns)
Lauren Graham (Phyllis Kearns)
Alan Alda (Gregory Lawson)
Dermot Mulroney (Gil Privick)
Daniel Roebuck (Frank Sertin)
Jake Abel (Dennis Kearns)
Aaron Abrams (Ian Miellor)
Duane Murray (Jim)
Kristian Truelsen (Doktor)
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX | Klub Miłośników Filmu, 8 lipca 2009