|
Zadanie karkołomne i jedne z najtrudniejszych do zrealizowania. Napisać o "Przełamując fale". Filmie, który do innych jest nie podobny, jest emocjonalnie najintensywniejszy, wielopoziomowy... A przede wszystkim to dzieło nie pozwalające mi spokojnie zasnąć, opanowujące przez pewien czas wszelkie myśli, odczucia, które miast wylecieć z głowy, z wyobraźni wciąż ją dręczą i niepokoją. Obraz Larsa von Triera jest filmem o którym mogę powiedzieć, że to najlepsze dzieło filmowe jakie dała kinematografia światowa. Z jednego prostego powodu - żaden inny film nie wzbudzał ani nie wzbudza tylu emocji prowokujących złość, radość, smutek, zadumę. "Przełamując fale" wciąga w niebezpieczną grę szokując i onieśmielając widza historią świętej Bess McNeill, w której rolę wciela się debiutantka Emily Watson i... jest to najgenialniejsza, najdoskonalsza rola aktorska jaką miałem okazję kiedykolwiek zobaczyć.
Film von Triera można znienawidzić albo pokochać. Ten reżyser z premedytacją znęca się nad widzem tworząc opowieść i piękną i koszmarną - dlatego, że prawdziwą, niebanalną... To przeszkadza, potem boli, bo przypowieść o dobrej Bess nie jest prosta, infantylna, a w końcu głupia (bo i z takimi opiniami można się spotkać). Ten film można skrzywdzić krótkim opisem, bo niby to zwykła historia miłości Bess i Jana. Lars von Trier tę zwykłość obrał w szaty tak piękne, ale też i proste, że stworzył opowieść łączącą wątki religijne, filozoficzne, socjologiczne. I graniczące też z pewnego rodzaju moralną baśniowością opowiadając o dobrej Bess czyli człowieku, który pewnie nigdy nie istniał, a jeśli kiedyś ktoś gdzieś spotkał osobę do Bess podobną... Ale nie, to niemożliwe, chyba, że byliście, drodzy czytelnicy, pacjentami szpitala psychiatrycznego do którego trafiają ci nienormalni i inni, podający się za Chrystusa, Marię Magdalenę i Joanne D'Arc w jednej osobie... Wyrzuceni ze świadomości zbiorowej, z naszej kultury, która w żaden sposób nie łaknie i nie nagradza czystego dobra. Czyli Bess.
O niej samej na końcu.

(Roxy Music "All the Way From Memphis") Najpierw widzimy wesele, niczym nie zachwiane szczęście, które nadwrażliwej bohaterce jest wszystkim co potrzebne do życia.
(T-Rex "Hot love") Pierwsze doświadczenia seksualne, zachwyt cielesnością, odkrywanie tajemnic miłości. Szczęście nie trwa długo. Mąż Bess jest pracownikiem platformy wiertniczej na morzu, musi więc wyjechać na kilka tygodni.
(Deep purple "Child in Time") Bess cierpi z powodu rozstania. Rozłąka z ukochanym dla osoby tak wrażliwej jest niczym innym jak bolesnym doświadczeniem... Codzienne wyczekiwanie na telefon, na jakikolwiek znak od ukochanego.
(Procol Harum "A Whiter Shade of Pale") Jan na platformie ma wypadek. Całe ciało, od szyi w dół ma sparaliżowane. Lekarze nie dają większych nadziei na przeżycie. Jednak Bess namawia lekarzy, aby ratowali za wszelką cenę Jana. Udaje się, mąż, choć kompletnie sparaliżowany, może wrócić do domu... Dla Bess jest to pełnia szczęścia, bo ukochany jest tuż przy niej. Po nieudanej próbie samobójczej Jan prosi Bess o rzecz niezwykłą - ma ona spotykać się z innymi mężczyznami i się z nimi kochać, a następnie opowiadać o tym swemu mężowi. Oczywiście na taką perwersyjną grę dziewczyna się nie zgadza... (Leonard Cohen "Suzanne") Stan Jana pogarsza się, a Bess poświęca się dla swojej miłości, tym bardziej, że z każdym seksualnym grzechem zdrowie Jana ulega poprawie. (Elton John "Goodbye Yellow Brick Road"). Bess zostaje wyrzucona ze społeczności lokalnej, ponieważ tego typu zachowanie nie jest zgodne z obowiązującymi prawami i normami religijnymi. Odwraca się od niej rodzina, przyjaciele... (Thin Lizzy "Whiskey in the Jar") Miłość jest jednak najważniejsza i to ona wymaga największych poświęceń. Bess niejako pragnie zbawić Jana składając samą siebie w ofiarze...

Bess przełamuje fale gdzieś na północy Szkocji, miejscu odludnym, zagubionym. Jest zimno, wietrznie. Wszyscy skryci za ciemnymi szatami, bez uśmiechu, bez żalu, bez nienawiści, bez żadnych oznak jakichkolwiek uczuć. Idą na pogrzeb. Kobiety zatrzymują się w pół drogi, mężczyźni niosąc trumnę idą dalej, w stronę świeżo wykopanego grobu. Kobiety odwracają wzrok, modlą się w samotności prosząc Boga o przebaczenie za nadmierną ciekawość. Mężczyźni - skupieni, cisi modlą się nad trumną wspominając zmarłego. Bóg im odpowiada, że dusza nieboszczyka nie dotrze do Nieba, ale skieruje się w stronę Piekła, bo grzech dławiący i ciało i duszę jeszcze wczoraj żyjącej osoby nigdy zmazany nie będzie...

Społeczność tamtejsza to zamknięta enklawa otoczona murem gór i naturalnej pustki. Kościół to centralne miejsce spotkań towarzyskich, a pastor to przewodnik na każdej drodze, od życia do śmierci.
Ich światem jest religia, tutaj najbardziej konserwatywna odmiana protestantyzmu. Obecność jasno wytyczonych granic wsi determinuje istnienie swoistej wiary niewolnej od stereotypów, uproszczeń, schematów. Takie małe, zamknięte społeczności pragną takimi pozostać jak najdłużej, chroniąc tradycję, kulturę i religię od Złego (czyli innego, nieprzystającego do swojskiej rzeczywistości), burząc wszelkie objawy niesubordynacji i antytradycjonalizmu.
Życie mieszkańców jest przepełnione duchem purytanizmu protestanckiego. Chodzi w głównej mierze o to, że Bóg nagradza Królestwem Niebieskim tych, którzy poświęcają swe życie jednemu - pracy. Pracy, która da z pewnością zbawienie, która ma być jedynym i najważniejszym celem człowieka wiernego Bogu. Purytanizm to forma dostępu do jaskini nieświadomości poprzez pytania i odpowiedzi dotyczące codziennej pracy, która jest ascezą, poświęceniem, umieraniem - następuje potem odrodzenie, Bóg daje odpowiedź... i dalej powrót do tej samej pracy jako lekarstwa na niebezpieczeństwo zbyt bliskiego, zbyt intymnego zbliżenia się do sacrum. Purytanom dzięki nadzwyczajnym wysiłkom udało się odnaleźć w Biblii wzorzec zrównoważenia ascezy i objawienia, praktyczności i duchowości, odpowiedzialności wobec Stwórcy, który uczynił ich Nowym Narodem Wybranym, któremu oddał On Ziemię we władanie, którzy z pewnością zbawienie osiągną...
Asceza ogarnia istnienie człowieka, jego zdolność do odczuwania nienawiści czy miłości. Twardym rygorom kulturowo-religijnym nie ma prawa nikt się przeciwstawić, nikt nie może się zbuntować, a jeśli znajdzie się osoba Inna, tworząca inne prawa tylko dla siebie - zostaje ze społeczności wykluczona, na zawsze naznaczona piętnem zdrajcy wiary. Wtedy nawet matka i ojciec nie otworzą drzwi dla swej córki, wtedy nawet nie przyjdą na pogrzeb swego dziecka...
To życie w świecie Bess McNeill wydaje się być czymś z goła koszmarnym. Jednak wartościowanie religii i kultury sprowadzić może widza na manowce swoistej nietolerancji - świat Bess jest prawdziwy, on istnieje, jest podstawą kultury amerykańskiej bądź skandynawskiej. Zapomnieć należy o domniemanej dziwaczności, nienormalności miejsca i ludzi. Ten świat jest nieprzykładalny do naszej, polskiej, w większości katolickiej rzeczywistości. Ale realny.

Najważniejszy jest Jan. Pierwsze wrażenie jakie towarzyszy widzowi można określić jako obrzydzenie Janem. Znęca się okrutnie nad Bess, perwersyjnie kalecząc jej uczucia, jej niewinność. Torturuje ją swoimi chorymi wizjami... Ale czy naprawdę postawa Jana jest nie do przyjęcia, a on sam jest człowiekiem chorym na umyśle? Sparaliżowany prawie całkowicie, może ruszać jedynie ustami, co i tak przychodzi mu z trudem. Pogodzenie się z faktem, przykrą rzeczywistością, z życiem, które trudno nazwać życiem. Tego typu cierpienie jest nieznośne, niewyobrażalne. Jan żyje dzięki Bess, która naiwnie go ratuje nie pozwalając lekarzom na odłączenie go od aparatury podtrzymującej przy życiu jego ciało. Ten mężczyzna kocha szczerze dobrą Bess, tylko... dlaczego ona zdecydowała o jego mękach, dlaczego nie pozwoliła mu umrzeć? Przecież śmierć byłaby wyzwoleniem od ziemskiego, bolesnego i niepotrzebnego trwania w zawieszeniu, w bezsensie. Jan wykorzystuje dobroć Bess mając nadzieję, że zamieni się ona w swoistą nienawiść, która wyzwoli go od cierpienia. Może Bess powie "dość", przestanie go kochać? I gdy nie będzie jej przy nim... pozwolą mu umrzeć? Zmuszając Bess do miłości z innymi mężczyznami, podpisując podanie o zamknięcie Bess w szpitalu psychiatrycznym, myśli o sobie, własnej śmierci do której sam nigdy nie dojdzie będąc zależnym od woli swojej żony i jej ciągłej obecności przy nim. Miłość jest piękna, lecz zniewala, pochłania tlen potrzebny do życia/śmierci. Jan tylko chce umrzeć. Niech to będzie usprawiedliwienie.
Dodo, kuzynka Bess. Wyrachowana, poddająca się nakazom społeczności w której żyje... Jednak jest w jej oczach zrozumienie dla postawy Bess i Jana. Kobieta ta straciła swego męża i aby odnaleźć odpowiedni spokój i zachować pewną równowagę przeprowadza się z miasta na wieś, biorąc niejako Bess pod opiekę. Spojrzenie jakim obdarowuje Bess pełne jest zwykłej wyrozumiałości, choć słowa i gesty sugerują raczej dystans w stosunku do swej młodszej kuzynki. Ta oschłość i oziębłość jest jedynie pozorna. Postać Dodo jest fascynująca, bo za maską typowej purytanki kryje się osoba podobna do Bess. Uczucia jakie towarzyszyły Dodo gdy Bess umarła, jej przeraźliwy krzyk, rozpacz, a później łamanie zasad, przełamywanie fal... Być może jest tak, że Bess stałaby się kobietą podobną do Dodo, gdyby jej poświęcenie nie przybrało tak skrajnie dobrej postaci. Musiałaby ukrywać się w konwenansach społeczności do końca życia. Jak Dodo.

Jej modlitwa. Rozmawia z Bogiem, zadaje mu pytania, Bóg odpowiada. Każda modlitwa, każdego człowieka wydaje się mieć coś ze schizofrenii. Jaźń rozdwaja się na dwie części - ja proszące, przepraszające i ja będące Bogiem tkwiącym w wyobraźni, kształtującym ideał Boga. Ta Idea podpowiada, daje radę, nakazuje, zakazuje. Bess prowadząc z Nim konwersację nie jest niezrównoważoną wariatką, a normalnym człowiekiem, który, modląc się, rozmawia jedynie z Bogiem.
Jej oczy. Uciekają przed wzrokiem innych. Wciąż spuszczone, ale wesołe, zawadiackie, ciekawe świata. I dziwiące się. Gdy Bess przeżywa swój pierwszy stosunek seksualny to widzimy tylko jej oczy, jej pełen zaskoczenia wzrok. Na chwilę zamyka powieki, uśmiecha się.
Bess jest dzieckiem w skórze młodej, ale już dojrzałej kobiety. Jej naiwność słów, gestów... I tych spojrzeń zaskoczonych tym co widzi. Bess jak dziecko obraża się, dąsa, przez moment płacze, po chwili skacze z radości. Gdy jej smutno to naiwnie wierzy, że krzyk pomoże; gdy rozpacza, to wystarczy, że zaśnie i nic nie pamięta; gdy się złości to zrobi srogą minę i tupnie nerwowo nogą.
Naiwność Bess powoduje to, że jest Dobra. A jeśli ktoś jest zwyczajnie (a może niezwyczajnie) po prostu Dobry to jest niewinnym, głupiutkim dzieckiem, które dopiero uczy się świata, jego zasad, norm, obyczajów. Bess kocha Jana miłością pełną o której poeci pisali, że takie właśnie uczucie można nazwać tym Prawdziwym. Jest to miłość kilkuletniego dziecka, niesamodzielnego, ufającego bezgranicznie, bezkrytycznie swemu opiekunowi...
Uczucia Bess są czyste, wypełniające każdy najmniejszy element jej ciała. Miłość, tęsknota, złość, a w końcu poświęcenie przenika ją całą, zawsze i wszędzie. Jeśli kochać to do końca, a nie tylko od czasu do czasu niepostrzeżenie przechodzić koło własnych uczuć...
Jej poświęcenie. Podobno to cecha świętych - być Dobrym do końca, do śmierci. Naiwnie, z dziecięcą prostotą układać plan świata, który bez ofiary nie przetrwa. Do tego potrzebna jest wiara w sens czynienia czegokolwiek - wiara, że świat warto zmienić, że nie patrzeć tylko na siebie, własne kłopoty, otaczać się murem nie do zburzenia. Jest to postawa głęboko religijna, bo nawiązująca do samej postaci Jezusa Chrystusa. Poświęcenie za które nagrodą będzie wieczne zbawienie. Droga Bess jest podobna do drogi krzyżowej, którą Jezus kroczył przed dwoma tysiącami lat. W losach tych po ludzku Dobrych istot widać dobrowolne ofiarowanie siebie dla innych i ta postawa napotyka szereg trudności - ci niewierzący w Dobro Chrystusa obrzucali go kamieniami i kazali nieść krzyż na ramionach. Ci niewierzący w Dobro Bess zamknęli przed nią swe domy, wykluczyli ze społeczności lokalnej. Koroną cierniową Bess jest maska dziwki, którą musi nałożyć na twarz, żeby zbawić Jana; biczowaniem - okrucieństwa których dopuszczają się brudni marynarze na statku. Kamienie rzucane przez niedawnych przyjaciół mają być karą za grzech, którym jest Dobro. Krzyżem Bess jest to poświęcenie na którym w końcu ginie za kogoś, jak Chrystus. Na tej górze, Golgocie, tuż pod krzyżem stoi jej matka...
Wreszcie zbawienie, które cierpieniu miało nadać sens. I taki sens istnieje, bo dał namiastkę czegoś boskiego, czegoś nadnaturalnego, cudownego. Jan zdrowieje, jest zbawiony przez Bess. I to dla niej, za jej dobroć, za jej naiwność dziecięcą w niebie biją dzwony. Jedna z ostatnich scen, ujęć pokazuje wzburzony potok. Tuż za mostem rwący strumień zamienia się w spokojną, delikatną toń rzeki.
Na ziemi Bess była dziwką, w niebie jest królową...
AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI
|
|