"Nawet bestia zna nieco litości, ale ja
jej nie znam, więc nie jestem bestią"
William Shakespeare ("Ryszard III")
Czym jest przemoc, skąd się bierze i jakie są jej podłoża? Czy wynika z wychowania
w patologicznej rodzinie, czy jest skutkiem setek czynników jakie mają wpływ na nasze postrzeganie zła i dobra? A może skłonność do agresji drzemie w każdym
z nas od momentu urodzenia i jest zakodowana tak głęboko jak instynkt przetrwania czy podtrzymania gatunku? Podobno każdy jest zdolny do zabicia człowieka, ale tylko nieliczni się o tym przekonają. Człowiek od zarania dziejów musiał uzewnętrzniać agresję drzemiącą w jego trzewiach, czy to walcząc o jedzenie, czy
o terytorium, kobietę, lub najzwyczajniej; dla sportu. O ile w przypadku człowieka pierwotnego, przemoc dawała się wytłumaczyć walką o przetrwanie, o tyle to, co się wyprawia w dzisiejszym świecie, można nazwać właśnie przemocą dla sportu. Wszak człowiek zdziczał... kiedy wyszedł z jaskini.
czyli jak dobrze być złym

Bohaterowi filmu Stanleya Kubricka; Alex'owi niewiele potrzeba do szczęścia. Razem z kolegami zakłada bandę, która zajmuje się napadaniem na ludzi, przypadkowych ludzi. Koledzy spotykają się w barze, gdzie dyskutują o muzyce Ludwika Van Beethovena i popijają mleczny napój, by za kilka chwil skatować bezdomnego w przejściu podziemnym, lub wdać się w bójkę z konkurencyjną bandą. Alex i jego kompani robią to, bo lubią. Nie starają się tłumaczyć trudnym dzieciństwem, lub problemami finansowymi bądź alkoholowymi. Przemocy używają dla zabicia czasu, po prostu. Pewnego dnia, Alex i jego banda napada na dom, w którym zastają mężczyznę i kobietę. Alex bije mężczyznę podśpiewując pod nosem piosenkę "Singing in the rain" co dodatkowo nadaje temu co robią, makabrycznego wydźwięku; wszak owa dość pogodna piosenka nijak nie pasuje do obrazka, na którym widzimy bitego mężczyznę i gwałconą kobietę. Przemoc rodzi przemoc,
a każda akcja wywołuje reakcję. Reakcja jakiej Alex będzie świadkiem i głównym jej odbiorcą zaskoczy go tak, jak on wraz z kompanami zaskakiwał swoje ofiary.
Nikt nie może pozostać bezkarnym, karta zawsze się odwróci, czy na tym, czy na "tamtym" świecie. Koledzy Alexa, mając dość jego przywódczych zapędów, zostawiają go na lodzie w momencie, gdy zabija on kobietę. Nasz bohater trafia za kratki. Wydaje się, że to wspaniały "happy end", jednak los przygotował Alex'owi miły prezent, lub jak się później okazuje, najgorszy koszmar jakiego młody morderca może zaznać. Nazwijmy to "piekłem na ziemi". Rząd pracuje nad nowym sposobem resocjalizacji zbrodniarzy; leczenie przemocy... przemocą. Alex dobrowolnie zgłasza się na ochotnika, chcąc uczestniczyć w pionierskim programie. Nie jest to jednak spowodowane jego chęcią stania się lepszym; uczestnictwo w programie gwarantuje mu skrócenie kary i powrót do normalnego świata, do wolności - i to jest głównym powodem jego uległości. Alex trafia do tajemniczego miejsca, w którym ma zostać uleczony z "bycia złym". Terapia jest dość prosta w swojej genialności; pacjent (morderca, lub ktoś o morderczych zapędach) jest po prostu umiejscawiany wygodnie w sali kinowej (!) gdzie na ekranie "puszczane" są brutalne filmy, sceny gwałtów i temu podobne dewiacje i wykolejenia. Dziwnym zbiegiem okoliczności, filmy są ilustrowane muzyką Ludwika Van Beethovena (ulubiony kompozytor Alexa), a Alex zmuszany jest do ciągłego ich oglądania. "Jest zmuszany", gdyż jego głowa zablokowana jest w specjalnym fotelu, a powieki stale otwarte,
przytrzymywane stalowymi chwytakami. Nad całością czuwa "opiekun", którego zadaniem jest "wpuszczanie" do otwartych oczu Alexa kropel wody, by te mogły normalnie pracować. Wymyślono więc idealny (zdawałoby się) sposób na wykorzenienie z człowieka skłonności do agresji. Jeżeli się przejesz (dajmy na to) bananami, przez pewien czas nie będziesz mógł na banany nawet patrzeć, nie mówiąc już o ich konsumowaniu. Podobną zasadę zastosowano właśnie w tym przypadku; nafaszerować kogoś przemocą tak bardzo, że gdy nawet pomyśli o zrobieniu czegoś złego... zbierze mu się na wymioty.
Alex zostaje "uzdrowiony" (?). Wychodzi na wolność i zabiera się za nowe życie, jednak nie wszystko idzie tak, jakby sobie tego życzył. Rodzina już go nie chce, mieszka już z nimi jakiś mężczyzna, który "niby" wynajmuje u nich tylko pokój,
jednak widzimy, że w metaforyczny sposób zastąpił on miejsce Alexa, jako nowy syn.
Alex włóczy się więc samotnie po ulicach, gdzie spotyka pobitego przez siebie żebraka, który rozpoznaje w nim dawnego oprawcę i wraz z przyjaciółmi/żebrakami ma zamiar wymierzyć Alex'owi sprawiedliwość. Z opresji ratują Alexa dwaj policjanci, którzy okazują się być... jego dawnymi kompanami w przestępczej działalności. Owi koledzy (teraz policjanci) katują Alexa, o mały włos go nie zabijając i pozostawiają na pustkowiu zdanego na własne siły. W strugach deszczu, pobity i przemoknięty Alex trafia do jakiegoś domu, który wydaje się być mu znajomy. Gospodarz przyjmuje obcego pod swój dach.
Każda akcja wywołuje reakcję; gospodarzem okazuje się być człowiek, którego żonę Alex zgwałcił, a jego samego pobił tak, że teraz porusza się na wózku inwalidzkim. Jednak gospodarz nie rozpoznaje w Alex'ie tego, który uczynił z niego kalekę i przyczynił się do samobójstwa jego żony. Alex bierze w przyjaznym domu kąpiel, podśpiewując pod nosem "Singing in the rain".
Przeszłość dogoni każdego; Alexa dogoniła siedzącego w wannie w sielankowym nastroju. Gospodarz domu, więzi naszego bohatera w jednym z pokoi i na cały regulator puszcza muzykę... Ludwika Van Beethovena, która Alex'owi nieodmiennie kojarzy się teraz
z przemocą, a co za tym idzie, nie może jej słuchać i w końcu z rozpaczy wyskakuje przez okno. Budzi się w szpitalu, gdzie czuwa już przy nim sztab naukowców, którzy postanawiają cofnąć proces "resocjalizacji" i uczynić z niego człowieka takiego, jakim był. Akcja zatacza wielki krąg, Alex wraca do punktu wyjścia. Tak będzie lepiej i dla niego i dla społeczeństwa (?). Jak widać, niektórzy rodzą się źli i umieją żyć tylko
w "zły" sposób. Wszelkie próby naprawienia ich psychiki prawie zawsze spełzają na niczym. Można ich izolować, można ich zabić (przemoc rodzi przemoc?), ale nie można ich zmienić. Świat nie chciał przyjąć "nowego" Alexa, który spotulniał jak baranek i spłacił swój dług społeczeństwu... bo kto by chciał wybaczyć swojemu oprawcy tylko dlatego, że nagle zmienił się na dobre?
czyli mordercze "gwiazdy"

Mickey i Mallory Knox, para seryjnych zabójców podróżujących przez Amerykę stała się przedmiotem kultu mediów w filmie Olivera Stone'a "Urodzeni mordercy".
W ich przypadku można doszukiwać się przyczyn morderczych skłonności w dzieciństwie. Mallory była bita i gwałcona przez ojca, ignorowana przez matkę i szykanowana przez brata. Do momentu, gdy w jej życiu pojawił się Mickey, wespół z którym Mallory zamordowała oboje rodziców i uciekła z domu. Odtąd drogę przebytą przez kochanków zdobią krwawe ślady. Tropem seryjnych morderców nie podąża jednak głównie policja, lecz... telewizja, która z dnia na dzień kreuje Mickey'a i Mallory na telewizyjne gwiazdy (znak naszych czasów?). Nikt nie chce spotkać ich na swej drodze, jednak tłumy ich kochają. Wśród transparentów trzymanych przez młodych ludzi przed sądem (w którym ma odbyć się rozprawa przeciwko Mickey'owi
i Mallory) można dostrzec napis
"Zabij mnie Mickey". W naszych czasach ludzie (głównie nastoletni) nie chcą już mieć za idola piosenkarza czy aktora; to przestało być "cool". Teraz na topie jest ten, kto zna biografie Charles'a Mansona, Teda Kaczynskiego lub innych seryjnych morderców. Nosi koszulki z ich podobiznami, walczy o ich uwolnienie, zmniejszenie wyroków i propaguje kult zbrodni, wynosząc specjalistów tej dziedziny na piedestał. Obok pary głównych bohaterów poznajemy jeszcze policjanta Jack'a Scagnetti (który morduje prostytutkę), naczelnika więzienia, który wydaje się być bardziej szalony od wszystkich świrów świata razem wziętych i w końcu dziennikarza z programu telewizyjnego o seryjnych zabójcach w Ameryce.
Ów redaktor gotów jest posunąć się do zabicia kogoś, byle tylko pozyskać do wywiadu jakąś ciekawą osobowość krwawego fachu. Mickey zgadza się udzielić takiego wywiadu. Podczas rozmowy (program idzie na żywo), priorytetem dziennikarza jest uzyskanie odpowiedzi na pytanie;
"Dlaczego robisz, to co robisz?"
Mickey odpowiada w końcu:
"Człowieku, zrozum... jestem urodzonym mordercą"
Tak jest zapewne w wielu przypadkach (wszak rodzimy się źli i tylko normy społeczne, zakazy i groźba konsekwencji hamuje nas przed uzewnętrznianiem naszego zwierzęcego instynktu zabijania), nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Jedni robią to bo lubią, inni bo chcą, nie mogą (się powstrzymać), jeszcze inni muszą, a jeszcze inni dla rozrywki. Granica między normalnością a degeneracją coraz bardziej zaciera się. Kto jest bardziej "nawiedzony"; Mickey i Mallory, czy stróż prawa pod ochroną odznaki mordujący dziwkę? Mickey i Mallory, czy tłumy ludzi uważających ich za swoich idoli (godnych naśladowania?). A może Mickey i Mallory są wymierającym gatunkiem, którego przedstawiciele powracają do korzeni człowieczeństwa, do drzemiącej w nas wszystkich chęci zabijania? Może to dziennikarz jak hiena cmentarna szukający sensacji biorącej się z tego, że dwudziestu-trzydziestu ludzi straciło życie z ręki tego samego człowieka?
Film "Urodzeni mordercy" kończy się szczęśliwie dla pary zbrodniarzy. To pozostali (naczelnik więzienia, dziennikarz i policjant) zostają "ukarani" (zabici). Zło zatryumfowało, choć może należałoby dokładnie ustalić kto jest zły; ten kto zabija z prymitywnej chęci zabijania, czy ten, kto w nowatorski sposób chce na tym skorzystać...?
czyli agresja pod kontrolą

Jack ma wszystko; świetnie płatną pracę, super mieszkanie urządzone według katalogu IKEA, dobrze się ubiera i ogólnie jego życie może uchodzić za modelowy przykład "szczęścia". Jednak Jack ma jeden problem; w tym wszystkim nie może odnaleźć siebie. Nie wie kim jest, skąd podąża i dokąd zmierza. Pewnego dnia budzą się w nim pierwotne instynkty; z eleganckiego mieszkania przenosi się do rozlatującej się rudery, gdzie z kranu cieknie brązowa woda, materac pogryziony jest przez myszy, że o braku kablówki nie wspomnę. To jednak nie wszystko. Jack porzuca swoje dawne życie celem odnalezienia własnego "ja", swojego miejsca na ziemi, osiągnięcia prawdziwego stanu szczęścia. Nasz bohater ma ideę. Gromadzi wokół siebie podobnych mu, zagubionych we współczesnym świecie, pozornie szczęśliwych ludzi i zakłada "klub walki" na gołe pięści. Agresja, pot, krew, adrenalina, ból i wszystko co najgorsze - znajdziesz to w podziemnym kręgu, jeśli do niego wstąpisz. Tu każdy może wyżyć się do woli, okładając drugą osobę pięściami, aż ta się nie podda, bądź walka nie zostanie przerwana. Idea to bardzo nowatorska; kontrolowane rozładowanie agresji, która zbiera się we wszystkich normalnych ludziach podczas normalnego dnia normalnej pracy. W klubie obowiązują żelazne zasady, każdy znajduje się tutaj z własnej woli, bije się tylko dwóch zawodników, nie ma nagród, nikt na walkach nie zarabia. Czysta idea, czysta walka... i paradoksalnie przyjaźń między walczącymi. Tutaj z każdego może wyjść
bestia, ale tylko na czas walki, by wyrzucić z siebie cały stres, wszystkie nerwy i problemy, które nurtują każdego w codziennym życiu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagła chęć naprawy świata, na który to pomysł wpadli uczestnicy walk. Klub walki wychodzi na powierzchnię, szargając wielkie korporacje drobnymi "atakami terrorystycznymi", których celem jest nie robienie komukolwiek krzywdy, a jedynie ośmieszenie największych firm świata i pokazania im, że nie nad wszystkimi mają władzę.
Jack w finale wraca do normalności; okazało się, że jako buntownik i przywódca "podziemnego kręgu" nie osiągnął szczęścia którego tak szukał. Prawdopodobnie Jack wróci do pracy, do poukładanego życia, ale czy teraz będzie szczęśliwy?
Bohaterowie "Podziemnego kręgu" wykorzystują przemoc w nieco inny sposób; wyładowują agresję na sobie nawzajem, za obopólną zgodą i ogólną satysfakcją.
Taki klub walki jest może lepszym pomysłem niż resocjalizacja w więzieniu.
Chcesz się bić? Chcesz kogoś zabić? Znajdziemy Ci drugiego takiego cwaniaka i puścimy Was na ring. Bijcie się między sobą, nie ruszajcie postronnych (niewinnych) ludzi.
czyli zabójcze spojrzenie

Patrick Bateman żyje w latach 80-tych i stanowi doskonały przykład człowieka spełnionego. Jest synem prezesa wielkiej firmy mającej swoją siedzibą na Wall Street, co dodatkowo pomaga mu w karierze. Patrick jest perfekcjonistą w każdym calu; ubiera się w najlepsze garnitury, wręcz obsesyjnie dba o własne ciało, cerę i ogólny wizerunek. Stale rywalizuje z kolegami z pracy; kto załatwi miejsce w lepszej restauracji, kto ma ładniejsze wizytówki i o to naturalnie, kto ładniej wygląda.
Patricka zżera perfekcja; mimo pozornie poukładanego życia jakie wiedzie, czegoś mu brakuje. Świat jest okrutny, rządzi nim prawo dżungli,
"jesz albo jesteś zjadany"; musisz walczyć o przetrwanie. Nie każdy może to wytrzymać; każdemu mogą puścić nerwy. Pat Bateman w celu odreagowania stresu schodzi na złą drogę.
Za dnia jest przykładnym pracownikiem pozornie zrównoważonym psychicznie; w nocy zaś staje się "ponurym kosiarzem", który zabija każdego, kogo spotka na swojej drodze. Z takim samym pietyzmem opowiada o swojej porannej toalecie lub muzyce której słucha, co o szczegółach morderstw które popełnia. Patrick zabija bezdomnego i jego psa, kilka prostytutek, kolegę z pracy, a ostatecznie (czując się zupełnie bezkarny) policjantów. Najdziwniejszym jest fakt, że mimo tego, iż Patrick ciągnie za sobą przez drzwi hotelu zwłoki w plastykowym worku... nikt nie zwraca na to uwagi. Również lokatorzy drapacza chmur obojętni są na dochodzące z korytarza (w środku nocy) odgłosy piły łańcuchowej i krzyki kobiety ściganej z wyżej wymienioną piłą przez rozszalałego Patricka. Czy społeczeństwo toczy rak znieczulicy, czy wszyscy (nawet policja) kryją Patricka, bo jest on wysoko postawionym człowiekiem? Czy świat stał się obojętny na mające miejsce tuż obok zbrodnie, a może... Pat Bateman popełnia morderstwa tylko w wyobraźni? Tak byłoby lepiej dla wszystkich; jeżeli chore myśli każdy zatrzymywałby tylko w swojej głowie, zamiast wcielać je w życie. Pewnego rodzaju "wentyl bezpieczeństwa",
który mógłby pomóc rozładować nerwy, wyładować energię, czy ostatecznie zaspokoić żądzę mordu. W tym wypadku Bateman wydaje się być całkowicie zdrowym człowiekiem. Każdy z nas miał kiedyś złe myśli na temat znienawidzonego nauczyciela ze szkoły lub prześladującego nas kolegi z podwórka. Każdy z nas wypowiedział kiedyś słowa:
"Zabiję Cię" - czy to w żartach, czy w złości. Rzadko kto wciela takie zapowiedzi w życie, zatrzymując je na etapie "złej myśli". Patrick daje upust swojej wyobraźni, mówiąc o swoich zbrodniach w szczegółach, które nawet pracownika kostnicy przyprawiłyby o gęsią skórkę. W domu trzyma ciała swych ofiar (lub tak mu się wydaje), oraz cały arsenał narzędzi mordu; piły, noże, siekierę, czy pistolet pneumatyczny na gwoździe. Opowieści Patricka można rozumieć na dwa sposoby; wszystkie zbrodnie popełniane są tylko w jego wyobraźni, sposób drugi: wszystko dzieje się rzeczywiście, przy pełnej akceptacji i ogólnym znieczuleniu społeczeństwa. Patrick uważa, że
"nie ma już żadnych wyraźnych uczuć" i nawet
w momencie kiedy wyznaje swoje grzechy adwokatowi (który nie daje temu wiary)
stwierdza, że
"to wyznanie nie miało sensu" i nie czuje się dzięki niemu lepiej.
Psychika Batemana nie została ukojona, wszystko trwa dalej...
To wielkie szczęście być nieszczęśliwym - jak mawiał Woody Allen. Gdy człowiekowi jest zbyt dobrze, zaczyna szukać nowych podniet, nowych dróg, sposobów na szukanie sensu życia... w śmierci. Powodów zachowania Patricka należy szukać w jego trybie życia, gdzie nikt nie jest dla nikogo ważny, a człowiek traktowany jest jako towar, który jeśli jest dobrej jakości - sprzeda się dobrze, jeśli złej - zalegnie
w magazynie. Pęd za pieniądzem, dążenie do perfekcji; wszystko to powoduje zatracanie się w nas tego co najważniejsze: człowieczeństwa. Ale w końcu:
"Każdemu z nas czasem odbija".
Jak widać na zamieszczonych przykładach, problem przemocy jest zjawiskiem bardzo rozległym, które było, trwa i trwać będzie tak długo, jak człowiek będzie stąpał po ziemi, lub do momentu, gdy wróci do jaskini
...
AUTOR TEKSTU:
Rafał Donica - DUX