Strona główna KMF
        

Ghost Dog Przyjaźń jest słowem równie często, o ile nie częściej nadużywanym aniżeli miłość. Jednak o miłości powstają setki filmów, od dramatów począwszy, na komediach romantycznych skończywszy, motyw przyjaźni zaś pozostaje często w tle, jako pewnego rodzaju "podkładka" pod rzeczywisty przekaz. Wynikają z tego dwa wnioski, a raczej dwa wnioski są natrętnie podsuwane poprzez takie ustawienie priorytetów - przyjaźń jest piękna i ważna, ale... nigdy nie będzie w stanie całkowicie wypełnić życia człowieka, zawsze, w stosunku do miłości, pozostanie wtórna, i drugi, ukryty, zamglony, a jednak nietrudny do zauważenia - przyjaźń jest rzeczą niezbędną, jest równie nieodzowna jak powietrze, i chociaż może perypetie romansowe zepchną ją na dalszy plan - pozostanie tam, wierna, lojalna, pogodzona ze swoim miejscem w szeregu, gotowa przyjść na pomoc, gdy miłość zawiedzie. Pozbawiona cech namiętności i szaleństwa, przybrana w zdecydowanie bardziej przygaszone barwy, prawdziwa przyjaźń jest podobnie rzadka jak czarna perła - jednak raz uchwycona, raz zauważona, raz doceniona - odpłaci za to niezłomną wiernością. To jest jej przewaga. Nie podlega licytacjom, nie daje się umieścić w kategoriach lepszy/gorszy. Nie boi się rywali i nie musi się ich bać, nie musi walczyć do krwi, jest harmonijnym trwaniem - nawet jeśli łączy jednostki o gwałtownych charakterach, nawet jeśli obfituje w kłótnie, spory "do ostatniego oddechu", niekończące się dyskusje. Once Upon a Time in America Jest w niej coś nieskończenie trwałego, element niezachwianej wiary, nadzieja na coś, co zaczyna się po końcu wszystkiego. Jest miłością w jej formie krystalicznej, pomimo różnic, pomimo krytyk, pomimo manifestacji wad. Szuka zawsze tego, co najlepsze, i zawsze to znajduje. Jest ostoją, oparciem i kwintesencją chęci przetrwania. Że czasami zawodzi? Oczywiście. Że nie jest wolna od zdrad, nieporozumień i strachu - to jasne. Jednak zawieść przyjaciela znaczy o wiele więcej, niż zawieść kochanka. Znaczy zawieść samego siebie, sprzeniewierzyć się pięknu tego, co najmniej zachłanne, namiętne i egoistyczne we własnej duszy. Przed przyjacielem nie trzeba udawać, nie trzeba starać się być pożądanym, atrakcyjnym ani jedynym w swoim rodzaju. Przyjaźń tworzy cię takim - dla ciebie samego, poprzez przyjaciela. Jest twoją drogą do samopoznania i samoakceptacji, bo wymaga poznania i akceptacji w formie wyzbytej prawa własności.

Once Upon a Time in America Może połączyć mentora i jego podopiecznego, którzy w rzeczywistości są opiekunami dla siebie wzajemnie. Tak jak Frank Slade i Charlie w "Zapachu kobiety". Początkowo daleko im przecież do tego, by stać się przyjaciółmi. Frank irytuje Charliego, który nie może nadążyć za biegiem jego zgorzkniałych myśli i czuje się wyraźnie odpychany i lekceważony. Frank traktuje Charliego jak nieświadome dziecko, każde jego zdanie jest przesycone cynizmem i odpychające. A jednak - właśnie ten pozornie zagubiony, nieśmiały dzieciak stanie się dla Franka ucieleśnieniem pragnień, których, jak sądził, zupełnie się wyzbył, wspomnieniem czystości własnych intencji, nieporadnego idealizmu młodych lat. I tak, z narastającą sympatią, zupełnie przez drugą stronę nieoczekiwaną, daje mu kolejne lekcje postrzegania życia, postrzegania świata, dając dowód, że wbrew wszystkiemu, co mógłby mówić, a nawet myśleć o sobie, Scent of a Woman jest do tego świata przywiązany i kocha go, na swój szorstki, trochę sztywny, a trochę wyzywający sposób. Mając u boku Charliego obcuje z życiem w jego czystej formie, u samego zarania, i nagle orientuje się, że obciążając je swoim rozczarowaniem i zawodem byłby okrutny i co więcej, nie do końca uczciwy. Chociaż tak młody, Charlie potrafi w końcu przejrzeć grę pozorów Franka, i - znowu nagle - odkrywa w sobie odpowiedzialność, której rozmiarów wcześniej nie byłby nawet w stanie ogarnąć umysłem. Nie oczekując nic w zamian otrzyma swoją nagrodę, jak to często bywa w przyjaźni, nieoczekiwana przyjemność związana z czymś, co już przecież przyjemnością było. Frank nauczy Charlie'go naprawdę patrzeć, poza ograniczonym, marnym postrzeganiem zmysłu wzroku, i pozwoli mu zobaczyć w sobie wrażliwość i dojrzałość ukrytą za maską rubasznej błyskotliwości. W zamian Charlie nie zdradzi mu, że przejrzał fałszywość tej maski, że podjął walkę o spokój duszy człowieka, który sądził, że wszystko zostało poza nim, a nagle staje się potrzebny, bo sam o tym zdecydował, mógł zdecydować i miał wszelkie dane po temu, by potrzebnym się stać.

Scent of a Woman "Miałem przyjaciela niegdyś. Wsypałem go, żeby go ratować. Ale on chciał umrzeć". Czyli niezłomna uczciwość przyjaźni zawiedzionej, jakiej doświadczył Klucha od swojego - niemal - brata krwi (wujka w sumie:) Maxa. "Dawno temu w Ameryce" jest piękną i uczciwą historią przyjaźni, właściwie przyjaźń Kluchy jest jedną z najuczciwszych rzeczy, jakie tam zostały przedstawione - zdolna do największych poświęceń, wyzbyta rywalizacji, zawiedziona w najgorszy z wyobrażalnych sposobów - potrafiła wciąż wybaczyć. W imię przyjaźni Klucha poświęcił szczęście, spokój ducha, swobodę, możliwość realizacji swoich marzeń, tożsamość - można właściwie powiedzieć, że życie samo w sobie. Będąc nielojalnym zawiódłby sam siebie i mógł z dumą mówić, że tego jednego mu nie odebrano - zresztą nikt też nie byłby w stanie tego zrobić.

Forrest Gump Bubba - Benjamin Blue Bufford - był dla Forresta Gumpa "najlepsiejszym" przyjacielem. To był ten rodzaj przyjaźni, który umacnia wspólna służba i wspólne marzenie. To wspólne marzenie - kuter, na którym Bubba będzie kapitanem i za pomocą którego złowią całą furę krewetek - to symbol wiary w przetrwanie. Obaj niezłomnie wierzyli, że los da im przejść cało przez wojnę i w jakimś bliżej nieokreślonym jutrze (jutrze przez duże J) pozbyć się wszystkich wspomnień i spokojnie zacząć nowy etap. Wojna to tylko przerywnik, który potrwa dłużej bądź krócej, nic więcej. Jest w filmie pewna bardzo piękna scena, gdy Bubba proponuje Forrestowi, by spali na siedząco oparci o siebie plecami, dzięki czemu żaden nie będzie musiał leżeć z głową w błocie. A potem mówi znamienne zdanie "wiesz, czemu jesteśmy takimi dobrymi kumplami, ty i ja? Bo we wszystkim możemy na sobie polegać". Może to właśnie jest najlepsza definicja przyjaźni - żeby nigdy nie pozwolić drugiej stronie zasnąć z głową w błocie? Forrest Gump Brzmi stosunkowo zabawnie, ale jak się nad tym głębiej zastanowić, ma to wielki sens. Bubbie nie było dane wrócić bezpiecznie do domu - zmarł nad zagubioną w dżungli rzeką w Wietnamie. Jednak lojalność Forresta przetrwała tę niepotrzebną śmierć. Nie udało mu się uratować życia przyjacielowi, ale najlepiej jak umiał starał się spełnić jego ostatnią prośbę "chcę do domu". A dom Bubby był na kutrze, wśród sieci i poławiaczy krewetek, jego domem było to wielkie marzenie, które dzielił z Forrestem. Forrest nie musiał składać Bubbie obietnic, by zrobić dokładnie to, co należało zrobić. Byli przecież przyjaciółmi - to nie było potrzebne.

Że przyjaźń potrafi przeskoczyć nawet taką barierę, jak brak wspólnego języka - w dosłownym tego słowa znaczeniu - udowadnia nam "Ghost Dog" Jima Jarmuscha. Raymond nie mówi słowa po angielsku, Dog nie zna francuskiego. A jednak, chociaż posługują się innymi językami, potrafią się porozumieć głębiej i lepiej niż jest to dane większości ludzi. Słowa są właściwie tylko umownym systemem, kodem znaków, który stanowi jedynie pierwszą, podstawową płaszczyznę porozumienia. Ale nie jedyną. Dog i Raymond osiągają jedność odczuć, pokrewieństwo duszy tak głębokie, że więź między nimi przewodzi sygnały lepiej, niż jakakolwiek komunikacja słowna. Chociaż pozornie zupełnie różni, są sobie w pełni oddani, ufają sobie bez zastrzeżeń i nie muszą na nic przysięgać, by wiedzieć, co jeden dla drugiego byłby w stanie poświęcić. Ghost Dog Raymond zrozumie i uszanuje wybór dokonany przez Ghost Doga, chociaż kategorie ich rozumowania są skrajnie odmienne. Ten szacunek - ta wiara - to oblicze lojalności, którego opisywać nie sposób. Trzeba je odczuć. Ani sztandary, ani fanfary przyjaźni nie towarzyszą. Wkrada się w nasze życie niepostrzeżenie, żeby nie rzec - tylnymi drzwiami, rozwija się spokojnie, rozkwita bez pośpiechu. Jest skromna i naszkicowana pastelowymi barwami, ale jej obecność zapewnia bezpieczeństwo i pewność, że istnieje jakieś miejsce, gdzie można powrócić po wszystkich sztormach, burzach i zawiejach. Dom, do którego klucza gubić nie wolno, nawet pomimo tego, że jego drzwi są zawsze otwarte.


Za to, że ten tekst powstał, dziękuję Grubemu i Hunterowi.



e-mail
 Autor tekstu: Karolina Chymkowska - DEJNA