UWAGA!!!
TEKST ZDRADZA WAŻNE SZCZEGÓŁY FILMU!!!
W tej pracy będę się opierał głównie na książce, gdyż film kładzie zbyt wielki nacisk na nierealność morderstw Batemana. Książka jest o wiele bardziej dwuznaczna, po jej lekturze żadna z wersji nie może zostać całkowicie odrzucona. Film dostarcza kilku zaledwie istotnych informacji, no i oczywiście "interfejs graficzny" powieści.Zacznijmy od Patricka Batemana. Co wiemy o jego przeszłości? W sumie niewiele zostało powiedziane wprost, ale jest kilka wskazówek co do środowiska i rodziny w jakiej dorastał. Pochodzi z bogatej rodziny, jego ojciec jest właścicielem firmy maklerskiej na Wall Street, w której Bateman jest teraz CEO (Chief Executive Officer). Jest produktem typowego modelu wychowawczego bogatej warstwy społecznej - rodzice, brak uczuć i opieki, równoważyli pieniędzmi i przyzwoleniem na poczynania syna. Patrick ma brata, z którym nie utrzymuje bliskich kontaktów, a wręcz nie kryją wzajemnej niechęci. Obecnie Bateman ma wszystko o czym marzą przeciętni ludzie tego świata, jest młodym, przystojnym i świetnie zarabiającym rekinem z Wall Street, który ma piękną narzeczoną i równie urodziwą kochankę i na dodatek stać go (a także ma czas i siły) na wynajmowanie prostytutek, kupowanie narkotyków i bywanie w najmodniejszych klubach i restauracjach Nowego Yorku.
Środowisko w jakim obraca się Bateman kładzie ogromny nacisk na powierzchowność i pozory, całkowicie ignorując duchową stronę ludzkiej osobowości; "czuję się jak kupa gówna, ale wyglądam wspaniale" mówi Patrick. Pedantyczność, lub wręcz obsesja dbania o ciało i towarzyski image, nie pozostawia miejsca na rozwój intelektualny. Świetnie pasują tu słowa samego Patricka: "Jest coś takiego jak idea Patricka Batemana, coś w rodzaju abstrakcji, która nie jest mną, a jedynie bytem, a w dodatku iluzorycznym". Poza świetnie wymodelowanym ciałem nie ma nic, żadnej głębi uczuć czy emocji. Nie wiadomo na pewno, czy natręctwo dokładnych opisów każdego szczegółu od kolejności, sposobu i zalet używania kosmetyków, do ubioru napotkanych osób, znajomych lub nie, jest wynikiem środowiska, czy po prostu Bateman zawsze taki był, a teraz nie napotyka na żadne granice w tej kwestii. Osobiście skłaniam się do poglądu, że nie wszystko można zwalić na otoczenie, człowiek musi mieć predyspozycje do ulegania zwyrodnieniom. niekoniecznie oznacza to bierną akceptację zmian zachodzących we własnej psychice, ale także celowe pogłębianie i zwiększanie doznań sprzecznych z normami społecznymi czy innymi.
Tyle jest pewników dotyczących Patricka Batemana, reszta tego tekstu to zbiór domysłów i pozorów, które mogą być różnie interpretowane, w dużym stopniu w zależności od przekonań oceniającego.
Przede wszystkim należy zaznaczyć, że narracja "American Psycho" jest pierwszoosobowa. Wszystko o czym Bateman opowiada, jakkolwiek nam by się to wydawało nieprawdopodobne, dla niego wydarzyło się naprawdę. Jeśli w tym miejscu przyjąć, że wszystkie morderstwa miały miejsce tylko w jego wyobraźni, zastanawianie się nad tym traci sens. Skoro wymyślił morderstwa, wymyślił także tych kilka szczegółów ze swojej przeszłości, które są z kolei ważne dla obrony teorii rzeczywistości jego zbrodni. Przejdźmy jednak do rzeczy. Z książki dowiadujemy się, że mordercze instynkty Batemana nie objawiły się ot tak nagle, gdy stres związany z pracą i presją snobistycznego otoczenia przekroczył granice wytrzymałości psychicznej. Jak sam wspomina, w wieku 14 lat w Boże Narodzenie zgwałcił pokojówkę w domu rodziców. Całkiem możliwe, że to tylko wspomnienia z fantazji dorastającego chłopca, który naoglądał się pornosów. Niewykluczone jednak, że to prawda i debiut Pata w psychopatycznym rzemiośle. Z czasów collage'u wspomina kilka dziewczyn, które zgwałcił i ciężko pobił, kilkakrotnie od kłopotów wybawiły go pieniądze rodziców i przerażenie jakie odczuwały jego ofiary. Podobnie jak poprzednio, sytuacja bardzo prawdopodobna i świadcząca o prawdziwości morderstw szczegółowo opisanych w powieści.
Koronnym zarzutem co do realności zbrodni Batemana jest fakt, że nikt nie reaguje na tajemnicze zgony, hałasy towarzyszące katowaniu ofiar, podejrzane zapachy gnijących ciał. W normalnym świecie, ktoś by się zainteresował warkotem piły łańcuchowej na klatce schodowej, chociażby portier, którego obowiązkiem jest bądź co bądź, pilnowanie spokoju w budynku. Jednak świat opisany przez Ellisa nie jest normalny i co bardziej przerażające; bardzo przypomina ten, znany z codzienności. Zamiast ludzi, mamy tu obojętnych na wszystko zombie latających za forsą i pilnujących tylko swoich interesów. Nikt nie zawraca sobie głowy troszczeniem się o innych, jeśli nie ma z tego wyraźnych korzyści. Liczy się pieniądz i to, z kim się pokazujesz na przyjęciach śmietanki towarzyskiej. Pomagając komuś, możesz samemu oberwać. Czy taki świat nie przypomina Wam czegoś? Brzmi jakby znajomo. Zresztą nie można zapominać kim były niektóre ofiary Batemana; kto się przejmuje zwłokami jednego z tysięcy bezdomnych, albo kolejną martwą dziwką. W takim molochu jak Nowy Jork takie rzeczy to nic nadzwyczajnego. A co z innymi ofiarami? Sąsiadka Evelyn, której głowę Patrick trzymał w lodówce; jej zabójstwo nie przeszło niezauważone, w książce jest wspomniane, że policja zabezpieczyła jej mieszkanie i prowadzi śledztwo w tej sprawie. Zresztą to, że o śledztwach w sprawie innych zabójstw nie ma wzmianki... nie oznacza, że takowych nie było. Po prostu do Batemana nie dotarły na ten temat żadne wiadomości. Jest za to jeden przypadek morderstwa, o którym nie ma ani słowa w filmie, a w książce trudno jest wychwycić jego wątek. Otóż w pewnej chwili Patrick wspomina o artykule w gazecie na temat opuszczonego jachtu, z którego zniknęło dwoje pasażerów zaproszonych na przyjęcie. Jedynymi śladami są zbite kieliszki i plama krwi na podłodze. Wtedy jeszcze czytelnik nie wie nic o morderczych skłonnościach bohatera. Jakiś czas później w restauracji spotyka Paula Dentona, który intensywnie się w niego wpatruje, nawet jest nieco przestraszony spotkaniem. Bateman zastanawia się wtedy, czy nie spotkali się właśnie na tym przyjęciu na jachcie. Dużo później, w rozmowie z przyjaciółmi Batemana, wychodzi niejako przy okazji, że Patrick miał być na tym jachcie jako gość właściciela. On co prawda twierdzi, że go tam nie było, ale w tym momencie jesteśmy już po kilku niezłych jatkach i wiemy co kryje się za przystojną twarzą Patricka. W sprawie tego tajemniczego zaginięcia pasażerów jachtu, również jest prowadzone śledztwo. No i oczywiście najbardziej wyeksponowana ofiara z kręgu znajomych Batemana, czyli Paul Owen (z niewiadomych przyczyn zamieniony w filmie na Paula Allena). Jego zniknięcie również nie przeszło bez echa, co więcej; do Batemana zgłasza się prywatny detektyw wynajęty przez rodzinę Paula w celu wyjaśnienia zaginięcia. Całkiem możliwe, że detektyw Kimball podejrzewa Patricka o związek z tym zniknięciem, jeśli nie podczas pierwszego spotkania, to podczas następnych; Bateman za bardzo się denerwuje w jego obecności i odpowiada na pytania w co najmniej podejrzany sposób. Jednak Kimball nie ma żadnych dowodów przeciw niemu, nie ma nawet cienia motywu, który mógłby wykorzystać. Bateman natomiast był na tyle zapobiegliwy, wręcz jakby przeczuwał, że morderstwo Owena nie ujdzie uwadze innych i zostawił tropy sugerujące wyjazd ofiary do Londynu. I tu z pomocą przychodzi mu niezwykłe zjawisko, obecne zresztą przez cały czas w świecie przedstawionym powieści, a mianowicie ludzka nijakość. Nieustannie w biurach, restauracjach i na przyjęciach ludzie mylą nazwiska innych. Geneza tej niezwykłej grupowej demencji bierze się z tego, że każdy jest piękny, młody i bogaty, wszyscy korzystają z tych samych salonów mody, fryzjerów, bywają w tych samych ekskluzywnych miejscach i mają podobne zajęcia na Wall Street. Dochodzi przez to do dziwnych sytuacji. Czasami Patrick słyszy co naprawdę znajomi o nim myślą, zwierzając się mu, gdy nie prostuje ich pomyłki co do swojego nazwiska. Wracając do przypadku Owena, mylenie nazwisk doskonale tłumaczy dlaczego nawet wyraźne przyznanie się do winy zostaje uznane za żart i skontrowane twierdzeniem, że Paul faktycznie jest w Londynie, gdzie nawet jadł obiad z adwokatem Batemana. Tak więc morderstwa wcale nie pozostają niezauważone, one po prostu albo nikogo nie obchodzą (bezdomni i prostytutki) albo policji nawet się nie śni podejrzewać o nie Patricka. Oczywiście można powiedzieć, że Owen wcale nie został zabity, a Bateman pałając do niego nienawiścią z powodu lepszego powodzenia w interesach słysząc o jego planowanym wyjeździe do Anglii pofantazjował sobie, jak sprytnie się go pozbędzie i zwiedzie ewentualne śledztwo na manowce. Całkiem zgrabna i trzymająca się kupy teoria, gdyby nie okoliczności wokół innych zabójstw, które temu przeczą.
Nie można przeoczyć jednak faktu, że Bateman i reszta jego przyjaciół to narko, lub lekomani. Na dodatek często "dragi" idą w parze z alkoholem, bynajmniej nie w umiarkowanych ilościach. A wiadomo, że narkotyczne zwidy mogą być bardziej prawdziwe niż rzeczywistość. Dodajmy do tego jeszcze ledwie ukrywaną wściekłość frustrata, oraz sprzyjające snuciu krwistych marzeń środowisko, gdzie obiektów nienawiści nie brakuje na każdym kroku i mamy doskonałe wyjaśnienie czym jest "American Psycho"; nic innego jak wielki majak pijanego narkomana z chęcią ukatrupienia kilku wkurzających go osób. Coś na kształt "Wurta" z kokainą zamiast piórek. Czy są jakieś namacalne dowody na poparcie tej tezy? Kilka razy Patrick ma halucynacje, do których się przyznaje. Gdy po wyjściu z chińskiej pralni wrzuca młodej żebraczce dolara do kubka i w tym momencie uzmysławia sobie, że w kubku jest kawa, a trzyma go dobrze ubrana studentka. Po jednym z obejrzanych odcinków popularnego talk show mówi, że chyba miał halucynacje bo widział coś innego niż inni. Ogląda także dużo filmów porno i zawierających bardzo drastyczne sceny, jak choćby jego ulubiony "Sobowtór". Wspomina nawet, że onanizuje się przy scenach torturowania kobiety wiertarką. Zabójstwa kobiet zawsze były połączone z seksem i to bardzo gwałtownym i wyuzdanym. Prawda, czy tylko reminiscencje z obejrzanych filmów? Czy mógł gdzieś zobaczyć jak się patroszy kobietę, wpuszcza do jej pochwy szczura, przecina piłą łańcuchową, gotuje odcięte piersi albo robi kiełbasę z jelit? Czy uwolniona narkotykami wyobraźnia może na podstawie normalnych pornosów i krwawych scen jakie każdy z nas widział w telewizji, utkać tak wymyślne miraże? No cóż, potęga wyobraźni jest wielka, ale czy przypadkiem jej nie przeceniamy w tym przypadku?
Spójrzmy na przykład na nocną eskapadę Patricka, gdy w ciągu kilkunastu minut zabija on kilku policjantów, portiera, sprzątacza i przypadkowych przechodniów. Scena jak ze snu, ale czy na pewno? Gdy zdyszany wbiega do swojego mieszkania, helikopter policyjny świeci szperaczem po oknach i okolicach budynku. Patrick dzwoni do swojego adwokata i przyznaje się do kilkudziesięciu morderstw (w tym do zabicia Paula Owena). Dalej sen? Nie, gdyż adwokat naprawdę miał tę wiadomość na automatycznej sekretarce, jednak można to także uznać za działanie w szoku po tak intensywnym marzeniu sennym i potrzebę przyznania się nawet do urojonych przestępstw. Na zasadzie "katharsis", wyrzucenia z siebie zwidów mylących się z rzeczywistością, oczyszczenia się, lub wręcz spowiedzi z grzechu nienawiści do bliźnich. Narkotyki i alkohol mogły spowodować takie zachowanie. To bardzo ważny argument na poparcie tezy o "morderstwach urojonych". Nawet mocniejszy niż zarzut, że zabicie w tak krótkim czasie kilku osób w niezbyt cichy i dyskretny sposób jakim jest strzelanie z pistoletu i przy okazji wysadzenie radiowozu w powietrze - tak by nikt nic nie widział, jest niemożliwe w rzeczywistości i dlatego nie mogło się zdarzyć. Nie było świadków bo wszyscy zginęli. Pod koniec książki Bateman wsiada do taksówki i napotykamy wspaniały dowód na to, że nie wymyślił sobie swoich zbrodni. Otóż taksówkarz rozpoznaje w nim mężczyznę z listu gończego rozesłanego za mordercą Solly'ego, który był właśnie jedną z ofiar owej krwawej nocy. Pomyłka jest co prawda możliwa, ale raczej odpada, gdyż taksówkarz nie jest z kręgu "takich samych bogatych i pięknych", jemu nie mylą się nazwiska, nie jest obojętny, chociaż nie jest też porządnym, uczciwym obywatelem. Po okradzeniu Batemana zostawia go gdzieś na obrzeżach miasta.
Jest jednak sporo momentów, gdy Bateman mówi otwarcie o swojej żądzy krwi i przemocy nie wywołując żadnej reakcji u rozmówców. Scena przy barze w klubie Tunel, gdy Bateman mówi do barmanki "Ty jebana obrzydliwa suko, chciałbym cię zadźgać nożem i pławić się w twojej krwi", a kobieta kompletnie nie reaguje. Nawet jej powieka nie drgnęła. Czyżby Bateman po prostu pomyślał sobie to, zamiast powiedzieć na głos. Na pewno każdy z nas, choć raz rozmawiał, co innego mówiąc a co innego myśląc w tym samym czasie. Jednak w tym akurat przypadku muzyka w klubie i wrzawa tłumu zagłuszyły jego słowa. W salonie odnowy biologicznej mówi do swojej manikiurzystki, że chciałby kiedyś podłączyć dziewczynę i psa do maszyny do przetaczania krwi i zrobić im wzajemną transfuzję. Kobieta mówi tylko "Proszę się uspokoić panie Bateman", zupełnie jakby po prostu narzekał na wysokie ceny albo złą pogodę. Może to po prostu jego wyobraźnia, a nie głośno wypowiedziane słowa? Jednak dlaczego w innych sytuacjach Patrick powstrzymuje się od powiedzenia głośno co chciałby zrobić innym? Na kolacji ze Scottem Smileyem i jego żoną Anne (znajomymi jego kochanki Courtney), Bateman stwierdza, że niewiele brakowało, a włamałby się w nocy do ich mieszkania i po porąbaniu ich na kawałki siekierą udałby się do Exeter gdzie oblałby kwasem ich syna. Na pewno nie delikatność sprawiła, że zatrzymał te myśli dla siebie. Sporo krwawych fragmentów powieści to tylko wyobrażenia Batemana na temat możliwości katowania innych. Ma ochotę wepchnąć Evelyn pałeczkę do ryżu w oko tak, by gałka pękła na pół, ale tego nie robi. Czy oznacza to, że we wszystkich przypadkach tak było?
Raczej nie.
Należy jednak ciągle brać pod uwagę, że Bateman jest szaleńcem, chociaż ocena stopnia obłędu jest zależna od tego, jak podejdziemy do jego opowieści. Jeśli wszystkie zbrodnie rozegrały się w jego wyobraźni, to jest tylko nieco bardziej staranny i szczegółowy w tych wyobrażeniach, niż normalny człowiek, którego krew zalała i chętnie urwałby komuś głowę i nasikał do szyi. Nie należy jednak wykluczać możliwości, że Bateman jest prawdziwym psychopatą, który takie wyobrażenie wprowadza w czyn. Jak już wspomniałem; środowisko w jakim żyje i to, co wiemy na temat jego przeszłości, pasują do takiej "diagnozy". Ludzka obojętność, materializm, cynizm, brak emocjonalnych więzi międzyludzkich, zarówno w rodzinie jak i w stosunku do reszty społeczeństwa, połączone z brakiem dyscypliny i wzorców osobowych, jak również nihilizmem intelektualnym, to doskonałe czynniki dla powstania potwora, jakim jawi się być Bateman. Dodajmy do tego niejako wrodzone predyspozycje do łamania wszelkich barier oraz poczucie bezkarności jakie daje pieniądz i mamy prawie gotowego mordercę z wyższych sfer. Bateman pomimo panującej mody na nijakość i infantylizm jest człowiekiem wykształconym i co więcej; inteligentnym. Kilka razy zadziwia czytelnika i swoich przyjaciół bardzo przytomnymi i słusznymi przemowami na różne tematy, począwszy od zasad prawidłowego kompletowania ubioru, a na celach, jakie rząd powinien sobie wyznaczyć w polityce i gospodarce kończąc. Ma również ukierunkowane tematycznie zainteresowania co ujawnia cytując słowa Eda Gaina, amerykańskiego seryjnego mordercy: "Gdy widzę ładną dziewczynę, moja jedna połowa myśli, ze chciałbym być dla niej delikatny i opiekować się nią. A druga zastanawia się jak wyglądałaby jej głowa zatknięta na kij". Ponadto jego znajomy mówi o nim: "Bateman czytuje biografie Teda Bundy i Syna Sama... Uwielbia Śmiertelną wizję i Charlie'go Mansona. Przepada za nimi wszystkimi." Seryjni mordercy często najpierw studiują biografie i dokonania "gwiazd", a potem idą w ich ślady. Zresztą jego postępowanie doskonale pasuje do charakterystyk seryjnych morderców zarówno tych znanych, jak i tych ciągle będących na wolności, umykających policji. Albert Fish, Peter Kurten, Andrei Chikatilo - wszyscy oni byli uznawani za normalnych, nawet szanowanych obywateli o przyjemnym usposobieniu i wysokiej kulturze.
Swoje szaleństwo potrafili doskonale maskować i nikomu nie przyszło na myśl, że miły starszy pan Fish potrafi obedrzeć ze skóry 12-letnią dziewczynkę i zjeść ja podczas kilku kolejnych dni na obiad. Dlaczego więc Patrick Bateman nie miałby należeć do tego elitarnego klubu seryjnych morderców, kanibali i nekrofili?
W końcu Ameryka to ojczyzna masowych zabójców.
AUTOR TEKSTU:
Marek Grabka - MARKOS
