Czerwony Kapturku - broń się sam!
[UWAGA! TEKST ZDRADZA ZAKOŃCZENIE FILMU!]
Film rozpoczyna sekwencja, ukazująca internetową rozmowę dziecka z dorosłym mężczyzną. Umawiają się na spotkanie. Ona ma lat 14, a on nie jest jakimś obleśnym facetem w okolicach 50, a młodym, przystojnym fotografem, który nawet sprawia wrażenie urzekająco zakłopotanego. Prawdopodobnie interesuje go inteligencja dziecka, bowiem zboczeńcy przecież tak nie wyglądają i nie tak się zachowują. Niemniej, jedzie z dziewczynką do swego domu. Jest uprzejmy, uroczy, ale nie przeszkadza mu, że dziewczynka pije alkohol, na jej prośbę zgadza się również na sesję fotograficzną. Niby wszystko niewinnie, sam przecież wcześniej przyznał:
Będę musiał poczekać 4 lata na ciebie.
Słodkie? Czy samo "randkowanie" z dzieckiem nie ulega automatycznie krytyce moralnej? W jego ocenie najwyraźniej nie, niemniej po wpuszczeniu do swego domu owej ujmującej istoty, będzie miał szansę zweryfikować ten pogląd...
Ten film trudno ocenić bez uwzględnienia zakończenia, albowiem to ono ujmuje fabułę w ramy sensowności, ono narzuca logikę działań dziewczynki i ono sprowadza całość do właściwie jednego plakatu, stylizowanego na bajkę o Czerwonym Kapturku. Ta opowieść, to najprostsze przeniesienie tej baśni w czasy współczesne, tylko z uwzględnieniem niezbędnych modyfikacji, albowiem obecnie nie ma miejsca w owej opowieści dla myśliwego. Kapturek musi się obronić sam. I to też czyni, a widzowi niejednokrotnie są stawiane pytania: "Czy nie żal ci tego faceta?", "Czy to nie ta mała lolitka go prowokowała?", "Czy on ją chociaż dotknął?", itp. Tak więc w trakcie trwania obrazu możemy stanąć po stronie gnębionego. Jest przystojny, interesujący i wydaje się być tak bardzo porządny. A przecież nie dostarcza najmniejszych argumentów, świadczących o jego niewinności. Na stawiane przez nią zarzuty nie ma sensownych odpowiedzi. Pozwala nieletniej jechać ze sobą do domu, pić alkohol, w końcu zgadza się na sesję fotograficzną. Z drugiej strony jednak... to tylko tyle. Czy ona aby faktycznie jest pewna jego winy? Może to tylko niezrównoważona osoba, która stara się obarczyć kogoś tym wszystkim co złe? Scenariusz znajomy, tak jak i samo zapożyczenie kręgosłupa obrazu ze "Śmierci i dziewczyny" - ofiara i kat, ofiara przyjmuje rolę kata, a kat staje się ofiarą. Nie wiemy do samego końca, czy aby na pewno właściwa osoba zostaje poddana karze, i tak jak u Polańskiego - wszelkie wątpliwości rozwiewa zakończenie. Morderca nie zostaje zabity, albowiem byłoby to zbyt łatwe. Tortury mają sprawić, aby poczuł się winny, aby zrozumiał kim jest. Slade dokonuje tu pewnej zmiany - idzie krok dalej - dziecku udaje się przekonać dorosłego mężczyznę, aby zechciał popełnić samobójstwo...
Przystojny pedofil przyznaje się do winy, ale to nie jego wina.
Jest chory. Jest uzależniony.
Współczesna rzeczywistość to jednak nie tylko tłumaczenie przestępcy stanem jego zdrowia psychicznego, a głosy o legalizację pedofilii. Może wciąż jeszcze ciche, ale to one się skutecznie przyczyniają do zmiany bajek. Okazuje się bowiem, że Czerwony Kapturek zostaje sam. Dorośli przestają traktować go jak dziecko, którym przecież jest. Optymizm tego obrazu polega jednak na tym, że owo dziecko wydaje się to rozumieć i z premedytacją wchodzi do lasu, siebie stawiając w roli przynęty. Pułapka jest już zastawiona. Obraz pokazuje że są normy, które muszą być akceptowalne przez wszystkich. Ot, przy okazji facet był mordercą - brał udział w zabiciu innej dziewczynki, uznanej za zaginioną, ale nawet gdyby nim nie był, nie powinien umawiać się z dzieckiem. Przez wiek młody można tłumaczyć wiele błędów, ale także z powodu wieku nie można usprawiedliwiać innych u dorosłego człowieka. To nie dziewczynka ma narzucać sobie normy. Możliwe, że fascynacja erotyczna dziećmi jest chorobą, ale poprzez chorobę można zachowanie tłumaczyć jedynie na poziomie owej fascynacji. Wszelkie dalsze działania są już przestępstwem, które według bohaterki powinny być karane kastracją. Niestety, tak "brutalne" metody nie są kultywowane w nowoczesnym społeczeństwie. Na szczęście jednak Hayley najwidoczniej nie jest skażona ową nowoczesnością.
Jeśli dziecko eksperymentuje i flirtuje, powinieneś to zignorować, nie zachęcać go do tego. Jeśli dziecko mówi:
"Zróbmy sobie drinki", zabierasz alkohol i nie zachęcasz go do następnego drinka.
Obraz należy do dwójki aktorów, zarówno przez fakt, że to relacje między nimi zajmują prawie cały film, ale także ze względu na wyśmienity ich dobór i pełną zaangażowania grę. Oczywiście uznanie największe należy się Ellen Page, wcielającą się w 14-letnią dziewczynkę. Patrick Wilson wypada również przekonująco, lecz zostaje sprowadzony do roli, o której można rzec: "Świetna Ellen Page i partnerujący jej Patrick Wilson". Również to wydaje się jednak mieć swe uzasadnienie. Kamera poprzez długie ujęcia kontempluje młodą bohaterkę. Jest słodka, czuła, i nawet wówczas gdy wydaje się popadać w szaleństwo, nie traci nic ze swego uroku. Jej wygląd, jej zachowanie, nadają temu, co czyni znamienia niewinności. A znając już zakończenie, trudno współczuć zwyrodnialcowi, którego mogła być kolejną ofiarą. Kolejnym plusem jest sam wystrój, poszczególne lokacje zachwycają zarówno prostotą, jak i doborem kolorów, a zdjęcia Jo Willemsa to mały majstersztyk. Osobiście nie podobał mi się szybki montaż, jednak w świetny sposób został złagodzony poprzez ciągłe zbliżenia na twarze bohaterów, umożliwiające obserwowanie ich emocji. Chociaż sam finał nie jest zaskakujący (chyba, że w trakcie oglądania założyć, iż panuje pewien chaos w opowiadanej historii), to film naprawdę dobrze się ogląda. Oczywiście nie odczuwa się, że ma się do czynienia z dziełem wybitnym, można nawet narzekać w trakcie, że przecież to już było. Zakończenie czyni jednak z thrillera film społeczny, będący wyraźnym głosem przeciwko wykorzystywaniu dzieci. Staje się manifestem zbudowanym ze wszystkiego, co mówi Hayley do Jeffa. Ten film jest agitką, może nawet drażniącą, ale to ostatnie jest mało odczuwalne dzięki ubraniu całości w przyzwoity klimat, dzięki scenie kastracji (nie jest ona prezentowana bezpośrednio, ale właśnie przez to zapewnia ciekawsze wrażenia - z jednej strony umęczona twarz Jeffa pokryta potem, z drugiej - wręcz opiekuńcze zachowanie Hayley), i w końcu dzięki manipulacji, jakiej dokonuje się na widzach: "Uwierzyłeś, że to dziecko jest potworem?" - wydają się z drwiną pytać twórcy. Może dla większości społeczeństwa to logiczne, że pedofilia jest złem. Trudno jednak zaprzeczyć, że ulegamy relatywizmowi. Nie stosuje się jednych norm moralnych, bo przecież każdy przypadek, każde działanie, należy oceniać jednostkowo. Często - owszem, ale często też prowadzi to do wynaturzeń, jak tłumaczenie gwałtu, czy mówienie, że pedofilia nie jest czymś niewłaściwym. Zatem przyjmując także kontekst społeczny uważam, że film się broni. Nie jest to oczywiście głos wyszukany, ale też czy być powinien? Czy jest potrzebna dyskusja w tym temacie? Prawdy oczywiste zostały podane w przyjemnej dla oka formie i znając już zakończenie filmu - warto pokusić się o kolejny seans, tym razem dla zwykłej przyjemności...
 |
P U Ł A P K A
Tytuł oryginalny: Hard Candy
Rok produkcji: 2005
Kraj: USA
Czas trwania: 103 minuty
Reżyseria: David Slade
Scenariusz: Brian Nelson
Zdjęcia: Jo Willems
Muzyka: Harry Escott, Molly Nyman
Obsada:
| Patrick Wilson | .....Jeff Kohlver |
| Ellen Page | .....Hayley Stark |
| Sandra Oh | .....Judy Tokuda |
| Odessa Rae | .....Janelle Rogers |
| Gilbert John | .....Nighthawks Clerk |
|
 |
 |
Autorka recenzji: Iwona Kusion - ARRAKIN |
Klub Miłośników Filmu 12.11.2006 |
|