Strona główna KMF


[UWAGA! TEKST ZAWIERA SPOILERY!]


Zapowiadało się intrygująco. Film rozpoczyna się od ujęcia ekranu z zapisem czatu: dwoje ludzi flirtuje przez internet i ze strony dziewczyny pada propozycja spotkania. Ona ma na imię Hayley i liczy sobie czternaście lat - on, Jeff, ma 32 lata i jest fotografikiem. Młody wiek Hayley najwyraźniej w niczym mu nie przeszkadza. Spotykają się w barze, rozmawiają, dziewczyna jest prowokująca i bawi się w kusicielkę, a Jeff daje się kokietować. Zaprasza ją nawet do domu. Piją razem drinki. Hayley prowadzi rozmowę w coraz bardziej intymne rejony, a Jeffa nawet bawi ta - jak sądzi - amatorska psychoanaliza.


I znienacka role się odwracają. Hayley nie jest już niewinnym młodym motylkiem zwabionym w domowe pielesze przez nieodpowiedzialnego podrywacza. Okazuje się, że to Jeff - otumaniony narkotykiem i przywiązany do krzesła - został schwytany w pułapkę. To właśnie moment, w którym film zaczyna gwałtownie obniżać poziom i krok po kroku wyzbywać się potencjału, który miał na początku.




Przede wszystkim: sama Hayley. Skrzyżowanie Sherlocka Holmesa z Terminatorem i Nostradamusem. Ma wystarczająco dużo siły, by poradzić sobie z dorosłym, sprawnym mężczyzną i udaremnić każdą z prób jego ucieczki. Stoi nad nim i przemawia, przemawia, przemawia. Nie przestaje mówić, a mówi nie jak czternastolatka, choćby i wyjątkowo dojrzała, tylko jak profesor filozofii. Co jakiś czas z uporem maniaka przypomina Jeffowi (i widzom) jak dobrą jest uczennicą, w razie gdyby ktoś zaczął wątpić w te niebywałe zdolności. Bezbłędnie przewiduje z wyprzedzeniem, co, jak i kiedy Jeff zrobi, każde jego posunięcie, każdy krok. Przeprowadziła śledztwo, wytypowała winnych, policji się to nie udało, ale jej - owszem, wybrała sobie najlepszy moment na realizację swojego planu - pod nieobecność sąsiadów (co prawda jedną z sąsiadek przeoczyła, ale co z tego, skoro kobieta pojawiając się na progu nie wpadła nawet na zadanie oczywistego pytania "czemu masz krew na czole?"). Jednym słowem Hayley panuje nad sytuacją w każdym aspekcie. Drobna chudziutka nastolatka, a jest jak taran, nic jej nie zmoże!


Przechodzimy zatem do samej zemsty. Hayley mści się na Jeffie w imieniu wszystkich dziewczynek, które kiedykolwiek podglądał / obserwował / dotknął / skrzywdził (niepotrzebne skreślić). Należy tutaj dodać, że wiek Hayley może się wydawać szokujący jedynie dla widza amerykańskiego. W Polsce, gdzie granica ustawowa wynosi 15 lat, czy w Anglii, gdzie wynosi 16, czternastolatka u sterów zemsty za pedofilię jest już nieco mniej przekonująca. Ale ten aspekt możemy pominąć - faktem jest, że granice prawne nie muszą wyznaczać dojrzałości emocjonalnej i seksualnej. Niezłomna Hayley za sprawą inteligentnej detektywistycznej kombinacji dobiera się do sejfu ukrytego pod gustownymi ozdobnymi kamyczkami i tam znajduje... uwaga uwaga... cóż, nie wiemy, co tam znajduje. Kilka zdjęć, które arbitralnie klasyfikuje jako "chore", ale na tym etapie filmu ocena tej dziewczyny już nijak nie budzi zaufania. Znajduje także zdjęcie - zaginionej Donny Mauer. Donna jest na nim uśmiechnięta, w pełni ubrana i przebywa w miejscu publicznym. Nie szkodzi. To wystarczająco mocny dowód, by pedofila, zboczeńca, gwałciciela i mordercę przywiązać do stołu i zagrozić mu kastracją. Hayley rozpływa się w samouwielbieniu i na fali tegoż samouwielbienia dokonuje analitycznej diagnozy psychologicznej swojej ofiary. Dlaczego nie wyrzucił tak obciążającego zdjęcia?




"Chciałeś do tego wracać, chciałeś to wciąż przeżywać" odkrywa tryumfalnie Hayley. W tym właśnie momencie w filmie rysuje się wyłom psychologiczny większy, niż sama postać Hayley jako takiej. Gdyby faktycznie była taką zdolną uczennicą i pilną studentką kryminologii jak sama sądzi, to by wiedziała, że tego typu zdjęcie sugeruje diagnozę dokładnie odwrotną. Świadczy o tchórzostwie - o poczuciu winy - o tym, że facet nakłada na siebie krzyż. Znamienne, że szyfr do sejfu to tak ważna dla niego data, związana z kobietą, którą wciąż kocha. Ci, którzy faktycznie chcą "wracać" i "przeżywać" dokumentują zupełnie inne momenty. Momenty, w których mieli nad swoją ofiarą całkowitą władzę. Tej dokumentacji jednak nie mamy. Mamy za to mnóstwo dowodów na to, kto w istocie rzeczy jest tutaj psychopatą. Bezwzględnie jest to Hayley.


To ona napawa się władzą, to ona się ekscytuje przemocą, to ona się bawi ze swoją ofiarą w kotka i myszkę. Mogła zakneblować Jeffa, ale nie zrobiła tego: chce słyszeć każde jego słowo, każdy jęk i okrzyk bólu. Jest z siebie niebywale dumna, upojona swoją przewagą. W połowie filmu miałam jej całkowicie dość. Całym sercem byłam za rzekomym "złym", marzyłam, żeby się uwolnił, oswobodził i jakimkolwiek ciężkim przedmiotem rozkwasił tę dziewczynę na miazgę. Nie do końca zestaw uczuć, które powinni budzić odpowiednio: zdegenerowany pedofil i niewinna dziewczynka, prawda?




Hayley ma wręcz książkowe cechy seryjnego zabójcy. Jej kompletny brak empatii, wyzucie z uczuć wyższych, głęboka amoralność, potrzeba władzy absolutnej, nawet fascynacja metodami policyjnymi i medycyną klasyfikują się do profilu. W finale filmu, kiedy Jeff przyznaje się w końcu do swojego udziału w zabójstwie Donny i popełnia samobójstwo, pierwszą myślą nie jest bynajmniej "dostał za swoje, zboczeniec jeden" tylko raczej refleksja dotycząca mechanizmu fałszywego przyznania się do winy. Tak naprawdę przestaje się liczyć, co zrobił, a czego nie. Liczy się to, co zrobiła ona - na jego miejscu mógł być właściwie ktokolwiek. Winny czy nie. Jakaś wina się zawsze znajdzie. On tam już będzie wiedział, jaka. Może obejrzał się na ulicy za jakąś nastolatką w mini (podglądacz!) albo wszedł na stronę porno teens coś tam kropka com (pedofil!).


Problem pedofilii jest bolesny i poważny. Ten film robi z niego farsę. Gloryfikuje wyrafinowaną przemoc i ideę samosądu, samosądu opartego na kruchych podstawach, niezależnego i od dowodów winy, i od winy samej w sobie. Wycięta z komiksu superheroina odpowiada ciosem topora na cios rapiera i pławi się w poczuciu własnej słuszności i nieomylności. Tym samym odbiera powagę sprawie, w imieniu której rzekomo występuje. Sprawie, która jest niezaprzeczalnie istotna. Ujęcie jej w takiej perspektywie, w takim kontekście i w takiej konwencji jest nie dość, że krzywdzące wobec faktycznych ofiar molestowania, to jeszcze moralnie niepewne.



P U Ł A P K A


Tytuł oryginalny: Hard Candy
Rok produkcji: 2005
Kraj: USA
Czas trwania: 103 minuty

Reżyseria: David Slade
Scenariusz: Brian Nelson
Zdjęcia: Jo Willems
Muzyka: Harry Escott, Molly Nyman

Obsada:
Patrick Wilson   .....Jeff Kohlver
Ellen Page   .....Hayley Stark
Sandra Oh   .....Judy Tokuda
Odessa Rae   .....Janelle Rogers
Gilbert John   .....Nighthawks Clerk


Wyślij e-mail Autorka analizy:
Karolina Chymkowska - DEJNA
Klub Miłośników Filmu
21.03.2007