Siła "Pulp Fiction" niewątpliwie drzemie w zaburzeniu chronologii
przedstawianych wydarzeń (przy czym nie możemy też zapominać o soczystych
dialogach 'o niczym', które stały się znakiem rozpoznawczym Tarantino).
Należy jednak przyznać bez bicia, że historia opowiedziana w "Pulp Fiction"
po przyjrzeniu się jej z bliska, jest w istocie tworem bez właściwego
początku, rozwinięcia czy zakończenia. "Pulp Fiction" to jednak paradoksalnie, zamknięty świat
kilku bohaterów, w którym ulokowani, robią swoje bez celu, sensu i końca, jakby nie mieli
wpływu na bieg wydarzeń, bo i tak ich losy o siebie zazębią.
Najtrafniej tę plątaninę zdarzeń ilustrują słowa Wojciecha Malajkata,
który nieco skołowany po pokazie przedpremierowym "Pulp Fiction", opisując
swoje wrażenia po filmie powiedział (mniej więcej):
"Nie bardzo zrozumiałem o co w tym filmie chodziło; łazili po ekranie, zabijali się, pili Shake'i,
a główny bohater zginął w połowie filmu, i mimo to później żył...".
Zatem jak już powiedziałem wcześniej; historia opowiedziana w "Pulp Fiction"
jest błaha, skomplikowana tylko na pierwszy rzut oka, a ratują ją znakomite dialogi i rozbicie filmu na drobne kawałki, posklejane celowo bez ładu i składu przez Tarantino. To nadało filmowi nowatorskiego charakteru, a tenże nowy sposób opowiadania,
wyraziści bohaterowie i znakomite dialogi, zagwarantowały filmowi status
'kultowego'. Sprawdźmy więc teraz, jak wyglądałby film Tarantino, gdyby
obejrzeć go 'po Bożemu', czyli w układzie chronologicznym - bo o ciągu
przyczynowo skutkowym w przypadku "Pulp Fiction" raczej nie można mówić ;)
Scena z udziałem Christophera Walkena, z punktu widzenia chronologii
wydarzeń, miała miejsce jako pierwsza, biorąc jednak pod uwagę fakt,
że była to retrospekcja, nie będzie tu wymieniona jako pierwsza, tylko
w tym samym miejscu gdzie była umieszczona pierwotnie, czyli przed walką
bokserską Butcha.
Zacznijmy więc oglądanie "Pulp Fiction" w układzie chronologicznym:
Pierwsza scena filmu to Vincent i Jules jadący samochodem. Pierwsze
słowa jakie padają w filmie to:
"Opowiedz mi o Hasz-barach", wypowiedziane
przez Julesa. Później wątek Vincenta i Julesa brnie do przodu; czyli
rozmawiają o frytkach z majonezem, sięgają do bagażnika po broń, gadają
o Mii Wallace, wchodzą do mieszkania 'współpracowników' Marcelusa,
odnajdują walizkę, rozwalają kolesi, zza drzwi wyskakuje trzeci gostek i
wywala do naszych bohaterów cały magazynek kul, które cudem ich omijają.
Następnie Jules, Vincent i Marvin jadą samochodem, samochód 'wjeżdża na
wybój' (jak sugeruje później Vincent), pistolet wypala i Marvin przez
przypadek zostaje zabity. Nasi bohaterowie docierają do mieszkania
Jimmi'ego, gdzie po chwili przyjeżdża Wolf. Nasi bohaterowie czyszczą
samochód, biorą zimny prysznic i wkładają nowe ciuchy - krótkie spodenki
i kiczowate koszulki. Następnie niszczą samochód na złomowisku i udają się
do baru.

Jules i Vincent siedząc w barze, powracają do rozmowy o 'cudzie' i Jules
stwierdza, że niczym pasterz, chce odtąd chodzić po świecie i poznawać ludzi,
zrywając jednocześnie z zawodowym zabijaniem. Vincent stwierdza, że musi iść
do kibla. W tym samym czasie trwa już rozmowa między Ringo a Yolandą, którzy
właśnie planują napad na ten lokal. Widać, że obok nich przechodzi Vincent,
zmierzający do wc. Rozpoczyna się napad. Jules obezwładnia Ringo, z łazienki
wraca Vincent, wszyscy do siebie celują, Jules daje Ringo pieniądze i puszcza
jego i Yolandę wolno. Jules i Vinent na luzaka chowają giwery za paski krótkich
spodenek i równie luzacko wychodzą z baru.
(w tym miejscu normalnie kończy się film)


Jest wieczór tego samego dnia. Jules i Vincent, wciąż ubrani jak kretyni, przychodzą
do nocnego klubu, gdzie właśnie trwa rozmowa między Marcellusem i Butchem. Nasi bohaterowie
oddają walizkę szefowi, a Vincent ma małe spięcie z Butchem.

Mamy kolejny dzień (nie jest powiedziane czy to jutro, czy pojutrze czy jeszcze dalej).
Vincent kupuje dragi u Lance'a, wstrzykuje sobie małe 'conieco' i wieczorem jedzie po
Mię Wallace. Jadą razem do restauracji "Jackrabbit slim's", kupują Shake'a za 5$, 'wygrywają'
konkurs Twista, Mia wciąga nosem heroinę Vincenta, który przerażony wiezie ją do Lance'a.
Tam Mia dostaje zastrzyk z adrenaliny prosto w serce i Vincent odwozi ją do domu, gdzie
musi jeszcze wysłuchać mało śmiesznego dowcipu o 'keczupie'.

Teraz następuje krótka retrospekcja z udziałem Christophera Walkena, która wyjaśnia nam
znaczenie zegarka, którego posiadaczem aktualnie jest Butch. Następnie Butch niejako
budzi się w szatni, wychodzi na ring, rozwala przeciwnika i ucieka. Do szatni przychodzi
Marcellus, Mia i Vincent; Mia 'dziękuje' Vincentowi za kolację, a Marcellus wścieka się
na Butcha. Ten jedzie już taksówką do domu. Następnego dnia Butch udaje się do swojego
domu, gdzie został zegarek. Tam czeka na niego Vincent, który wychodzi akurat z kibla,
trzymając w ręku ten sam komiks, który czytał w ubikacji w restauracji. Buth zabija
Vincenta.

Butch rozradowany i podbudowany, wraca do domu samochodem. Na skrzyżowaniu natrafia na
Marcellusa, którego potrąca swoim autem. Obydwaj trafiają w łapy zboczeńców. Butchowi
udaje się uwolnić, pomaga też gwałconemu właśnie Marcellusowi. Ten daruje mu winy i każe
się wynieść z miasta. Butch bierze Harley'a, którego właścicielem jest Zed. Jedzie nim
po swoją dziewczynę. Ostatnią sceną filmu jest odjaz Butcha i Ptysia z kremem na Harley'u,
a ostatnią kwestią filmu jest:
"Zed zszedł kochanie, Zed zszedł".

Jak widać z powyższego opisu, "Pulp Fiction" obejrzany w sposób chronologiczny byłby
filmem conajmniej... nielogicznym. Nagle gubilibyśmy głównych bohaterów (Julesa i Vincenta)
i przeskakiwalibyśmy na historię Butcha, który po rozprawieniu się z gangsterami wyjeżdża
z miasta. Brzmi banalnie i zupełnie nieciekawie. Łatwo więc udowodnić, że po wyprostowaniu
historii zawartej przez Tarantino w "Pulp Fiction", robi się z niej opowieść bez większego
sensu i polotu, a cała moc "Pulp Fiction" tkwi w doskonałym i trafnym rozbiciu filmowej jedności
miejsca, czasu i akcji i jakiekolwiek prostowanie historii zabija magię tego filmu.
Proszę zatem traktować powyższy tekst nie jako próbę zdemaskowania miernoty Tarantino, a raczej
jako dowód na to, jak ten znakomity reżyser potrafił z tak błachych historii, poprzez
przemieszanie wątków - uczynić mocne, wciągające i nowatorskie kino, które rozpoczęło
w historii X muzy zupełnie nowy etap.
AUTOR OPRACOWANIA:
Rafał Donica - DUX