Paul McGuigan jest reżyserem, którego filmografia przypomina przysłowiowy "groch z kapustą", ale w jego przypadku nie odczytuję tego jako braku pomysłu na siebie i swoją karierę. Jest to raczej konsekwentne dążenie do sprawdzenia się w każdym z gatunków. Debiutował komedią "Acid House", do której scenariusz napisał Irvine Welsh, autor "Trainspotting". Następnie nakręcił dwa, całkiem różne filmy z Paulem Bettanym - dramat gangsterski "Gangster numer 1" i średniowieczny kryminał "Rachunek sumienia", po których został zaproszony do Hollywood. Tam zrobił "Apartament", czyli remake francuskiego melodramatu, który reklamowany był jako thriller oraz "Zabójczy numer" - komedię sensacyjną. W obu tych filmach główne role zagrał Josh Hartnett. Najwyraźniej taki już McGuigan ma zwyczaj, że wykorzystuje aktorów nie więcej niż dwa razy. W swoim najnowszym projekcie pt. "Push" na pierwszym planie błyszczy Chris Evans, zatem nie zdziwcie się, jeśli to właśnie on pojawi się w następnym filmie tego reżysera.
Fabuła "Push" jest prosta jak ołówek - na świecie istnieją ludzie z nadprzyrodzonymi zdolnościami, którzy ścigani są przez tzw. Wydział, mający na celu stworzenie armii superżołnierzy. A mają oni w czym wybierać, bo jedni potrafią uleczać, inni wymazywać pamięć, a jeszcze inni swoim krzykiem tłuką szkło i zabijają biedne rybki w akwarium. Aby jednak stworzyć taką armię najpierw trzeba znaleźć niejaką Kirę - Wydział wstrzyknął jej coś, czego nie powinna była przeżyć, ale jednak przeżyła. Dziewczyna teraz ukrywa się w Hong Kongu. W pościg za nią ruszają źli agenci dowodzeni przez kontrolującego umysły ludzkie Carvera. Nieoczekiwanych sojuszników Kira znajdują w dwójce innych "uzdolnionych" - potrafiącego przesuwać przedmioty za pomocą myśli Nicka oraz widzącej przyszłość Cassie.
Tym razem McGuigan wziął na warsztat fantastyczne kino akcji, co widać po powyższym opisie, i po raz pierwszy w swojej karierze poległ. Zawinił, w głównej mierze scenariusz - głupiutki i schematyczny. Na dodatek liczący na sequel, co widać w otwartym zakończeniu. Jego największa wada polega jednak na czymś innym - skoro jest to film o ludziach z mocami to logicznym byłoby pokazanie tych mocy, najlepiej w akcji. Tymczasem, film, będący w zamierzeniu widowiskiem, opiera się w głównej mierze na pieszych wędrówkach głównych bohaterów. Gdy już dochodzi do jakiejś sceny walki, brak w niej napięcia i efektowności. Tutaj ujawniają się braki warsztatowe samego McGuigana, który najwyraźniej do filmów akcji z efektami nie jest stworzony. Próbuje to maskować zarówno dynamicznym montażem, jak i świetnymi zdjęciami, lecz napięcia w ten sposób nie zbuduje. Co do zarzutu o brak efektowności (czyt. rozmachu), winić za to można niski budżet filmu, który zamknął się w niecałych 40 milionach dolarów. Skromnie, jak na ten rodzaj kina, co nie znaczy, że zrobienie dobrego filmu za takie pieniądze jest niemożliwe.
McGuigan, przy scenariuszu, który wyraźnie go ograniczał, postanowił zadbać, aby przynajmniej od strony wizualnej film był dopieszczony. A miał na zrobienie "Push" sposób całkiem oryginalny, co widać zwłaszcza w scenach akcji. Postanowił bowiem wykorzystać kolory tęczy! I tak, gdy bohaterowie walczą ze sobą, ich siła ujawnia się w postaci tęczowych błysków (sic!). Podczas finałowej potyczki wszystko skąpane jest w kolorowej mące, w budynku, gdzie szyby też są kolorowe. Nawet końcówki włosów Cassie wyglądają jak kredki, którymi maluje ona przyszłość. Również do obsady trudno się przyczepić. Chris Evans i Dakota Fanning, jako Nick i Cassie tworzą zgrany i sympatyczny duet. Djimon Hounsou (Carver) sprawia wrażenie, jakby złym był przez całe życie, a Kira w wykonaniu ślicznej Camilli Belle mruży oczka i po mistrzowsku udaje niewinną i skrzywdzoną. Świetna muzyka i piosenki, których jest jednak trochę za dużo, pomagają w obejrzeniu filmu do końca.
Czym jest "Push" dla McGuigana? Kolejnym gatunkiem, z którym się zmierzył, lecz przede wszystkim ostrzeżeniem, żeby już więcej nie zabierał się za kręcenie widowisk. Czym jest "Push" dla widza? Dwugodzinnym i przewidywalnym do bólu filmem, który, podobnie jak tęcza, mieni się kolorami, może się podobać w trakcie oglądania, ale szybko znika i nie pozostawia po sobie zupełnie nic.


wytwórnia - Summit Entertainment, 2009
reżyseria - Paul McGuigan
scenariusz - David Bourla
muzyka - Neil Davidge
montaż - Nicolas Trembasiewicz
zdjęcia - Peter Sova
czas projekcji - 111 minut


Chris Evans
Camilla Belle
Djimon Hounsou
Cliff Curtis
Neil Jackson
Maggie Siff
Scott Michael Campbell
Corey Stoll


Nick Gant
Kira Hudson
Henry Carver
Hook Waters
Victor Budarin
Teresa Stowe
Agent Holden
Agent Mack



Autor recenzji: Krzysztof Walecki - CRASH | Klub Miłośników Filmu, 29 kwietnia 2009

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA