Złożyć głowę na cudzej poduszce, czyli "Pusty dom"
Kim Ki-duka
Dżiga Wiertow, jeden z
największych twórców kina, chciał stworzyć całkowicie nową formę sztuki.
Uważał, że kino powinno być czymś różnym od teatru, dlatego też w swoich
dziełach eksperymentował z montażem, nie opierał ich na tradycyjnej
fabule i dialogach, niezwykłą wagę przywiązując do oprawy muzycznej. Coś
z wizji Wiertowa można odnaleźć także u Kim Ki-duka. Jedna z recenzentek
zauważyła, że trudno wyobrazić sobie "Pusty dom" jako dzieło
literackie. Przyznam, że nie wyobrażam sobie tej opowieści także na
scenie ani w żadnej innej formie poza filmową. Liczy się tu każdy gest,
rekwizyt, zbliżenie. Reżyser precyzyjnie zaplanował, ile, czego i w
którym momencie pokazać widzowi. Dialog nie ma większego znaczenia – u
Kim Ki-duka mówią jedynie ci, którzy w gruncie rzeczy nie mają nic do
powiedzenia. To, co najważniejsze, odbywa się w milczeniu.
|
 |
 |
Tae-suk przemierza
opustoszałe osiedla, których mieszkańcy godzinami przesiadują w pracy,
zagląda do cichych klatek schodowych z dziesiątkami drzwi, za którymi
nikogo nie ma – lokatorzy siedzą w biurze lub wybrali się na pierwszy od
wielu lat urlop. Kiedy nabierze pewności, że dom będzie stał pusty przez
jakiś czas, włamuje się i spędza w nim jedną noc. Niczego nie kradnie,
korzysta jedynie z domowych sprzętów, z którymi obchodzi się o wiele
troskliwiej, niż ich zabiegani właściciele. Dokonuje drobnych napraw,
robi pranie, zaś następnego dnia znika, niczym niewidzialny opiekun
wygasłego pod nieobecność rodzin domowego ogniska. W jednym z domów z
ukrycia będą go śledziły podbite oczy Sun-hwa, zaś z automatycznej
sekretarki sączył się będzie pełen złości głos jej męża... Opowieść Kim
Ki-duka można interpretować na wiele sposobów, każda scena przydaje
filmowi znaczeń, dodaje coś do misternie skonstruowanej całości. "Pusty
dom" sprawia wrażenie precyzyjnie zaplanowanej, gęstej od symboli
łamigłówki. Już sekwencja z napisami, choć zrealizowana niesłychanie
prostymi środkami, aż dyszy od znaczeń. Oto przesłonięta błękitną siatką
klasyczna rzeźba staje się celem wściekłych uderzeń – piłeczki golfowej,
jak się później okaże - szarpiących niebieską płachtę. Jednocześnie widz
ma podczas seansu wrażenie niesłychanej łatwości, z jaką zestawiono ze
sobą wszystkie doskonale do siebie pasujące elementy. Za tym
"narracyjnym opanowaniem" kryją się jednakże ogromne emocje, które
eksplodują w nielicznych, ale niesłychanie sugestywnych scenach
przemocy.
|
 |
 |
Każdy dom odwiedzany
przez Tae-suka kryje w sobie coś ważnego, jakiś problem, nad którym
lokator nie zdążył lub nie chciał się pochylić. Wędrówka, pozornie
pozbawiona celu, okazuje się być drogą do wtajemniczenia, mądrości, przy
czym młody mężczyzna jest tu raz nauczycielem, innym razem uczniem. Kim
Ki-duk nie moralizuje, nie oferuje rozwiązań, lecz sam szuka odpowiedzi.
Jednocześnie jednak wyraźnie lokuje swoje sympatie, biorąc w opiekę
wszystkich tych, którzy jak Sun-hwa zasnąć mogą jedynie składając głowę
na cudzej poduszce.
 |
Pusty dom
(Bin-jip)
Występują:
Lee Seung-yeaon jako Sun-hwa
Lee Hyun-kyoon jako Tae-suk
Kwon Hyuk-ho jako mąż
Ju Jin-mo jako inspektor Cho
I inni
Reżyseria: Kim Ki-duk
Scenariusz: Kim Ki-duk
Montaż: Kim Ki-duk
Zdjęcia: Jang Seon-back
Muzyka: Silvian
Scenografia: Chungsol Art.
Korea Płd. | Japonia 2004
Klub
Miłośników Filmu | 09 X 2005 |
|
| Autor recenzji:
Paweł Marczewski -
ShandoR |