Strona główna KMF



Puste słowa


... przykleja ulotki na drzwiach domów. To najprostszy sposób, aby zorientować się, czy ktoś jest, czy może wyjechał. Jeżeli właściciel znika na dłużej, on przychodzi w to miejsce ponownie. Zrywa reklamę z drzwi, wchodzi do mieszkania. Odsłuchuje wiadomości na telefonie, bierze prysznic, naprawia różne rzeczy, idzie spać. Wstaje, robi pranie... rodzina wraca, a jego już nie ma. Tylko wcześniej jeszcze zdjęcie na aparacie cyfrowym. Pewnego dnia wchodzi do wspaniałej rezydencji. Właściciela nie ma, ale jest jego żona. Kobieta nie wzywa policji, bo czy faktycznie to jest jej prawdziwy dom? Gdy wszedł, siedziała w kącie, oplatając ramionami kolana. Na wciąż ślicznej twarzy ślady uderzenia, a na automatycznej sekretarce głos męża. Przeprasza, pyta czy jest jeszcze zła. Przecież nic się nie stało. Wszystko robię dla ciebie. Tak bardzo cię kocham.




Chłopak powtarza rytuał. Ot, kolejny dzień i noc. Kobieta go obserwuje, on nie wie o jej obecności. Aby ją dostrzegł, musiała stanąć przed nim. Nie zamieniają ani słowa. On wychodzi. Jednak szybko wraca... kobieta płacze, chłopak nastawia muzykę, gdy wyjdzie z łazienki, na podłodze będzie czekało przygotowane ubranie. Zaopiekuję się tobą. Wraca jednak mąż. Dlaczego nie chciała z nim porozmawiać? Czy jestem twoim niewolnikiem? Takie życie nie jest łatwe. Przepraszam. Kocham cię. Dlaczego tak mnie traktujesz? Chłopak nie odchodzi. Mąż po chwili leży na trawniku, zwijając się z bólu. Kobieta wsiada wraz z nieznajomym na motor i odjeżdżają. Pierwszy akt dobiega końca. Jest niczym baśń. Oto zjawia się królewicz, wyrywający niewiastę z łap odrażającego czarownika (motyw ten, w formie zmodyfikowanej, zostanie powtórzony w "Łuku"). Tu opowieść mogłaby się zakończyć, w takim momencie przecież kończą się bajki. Dalszej części nie ma, albowiem nic dalej nie istnieje. Życie urywa się w tym najodpowiedniejszym z momentów. Tak naprawdę jednak wyzwolenie jest procesem, a nie momentem. Dlatego opowieść jest snuta dalej. Kobieta idzie po śladach chłopaka, do kolejnego, pustego domu... Jakby wszystko to samo. A jednak już nie tak samo. Mniej samotnie. Żyjemy życiem innych, żyjemy nim razem. Tylko... przekraczając kolejny próg, należy mieć na uwadze, że dom może skrywać coś, na co bohaterowie nie będą przygotowani. Chłopak zdaje się nie brać tego pod uwagę. Wiemy o tym już wcześniej - podczas nieszczęśliwego wypadku, jaki ma miejsce przy udziale piłeczki do golfa. Nie wszystko można przewidzieć, wyobraźnia nie lubi złych scenariuszy. Jednak teraz nawet żaden z nich nie może przekreślić tego, co połączyło dwójkę bohaterów. Tego nikt im już nie odbierze.




Miłość to nie puste słowa: krzyki męża, obietnice męża, przeprosiny męża. Ten człowiek chce być kochany. Jednak to pragnienie dalekie jest od idei miłości. Dlatego budzi tak szczerą odrazę. Jest człowiekiem małym. Budzi pogardę, gdy bije żonę, budzi pogardę, gdy leży pobity i w końcu budzi pogardę, gdy przeprasza i gdy żona wymierza mu uderzenie w twarz. Chciałby, aby jego żona była niczym wytresowany pies. Bije ją, albowiem jest nieposłuszna. On pracuje, wciąż go nie ma w domu, a gdy dzwoni, ona nie chce z nim rozmawiać. Gdy jest obok, gdy ją przytula, ona go odpycha. I znów te słowa. Zrozum, miłość jest trudna. Ja jednak cię kocham. Jeżeli tak, dlaczego widz mu nie współczuje? Otóż zakłóca on harmonię, zakłóca to wszystko, co dzieje się w ciszy. Słów w tym filmie nie jest wiele, jednak przeszkadzają. Wiemy bowiem, że niczego one nie wyrażają. Krzyczą ci, którzy chcą być słuchani, ale nic co powiedzą, nie ma znaczenia. Może dlatego nie słyszą odpowiedzi... Jedyne ważne słowa padają w finale. Monotonne "kocham", w tym obrazie nabiera zupełnie innego wymiaru: jest tak bardzo prawdziwe, a to nie nazbyt często zdarza się w kinie.


It's hard to tell that the world we live in is either a reality or a dream.


Film zyskuje lekkość, poprzez nasączenie go delikatnym humorem. Jego forma idealnie koresponduje ze sposobem ukazania uczucia, które jest tak czyste i prawdziwe. Stopa na drugiej stopie, splecione ręce i pocałunki. Urzekają w tym wszystkim i inni ludzie. Bowiem pośród tych przekupnych, wykorzystujących władzę, pośród tych wszystkich małych, nikczemnych kukiełek, są i inne postaci, świadome piękna, które świat w sobie zawiera. Magiczną jest scena, kiedy bohaterka wchodzi do domu pewnego młodego małżeństwa. Mija mężczyznę i... kieruje się w kierunku sofy. Poprawia poduszkę i zasypia. Nic więcej. Scena jest jednak tak skonstruowana, że wywołuje najcieplejsze z możliwych emocji. Autor w fascynujący sposób przeplata sny i jawę, nie stawiając przy tym przed widzem zadania ich rozdzielenia. Te dwie rzeczywistości są bowiem tak mocno ze sobą splecione, że wydaje się to niemożliwym, a każda próba analizy może jedynie prowadzić do zniszczenia owego majstersztyku. Obrazu się nie tnie, a tego dzieła tak naprawdę nie można przełożyć na inny język. Każdy gest ma tu znaczenie. Wspaniała poetyka opowieści, muzyka, uroda poszczególnych scen i ta cisza, której można wręcz dotknąć... to wszystko przenosi na zupełnie inni poziom doświadczania filmu, aniżeli jest to zazwyczaj spotykane. Wszystkie z prac tego autora, które miałam okazję podziwiać, były wrzucone w ów czarodziejski nastrój. Jednak to właśnie "Pusty dom" jest nade wszystko fascynujący w tym względzie. Możliwe, że to przez sam temat dzieła, przez wybór miłości, skontrastowanie jej z pustką, w której jednak to uczucie odnajduje dla siebie przestrzeń.




Dlaczego to inni twórcy nie potrafią w taki sposób mówić o miłości? Tak łatwo wymienić te kilka tytułów, które faktycznie mają cokolwiek do zaproponowania w tym temacie, które zdają się pochwycić cząstkę tego uczucia i wypełnić nią przestrzenie między ścianami. Taki towar eksportowy jakim jest miłość, faktycznie jest jednak w kinie towarem wybrakowanym. Ot, pretekst, aby było przy czym przeżuwać popcorn. A jednak. To uczucie można zamknąć między kadrami, a bohaterowie wcale nie muszą opowiadać o nim poprzez krzyki, wzajemne pretensje i dążenie do cukierkowatego finału. Może być zupełnie inaczej, czego dowodzi "Pusty dom". Tu każdy pocałunek ma znaczenie. Na ogół przecież tak nie jest. O pocałunkach się zapomina. Może niekoniecznie w kinie, bo romansidła lubują się w celebrowaniu buziaków. Tak też po kolejnym seansie wkradła się w świadomość myśl o "Pretty woman" i bohaterka mówiąca, że nie całuje się z klientami, to bowiem przekroczenie granicy . Nie przepadam za tym filmem, jednak w tamtym momencie tak mocno, jak nigdy wcześniej, infantylne wydało mi się to zdanie. To jedno z tych stwierdzeń, nie mających najmniejszego znaczenia. To jedna z tych tandetnych prób nadania miłosnej opowieści subtelności. "Robię wszystko, ale nie całuję w usta" - tak wygląda owa subtelność. Zatem lubimy bohaterkę - prostytutkę, bowiem bez znaczenia z kim, bez znaczenia jak. Ważne, że nie całuje w usta, co nadaje jej (w zamierzeniu) pewnego rysu niewinności. Nie miejsce tu na wnikanie, czy twórcy "Pretty woman" potraktowali widza jak idiotę, czy też faktycznie uwierzyli, że ten głupi manewr miał sens. Wiem tyle, że zarówno oni, jak i wielu im podobnych, winno u Kim Ki - Duka brać lekcje tego, jak opowiada się o uczuciu. "Pusty dom" bowiem, to jedna z najwspanialszych opowieści, jakie w tym temacie zostały stworzone i tutaj "kocham" zyskuje prawdziwy sens. Jednak nie to "kocham", wypowiedziane jako błaganie, przeprosiny, rozkaz, a to, dopełniające ciszy, będące jej zwieńczeniem i przełamaniem. Poetycki majstersztyk, który chłonie się każdą cząstką organizmu, pokazujący, że banalne słowa rzeczywiste, rozmowy o uczuciach jakże są trywialne i tak naprawdę zupełnie nieważne, zupełnie niewarte poświęcanego im czasu. Prawdziwa miłość wygląda tak, jak chce autor. Nadaje jej kształt idealny, a mimo to przenosi daleko ponad poziom bajki, zamieniając marzenia w rzeczywistość.


Ocena: 9/10




Tytuł oryginalny: Bin-jip
Tytuł angielski: 3-Iron
Rok produkcji: 2004
Kraj: Korea Południowa, Japonia
Czas trwania: 88 minut

Reżyseria: Ki-duk Kim
Scenariusz: Ki-duk Kim
Zdjęcia: Seong-back Jang
Muzyka: Slvian

Obsada:
Seung-yeon Lee   .....Sun-hwa
Hyun-kyoon Lee   .....Tae-suk
Hyuk-ho Kwon   .....Min-gyu


Wyślij e-mail Autorka tekstu:
Iwona Kusion - ARRAKIN
Klub Miłośników Filmu
25.09.2006