STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE


W roku 1936 w Japonii doszło do pewnej bardzo głośnej zbrodni. Jej sprawczyni, Sada Abe stała się jednak obiektem nie nienawiści i pogardy, ale totalnej fascynacji przerastającej nawet tą, jaką kilka dekad później mieli budzić w Amerykanach ich seryjni mordercy. Przyczyn tej fascynacji można upatrywać w ogólnej, dekadenckiej aurze panującej w Kraju Kwitnącej Wiśni w latach 20 i 30. Aurze, której przejawem był choćby literacki i artystyczny nurt Ero-Guro (od Erotikku Gurotesku Nonsensu – Erotic Grotesque Nonsense) zafascynowany mieszaniem groteskowej seksualności, przemocy i okrucieństwa z estetycznym wyrafinowaniem (dalekie echa tego nurtu można znaleźć w dzisiejszym muzycznym visual-kei i w guro – najbardziej ekstremalnej i szokującej postaci hentai). Część historyków zwraca jednak uwagę na to jak wielkie wrażenie zrobiło na japońskim społeczeństwie wyznanie Abe, która stwierdziła, że popełniła swój makabryczny czyn nie z nienawiści czy zazdrości, ale z bezgranicznego pożądania i bezgranicznej miłości.

Specjalnie nie napisałem czego dokładnie dopuściła się Sada Abe, bo byłoby to spoilerem dla tych, którzy zasiadają do oglądania „Imperium zmysłów” nie znając historii tej kobiety. Dzieło Nagisy Oshimy, jednego z najważniejszych reżyserów Nuberu bagu czyli Nowej Fali w kinie japońskim, jest bowiem najsłynniejszym i, według wielu, najwybitniejszym filmowym przybliżeniem jej postaci. Mimo że pewne szczegóły „sprawy Abe” zostały zmienione podstawowe elementy są dokładnie takie jak w rzeczywistości. Prawdopodobnie taka jak w rzeczywistości jest też niebywała intensywność przedstawionej seksualności, intensywność, która uczyniła ten film jednym z najbardziej skandalizujących i kontrowersyjnych w dziejach kinematografii.

   

Abe poznajemy w momencie kiedy uzyskawszy wreszcie możliwość porzucenia dotychczasowego zajęcia (prostytucji) rozpoczyna w hotelu pracę jako pokojówka. Wkrótce wpada w oko właścicielowi hotelu Kichizo Ishidzie. Jednorazowa przygoda przeradza się w namiętny romans i wzajemną obsesję, kochankowie dosłownie zapominają o całym świecie spędzając całe dnie i noce na uprawianiu seksu. Stopniowo miłość Sady staje się coraz bardziej zachłanna i zaborcza, a akty, którym oddają się bohaterowie coraz bardziej dzikie i ryzykowne...

Są dwa podstawowe pytania, które przewijają się zawsze przy okazji „Imperium zmysłów”. Czy jest to film pornograficzny? To zależy od przyjętej definicji pornografii. Jeśli za wyznacznik przyjąć autentyczność ukazywanych aktów i całkowity brak cenzury, to film Oshimy bez wątpienia podpada pod tę kategorię: mamy tu cały ciąg niesymulowanych stosunków waginalnych, analnych i oralnych, frontalną nagość ze wszystkimi szczegółami i scenę wkładania jajka na twardo do pochwy. Jeśli jednak przyjąć za główną cechę pornografii jej cel – budzenie podniecenia, to „Imperium” pornografią nie jest. Podniecenie może się u widza pojawić na początku, jednak potem pokazywany seks staje się tak nieprzyjemny, drapieżny, chorobliwy wręcz, że ta pierwsza reakcja ulatnia się bez śladu.

Dużo istotniejsze jest jednak drugie pytanie: czy jest to przykład filmowej sztuki, czy jest to film wybitny? Moim zdaniem jest i to bez cienia wątpliwości. Dzieło Oshimy nie poprzestaje na epatowaniu odważnymi „momentami”, ale jest na przemian przygnębiającą, wstrząsająca i fascynującą opowieścią o parze ludzi, którzy konsekwentnie poszli do granic pewnego doświadczenia egzystencjalnego*. Którzy doprowadzili seksualność tam, gdzie być może prowadzi ona z samej swojej natury, jeśli potraktować tę naturę poważnie i poddać się jej bez granic – do miejsca w którym znika dobro i zło, życie i śmierć, a pozostaje tylko pożądanie, którego nigdy nie da się zaspokoić i ostateczna rozkosz, której nigdy nie da się osiągnąć.

   

Jest to też miejsce do którego może prowadzić „łakoma” i obsesyjna miłość pragnąca pochłonąć kochaną istotę, złączyć się z nią na zawsze i w sposób absolutny. Znaczące jest historyczne tło tej opowieści, w którym, w miarę jak romans Abe i Ishidy staje się coraz gwałtowniejszy, coraz częściej widzimy narodowe flagi i oddziały wojska. Jakby Oshima zestawiał obsesyjną miłość do człowieka ze skrzywioną i skrajną formą patriotyzmu. Tą skrzywioną formą patriotyzmu, która już rok po „sprawie Abe” miała zaowocować Masakrą w Nankinie i rozpoczęciem działalności potwornego Oddziału 731.

Ten film sam w sobie jest dziełem granicznym, bo chyba nie da się pójść dalej w tym temacie nie gubiąc głębszych treści wśród nieustannych stosunków. Dlatego nawet widzowie, którzy widzieli już niejedno mogą być chwilami zaszokowani, zwłaszcza pod koniec gdy do wszystkiego dochodzi jeszcze naturalistyczna scena okaleczenia. Jednak ci, którzy podchodzą do seksu w sposób poważny i dojrzały i uznają prawo sztuki do badania wszystkich aspektów ludzkiej egzystencji na pewno docenią siłę i konsekwencję „Imperium zmysłów”.



* Jedną z rzeczy które najbardziej mnie fascynują w kinie japońskim jest właśnie ta konsekwencja w „pójściu na całość”. Japończycy idą na całość kiedy opowiadają o miłości, lojalności, poświęceniu, okrucieństwie. Nic dziwnego, że Oshima poszedł na całość mówiąc o seksie jako jednym z najważniejszych ludzkich doświadczeń.



       


Autor tekstu: Łukasz Grela [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 22 czerwca 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]



STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Podziel się