Nie [Nagraj], tylko [Odtwórz]

Jeśli próbujecie w 2007 roku zrobić film o zombi, w którym żywe trupy są dla bohaterów taką nowością, że żaden nie potrafi znaleźć dla nich nazwy, upewnijcie się, że będzie sprawny technicznie, bo już na pierwszy rzut oka widać, że fabularnie nie będzie to nic świeżego.
"Rec" to twór pozszywany ze zmumifikowanych schematów, a niemal każdą jego scenę można było zobaczyć gdzieś indziej. Fabuła sięga roku 1968, wówczas bowiem powstała "Noc żywych trupów", z której scenarzyści hiszpańskiego horroru rżnęli bez opamiętania. Niestety, robili to także bez pomysłu. Scenariusz zamyka się w słowach: "Oto bohaterowie znaleźli się w domu pełnym zombi". I tyle, nic więcej. Nawet postaci rozpisano zgodnie z obowiązującymi kliszami. Jest osoba silna, ale tylko rzekomo; jest dzielna kobieta, a z nią kolejna - słaba; jest dziecko. Pojawia się nawet dzielny heros, obcokrajowcy i starcy. Standardowy zestaw nr 3. Jeśli chodzi o czarne charaktery, czyli zombi, skradziono ekipę z remake'u "Świtu żywych trupów" - m.in. otyłą kobietę w nocnej koszuli i małą dziewczynkę. Do "Rec" załapała się także postać charakterystyczna dla japońskich filmów grozy, a sfilmowano ją w sposób znany z "Milczenia owiec" i "Zejścia". Tym, co miało czynić film oryginalnym i pomysłowym, była praca kamery. Całość nakręcono bowiem "z ręki", z perspektywy pierwszoosobowej... czyli tak samo jak wcześniej "Blair Witch Project", "Cloverfield" i "Diary of the Dead".
Jednak to nie kopiowanie epigonów bliskich naśladowców jest najgorsze w filmie Jaume'a Balagueró. Produkcję zabija brak logiki postępowania absolutnie każdej postaci, która pojawia się na ekranie, a nawet tych, o których tylko się mówi. Będąc w kamienicy, której apartamenty są niczym bunkry, bohaterowie ganiają się z zombi po klatce schodowej. Wojsko, choć obecne od chwili, gdy zainfekowane były dopiero dwie osoby, z niewyjaśnionych powodów czeka z wkroczeniem do akcji, a w międzyczasie pojawia się coraz więcej zarażonych. Ktoś odwraca się od truposza, ktoś inny wręcz pcha mu się w ramiona. Kuriozum świadczącym o poziomie filmu jest scena, w której bohaterka odnajduje taśmę ze zwierzeniami naukowca, na której zapowiada on, że zaraz niniejsze nagranie, jak i całą zawartość mieszkania, spali. Jaki jest sens robienia notatki o tym, że zaraz się ją zniszczy? Gdyby choć jedna osoba w "Rec" wykazała szczątkową inteligencję, film nie miałby prawa bytu - bohaterowie siedzieliby wygodnie i nikt nie miałby prawa zginąć. Wątły scenariusz w pewnym stopniu ratuje niezgorsza reżyseria, lecz jeśli przedrzeć się przez epileptyczną pracę kamery i zastanowić, to wydaje się, że bohaterowie przesadzają z dramatycznymi reakcjami. Gdyby kręcić całość z kamery na statywie, wyglądaliby jak grupa podekscytowanych przedszkolaków.
Jeśli Paul W.S. Anderson wiedziałby cokolwiek o robieniu filmów, jego ekranizacja gry "Resident Evil" wyglądałaby jak "Rec". Oglądając hiszpańską produkcję odniosłem wrażenie, że patrzę na czyjąś sesję przy grze komputerowej. Brak fabuły i portretów psychologicznych postaci maskuje się szybką, choć niezbyt sensowną akcją. Można z łatwością przewidzieć, skąd, kiedy i co wyskoczy na bohaterów. Dzięki temu "Rec" upodabnia się do zręcznościówki, w której nacisk położono na formę, a nie na treść. Jednak to, co sprawdza się w grach, w filmach nie zawsze skutkuje, co w dziele Balagueró widać aż za dobrze.


wytwórnia - Filmax, 2007
reżyseria - Jaume Balagueró, Paco Plaza
scenariusz - Jaume Balagueró, Luis Berdejo
montaż - David Gallart
zdjęcia - Pablo Rosso
czas projekcji - 80 minut


Manuela Velasco
Ferran Terraza
Jorge Serrano
Pablo Rosso
David Vert
Vicente Gil
Martha Carbonell
Carlos Vicente


Ángela Vidal
Manu
Policía Joven
Pablo
Álex
Policía Adulto
Sra. Izquierdo
Guillem Marimon


Autor recenzji: Michał Puczyński - MILITARY | Klub Miłośników Filmu, 1 marca 2008

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA