|
||||
Po "Porachunkach" i "Przekręcie" wszyscy liczyli, że trzeci film Guy'a Ritchie będzie miał podobne klimaty. No i niespodzianka dla większości raczej niemiła. Został on zjechany przez widzów, krytykę, w wyniku czego otrzymał Złotą Malinę - nagrodę dla najgorszego filmu roku. Ponadto Madonnie też się po tym filmie oberwało. Jak dla mnie był to personalny atak na piosenkarkę, niewiele mający wspólnego ze sposobem odtwarzania przez nią tej roli. Owszem może odstaje ona od wybitnych gwiazd Hollywoodu, może jej aktorstwo nie stoi na wysokim poziomie, ale w tym filmie zagrała ponad przeciętnie. Była naturalna, spontaniczna, jej gesty i reakcje nie były sztuczne i wymuszone. Cała ta zła prasa wokół filmu to rzecz co najmniej dla mnie dziwna, a tym bardziej niezrozumiała. A wysłuchawszy i przeczytawszy to wszystko obejrzałam film i naprawdę nie rozumiem skąd takie złe opinie.
"Swep Away" to przepiękny film o miłości dwojga bardzo różnych od siebie osób, kiełkującej w trudnych i nietypowych warunkach. Co prawda film jest strasznie wolny z początku, wydaje się, że o niczym. Ale tak naprawdę to tylko pozory. Dalej staje się dziwny, tajemniczy i intrygujący. Rzecz dzieje się na statku, gdzie bogaci znajomi spędzają urlop. Piękna i rozkapryszona bohaterka grana właśnie przez Madonnę upodobała sobie jednego mężczyznę z załogi, którego bezustannie ośmieszała i poniżała, w wyniku czego "zaskarbiła" sobie jego nienawiść i chęć zemsty. Los sprawił, że wypłynęli razem zwiedzać, jednak sztorm przeszkodził im w wyprawie i wylądowali gdzieś na bezludnej wyspie.
Od tego momentu role się odwróciły. To ów mężczyzna potrafił rozpalić ogień, znaleźć schronienie i pożywienie, a ona była całkowicie zależna od niego. A ponieważ przy takim obrocie rzeczy nadarzyła się okazja do zemsty, teraz to ona była poniżana i wykorzystywana do najcięższych prac. Stała się jego niewolnicą. Traktowana była okropnie, do tego stopnia, ze ja oglądając te sceny byłam wręcz oburzona postępowaniem tego mężczyzny. I jak w takich warunkach może narodzić się miłość? Ano właśnie może i to tak silna i namiętna jakiej oni oboje jeszcze w życiu nie doznali. Dla mnie to miłość od pierwszego gwałtu, gdyż właśnie wtedy oboje uświadomili sobie, że się kochają. Od tego momentu życie na wyspie nabrało kolorów, stało się wspaniałe i romantyczne. Jednak wszystko co piękne musi kiedyś się skończyć. Kobieta została odnaleziona przez swoich znajomych i męża i zabrana do domu.
Dużym plusem tego filmu jest brak rozmamłanego zakończenia made in Hollywood. Jak już wspomniałam - film jest wolny, jakby przeciągnięty. Jednak przyciąga uwagę, fascynuje, sprawia, że ogląda się to z zainteresowaniem. Po typowo gangsterskich filmach tego reżysera, romans mu wyszedł jak się patrzy. Nie banalny, nie naciągany, ale brutalny i wolny, co nie jest częste w takiego rodzaju filmach. Dużą role wydaje mi się w odbiorze odgrywa otoczenie w jakim rozgrywa się akcja. Cały czas jest ciepło, często widzimy przepiękne i czyste morze. To wszystko wywołuje pozytywne nastawienie. Szkoda wielka, że nie został doceniony, mógłby przejść bez większego szumu, ale na pewno nie zasłużył na taką krytykę i na tą nieszczęsną Złotą Malinę.
|