Chodzi mi po głowie ten film
i z całą pewnością długo tak pozostanie...
Czuję, że muszę o nim napisać, co gorsza jestem nim tak poruszona, że od razu przyznaję, że będę pisać pod wpływem dużych emocji i może okazać się, że powstanie cos na wzór nadinterpretacji.
Ale co tam, film wart jest tego żeby dać się ponieść emocjom i trochę się nad tym wszystkim zastanowić. Chyba każdy z nas po trosze mógłby dopisać jakiś wątek do historii o uzależnieniach głęboko wpisanych w naszą kulturę. A ponieważ film ten sam w sobie utrzymany jest w konwencji halucynacyjnej percepcji świata zewnętrznego, nie można odbierać wyłącznie jego powierzchni. Każda bowiem halucynacja, czy pseudohalucynacja jest sprawą wysoce indywidualną.
Oczywiście nie chcę tu sygnalizować sprawy związanej wyłącznie z narkotykami, choć i ten wątek w filmie jest dość dobitnie zobrazowany. Wydaje mi się, że to co widzimy należy z góry potraktować jako metaforę naszej współczesnej tożsamości. Ja tak właśnie ten film odbieram. Może nawet wbrew zamysłowi reżysera, ale co do tego już więcej nie będę się tłumaczyć, że może mnie trochę ponieść.
Coraz częściej i coraz więcej przebywamy w obrębie rzeczywistości odwracalnej, to znaczy takiej, w której nic nie jest sprawą ostateczną, żadna decyzja nie może pozostać nieodwracalna, czy wreszcie w takiej gdzie przełamanie ograniczeń materii nie stanowi większych trudności. Kształtujemy naszą tożsamość na zupełnie innych zasadach niż odbywało się to dotychczas. Nie odwołujemy się do naszej cielesności, historii czy doświadczeń. Ogólnie rzecz biorąc mam taka wizję, że kolejna kulturowa ucieczka od wolności może być metaforycznie ujęta jako ucieczka w cyberprzestrzeń. Reżyser pokazał na wybranych przykładach w jaki sposób wygląda w jego rozumieniu ten gorączkowy, nieco schizofreniczny, nowy świat. Wybrał mocne środki wyrazu, bo posłużył się telewizją i narkotykami. Wszystko to jednak przykłady w gruncie rzeczy odnoszące się do tego samego lęku. Lęku przed rzeczywistością, która nie spełnia już naszych oczekiwań. Technologia w skrajnej swej formie może przynosić coś na kształt zbawienia religijnego. I w tym filmie mamy tego właśnie przykład. Matka jednego z bohaterów oczekuje, że udział w jej ulubionym programie zapewni jej sukces, aprobatę społeczeństwa, ocali ją i da jej poczucie szczęścia. Dla niej telewizyjny show jest esencją rzeczywistości. Zamienia się wiec w manekina, który biernie konsumuje obrazy z ekranu telewizora, pogrążonego w nieuleczalnej aprobacie dla celu jakim jest przeniesienie się na druga stronę "lustra". Odkrywa jakby na nowo samą siebie, wierząc, że dieta sprawi, niczym jak zaklęcie, że marzenie zostanie zrealizowane. Zamyka się wiec powoli w magicznej formule, która stopniowo acz konsekwentnie ją unicestwia. Nikt i nic nie jest w stanie zburzyć jej naiwnej harmonii, wiary w to, że każdy kilogram mniej, to krok bliżej do celu. Środek na odchudzanie, który w rzeczywistości okazuje się być silnie uzależniającym narkotykiem, zaczyna stanowić dla niej schronienie. Jej poszukiwanie własnej tożsamości doprowadza ją do zwątpienia, samotności i wreszcie wygnania. Iluzja, która była piękniejsza od rzeczywistości ściągnęła na nią katastrofalny w skutkach obłęd. Można na tej podstawie stwierdzić, że media już dawno przestały tylko kreować rzeczywistość, zastąpiły ją, dla wielu odbiorców stały się nie światem kreowanym ale, może jeszcze nie jedynym, na pewno jednak w dużej mierze podstawowym. Przestały też być środkiem bezpiecznej komunikacji międzyludzkiej, a stały się niebezpiecznym narzędziem zniewalania społeczeństwa poprzez traktowanie go jako celu samego w sobie.
To co kiedyś przenikało ze świata natury i wzbogacało nasze wnętrza, oddajemy teraz nie dostając nic w zamian. Chociaż może właśnie należało by uznać, że dostajemy właśnie obłęd. Może nie tak przerysowany jak widzimy to w filmie, ale nieco łagodniejszy, bardziej zwodniczy bo trudny do uchwycenia.
Film może jednych dziwić, innych skłaniać do przemyśleń, może tez stanowić coś na wzór katharsis. Chyba nikogo nie pozostawia obojętnym. Na mnie samą działa jak narkoza. Nie wiem czemu, zaczynam go oglądać i muszę doprowadzić do samego końca, choć widziałam go już nie raz.
AUTOR TEKSTU:
Marta Wieczorek - MARTA

FOTO: HUNTER