Kiedyś, nie tak dawno jeszcze, zapowiedzi adaptacji gier wideo na potrzeby dużego ekranu, przyprawiały graczy na całym świecie o szybsze bicie serca. Hollywood rzadko kiedy sięgało po scenariusze związane z grami, w przeciwieństwie do tego, co dzieje się obecnie. Gry wideo nie były jednak wdzięcznym tematem dla kina, co udowodniono jeszcze długo przed pojawieniem się Uwe Bolla. Wystarczy tylko napomknąć o mizernych ekranizacjach "Double Dragon" czy "Street Fightera". Jednak zapowiedź fabularnego filmu "Resident Evil" wzbudziła prawdziwe emocje, ponieważ 'resident' nie tylko był znacznie lepszym materiałem na film, niż wspomniane bijatyki, ale nazwisko reżysera Paula W.S. Andersona również wzmagało oczekiwania, za sprawą jego całkiem przyzwoitej ekranizacji "Mortal Kombat". Mówiąc skrótowo jednak, Pan Anderson wywiązał się dość średnio z powierzonego mu zadania, tworząc całkiem udany film, ale nie mający wiele wspólnego z tym, co gracze znali z ekranu monitora. Co gorsza, kolejne żenujące sequele filmowego "RE" do reszty pogrzebały szanse na udaną serię.
Szefowie firmy CAPCOM (developer gry), najwyraźniej nie mogli dłużej patrzeć jak ich dziecko zostaje bezczeszczone na dużym ekranie. Dlatego postanowili podjąć dość ryzykowny krok, tworząc własny film fabularny w technice CGI. Dlaczego taki ryzykowny? Już raz udowodniono, że podobne zagrania mogą zniszczyć nawet największego giganta rynku, czego przykładem była firma Squaresoft, odpowiedzialna za kultową serię "Final Fantasy" i jej kinową adaptację. Film okazał się finansową porażką do tego stopnia, że omal nie doprowadził firmy do bankructwa (dlatego, by podtrzymać swą egzystencję, Squaresoft weszło w fuzję z konkurencją, tworząc nową markę - Square Enix). Capcom najwyraźniej jednak nie chciał tworzyć filmowego wydarzenia roku w świecie elektronicznej rozrywki, dlatego też powstał film dość skromny i skierowany do fanów serii gier - ot tak, ku pokrzepieniu serc.
Akcja "Resident Evil: Degeneration" rozpoczyna się siedem lat po wydarzeniach przedstawionych w drugiej części gry. Na lotnisku w Harvardville ktoś doprowadza do epidemii groźnego wirusa zamieniającego ludzi w łaknące mięsa żywe trupy. Początkowo nie wiadomo kto za tym procederem stoi, a najlepszymi ludźmi do rozwiązania zagadki, wydają się być osoby, które koszmar związany z zombiakami przeżyły na własnej skórze - w tym przypadku, są to Claire Redfield (kobieta twardo stąpająca po ziemi) oraz Leon S. Kennedy (agent o imidżu młodego Leo DiCaprio).
W zasadzie tyle słów o fabule wystarczy, chociaż żeby historia wyglądała bardziej poważnie, scenarzyści dorzucają jeszcze trochę bełkotu o bioterroryzmie, rządzie i podejrzanych eksperymentach farmaceutycznych w Indiach. Do tego otrzymujemy galerię pobocznych postaci, uroczo schematycznych na dodatek: jest komandos typu "kowboj-narwaniec"; wewnętrznie rozdarta bojowniczka walcząca o wyższe racje, podejrzliwy angielski gentleman oraz stereotypowy, dążący do własnych korzyści polityk. Ta szablonowość nie przeszkadza jednak w odbiorze samego filmu, bo przecież chodzi tutaj głównie o dobrą rozrywkę. Co może drażnić w scenariuszu, to momentami zbytnia umowność i uproszczenia serwowane przez twórców. Czasami też, otrzymujemy zwroty akcji rodem z brazylijskich telenowel.
W kwestii technicznej, początkowo film rzucił mnie na kolana, ale bynajmniej nie z powodu swej efektowności. Wykonanie postaci i ich animacja, nasuwają momentami wrażenie, jakbyśmy oglądali renderowaną cut-scenkę z gry, na dodatek takiej z pierwszego PlayStation. Uboga animacja ruchu i mimiki twarzy potrafi irytować. Sam wygląd postaci też nie powala, chociaż bywają w filmie świetne momenty, które wydają się być wykonane bardziej dbale (tak jakby stworzono je specjalnie na materiał do zwiastunów i fotosów). Na całe szczęście, jeśli tylko damy się porwać akcji (bo przecież nie historii), to jesteśmy w stanie zapomnieć o technicznych niedociągnięciach.
Seans "RE: Degeneration" mija szybko i bez bólu. Znów przyczepić się można do konstrukcji scenariusza, bo film wygląda tak, że mamy dialogi, akcję na lotnisku, znów dużo dialogów i... końcową akcję z bossem (którego miłośnicy 'RE' od razu rozpoznają). Trochę to chaotyczne i aż prosi się o więcej scen z siekaniem umarlaków. Musimy jednak zadowolić się tym co dostajemy.
Reasumując, "Degenerację" uznać można za udany film. Ba! jestem w stanie ręczyć, że ta animacja bije na głowę wszystkie koszmarki spod pióra Paula W.S. Adnersona razem wzięte. Mnie podobała się możliwość obejrzenia w pełnometrażowym filmie bohaterów, których losami kierowałem jako szczeniak grający w RE2. Leon S. Kennedy pojawia się także w czwartym "residencie", więc można go uznać za bohatera zarówno z naszej przeszłości, jak i teraźniejszości.
Na koniec jeszcze mała dygresja w temacie ekranizacji gier. Jestem zwolennikiem kina w klasycznej postaci i na pewno nie wliczam się do grona miłośników CGI. Jednak ta technika właśnie (bądź klasyczna animacja) wydaje się być najlepszym sposobem na przenoszenie gier wideo, na ekrany kin. W ten tylko sposób można wiarygodnie przenieść uniwersum gier do świata filmu. Obok "Degeneracji" za przykład słuszności takiego działania niech posłuży sequel "Street Fightera" z 1994 roku, który powstał jako animacja (i stoi o kilka klas wyżej od gniota z J.C. Van Damme'em). Oczywiście, wpadki zawsze będą się pojawiać (jak wspomniane "Final Fantasy") ale, gdyby kiedykolwiek ktoś się porwał na pomysł ekranizacji "Metal Gear Solid", to tylko i wyłącznie techniką animacji komputerowej.
Moja ocena: 6/10
(jeśli jesteś fanem RE, możesz śmiało dorzucić punkt do oceny)
Resident Evil: Degeneration
Resident Evil: Degeneracja
reżyseria - Makoto Kamiya
scenariusz - Shotaro Suga
muzyka - Tetsuya Takahashi
czas projekcji - 97 minut
wystąpili:
Alyson Court (Claire Redfield)
Paul Mercier (Leon S. Kennedy)
Laura Bailey (Angela Miller)
Roger Craig Smith (Curtis Miller)
Crispin Freeman (Frederic Downing)
Michelle Ruff (Rani Chawla)
Michael Sorich (Senator Ron Davis)
Salli Saffioti (Ingrid Hunnigan)
Steve Blum (Greg Glenn)
Kirk Thornton (Prezydent)
Mary Elizabeth McGlynn (Aunt)
Autor recenzji: Michał Nowak - BAD | Klub Miłośników Filmu, 15 kwietnia 2009