Krótki, zdawkowy opis bywa mylący. Zwłaszcza w przypadku
filmu, a świetnym tego potwierdzeniem jest „Restless” Gusa Van Santa.
Niewtajemniczeni zapewne uznają, ze film tego reżysera to kolejny sztampowy
dramat z życia współczesnych, zagubionych nastolatków: dziewczyna chora na raka
, której pozostały trzy miesiące życia, samotny chłopak, który z niewiadomych
przyczyn odwiedzanie pogrzebów uczynił swoja życiową pasją i tragiczna,
nieszczęśliwa miłość, która ich połączy. Łatwo w takiej historii o tanią
ckliwość i patetyczne wywody o treści egzystencjalnej. A gdy dodatkowo z naszej
pamięci wydobędziemy kilka przykładów teoretycznie podobnych i nie za wiele
różniących się od siebie filmowych historii, uznamy, że chyba nie warto ponownie
przeżywać irytacje w zaciemnionej sali.
Ale czy w przypadku filmu Gusa Van Santa możemy mówić o podobnej konstrukcji?
Czy „Restless” to rzeczywiście rasowy dramat?
„Restless” w przetłumaczeniu na polski oznacza mniej więcej tyle, co:
niespokojny, nerwowy, ale wbrew tytułowi takie odczucia nie dominują w naszym
odbiorze dzieła. W spokojnym i delikatnym tonie zostajemy wprowadzeni w świat
bohaterów, który, choć mocno skomplikowany i naznaczony
ciężkimi doświadczeniami oraz zapowiedzią nieuniknionego, nie gęstnieje od
pesymizmu.
Może początkowo właśnie ten fakt wzbudza w nas niepokój: obserwujemy zmagania
młodych ludzi ze śmiercią, a jednocześnie na ekranie widzimy kogoś, kto
promieniuje na nas swoją radością. Subtelne żarty, żarciki i beztroska atmosfera
nie pozwalają nam popaść w przygnębienie. Historia Enocha i Annabel zaczyna się
od sceny na pogrzebie, przewija się przez szpital, cmentarz i święto Halloween,
a wszystkiemu przypatruje się duch japońskiego kamikadze, który od pewnego czasu
ukazuje się Enochowi. Ta dosyć zwariowana historia nie ucieka jednak od
poważnych treści i dramatycznych wyborów dwójki młodych bohaterów. Zdaje się, że
reżyser ciągle balansuje pomiędzy czymś w rodzaju zabawy konwencjami a poważną
historią, dotykając kwestii sensu życia. Tak, życia, bo wbrew wyrokowi , który
usłyszy Annabel, pozostaje ona uśmiechniętą dziewczyną, starającą się z
pozostałego czasu wydobyć jak najwięcej. Ta miłośniczka przyrody i dzieł Karola
Darwina za wzór do naśladowania wybierze sobie gatunek ptaków, które zasypiając
gotowe do śmierci, po przebudzeniu z radości wobec kolejnego darowanego dnia
życia wykonują najwspanialszy ptasi śpiew. Pean radości.
Inaczej jest w przypadku Enocha. Ten młody, zamknięty w sobie chłopak, przed
poznaniem dziewczyny wydaje się osobą pozbawioną radości i celu w życiu. Snujący
się w czarnym garniturze, w towarzystwie ducha kamikadze trwa gdzieś na granicy
życia i śmierci. Przypatrując się kolejnym przypadkowym pogrzebom ludzi ,
których nigdy nie znał, pozostaje w atmosferze niekończącej się żałoby .
Początkowo można odnieść wrażenie, że to znudzony nastolatek, który w wyniku
braku lepszych zajęć , wybrał nietypową zabawę czerpiąc radość z użalania się
nad swoim młodym życiem.
Wraz z rozwojem historii poznajemy jednak realny powód, dla którego zaczął tak
funkcjonować.
W tym momencie moglibyśmy uznać, ze w takim razie „Restless” rozwija się
dwutorowo, drogą Annabel, która pomimo nieuleczalnej choroby, cieszy się tym, co
jej pozostało i drogą Enocha, pogrążonego w kontestacji wobec życia, pomimo
całej przyszłości, która jeszcze przed nim. Jednak tak się nie dzieje. Reżyser
nie każe nam długo czekać, aż losy dwójki młodych ludzi się połączą. Dopiero
wraz z tym spotkaniem, możemy zobaczyć jakiej intensyfikacji podlega ich życie i
do jakich przemian prowadzi.
Gus Van Sant w tym momencie nie roztacza przed nami ckliwego love story pełnego
patosu i pretensjonalności. Jedna ze scen świetnie zburzy nam ten obraz. Jednak
o tym lepiej przekonać się samemu. Wystarczy fakt, że w towarzystwie ducha
kamikadze Enoch przygotowuje się wraz z Annabel do nieuniknionego w nietypowy
sposób. Młodzi bohaterowie nie uciekają od tematu śmierci, ale przekładają go na
swój specyficzny język i potrafią cieszyć się tym co jeszcze przed nimi: czerpią
z każdego dnia niezwykle wiele. W ciągu następnych trzech miesięcy uczą się
jazdy na łyżwach, karate, szermierki, dokonują przyrodniczych obserwacji, uczą
się nazw nietypowych ptaków, przygotowują menu… na przyszłą stypę. Tu słodkie
miesza się z gorzkim, jak w skandynawskim filmie. Jednak w tej mieszance, jeden
składnik jest intensywniejszy. Duch kamikadze wydaje się tego dobrym przykładem.
Tragiczna w gruncie rzeczy postać, osoba, która sama doświadczyła nieszczęśliwej
miłości, pobudza nas do śmiechu i pomaga dotrzeć do zakończenia, które nie
pozostawia nas w smutku i w poczuciu werterowskiego bólu istnienia. Jest
odwrotnie. Uświadamiamy sobie, że warto walczyć o każdy dzień, że każdy ma
znaczenie, tak jak by był ostatnim w życiu, że życie po prostu jest piękne, a
nasze małe dramaty zdaja się niewiele znaczyć wobec tego z czym przychodzi
spotkać się niezłomnej Annabel.
Ocena:
8/10
|
 |
RESTLESS
Rok produkcji: 2011
Czas trwania: 91 min.
Reżyseria: Gus Van Sant
Scenariusz: Jason Lew
Zdjęcia: Harris Savides
Aktorzy:
Henry Hopper, Mia Wasikowska, Ryo Kase, Schuyler Fisk, Lusia Strus, Jane Adams, Chin Han, Victor Morris
|
|
Autor tekstu:
Piotr Krajski
[e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 12 grudnia 2011
Oprawa html:
Filip Jalowski - FIDEL
[e-mail]
STRONA GŁÓWNA
RECENZJE |
ANALIZY |
ARTYKUŁY
FORUM DYSKUSYJNE