Detroit City - zepsute moralnie miasto, pełne przestępców i narkotykowych gangów. Taki obraz
wykreował Paul Verhoeven w pierwszej części filmu. Temu miastu potrzebne jest lekarstwo,
dlatego powstał on - RoboCop.
"RoboCop"
to już klasyka kina akcji. Paul'owi Verhoeven'owi udało się stworzyć i wykreować
postać robota-policjanta, którego zna cały filmowy świat i nie tylko. Historia doskonałego
policjanta - Alex'a Murphy - który zostaje brutalnie zamordowany podczas jednej z akcji
pozwoliła narodzić się maszynie, która zaprowadza porządek w mieście Detroit i sieje
postrach wśród przestępców. No właśnie - miasto Detroit - siedlisko zła, przestępczości
i korupcji. Ledwo co nasz bohater rozprawił się z kryminalistami z części pierwszej, a
już czeka go nowe zadanie. I to o wiele trudniejsze. Przed przeczytaniem recenzji jak
zwykle ostrzeżenie - znajdują się w niej spojlery, ale nie sądzę, by mogły one popsuć
przyjemność z oglądania filmu - tutaj akurat chodzi o czystą akcję :)
"Nuke" - to nazwa najnowszego narkotyku, który opanował Detroit. Na czele przestępców
produkujących ów produkt stoi niejaki Cain. Próby schwytania go są bezskuteczne, nawet
nasz Robo-Glina z początku nie daje rady. Tymczasem w OCP trwają zaawansowane prace nad
stworzeniem nowego RoboCopa, o wiele lepszego i doskonalszego niż nasz bohater. Jednak
wszelkie próby znalezienia odpowiedniego mózgu zawodzą... Ale jedna z pracowniczek wpada na
dość kontrowersyjny sposób znalezienia ochotnika - po co szukać wśród policji? Przecież nową
maszynę można wyposażyć w mózg groźnego kryminalisty, który nie dość, że z pewnością
chciałby być "nieśmiertelny", to jeszcze będzie całkowicie posłuszny na rozkazy - a to
za sprawą magicznego produktu o nazwie "Nuke". Wybór pada oczywiście na Cain'a, którego
w dodatku wreszcie udaje się RoboCopowi schwytać. I tak powstaje śmiercionośna maszyna,
która - jak się można domyślić - wymyka się spod kontroli i zaczyna robić "bałagan".
Ale od czego miasto ma swojego bohatera...

Akcja to główny element tego filmu - mamy z nią do czynienia od samego początku do
końca. Wiele akcji przeszło także do klasyki - początkowe wyjście RoboCopa z
poszatkowanego i płonącego samochodu, rozbiórka (dosłownie) bohatera w fabryce czy
końcowy, świetny pojedynek dwóch robotów - wszystkie są dopracowane i co najważniejsze -
nie schematyczne. Wprawdzie zawsze wiadomo, że w końcu wygra ten dobry, ale ile przeszkód
będzie musiał na swojej drodze pokonać - to już musicie zobaczyć sami.
Nowy reżyser (Irvin Kershner) na szczęście dotrzymał kroku "stwórcy" filmu - chodzi tu
głównie o styl i efekty. Styl - tak dobrze znane z filmów Verhoeven'a różne przerywniki
i ciekawe reklamy - znajdziemy także w "RoboCop'ie 2". Efekty - kolejny plus.
Wszystkie charakterystyczne odgłosy (np. wydawane przez RoboCop'a) i brutalność - to
wszystko zostało. I dobrze, bo po co coś zmieniać, skoro widz już się przyzwyczaił.
Nowy reżyser wprowadził także trochę nowych elementów - pierwszym z nich jest nieco
zmieniona muzyka, ale o tym będzie trochę dalej. Bardzo ciekawym elementem jest
wprowadzenie jakby przemiany naszego "metalowego" bohatera - który w pewnym momencie
zostaje przeprogramowany przez OCP i z twardziela robi się niesamowitym, nader uprzejmym
"mięczakiem". Na szczęście później wraca do starej formy :)
Obsada aktorska została ta sama - w rolę głównego bohatera wcielił się znowu Peter
Weller, który nota bene gra RoboCopa rewelacyjnie. Nadal towarzyszy mu jego zawodowa
partnerka - Lewis (Nancy Allen), niezmieniony został skład OCP oraz szefostwo policji.
RoboCop ma oczywiście nowego przeciwnika - z początku szefa narkotykowego gangu, potem
morderczą maszynę z mózgiem Cain'a. Nowy RoboCop to coś większego i coś o klasę wyżej
niż znany wszystkim ED-209 z części pierwszej. Cain jest wielki, ma zamontowany na
ramieniu morderczy mini-gun, jest niesamowicie wytrzymały i silny.
Jedyne, co jest go w stanie uspokoić to jego własny produkt - czyli "Nuke".
Końcowy pojedynek dwóch tytanów jest naprawdę rewelacyjny - te roboty dosłownie się biją,
demolując całe otoczenie i wywołując tym samym niesamowity chaos. Pojedynek jest
efektowny, dość długi, a dla mnie jest to jedna z kultowych akcji w filmach tego typu.

Jak już wcześniej wspomniałem - zmieniła się muzyka. Ale akurat ten element zmienił się
zdecydowanie na gorsze. Od razu zaznaczam, żeby mnie nikt źle nie zrozumiał - kompozycje
stworzone na potrzeby filmu nie są jakieś badziewne czy niedopasowane do akcji - wszystko
ładnie gra, wszystko elegancko pasuje. Jednak partytura Leonarda Rosenman'a jest
gorsza od tej, którą nagrał Basil Poledouris (autor muzyki również do części trzeciej).
Przede wszystkim brakuje tutaj wspaniałego motywu przewodniego, który był tak
charakterystyczny dla części pierwszej. Była to jakby swoista wizytówka RoboCopa i nie
ukrywam, że tego mi chyba w dwójce brakowało najbardziej.
Podsumowując - "RoboCop 2" to bardzo dobry film i godna kontynuacja, która podoba mi się
nawet ciut bardziej niż pierwowzór. Szkoda tylko, że trzecia część nie dorównuje dwóm
pierwszym... W dwójce natomiast znajdziemy więcej akcji, nowego, lepszego przeciwnika
oraz wszystko to, co posiadała część pierwsza - z klimatem włączając.
Film jest dość długi (110 minut), ale zaręczam, że nie będziecie się na nim nudzić - a
jeden z tak klasycznych filmów kina akcji obejrzeć z pewnością warto. Polecam.
ROBOCOP 2
Rok produkcji: 1990, USA
Czas trwania: 110 min.
Reżyseria: Irvin Kershner
Scenariusz: Frank Miller & Walon Green
Muzyka: Leonard Rosenman
Produkcja: Jon Davison
Obsada:
Peter Weller (jako RoboCop/Alex Murphy)
Nancy Allen (jako Anne Lewis)
John Glover (jako Salesman)
Thomas Rosales Jr. (jako Chet)
Tom Noonan (jako Cain)
Dan O'Herlihy (jako The Old Man)
John Doolittle (jako Dr. Schenk)
Robert DoQui (jako Warren Reed)
Roger Aaron Brown (jako Whittaker)
Felton Perry (jako Donald Johnson)
Mark Rolston (jako Stef)
|
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
Autor zdjęć: Rafał Donica - DUX |
Moja ocena: 8,5/10 |
|