ROBOTY FOXOWI ZARDZEWIAŁY
Doczekaliśmy się w końcu czasów, kiedy zawiodły badania rynku, zawiodła
dopracowana grafika i zawiodło polskie tłumaczenie. Nareszcie powstała
animacja komputerowa, której twórcy zgrzeszyli przeciwko żelaznym
zasadom tworzenia dochodowej rozrywki dla całej rodziny. A kto myślał,
że złej animacji po "Shreku" zrobić już po prostu nie można, niech
poczyta jak koncertowo - wspólnym wysiłkiem - dokonali tego panowie z
Fox Animation Studios. Twórcy "Epoki lodowcowej" stosowali się przy tym
do następujących reguł:
1.Niech widz nie lubi postaci.
Analizując kinowe filmy animowane ostatnich lat dojść można do wniosku,
że widzowie kochają: jelonki, rybki, ogry, mężczyzn w lateksowych
kostiumach, osły, zabawki i robaki (Kochaliby także Renatę Beger, ale
nie wiadomo czemu Disney nie zrobił o niej animacji). Wszystkie te
stworzenia mają jednak swe wady i zalety - nie są ani lepsze, ani gorsze
od przeciętnego Kowalskiego. Innymi słowy nawet dwudziesto, trzydziesto
czy czterdziestolatek może je polubić, a nawet zacząć im kibicować.
"Robotom" tymczasem – mimo podjętych prób – kibicować nie byłem w
stanie. Nie dość, że złożone ze śrub i sprężynek oraz wymienialnych
gałek ocznych, to jeszcze skonstruowane tak, aby każdy z nich uosabiał
pewien stereotyp. Przy odrobinie wysiłku można pokusić się o wskazanie
jedynie dwóch, naprawdę malowniczych bohaterów (złowieszcza matka – pani
Frezer o głosie Bohdana Łazuki, oraz ciocia Bania obdarzona dość
nietypową aparycją). Reszta postaci sprawia wrażenie szarych i
pozbawionych wyrazu. Czemu więc bohaterami podobnych produkcji czynić
maszyny? Ciekawe jakie argumenty - w odpowiedzi na to pytanie - mają w
ręku szefowie konkurencyjnej dla Foxa wytwórni Pixar, która właśnie
produkuje film "Cars"? Obawiam się, że reflektory samochodów, choćby nie
wiem jak filuternie mrugały, mogą również mieć trudności z przekonaniem
do siebie widzów.
2. Stwórzmy historię z tezą.
Mimo to "Roboty" mogą być idealną propozycją na wyprawę do kina z okazji
Dnia Dziecka. Propozycja Foxa jest bowiem na wskroś dydaktyczna. Szkoda
tylko, że jest to dydaktyzm nachalny.
Główny bohater filmu robot Radek Dekiel – pochodzący z robocich nizin
społecznych - opuszcza ojca swego i matkę swoją, aby wyjechać do
wielkiego miasta. Chce on zrealizować swoje marzenia, pomóc rodzinie i
znaleźć pracę. Dekiel (!) ma ambicje zostać wynalazcą – chce w
przyszłości konstruować i naprawiać roboty. Swojej szansy szuka w
fabryce sympatycznego profesora Spawalskiego. Niestety, ceniony
naukowiec zniknął właśnie w dość tajemniczych okolicznościach.
Znajdziemy w "Robotach" jak widać wszystko, czego kilkuletni moralista
może szukać w kinie: walkę dobra ze złem, krytykę dzikiego kapitalizmu
(film antykorporacyjny?), moralność ludową oraz klasyczny model historii
"od zera do bohatera". Cała opowieść pozbawiona jest jednak tego błysku
w oku, który charakteryzował chociażby "Iniemamocnych" Fabuła jest tym
razem tak przyzwoita i oczywista, że błyskotliwie może ona co najwyżej
uśpić każdego, kto ukończył już trzynaście lat.
3. Poczucie humoru – podobno wyszukane.
Tworząc klasyczną i standardową historię i ubierając ją w dydaktyczne
szatki, scenarzyści myśleli jedynie o najmłodszych widzach. Chcąc
zadowolić także ich rodziców, postanowili wprowadzić do filmu dość
osobliwy rodzaj humoru. Humoru, który im bardziej stara się być
wyszukany, tym gorsze są tego skutki. Znacząco wyróżnia się pod tym
względem szczególnie polska lista dialogowa, w której aż roi się od
wszelkiego rodzaju aluzji narodowych. Roboty nadmiernie parafrazują
Mickiewicza ("Miej wnętrze i patrzaj wnętrzem") i podśpiewują stare
polskie piosenki (a nawet pieśni patriotyczne). Do tej pory jednak nie
wiem, czemu tym razem służyć miały wszystkie powyższe atrakcje? Czy
celem tłumacza było ośmieszenie tradycji, czy może raczej wprowadzenie
młodych widzów do wyłożonego złotem i bursztynem skarbca kultury
polskiej? Cokolwiek jednak miało być zamierzeniem autora rodzimej wersji
językowej filmu , większość żartów i aluzji po prostu do "Robotów" nie
pasuje. Bo produkcja Foxa nie jest żadną parodią, czy paradą gagów, a
prostą i ugrzecznioną historią o zardzewiałych maszynach.
"Roboty" grzeszą więc nieprzemyślanymi i nieciekawymi postaciami,
nachalnie dydaktyczną fabułą i żartami, które jakimś cudem okazały się
być mało śmieszne. Są to jednak uchybienia widziane z perspektywy
starszego widza. Dzieci starszego widza mogą być zaś równie dobrze
"Robotami" zachwycone. Kolorowe, wyraziste postaci oraz jasny i
czytelny przekaz – oto, co otrzyma młodsze pokolenie od Fox Animation
Studios. A wszystko okraszone wspaniałą, komputerową grafiką. Bo
"Roboty" są - mimo wszystkich swych niedoróbek – produkcją niezwykle
dynamiczną. Niektóre sceny (powietrzne akrobacje, podróż kolejką)
zostały wstawione do filmu tylko po to, aby graficy mogli zaprezentować
pełnię swych możliwości. I ten element - jak to zwykle bywa – okazał się
być dominujący.
Tymczasem mamom, tatom, babciom, dziadkom, ciociom i wujkom narażonym na
"Roboty" serdecznie współczuję. Chociaż z drugiej strony, jeśliby tak
porównać produkcję Foxa dajmy na to z telenowelą "Klan", to poziom
merytoryczny oraz skala zapędów dydaktycznych w obu przypadkach byłyby
podobne. Z tym, że "Roboty" są oczywiście ładniejsze od Lubiczów.
Ocena: 2\6
ROBOTY
("ROBOTS")
USA 2005 | Czas projekcji: 92
min. | Dystrybutor: CinePix | Premiera: 1.06.2005
|
 |
REŻYSERIA: CHRIS WEDGE
WSPÓŁREŻYSERIA: CARLOS SALDANHA
SCENARIUSZ: DAVID LINDSAY-ABAIRE, LOWELL GANZ & BABALOO
MANDEL
MUZYKA: JOHN POWELL
GŁOSÓW UŻYCZYLI:
RADEK DEKIEL: PAWEŁ IWANICKI (Ewan McGregor)
GWOŹDZIU: PIOTR GĄSOWSKI (Robin Williams)
MADAME FREZER: BOHDAN ŁAZUKA (Jim Broadbent)
CYNKA CYNKOPULOS: JOANNA TRZEPIECIŃSKA (Halle Berry)
MAX KOLANKO: MARIUSZ MAX KOLONKO (Drew Carey)
OPRACOWANIE WERSJI POLSKIEJ – STUDIO SONICA
TŁUMACZENIE: ARLETA WALCZAK
DIALOGI POLSKIE: ARKADIUSZ BOROWIK |
 |
| Autor recenzji
: Jacek Kozłowski - SENK |
|
Klub Miłośników Filmu |
01.VI.2005
|