Powoli, z ciemności wyłania się (niezbyt nowoczesny) telewizor, a w nim wiadomości, czytane przez czarnoskórą prezenterkę (cytuję jedynie ostatni akapit):
"....Tej ich miłości przebieg zbyt bolesny
I tak się ojców nienawiść nie zmienia,
Aż ją zakończy dzieci zgon przedwczesny,
Dwugodzinnego treścią przedstawienia..."
|
Nagle, znienacka, wpada dynamiczna i potężna zarazem muzyka z chórem w tle (w książkowym oryginale, prologiem zajmował się właśnie chór;), a obraz zaczyna zachowywać się jak szalony; najpierw dynamiczny najazd na wieżowce rodzin Kapuletów i Montekich, po czym dziesiątki ujęć, migawek, zmontowanych raz tradycyjnie, raz na przenikaniu, innym razem z efektem ognia przesłaniającego obraz. To ciemne niebo z rozbłyskiem fajerwerku, to wycinki z gazet, wprowadzające widza w konflikt dwóch rodów, to w końcu krótkie fragmenty tego co za chwilę w filmie ujrzymy... Baz Luhrmann przedstawia też w szybkim tempie niektórych bohaterów: Rodziców Romea i rodziców Julii, Kapitana Księcia i Walecznego Parysa, a także najlepszego przyjaciela Romea - Merkucja. Romeo i Julia nie są tu widzom zaprezentowani, gdyż przedstawienie ich postaci będzie znacznie bardziej rozbudowane i znajdzie miejsce w dalszej części filmu. Powyżej opisane wprowadzenie do filmowej wersji tragedii Szekspira, ilustrowane jest poważnym, wzniosłym motywem przewodnim, który sam w sobie zawiera całą miłość, poezję i tragizm losu bohaterów - co też za chwilę będziemy oglądać podczas 2-godzinnego seansu. Ten trwający 1 minutę i 20 sekund kolorowy kolaż scen, postaci, migawek i wprowadzających w film napisów... zmontowany został aż z 86 ujęć (!) bijąc tym samym dotychczasowy rekord szybkości cięcia filmu, jaki osobiście odnotowałem w
"Predatorze" (scena karczowania dżungli trwająca 1 minutę i 14 sekund - zawiera 'jedynie' 66 cięć montażowych - ale tu była pocięta jedna, konkretna scena, więc
"Predator" chyba jednak wciąż prowadzi;). Baz Luhrmann zastosował ten nagły kontrast między powolnym wprowadzeniem (prezenterka Wiadomości TV, na powolnym zbliżeniu czytająca kwestię chóru) a nieoczekiwanym przyspieszeniem tempa w dalszej, pędzącej na złamanie karku 'montażówce', jakby chciał powiedzieć:
"Dość już nudnych adaptacji Szekspira i kolejnego czytania dialogów w kolejnych scenografiach i kostiumach 'z epoki'! Mamy koniec XX wieku; zapnijcie więc pasy, bo moja wersja "Romea i Julii" będzie szybka, kolorowa, nowoczesna, a obraz i dźwięk zerwą Wam czapki z głów! Jazda!!!". Jakby w celu postawienia kropki nad "i", Luhrmann przedstawia początek I-szej Sceny 1-ego Aktu w sposób jeszcze bardziej zakręcony od już oszałamiającego tempem i niecodzienną konwencją prologu. Oto bowiem nudna dość, książkowa, najpierw pyskówka, a później potyczka służby Kapuletów i Montekich - zyskuje u Luhrmanna zupełnie nieoczekiwaną oprawę, gdzie lokalizacją sceny sprzeczki jest - miast teatralnych desek ;) - ... stacja benzynowa, pod którą podjeżdżają dwa auta; jedno na blachach MON 005, drugie - CAP 005 (kapkę więcej o samochodach znajdziecie w rozdziale
SAMOCHODY).
To tu poznajemy kolejnych bohaterów tragedii; trzecioplanowych: Samsona i Grzegorza (chłopcy ze służby Montekich; ich wprowadzeniu na ekran - gdy widzimy ich jadących samochodem i wyzywających ród Kapuletów - towarzyszy świetny motyw muzyczny, z głębokim gitarowym basem - więcej w rozdziale
MUZYKA).
Kolejne postaci tragedii to: Abra (książkowy Abraham w filmie wygląda na Latynosa) - zaczepiający dziewczęta ze szkoły dla zakonnic pokręconymi słowami:
"Hubble bubble, toil and trouble!" * (pol.
"Haba baba, ale baba!" - tłum. wyd. DVD) , czemu z drugiej strony wtóruje Samson, liżąc własny sutek (o dziwo, nie jest to wcale takie łatwe ;) wraz z Grzegorzem cytując flegmatycznie fragment radiowej piosenki (która pojawi się w filmie jeszcze po scenie balu w domu Kapuletów):
"And I am a pretty piece of flesh..." * ("Niezły ze mnie kawał mięcha" tłum. DVD ;) - i dopiero po chwili obydwie strony konfliktu orientują się, że po odjechaniu samochodu z dziewczętami - niczym w prologu
"Dawno temu na dzikim zachodzie", gdzie po odjeździe pociągu Charles 'Harmonijka' Bronson staje twarzą w twarz z ludźmi Franka - zostali na Stacji benzynowej tylko oni i stoją przed sobą... gotowi do zaczepki ;). Od tego momentu wskakujemy wraz z bohaterami już na dobre do konwencji spaghetti westernu (metalowe obcasy butów Tybalta wydają przy stawianiu kroków, znany z westernów odgłos 'ostróg' - faaantastic!), zaczyna się bowiem wstęp do klasycznej sceny pojedynku rewolwerowego (za chwilę pojawi się też nieśmiertelny motyw metalowej tabliczki - tu z napisem:
"Dolej oliwy do ognia" - która skrzypiąc poruszana wiatrem, będzie jedynym elementem zakłócającym ciszę przed burzą). Abra Kapulet straszy Samsona swoimi srebrnymi 'zębami' z napisem "SIN" (pol.
"Grzech" - więcej w dziale
RELIGIA), ten za jego plecami 'chwyta kciuk w zęby' - Abra to spostrzega (grymas złości na twarzy Abry w momencie kiedy naciska klakson - w tle słychać też zalążek muzyki - a zdezorientowany Samson nie wie co zrobić - czy tankować samochód, czy brać nogi za pas; to motywy absolutnie genialne ;), zawraca autem o 180 stopni (bardzo widowiskowe ujęcie!) i zaczyna się awantura o to, 'czyj Pan lepszy'.
|
 |
|
Z budynku wybiega Benwolio i wymachując pistoletem na lewo i prawo (tu następuje zmyślna stop-klatka i Benwolio zostaje przedstawiony - w tle słychać już typową muzykę westernową, podaną jednak w nowoczesnym sosie!) próbuje rozważnie powstrzymać wszystkich od pojedynku (co zaprzecza opisowi tej postaci jaki możemy przeczytać w książce. Co więcej, w książce Benwolio również ukazany jest najpierw jako ten 'rozważny' i 'mądry' - a późniejszy opis nieco zaprzecza zarówno wizerunkowi Benwolia w pierwszej scenie książki, jak i filmu;). Na scenie - czyli na placu stacji benzynowej - pojawia się po chwili Tybalt (Książę Kotów - kuzyn Julii ;) i ze spokojem zapala cygaretkę, cedząc przez zęby:
"Do mnie Benwolio, pilnuj swego życia" - jednocześnie odchyla poły kurtki, odsłaniając broń. W wersji
"Romea i Julii" jaka ukazała się w 1996 roku w Polsce na VHS, słowa Tybalta zostały przetłumaczone znacznie bardziej złowieszczo:
"Spójrz tu Benwolio, w oczy swojej śmierci" (podobnie zresztą, w wersji VHS padały słowa:
"Chwycę kciuk w zęby...", a w wydaniu DVD wspomniane wyżej:
"Zrobię krzywą minę" - jak widać, w wydaniu VHS niektóre dialogi zostały przetłumaczone z nieco większym nerwem). Tybalt gasi zapałkę kończąc swój monolog:
"...jak nienawidzę piekła i ciebie..." (w międzyczasie reżyser funduje nam kilka typowych dla spaghetti westernów maksymalnych zbliżeń oczu Benwolia i Tybalta!) miażdżąc ją metalowym obcasem buta (na cholewkach obydwu butów wygrawerowane są sylwetki gotowych do ataku kotów z czerwonymi językami!) i zaczyna się zwariowana strzelanina, w której filmowy Tybalt udowadnia, że pasuje jak ulał do książkowego opisu nieustraszonego mistrza szpady (więcej w rozdziale
POSTACI I AKTORZY).
Całej, pozbawionej zdrowego rozsądku, chaotycznej strzelaninie... (zamiast naprawdę, na poważnie walczyć - Tybalt więcej wywija samą bronią i wykonuje więcej zwariowanych ewolucji [reżyser stosuje tu kilkukrotnie przyspieszone tempo], obrotów i przeróżnych figur [rewelacyjne ujęcie, na którym Tybalt pada na kolana, jednym ruchem zrzuca kurtkę, wyjmuje broń i podczepia celownik laserowy!] - wszystko z gracją i kocim sprytem ;) ...towarzyszy energiczny, pełen życia, gitarowy (z dodatkiem gitary elektronicznej) motyw muzyczny, który w trakcie całego zamieszania przemienia się w chór, uzupełniany trąbkami - rewelacyjny zabieg wizualno / muzyczno / formalny, który zgodnie z założeniem reżysera, w 100% oddał zaplanowany hołd spaghetti westernom!
* - słowa Abry: "Hubble bubble, toil and trouble" i Samsona o 'kawałku mięcha' - to oczywiście teksty dodane do filmu przez Luhrmanna - więcej o różnicach między książką a filmem... w rozdziale
KSIĄŻKA A FILM.