AUTORSKIE KINO BAZA LUHRMANNA

Nie jest dokładnie znana data powstania Szekspirowskiego "Romea i Julii" , tak jak nie jest do końca i na pewno stwierdzone, kiedy rozgrywa się sama tragedia. W książce znajduje się jedna wskazówka co do czasu akcji utworu: "Mija teraz rok jedenasty od trzęsienia ziemi;" . Szekspirolodzy twierdzą, że skoro w roku 1580 faktycznie miało miejsce trzęsienie ziemi, to czas akcji (jak i powstania samego utworu) szacować można na rok 1591. Kolejne wskazówki w tekście wskazują na dokładny miesiąc; "Rychło będzie święto Piotra i Pawła?" - "Za parę tygodni" - pada odpowiedź. Dzień o którym mowa to 29 czerwca. W oryginalnym tekście mówi się jednak o 'Święcie dożynek, które w Anglii obchodzone jest 1 sierpnia. Tak czy inaczej, wszelkie znaki na ziemi i niebie jasno dają do zrozumienia, że akcja "Romea i Julii" dzieje się wiosną lub wczesnym latem, prawdopodobnie roku 1591, i trwa 5 dób (tak, wiem jak to fonetycznie brzmi, ale nie będę zmieniał konstrukcji zdania, bo ktoś ma dziwne skojarzenia ;); od niedzielnego poranka do piątkowego świtu - licząc zgodnie z książkowymi wskazówkami. Akcję osadził Szekspir na ulicach Werony, na miejskim placu, w ogrodzie i domu Kapuletów, na ulicach Mantui, w celi Ojca Laurentego i oczywiście na cmentarzu i w grobowcu Kapuletów. Konstrukcja tragedii pozwala na w pełni swobodne jej potraktowanie i 'edytowanie', wszak nie trzeba sztywno trzymać się ani miejsc, ani tym bardziej wyglądu postaci, ni też - co najważniejsze - ram czasowych. Jak bowiem pokazał Baz Luhrmann, przy odpowiednim podejściu, przymrużeniu oka na kilka detali, oraz zmianie innych, można doskonale wpisać "Romea i Julię" w nasze czasy (a przyszłe pokolenia przy odrobinie fantazji wpiszą je w swoje) i dokonać jakże śmiałej i udanej trawestacji pisanego przez Szekspira słowa. Bohaterowie AD 1996 wciąż oczywiście pochodzą ze szlacheckich rodów, ale tytuły te (dziś tak osłabłe w znaczeniu) wytyczane są raczej ilością pieniędzy posiadanej przez posiadacza tytułu (a nie z racji dobrego 'urodzenia'), za które to pieniądze tytuł szlachecki można sobie 'kupić'. Współczesne Rodziny Kapuletów i Montekich to bowiem nic innego, jak rodzinne przedsiębiorstwa (Monteki prowadzi firmę 'Budowlano/konstrukcyjną', Kapulet zajmuje się bliżej niesprecyzowaną gałęzią przemysłu) - wszak i Ci i Ci posiadają wieżowce, limuzyny i służbę (ochronę) w postaci oddanych ludzi. Prolog filmu w kilka chwil daje zresztą do zrozumienia, że cały konflikt opiera się na walce między dwiema potężnymi firmami - wieżowce obu 'zwaśnionych stron' stoją nawet obok siebie, oddzielone jedynie wielką figurą Jezusa (o symbolach religijnych można przeczytać więcej w rozdziale RELIGIA) a dzieci potentatów (Romeo i Julia) będą musiały cierpieć przez grzech ślepego zacietrzewienia swoich rodziców, skłóconych gdzieś na niedogodnym przecięciu się 'kwestii biznesowych'. Reżyserowi idealnie udała się sztuka przeniesienia klasycznej tragedii w lata końca XX wieku (film kręcony był w lokalizacjach w Meksyku), czasów na wskroś nowoczesnych, zwariowanych i nieobliczalnych (a czy któreś czasy w historii tego świata były normalne, spokojne i poukładane? ;). Zasługa w tym wielka w uniwersalności i ponadczasowości książkowego oryginału, z którego wciąż można wycisnąć nowe znaczenia i wysnuć dowolne wnioski - choć odchodząc od założeń greckiej tragedii, u Szekspira bohaterami nie kieruje żadne fatum (chociaż o losie sporo się mówi;), tylko miłość, a tragedia nie wynika z przeznaczenia, tylko przez zachodzące po sobie, fatalne zbiegi okoliczności (które według Davida Lyncha - nie istnieją;) - zatem ten ostateczny wydźwięk, zawsze, bez względu na kreatywność reżysera i wprowadzone zmiany, należy zachować w stanie nienaruszonym, co też Luhrmann zrobił. Zupełna jest jednak w "Romeo i Julii" dowolność strojów i rekwizytów; vide miecze zamienione w pistolety (nieco więcej o broni w rozdziale BROŃ).
Bohaterowie noszą kolorowe, pstrokate koszule, jeżdżą pomalowanymi na jaskrawe kolory, stuningowanymi autami (nieco więcej o autach w rozdziale SAMOCHODY), bawią się w imprezy, przebieranki (Merkucjo jako Drag Queen na przyjęciu u Kapuletów - swoisty ukłon w stronę biseksualnych skłonności samego Szekspira), a Romeo przed pójściem na bal do domu Julii, łyka - prawdopodobnie - pastylkę LSD (Szekspir ponoć czasem pisał paląc opium ;) opatrzoną logo z przebitym strzałą sercem, podaną mu przez Merkucja, a nad wszystkim unosi się młodzieżowa, wpadająca w ucho muzyka i nowoczesność w postaci wiadomości telewizyjnych - właśnie w ten sposób Luhrmann wprowadza nas w prologu w świat Romea i Julii. Dodać do tego należy mnogość symboli religijnych, które widać niemalże w każdym kadrze (więcej w rozdziale RELIGIA). To, że żadnej z tych rzeczy nie było u Szekspira, nie znaczy bowiem, że nie mogły zaistnieć dziś, inteligentnie wkomponowane w szekspirowskie dialogi wygłaszane przez bohaterów (przy odrobinie wyobraźni można było nawet w opowieść o Romeo i Julii wpleść nieistniejący Tygodnik TIMELY [odpowiednik TIMESA;)] z Walecznym Parysem na okładce). Jeśliby się zresztą dobrze zastanowić i słusznie (jak słuszna może być porcja w restauracji) pokombinować, to tragedię "Romea i Julii" można przedstawić w każdych okolicznościach, czy to w mieście przyszłości Verona Beach (w oryginale Werona), czy to na pokładzie promu kosmicznego - najważniejszy jest bowiem pomysł i otwarty umysł, nie znający ograniczeń formalnych ;). Baz Luhrmann swoją wersję "Romea i Julii" przedstawia zatem w wyrafinowany wizualnie (Nominacja do Oscara za dekoracje!) i dźwiękowo sposób; prolog filmu to dziesiątki krótkich ujęć zmontowanych z szybkością karabinu maszynowego, później (dokładnie opisana - podobnie jak prolog - w rozdziale PROLOG + AKT I, SCENA 1) scena 'bójki' na stacji benzynowej między chłopcami Kapuletów i Montekich ( "Chwycę kciuk w zęby, hańba im jeśli to ścierpią" ;), dalej, zwariowany moment w którym poznajemy Julię, nakręcony z postmodernistycznym nerwem, na przyspieszonych, zakręconych jazdach kamery i szybko pomontowanych zbliżeniach - a wszystko to kolorowe, szalone, swobodne i naturalne, jakby matka Julii codziennie szukała jej wrzeszcząc imię JULIA(!) pod niebiosa ;). Już tu Luhrmann daje popis w tworzeniu niezwykle kolorowej feerii wydarzeń, zgranej z muzyką - czemu całkowity upust da kilka lat później w jeszcze bardziej rozpasanym wizualnie "Moulin Rouge!" (2001). Bal u Kapuletów to już zupełna jazda bez trzymanki - wszak Romeo jest lekko, że tak można powiedzieć... ućpany ;) - impreza jest zwariowana, szybka i głośna, a całość oglądamy niczym przez narkotyczny filtr, oczami Romea właśnie. Dodając do tego niesamowite sceny z prologu i 1-ej Sceny Aktu 1-ego, mnóstwo ciekawych zabiegów formalnych - jak monologi Ojca Laurentego nakręcone z niezwykłym, magicznym wręcz wydźwiękiem, lub okrzyk Merkucja: "This is She!!!" i fajerwerk wybuchający w tym samym czasie na nocnym niebie nad Verona Beach, niesamowity wygląd i luzackie zachowanie bohaterów, oraz piękne, malownicze zdjęcia - niezapomniany wystrój Kościoła pełnego świec... dostajemy niezwykłe dzieło filmowe; odważne, ekstrawaganckie (Merkucjo jest tu czarnoskóry) i wolne od wszelakich ograniczeń: czy to formalnych, czy technicznych, i nieskrępowane ramami czasowymi. Ten zakręcony (aczkolwiek nie pozbawiony scen niesamowicie romantycznych i po prostu wzruszających) film, jest jednak dla niektórych jedynie kolejną adaptacją - i to średnio udaną - tragedii Szekspira. Przeciwnicy filmu, po premierze pisali przecież: "Wszystko w tym filmie jest w porządku, dopóki bohaterowie nie otwierają ust..." . Warto jednak wgryźć się w Luhrmannowską wizję znacznie głębiej (co też za chwilę uczynimy), wtedy obcowanie z "Romeo i Julią" Anno Domini 1996 - może być wielką przygodą, niezapomnianym doznaniem estetycznym i 'sercowym', lecz - może zabrzmi to wręcz banalnie - film ten należy oglądać tylko i wyłącznie w wersji panoramicznej i dźwiękiem Dolby Digital 5.1 - wciąż można w Polsce wydanie DVD nabyć. Wtedy dopiero widać piękno świata wykreowanego przez Luhrmanna i słychać potężne brzmienie muzyki - która szczególnie w prologu robi piorunujące wrażenie i chwyta za gardło budując przejmujący klimat 'odwiecznego' konfliktu dwóch zwaśnionych stron (więcej znacznie o muzyce w rozdziale MUZYKA ;). Warto na koniec zaznaczyć, że film Luhrmanna trwa dokładnie 120 minut, oddając tym samym cześć słowom z prologu książki: "Aż ją zakończy dzieci zgon przedwczesny, Dwugodzinnego treścią przedstawienia..."


POWRÓT DO WYBORU STRONA GŁÓWNA KMF