FRANCIS FORD COPPOLA

ROZMOWA



Długie, dość stateczne ujęcie na skwer. Mnóstwo spacerujących ludzi. Wszyscy mamroczą coś pod nosami albo do siebie nawzajem. Rozmowa goni rozmowę - ale który z nich wszystkich jest uczestnikiem tej tytułowej? Smutny pan w plastikowym płaszczu przeciwdeszczowym, za którym zaraz podąży kamera? A może młoda para pojawiająca się na czyimś celowniku?

Pan w płaszczu to Harry Cault (Gene Hackman), wysokiej klasy specjalista od inwigilacji, którego zadaniem było nagranie rozmowy dwojga młodych ludzi na skwerze. Zlecenie wykonuje dla prezesa pewnej firmy i choć jego zadanie wydaje się być zwykłym, rutynowym zajęciem, to jednak para zachowuje się tak jakby celowo chciała sprawić kłopoty techniczne związane z podsłuchiwaniem ich rozmowy. Jak gdyby spodziewając się prób inwigilacji spotkali się w bardzo ruchliwym miejscu i z uporem maniaka spacerują wokół placu. Niemniej dla głównego bohatera nie stanowi to żadnego problemu, gdyż postanawia on skorzystać z dwóch mikrofonów kierunkowych wycelowanych w parę oraz jednego ukrytego w torbie pewnego dżentelmena dzielnie kręcącego się wkoło młodej pary. Taśmy nagrano, rozmowę poskładano, podrasowano dźwięk. i wtedy Harry Cault dochodzi do wniosku, że swoją pracą może pomóc w morderstwie, że to przez niego zginąć może tych dwoje młodych ludzi.
Po co właściwie opisałem techniczny aspekt pracy Caulta? Ponieważ duży nacisk położył na tę kwestię Francis Ford Coppola. Zatrzymując się na chwilę przy aspektach technicznych chciałbym zwrócić uwagę na fantastyczny sposób, w jaki nakręcono scenę podsłuchu w początkowych minutach filmu. Będąc świadkami praktycznie całej rozmowy nie wiemy o co w niej chodzi, gdyż przez większość czasu do naszych uszu dociera jedynie dźwięk pobierany z jednego mikrofonu, co urzeczywistnia i tworzy silną iluzję bycia uczestnikiem tych wydarzeń. Obok wątku kryminalnego mamy tutaj pokazane długie ujęcia montowania taśm oraz poprawiania ich dźwięku, jesteśmy także uczestnikami wielkich targów sprzętu podsłuchowego. Słyszymy krok po kroku jak z bezładnych szumów i pisków, przy użyciu odpowiednich narzędzi, wyłania się głos i składna (choć trochę, nie bójmy się tego powiedzieć, bezsensowna) rozmowa. To są jedne z tych momentów, w których ludzie naszego pokolenia -technologicznych maniaków miniaturyzacji - pokiwają z pożałowaniem głową na widok wielkich szpul z taśmami, leniwie kręcących się na wielkich magnetofonach.

Wyjaśnijmy od razu jedną bardzo ważną kwestię. To nie jest w żadnej mierze film sensacyjny. To nie jest też stricte kryminał, choć posiada wątek o takim charakterze. Nie jest to też thriller, choć trzyma w napięciu od początku do końca. Gdybym miał najprecyzyjniej określić gatunek tego filmu, to powiedziałbym, że Coppola nakręcił dramat psychologiczny o charakterze kryminału z elementami thrillera. Co to w praktyce oznacza? Jest to film, w którym intryga reżysera aż tak bardzo nie interesuje. Służy bardziej jako pretekst do analizy bohatera granego przez Gene Hackamana w kontekście pracy jaką wykonuje.
W trakcie seansu poznajemy jego życie osobiste, relacje z pewną kobietą, która obecna jest w jego życiu, stosunek do pracy, współpracowników, a nawet jego sny i wspomnienia. Coppola snuje powolną opowieść o próbach zbliżenia się do innego człowieka i nawiązania głębszych relacji przez osobę, która zwyczajnie nie jest w stanie tego dokonać. Jesteśmy świadkami wielu dość nieudolnych prób zawarcia bliższego kontaktu z otoczeniem. Harry jako ktoś, kto uzurpuje sobie prawo do obdzierania ludzi z ich prywatności, jest straszliwie przeczulony na punkcie własnego do niej prawa, co w konsekwencji napędza jego niezdrowe relacje z otoczeniem. Harry woli uciekać w świat swoich "ofiar" - tworzyć nierealne więzi, z kimś kogo nigdy prawdziwie nie pozna. To właśnie spowoduje, że zainteresuje się (potrzebnie czy też nie) przyczyną swojego zlecenia oraz podejmie próbę wyjaśnienia tajemnicy owej podsłuchiwanej pary.
Film był nominowany do Oscarów w kategorii najlepszego filmu, scenariusza oryginalnego i dźwięku. Zabawne jest to, że przegrał bitwę o statuetkę najlepszego filmu roku z powstałą w tym samym czasie drugą częścią "Ojca chrzestnego", także F.F. Coppoli. Wśród nominacji dziwić może brak Gene Hackmana, którego występ w "Rozmowie" był fantastyczny. Stworzył on przecież postać niejednoznaczną, mającą swoje zasady, które w pewnym momencie pod wpływem irracjonalnych lęków decyduje się złamać, co jest bezpośrednią przyczyną reszty zdarzeń.

Wiele osób może stwierdzić, że film ten się zestarzał i nie ma miejsca na kino tego rodzaju w dzisiejszym świecie, który wypełniony jest akcją, rozbłyskami, ciętymi dialogami i całą atrakcyjną otoczką. Niemniej "Rozmowa" posiada w sobie coś atrakcyjnego, nie tylko dlatego, że powstała w sąsiedztwie takich ekranowych gigantów jak trylogia "Ojca chrzestnego" czy "Czas apokalipsy". Choć przyznaję, że nie jest to kino aż takiego formatu, to jednak pozostaje bardzo wciągającym oraz trzymającym w napięciu dramato-kryminałem, które poprzez postawy różnych bohaterów zdaje się zadawać także pytanie o charakterze nieco egzystencjalnym - czy to nasza praca wpływa na to jak się zachowujemy, czy może ową pracę wykonujemy przez to, jacy jesteśmy.


wytwórnia -American Zoetropes, 1974
reżyseria - Francis Ford Coppola
scenariusz - Francis Ford Coppola
muzyka - David Shire
zdjęcia - Bill Butler
czas projekcji - 113 minut


Gene Hackman
John Cazale
Allen Garfield
Frederic Forrest
Cindy Williams
Michael Higgins
Elizabeth MacRae
Teri Garr
Harrison Ford

Harry Caul
Stan
William P. 'Bernie' Moran
Mark
Ann
Paul
Meredith
Amy Fredericks
Martin Stett


Autor recenzji: Piotr Brdeja
Oprawa HTML: Szymon Kędzierski - nukerss

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA