Strona główna KMF




Rozmowa z Jurgenem Bruningiem


W pewnym sensie jako środek artystycznego wyrazu wybrał Pan bycie kontrowersyjnym - razem z reżyserem "Otto...", poprzez hardcore na ekranie, pokazuje Pan lewicową ideologię oraz ważne tematy takie jak miłość czy wyobcowanie. Skąd obranie takiej drogi?

(Śmiech) Wie Pan, dla mnie to nie jest aż tak kontrowersyjne. Nie nazwałbym tego również lewicową ideologią. Wszyscy filmowcy, którzy chcą kręcić filmy niezależne, opowiadające o ludziach, a nie hollywoodzkie produkcje, w pewnym sensie wpisują się trochę w lewicowość. Przykładem niech będą włoskie filmy lat 70-tych i 80-tych, kręcone przeciwko mafii i politykom, również tym prawicowym. "Otto..." nie jest filmem politycznym. Ukazuje młodego, zagubionego we współczesnym świecie człowieka, który nie do końca wie dokąd zmierza - to prosta metafora. Mogliśmy wziąć 'zielonego' do głównej roli, ale wtedy to byłby zupełnie inny film, z zupełnie innym przesłaniem. Naszym bohaterem uczyniliśmy zombie, ale zmieniliśmy reguły gatunku, bo zazwyczaj w horrorach zombie nie ma żadnych indywidualnych cech - u nas jest gejem, potrafi wpaść w melancholijny nastrój, zastanawia się, czy jest wegetarianinem itd. Wszystko po to, żeby film był zabawniejszy. Uważam, że mało w nim polityki, tak naprawdę chodzi o podstawowe prawa człowieka i o tym chcieliśmy powiedzieć. Przykładowo, każdy chce żyć w czystym środowisku - nawet prawicowy polityk. Każdy chce korzystać z prawa do wolności wypowiedzi. Powinniśmy dbać o drugiego człowieka, szanować go. O tym ten film tak naprawdę opowiada.

To jedna strona filmu, ale przecież jest jeszcze postać Medei. To obraz specyficznej idealistki o lewicowych poglądach, która przekazuje swoje myśli i odczucia, używając wielu bardzo trudnych słów...

Oczywiście, ale ja uważam ją za bardzo zabawną, np. kiedy mówi, że U.S.A. produkują tyle odpadów, że można by zapełnić 82 tysiące boisk piłkarskich (śmiech). Sam nie wiem, to nie ja jestem reżyserem. Powtórzę to, co mówiłem na wczorajszej dyskusji po filmie - wydaje mi się, że gdybyśmy umieścili te wszystkie elementy bezpośrednio w filmie, to ludzie by je prawdopodobnie wyśmiali. Stąd pewnego rodzaju figura retoryczna w postaci Medei - to reżyserka, która jest bardzo wymagającą, obsesyjną osobą, posługującą się wzniosłymi zwrotami. Konstrukcja tej postaci miała uczynić ją po części komiczną, ale jest wiele prawdy w tym, o czym mówi. Bruce zawsze mówi o tym, co było po 9/11 - że lewicowe idee były wyciszane, nie można było ich wypowiadać, bo najważniejsza była wojna z terroryzmem. Jednak podczas tej wojny zbyt często prawa człowieka były łamane, szczególnie w Ameryce. O to chodzi w jego filmach - pokazać, że jest wiele problemów, o których trzeba rozmawiać.

Akcja filmu dzieje się w Berlinie. Może się mylę, ale odebrałem to jako pewnego rodzaju metaforę wielkiego miasta, w którym żyje masa imigrantów, nikt nikogo nie zna...

(Śmiech) Oczywiście jest w tym trochę prawdy - ten film można było nakręcić w wielu wielkich miastach, ale wybraliśmy Berlin. Bruce mieszka w Toronto, ja w Berlinie, a to był nasz najdroższy wspólny projekt, więc gdybyśmy chcieli go nakręcić w innym mieście, koszty diametralnie by się zwiększyły. W Berlinie ciągle stosunkowo łatwo znaleźć odpowiednie lokalizacje, za które nie trzeba dużo płacić.

Rozumiem, żadna metafora... (śmiech)

Wielkie miasto przy takiej ilości mieszkańców zawsze jest miejscem pewnego wyalienowania i zaniku indywidualności. Ale akcja filmu mogłaby dziać się gdzie indziej, niekoniecznie w wielkim mieście. W końcu Otto przychodzi z jakiegoś małego miasteczka, dopiero później wsiąka w wielkomiejskie życie, ale nie może nikomu zaufać - na końcu wyrusza więc na bliżej nieokreśloną północ. Tam jest chłodniej, może ludzie będą milsi? Dla mnie to zakończenie ma wymiar filozoficzny i trochę poetycki.

Akcja dzieje się w Berlinie, ale wszyscy mówią po angielsku. Miało to jakiś inny wymiar poza praktycznym?

Pierwszy film, który nakręciliśmy razem powstał w Kanadzie, w głównych rolach wystąpili Kanadyjczycy. Później zrobiliśmy film w Los Angeles z amerykańską obsadą. "Skinflick" kręciliśmy w Londynie, ale ekipa byłą już międzynarodowa. Kręcenie filmów w dzisiejszych czasach właśnie tak pojmuję - jako międzynarodowy wysiłek, który zbliża do siebie ludzi. Nie produkuje filmu niemieckiego, polskiego czy amerykańskiego, lecz film z młodymi, interesującymi osobami. W "Otto..." główny aktor pochodzi z Belgii, reżyser jest Kanadyjczykiem, na planie pracowało wielu Francuzów, a statyści pochodzili z dziecięciu różnych krajów. Stąd też decyzja o kręceniu po angielsku - każdy zna ten język. A poza tym, produkowanie filmu w angielskim jest lepsze również ze względów dystrybucyjnych i marketingowych, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. W ostatnim filmie Bruce'a, "Raspberry Reich", obsada była całkowicie niemiecka, ale wszyscy mówili po angielsku. Mieli oczywiście specyficzny akcent, ale przez to film dla Amerykanów był bardziej egzotyczny. To taki wyznacznik stylu Bruce'a. Wspominałem o tym wczoraj - on uwielbia pracować z ludźmi, którzy nie są profesjonalnymi aktorami.

Podczas dyskusji wspomniał Pan, że zawsze ciężko Wam zebrać fundusze na kolejny film.

Tak, rzeczywiście ciężko zebrać środki na kolejny film. Wszyscy, którzy chcą robić interesujące kino, mają problemy z zebraniem pieniędzy. Bruce to w tej chwili uznany twórca, o którym sporo się pisze, którego filmy puszczane są na największych festiwalach, czasem bez wcześniejszego ich obejrzenia. Najwięcej było pokazywanych na festiwalu w Berlinie. W Polsce może nie jest jeszcze aż tak znany (śmiech). Wspominałem wczoraj, że byliśmy tu dziesięć lat temu i na filmie było około dziesięciu osób, a wczoraj było ich ponad dwieście! Nawet jeśli ma się dobry scenariusz, to ciężko jest przekonać ludzi, żeby dali ci pieniądze. Nie wiem jak wygląda to w Polsce, ale w Niemczech można dostać również dofinansowanie ze środków publicznych. Akurat w naszym przypadku bywa to problematyczne, ponieważ tak naprawdę proszę o pieniądze dla kanadyjskiego filmowca, ale da się to zrobić - "Otto..." dostał dofinansowanie. Jednak nie lubię tego, gdyż zajmuje za dużo czasu. Bardzo często zwracam się do firm dystrybucyjnych, bowiem przez te wszystkie lata nawiązałem tam sporo znajomości. Tak było również w przypadku "Otto...".

A tak z ciekawości - ile wyniósł budżet "Otto..."?

250 tysięcy Euro.

Jaka była reakcja na film w Berlinie?

Nie było tak burzliwej dyskusji o homoseksualizmie jak tutaj. W zasadzie było wręcz przeciwnie. Kilka osób siedzących na sali zaczęło się wypowiadać, że chyba zostaną gejami, bo wydaje się to o wiele bardziej interesujące (śmiech). Ale ogólnie reakcje były mieszane, jak po wszystkich filmach Bruce'a. Część ludzi wyszła podczas seansu, tak jak tutaj. I tak jak tutaj były osoby, które wypowiadały się, że nie mogą oglądać scen pieprzenia się na ekranie, tyle, że oni nie kwestionowali zamysłu reżysera, lecz po prostu stwierdzali, że nie dadzą rady. Ja to jak najbardziej rozumiem, nie każdy jest w stanie takie sceny przyswajać. Razem z Bruce'em podjęliśmy decyzję, żeby je w filmie umieścić. Uważam, że w telewizji i wiadomościach pokazuje się znacznie bardziej brutalne obrazy, a ludzie oglądają je bez zająknięcia. Jak dla mnie sceny z naszego filmu są kompletnie nieszkodliwe, ale rozumiem kogoś, kto twierdzi inaczej. Szczególnie na festiwalach filmowych, gdzie część osób zna twórczość Bruce'a, a część nie wie czego oczekiwać. Zdarzały nam się również bardzo entuzjastyczne opinie, ale szczerze mówiąc byłbym zawiedziony, gdyby się wszystkim podobało. To by oznaczało, że zrobiliśmy nudny film! A ja nie chcę robić standardowych filmów ze sztampową historią miłosną i parką bohaterów, z którymi każdy się może identyfikować. To nie dla mnie.

Ale przecież "Otto" jest w pewnym sensie historią miłosną...

Oczywiście! Uważam, że to bodaj najbardziej przystępny film Bruce'a. Można się trochę identyfikować z głównym bohaterem, jest prosta historia - Otto przybywa do miasta, doświadcza czegoś, podejmuje decyzje, nie znajduje miłości, a więc odchodzi. To bardzo tradycyjna historia, tylko że opowiedziana w mało tradycyjny sposób, również jeśli chodzi o narrację, bowiem skaczemy do przodu i do tyłu, co może początkowo sprawić, że niektórzy się pogubią. Później jest już jednak lepiej (śmiech). Dlatego myślę, że ten film jest bardziej przystępny dla publiczności. Pewnie, że łatwiej byłoby pokazać jakąś ładną kobietę przybywającą do miasta i zakochującą się w chłopaku-hetero, ale nie rozumiem dlaczego pokazanie miłości dwóch gejów jest jakimkolwiek problemem.

Wspomniał Pan, że ludzie reagują czasem bardzo ostro na sceny seksu i przemocy przedstawione w "Otto..", kiedy w takich "Piłach" czy "Hostelach" im to nie przeszkadza, a nawet się podoba. Jak Pan sądzi, dlaczego tak się dzieje?

Seksualność to bardzo skomplikowane zagadnienie. Uznawane ciągle jako tabu, o którym się nie dyskutuje. Chociaż religia i kościół katolicki nie mają już takiego wpływu na życie, to dalej tematy takie jak seks przedmałżeński czy posiadanie jednego partnera na całe życie, są zakorzenione gdzieś w podświadomości. Dlatego też dzieci nie są dobrze edukowane i stąd to się wszystko bierze. Każdy ma jakieś seksualne pragnienia, nieważne czy to mężczyzna, czy kobieta. Istnieją różne fetysze - jedni lubią tak, drudzy inaczej. A kiedy na horyzoncie pojawia się religia, to czujemy się winni z powodu tych pragnień. Trzeba przejść długą drogę, ażeby uciec od poczucia winy w sprawach seksu. Kiedy człowiek widzi obrazek o podłożu seksualnym, to zaczyna się walka z tym, w jaki sposób został wychowany. To ciągle szeroko dyskutowany temat. W Niemczech toczy się jednak trochę inna dyskusja - mianowicie, czy w dzisiejszych czasach mamy zbyt duży dostęp do pornografii? Osobiście uważam, że tak, ponieważ muszą jednak istnieć jakieś granice, nie można wystawiać dziesięciolatka na działanie takich obrazów. Ale gdyby istniała bardziej otwarta edukacja, gdzie dyskutowałoby się o wszystkim, również o seksualności, wtedy ludzie nie czuliby się tak zdezorientowani w momencie zetknięcia z obrazem o podłożu seksualnym, potrafiliby umieścić go w pewnym kontekście. Nie istniałoby żadne tabu i ludzie potrafiliby radzić sobie sami z podobnymi filmami, zamiast z miejsca krzyczeć o niewiadomo jakiej kontrowersji! Dosadne obrazy istnieją w sztuce od samego jej początku, to nie jest nic nowego, a gdy pokazuję film swój lub Bruce'a, to ludzie wydają się zaszokowani - czy historia nikogo już nie obchodzi?! Nagie ciało było kiedyś jednym z głównych motywów w sztuce, zarówno w starożytnej Grecji, jak i w Kamasutrze. Jaka jest różnica pomiędzy sceną z cipką i kutasem, a dwoma kutasami? Nie ma żadnej! A w filmie pokazujemy to tak naprawdę przez bardzo krótki okres czasu i w sumie niewiele widać. Należy więc odpowiedzieć na pytanie, dlaczego część publiczności boi się oglądać nagich ludzi na ekranie? To samo z przemocą - w naszym filmie pojawiają się oczywiście sztuczne ręce i nogi, ale to tylko film, czy ludzie nie zdają sobie z tego sprawy? W hollywoodzkich horrorach co rusz odcinają sobie ręce, głowy itd. Tamte filmy są o wiele mocniejsze! To jakaś dziwna choroba naszego społeczeństwa. A od publiczności festiwalowej oczekuje jakiejś otwartości na film, nie muszą go zrozumieć, mogą nie polubić, ale niech dadzą twórcy powiedzieć to, co chce. Jeśli na samym początku są zamknięci na nowe doświadczenie, to film nie ma żadnych szans...

Co więc sądzi Pan o polskiej publiczności?

Podobała mi się wczorajsza dyskusja, ponieważ czasem zdarzały się takie, na których nikt się o nic nie pytał. A to jest jeszcze gorsze, bo jeśli nikt nic nie mówi, to po co w ogóle prowadzić jakąkolwiek dyskusję? Wczoraj ludzie pokazali, że potrafią myśleć. I nawet jeśli nie podobało mi się to, co mówili, to było to dla mnie interesujące i szanuję ich za to. Robię filmy dla publiczności, a więc oczekuje jakiejś reakcji. Nie oceniam nikogo, kto zadaje pytania - po prostu staram się zostać zrozumianym.

Jakieś przyszłe projekty?

Tego lata kręcę kolejny film, ale z innym reżyserem. Nie jest tak kontrowersyjny, ale głównym wątkiem jest historia miłosna dwóch lesbijek (śmiech). Możliwe, że za rok nakręcimy coś z Bruce'em, ale to pozostaje na razie w sferze planów. Obecnie ciągle jeździmy i promujemy "Otto...". Oczywiście trzeba jeszcze wcześniej zebrać jakieś środki finansowe. Jak wszystko pójdzie dobrze, to za rok zrobimy razem kolejny film.

Na sam koniec - jak zachęci Pan naszych czytelników do obejrzenia "Otto, czyli niech żyją umarlaki"?

Hmm... Uważam, że to dobrze być osobą ciekawą świata. Jeśli się jest taką osobą, wtedy chce się doświadczyć różnych filmów. "Otto..." jest jednym z tych filmów.

Dziękuję za rozmowę.


Wyślij e-mail Rozmawiał:
Darek Kuźma - BEOWULF
Klub Miłośników Filmu
08.08.2008

Powrót do Lata Filmów Powrót do festiwali
Powrót do strony głownej