- Został postrzelony w głowę.
- Jaki jest jego stan?
- Nie żyje.
- Jak bardzo?
- W stu procentach.
- Musimy go przesłuchać!
Stało się! Oto przed nami, po raz pierwszy w historii kina, nowa wersja przygód inspektora Jacques'a Clouseau. Pomijam - co oczywiste
 | |
- pierwszą próbę odnowienia serii, czyli "Syna różowej pantery" z roku 1993 (reż. Blake Edwards) z Roberto Benignim, w którym to nieudanym filmie postać Jacquesa Clouseau nie pojawiała się. Od śmierci Petera Sellersa mija właśnie 26 lat. Od premiery ostatniej części "Różowej pantery" z jego udziałem - 24. Przez prawie ćwierć wieku, nikomu nie przyszło do głowy, aby próbować zreanimować postać zakręconego, gapowatego, ale i na swój sposób niezwykle błyskotliwego 'ęspektora' policji. Zastąpienie Petera Sellersa w roli Clouseau kimś innym, wydawało się pomysłem równie karkołomnym, co próby zastąpienia np. Freddy'ego Mercury innym wokalistą w zespole Queen. Oczywiście, nie ma podobno ludzi niezastąpionych, ale o ile w zespole Queen możnaby wymienić gitarzystę lub perkusistę, a w obsadzie "Różowej pantery" każdego z aktorów drugoplanowych, o tyle słowo 'zastąpienie' nie zdaje egzaminu przy takich ludziach jak Peter Sellers, w szczególności właśnie w roli Clouseau, która przyniosła mu największą sławę. Mając do czynienia z wielkimi osobowościami - czy to świata filmu, czy muzyki, religii, polityki itd. - pewnych ludzi nie da się zastąpić, a jedynie podrobić ich dzieło, ich osobowość, w celu kontynuacji działań przez nich rozpoczętych...
|  |
Tacy kontynuatorzy misji wielkich, niezapomnianych ludzi, skazani są bezlitośnie na porównania ze swoimi poprzednikami, przeważnie bardzo krytyczne, lub z nostalgią wspominające oryginał, który nieodwołalnie odszedł. Oryginał, który posiadał to magiczne 'coś', coś niepodrabialne, coś nieuchwytne, coś, co stanowiło o jego nieprzeciętności wybijającej się ponad wszystko i wszystkich. Kontynuatorzy to w pewien sposób koła dojazdowe, które zakładane są w miejsce normalnego, pełnowymiarowego i pełnowartościowego koła w samochodzie. Niby i na takim mniejszym, słabszym kole samochód pojedzie, ale i wrażenia z jazdy nie te i wygląd nie taki. W pamięci kierowcy będzie wciąż widok samochodu na pełnym zestawie czterech kółek i jak najszybciej będzie chciał to dojazdowe zdjąć. I w ten sposób dojechaliśmy do nowej wersji "Różowej pantery", gdzie Steve Martin mierzy się z legendą Petera Sellersa i oczywiście zostaje pokonany, choć wcale nie w pierwszych sekundach pierwszej rundy, jak się wszyscy spodziewali. Co więcej, nowa "Różowa pantera" nie jest profanacją oryginalnych filmów spółki Blake Edwards / Peter Sellers. Jest też całkiem zabawna, choć do klasy humoru starych "Różowych panter" filmowi Shavna Levy'ego daleko. Przede wszystkim należy pochwalić Steve'a Martina za to, że bazując na i powtarzając zachowania Petera Sellersa (nagłe ciosy karate, okrzyki, grymasy twarzy) nie popadł w ton ślepego naśladownictwa i postać Clouseau przez niego nakreślona nawet bawi. Steve Martin nosi wąs podobny do oryginalnego, także płaszcz wygląda jak żywcem zdjęty z Sellersa... więc co do diaska na głowie Clouseau AD2006 robi beret z antenką, skoro oryginalny ęspektor nosił dość charakterystyczne i pamiętane przez widzów nakrycie głowy. To jedna z tych zupełnie niepotrzebnych różnic wprowadzonych przez reżysera do nowej "Różowej pantery". Na szczęście bez zmian pozostawiono sposób mówienia Clouseau, z przeinaczaniem niektórych wyrazów na czele. Nauka wymawiania słowa 'hamburger' doprawdy jest jedną z najpocieszniejszych scen filmu.
|
 | |
 |
|
I choć Steve Martin nie został ciężarem roli Clouseau znokautowany, to - jak już pisałem powyżej - w porównaniu z Sellersem leży i jest liczony. Nie ma bowiem w jego grze tej lekkości i naturalności, jaka towarzyszyła Sellersowi, który z prostej sceny otwierania drzwi mieszkania (rozsypany ryż, podarte spodnie) potrafił uczynić prawdziwą perełkę slapstikowej komedii. Nie ma też w nowej wersji, sceny choćby zbliżonej poziomem humoru do tej, która kończyła "Strzał w ciemnościach" z roku 1964 (reż. Blake Edwards), gdzie Clouseau wygłaszał inteligentny i przemyślany wywód na temat zbrodni, jednocześnie robiąc z siebie ostatniego idiotę, który nie potrafi usiąść na kanapie, żeby się nie wywalić. Steve Martin za to, z wazonem na ręku, widowiskowo rozwala bezcenny stół w pokoju podejrzanego - sympatyczne nawiązanie do "Różowa pantera kontratakuje" 1976 (reż. Blake Edwards), gdzie Sellers w rycerskiej rękawicy na dłoni rozwalał niezwykle drogi fortepian Steinnwaya, ganiając za muchą. Kolejne nawiązanie do klasyków Edwardsa, to globus w biurze Clouseau, który tym razem nie wcina jego ręki - jak to było z Peterem Sellersem w "Różowej panterze" z roku 1963 - tylko wypada z uchwytu i wytacza się na ulicę. Wreszcie, jeśli miałbym ocenić Steve'a Martina podnosząc kciuk do góry lub opuszczając go w dół, pozostawiłbym dłoń w pozycji niewzruszonej, z kciukiem w bok, albowiem Martin i wygrał (nie skompromitował się grając postać-legendę) i przegrał (do Sellersa daleka, niemożliwa do pokonania droga). Niestety, w "Różowej panterze" zabrakło postaci Cato - chińskiego służącego Clouseau, zapewne z dwóch powodów. Pierwszy to poprawność polityczna, w czasach której nie wolno pokazywać chińskiego służącego, którego Clouseau (jak pamiętamy z filmów Edwardsa) miał w zwyczaju zdrowo okładać, podczas pamiętnych, widowiskowych walk w mieszkaniu niezdarnego ęspektora, gdzie scena w której łańcuch nunchaku pęka na karku Cato, po prostu zabijała ;). Drugi powód to taki, że w pierwszej "Różowej panterze" Edwardsa, Cato również nie pojawiał się. Jako że Shawn Levy wziął z klasyki tylko postaci oraz motyw muzyczny (przearanżowany i unowocześniony, choć wcale nie na lepsze), mógł sobie pozwolić na wymyślenie całkiem nowej opowieści i wprowadzenie zamiast Cato postaci Gilberta Pontona granej troszkę nijako i bez zaangażowania przez Jeana Reno, który jest jednocześnie partnerem Clouseau i odpowiednikiem Cato, tylko że w tym przypadku to nie on ma atakować Clouseau o każdej porze dnia i nocy, a Clouseau jego, w celu wyćwiczenia w nim szybkości i refleksu. Trzecia postać warta i wymagająca wzmianki, to Inspektor Dreyfus (Kevin Kline), który pozostaje marnym cieniem oryginalnego Dreyfusa (ah, te tiki nerwowe, ta szczera nienawiść do Clouseau ;) w niezapomnianym wydaniu Herberta Loma (aktor ma obecnie 95 lat).
|
 | |
 |
|
Humor w "Różowej panterze" bywa nierówny, co jest jednym z największych moich zarzutów w kierunku filmu. Przede wszystkim niezabawna animowana czołówka z kultową różową pantera - ale że czołówki starych "Panter" również mi się za szczególnie nie podobały, ani nie śmieszyły, to i twórcom nowej wersji można to wybaczyć. Następnie pierwsze gagi filmu, czyli parkowanie przed posterunkiem - niepotrzebnie przesadzona i zbyt długa scena, która traci zabawną moc już po pierwszym stuknięciu w zderzak zaparkowanego radiowozu. Później zdejmowanie pięknej pani ze stolika - nie wiem, mnie nie śmieszyło, choć powinno było chyba ;). Już miałem stawiać kreskę na filmie Levy'ego (wszak minęło prawie 20 minut, a moja przepona ani drgnęła) i nadeszły kolejne gagi, dialogi (jak ten zacytowany przed recenzją) i sytuacje... które na szczęście okazały się stać na znacznie wyższym poziomie, choć wciąż oscylowały bardziej w okolicach 'średnie' niż 'arcyśmieszne'. Humor siadł zwłaszcza w finałowych scenach, które jako kulminacja fabuły, powinny sprawić, że widzowie będą pokładać się na podłodze ze śmiechu. Niestety, finałowa scena odkrycia sprawców zbrodni wygląda jak odsłonięcie masek w przygodach "Scooby Doo" - bez polotu i humoru... i bez Scooby Doo oczywiście. Zatem tak: "Różowa pantera" jako komedia jest w miarę OK., bo gwarantuje trochę śmiechu, jako jednak następca, porównywany z oryginałem, to udana bo udana, ale tylko średniawka. Ogólna zatem ocena dla filmu to jakieś pięć punkcików na dziesięć punkcików. I przede wszystkim trzeba powiedzieć, iż to film udowadniający, że do diaska, nie da się niektórych ludzi zastąpić, choćby intencje były jak najszczersze, a zapał niegasnący.
 | |
RÓŻOWA PANTERA
Tytuł oryg: The Pink Panther
Gatunek: komedia, sensacja
Rok prod: 2006 USA
Czas trwania: 93 min
Reżyseria: Shawn Levy
Scenariusz: Len Blum, Steve Martin
Zdjęcia: Jonathan Brown
Obsada: Steve Martin, Jean Reno, Kevin Kline
 | |
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX
|
| |
 |
Klub Miłośników Filmu, 10.02.2006