Mocno zauważalny brak De Niro

Pierwsza część "Różowej pantery" ze Steve'em Martinem zarobiła w weekend otwarcia nieco ponad 20 milionów dolarów, a całkowity przychód z dystrybucji filmu doczołgał się ostatkiem sił do kwoty 120. Biorąc pod uwagę budżet opiewający na kwotę 80 milionów, wynik finansowy osiągnięty przez "Różową panterę" trudno nazwać spektakularnym sukcesem. Mimo słabego scenariusza i braku Petera Sellersa film oglądało się w miarę bezboleśnie, było też kilka niezłych gagów i jakby się mnie ktoś zapytał, czy nowa "Różowa pantera" była całkowita klapą, odpowiedziałbym zdecydowanie, że nie. I zaraz bym dodał, że była po prostu klapą.
Gdy dowiedziałem się, że do kin wchodzi "Różowa pantera 2", usiadłem i przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, PO CO? Przecież nie kręci się kontynuacji czegoś, co ledwie zwróciło koszty produkcji i czemu widzowie powiedzieli, może nie zdecydowane, ale jednak NIE. Jak jednak widać na załączonym obrazku, producenci, reżyser i aktorzy założyli sobie na oczy klapki (albo i sandały) - że niby nie widzą otaczającej ich rzeczywistości i wyników Box Office - i uraczyli nas kontynuacją "hitu" sprzed trzech lat. Byłem wręcz pewien, ze dwójka będzie koszmarna, że pojedzie na tych samych schematach, na których jechała jedynka, że będzie masa dobrych aktorów w obsadzie i że żaden z nich nie zostanie dobrze wykorzystany. Do końca miałem jednak cień nadziei, że może jakimś cudem uda się zrobić kontynuację lepszą od jedynki, która przecież poprzeczki nie ustawiła zbyt wysoko. Moja nadzieja prysła jak bańka mydlana już po kilku minutach filmu i do końca seansu nic się nie zmieniło. Powiem wprost - jest bardzo źle, tak bardzo, że chciałem złożyć reklamację i żądać zwrotu gotówki za bilet. Gdy jednak wyszedłem z sali kinowej, pospiesznie ominąłem kasy, bo wstyd mi było przyznać się komukolwiek, że byłem w kinie na "Różowej panterze 2".
W obsadzie same znane nazwiska: Steve Martin, Jean Reno, Alfred Molina, John Cleese, Andy Garcia, Jeremy Irons (do kompletu brakowało tylko Roberta De Niro) - wszyscy od lat bez dobrej roli, zepchnięci gdzieś w filmowy niebyt, wyciągani zeń na potrzeby produkcji pokroju omawianego właśnie filmu. Najbardziej żal mi Jeana Reno. Patrząc na to, co od kilku lat ten aktor wyprawia przed kamerą, zaczynam mieć wątpliwości, czy to na pewno on rozsadzał kiedyś ekran charyzmą i mocnym charakterem w "Wielkim błękicie" i "Leonie". Nie wierzę, że Jean Reno tak sam z siebie przestał umieć grać. Ktoś musiał go zepsuć, ktoś sabotuje jego aktorstwo - nie widzę innego wyjaśnienia. Reszta "gwiazdorskiej" obsady również kręci się przed kamerą bez celu, ani nas nie rozbawiając ani nie racząc aktorskim kunsztem. Jedynie Cleese, gdy w łazience wali głową w ścianę usłyszawszy słowo "Clouseau", przypomina przez chwilę dawnego siebie; reszta aktorów to pełnoetatowe cienie przeszłości. Wyraźnie widać, że wepchnięto do obsady wiele znanych nazwisk tylko po to, żeby mieć czym promować film. Podobny przypadek miał miejsce w nudnym i nieśmiesznym "The Women" z roku 2008, w którym lista płaca aż pękała w szwach od wielkich nazwisk. I tam i tu nie pomogło to w podniesieniu jakości filmu, a jedynie budżetu.
Steve Martin dwoi się i troi żeby dorównać choć butom Petera Sellersa. Niestety, wciąż nic mu z tego nie wychodzi. Nie ma w nim tej naturalnej naiwności i niewymuszonej niezdarności klasycznego Ęspektora Clousueau. Nawet walka karate w mieszkaniu jest tylko bladą podróbką starć Sellersa z Kato. Tu w dodatku Clouseau bije się z... dziećmi. Nie bawi też jakoś wątek watykański, gdy Martin przebrany za Papieża wypada przez okno. Ten skądinąd przecież niezły aktor komediowy, tylko w dwóch ujęciach ociera się o "absurdalny" kunszt Sellersa; gdy wyskakuje pobrudzony sadzami z kominka i macha ręką z dzikim okrzykiem i gdy podczas pojedynku karate biegnie przez jeden z pokoi wydając z siebie dziwne dźwięki. Przez ułamek sekundy widziałem wówczas i słyszałem na ekranie Petera Sellersa, i za to maleńki plus dla Martina. Poza tym, uśmiechnąłem się już tylko raz, gdy Clouseau próbował dostać się do domu strzeżonego przez monitoring. Ale naprawdę nie nastawiajcie się na zbyt wiele. Ten motyw powoduje tylko lekki uśmieszek, po czym znika on z twarzy i nie pojawia się do końca filmu. W tym miejscu chciałbym polecić trailer filmu, który zawiera absolutnie wszystkie, jeśli już muszę użyć tego słowa: zabawne sceny "Różowej pantery 2". Trailer dostępny jest w telewizji i na YouTube - całkiem za darmo.
"Różowa pantera 2" jest kiepsko zagrana i kiepsko wyreżyserowana. Harald Zwart (pracujący aktualnie nad remake'em "Karate Kid") próbował wskrzesić klimaty filmów Blake'a Edwardsa, wyszło niestety mało zabawnie, nieprzekonująco i irytująco. "Różowa pantera 2" trwa na szczęście tylko osiemdziesiąt minut i to jest największą zaletą tego kompletnie nieudanego filmu i równie niepotrzebnej kontynuacji, równie zresztą zbędnej części pierwszej. Cieszę się, że dwójka zarobiła w weekend otwarcia tylko 11 milionów dolarów - czyli połowę mniej niż jedynka i ma wielkie szanse stać się klapą sezonu. Może to wreszcie da do myślenia producentom. Choć, znając życie, koniecznie i wbrew wszystkiemu, będą chcieli zrobić z tego trylogię. Co z tego, że z części na część coraz bardziej żenującą? Z "Taxi" i "Transporterem" się udało, więc i z panterą nie może nie wyjść. Ponownie wszyscy założą klapki na oczy udając, że nie widzą tragicznego poziomu swoich filmów i słabego odbioru filmów przez publiczność. Zatrudnią na drugi plan De Niro i dziesięć innych znanych nazwisk, Steve Martin pobiega i pokrzyczy na planie, a Peter Sellers widząc jak profanowana jest "Różowa pantera" i jak nisko stacza się współczesna komedia, przewróci się w grobie.


wytwórnia - Metro-Goldwyn-Mayer, 2009
reżyseria - Harald Zwart
scenariusz - Scott Neustadter, Michael H. Weber
muzyka - Christophe Beck
montaż - Julia Wong
zdjęcia - Denis Crossan
czas projekcji - 92 minuty


Steve Martin
Jean Reno
Emily Mortimer
Andy Garcia
Alfred Molina
Yuki Matsuzaki
Aishwarya Rai
John Cleese


Jacques Clouseau
Ponton
Nicole
Vicenzo
Pepperidge
Kenji
Sonia
Inspektor Dreyfus


Autor recenzji: Rafał Donica - DUX | Klub Miłośników Filmu, 2 marca 2008

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA